Czytelnia

Podróż Abrahama

Jacob Prasch włącz .

 Życie niemalże każdego człowieka może zostać nakreślone według kluczowych punktów podróży Abrahama z Mezopotamii do ziemi obiecanej. Podróż ta stanowi metaforę naszej duchowej drogi w obecnym życiu.

Autor powyższego artykułu w doskonały sposób wychwytuje wszelkie zagrożenia i punkty zwrotne zarówno w życiu Abrahama jak i w naszym, chrześcijańskim życiu. Stawia pytania, na które każdy z czytelników musi odpowiedzieć sobie sam - czy jestem w Sychem, Betelu, a może jednak już w Hebronie. A co jeśli zboczyłem z trasy wyznaczonej przez Boga i jednak udałem się do Egiptu? Wszystkie te pytania i odpowiedzi na nie pociągają za sobą pewne konsekwencje, dlatego dobrze jest znać swoje położenie na Bożej "mapie" i dlatego polecam powyższy artykuł.

Jednocześnie ma on dla mnie wymiar osobisty, ponieważ wiele wiele lat temu, gdy byłem daleko od Boga, pozwolił On mi również odbyć podróż, która miała pewien proroczy wymiar.

Pewnego razu wraz z żoną zostaliśmy zaproszeni na wesele wcześniej poznanego mieszkańca Indii. Nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, w jaki region tego kraju się udajemy, ale jakimś cudem zdobyliśmy wszystkie pozwolenia, będąc jednocześnie sprawdzanym przez indyjskie służby wywiadowcze. Żaden z popularnych przewodników nie zawierał informacji o tym stanie - Manipur, w północno-wschodnich Indiach - ponieważ był to rejon o separatystycznych tendencjach, w stanie wewnętrznej wojny. Nie istnieje tam coś takiego jak turystyka, a granice stanu są zamknięte dla przyjezdnych. Dotarliśmy tam bez przeszkód, a ponieważ pan młody był zajęty przygotowaniami do wesela, jego dobry znajomy zaproponował nam zwiedzanie stanu o wiele dalej niż obejmowała to nasza przepustka (czyli tylko i wyłącznie stolica stanu, Imphal). Udaliśmy się do miejsca, z którego teoretycznie nie powinniśmy byli wrócić żywi, do miejscowości MORE (Moreh), przy granicy z Birmą. Cała, prawie stukilometrowa droga do tego punktu granicznego jest kontrolowana przez rebeliantów, którzy (o ile już jakikolwiek cudzoziemiec się tam pokaże) porywają dla okupu wszystkich przyjezdnych, "kradną i zarzynają". Jednak Bóg zapewnił nam ochronę chociażby w postaci armii indyjskiej, która odtransportowała nas do granicy z Birmą (chociaż nie mieliśmy rządowego pozwolenia na przebywanie tam!). A co ciekawe, całej tej podróży towarzyszyła nam lokalna pieśń o terebincie. Wróciliśmy cali i zdrowi na wesele, hmmm, człowieka, którego imię w jego własnym języku (języku meitei) oznaczało "SYN BOŻY". (To opowieść w bardzo dużym skrócie).

Wymiar metaforyczny? Otóż Bóg jest wierny w Swoim przymierzu i nawet, jeśli my zawodzimy, to On będzie czynił wszystko, abyśmy powrócili na właściwą drogę, sprawi, że to co niemożliwe stanie się możliwe, bo Jego pragnieniem jest, abyśmy wszyscy znaleźli się na Weselu Baranka, prawdziwego Syna Bożego, powrócili "do domu".

Ja byłem w swoim More (Moreh), w miejscu, gdzie można polegać jedynie na Bogu, a nie na własnej sile, zdolnościach czy sprycie i dopiero z tego płynie prawdziwe poznanie naszego Pana.

Bóg jest moim nauczycielem ……

 

 

- - - - - - -
Społeczność Chrześcijańska w Mikołajkach