Czytelnia

Wszystko co masz jest pożyczone

Tomasz Chyłka włącz .

2 Król. 6:1-7

"Pewnego razu rzekli uczniowie proroccy do Elizeusza: To miejsce. gdzie przy tobie mieszkamy, jest dla nas za ciasne. Pozwól nam pójść nad Jordan i przynieść stamtąd każdy po jednej belce, abyśmy mogli wznieść sobie tutaj pomieszczenie dla siebie. A on rzekł: Idźcie! A jeden z nich rzekł: Racz i ty pójść ze swoimi sługami! A on odpowiedział: Owszem, pójdę. I poszedł z nimi. A gdy doszli nad Jordan, zaczęli ścinać drzewa. A gdy jeden z nich obalał pień, siekiera wpadła do wody. Wtedy zawołał: Ach, mój panie, ona była pożyczona! Wtedy rzekł mąż Boży: Gdzie wpadła? A gdy on pokazał mu miejsce, uciął kij i rzucił go tam, i sprawił, że siekiera wypłynęła. Potem rzekł: Podnieś ją sobie! Ten zaś, sięgnąwszy ręką, pochwycił ją."

Mamy tutaj obrazek ze szkoły prorockiej. W czasach Eliasza i Elizeusza istniały takie szkoły, w których młodzi prorocy uczyli się na pamięć wyroków Bożych, uczyli się Słowa Bożego. Uczniowie proroccy byli tam z Elizeuszem, którego nazywali swoim panem. Oni uczyli się od niego i przyglądali się jego służbie.

Przyszedł taki czas gdy w szkole było już tylko osób, że nie mogli się pomieścić i było im ciasno ze sobą. Zaczęli więc myśleć o możliwościach dla rozwoju swojej szkoły. Oni mieli to pragnienie i mieli strategię, jak i co ma zostać zrobione.

Pragnienie i potrzeba rozwoju

Wierzę ze każdy z nas nosi pragnienie w swoim sercu dla rozwoju swego Zboru, rozwoju Kościoła, czy służby jaką prowadzimy. Pierwszą rzeczą jaką uczniowie uczynili, to przyszli do swego Pana i opowiedzieli mu o swoim problemie, opowiedzieli mu o swoim zamiarze. Powiedzieli mu o wszystkich swoich planach i sposobie w jaki chcą osiągnąć cel.

Jest tutaj wspaniała lekcja dla nas. Czy kiedy mamy pragnienie, mamy zamiary, mamy wizję tego jak chcielibyśmy rozwijać służbę Pańską, czy idziemy najpierw z tym do naszego Pana? Czy pytamy się Pana, czy mówimy mu Panie mam takie myśli, mam takie plany – co ty na to powiesz, co ty o tym sądzisz?

Uczniowie proroccy najpierw spotkali się ze swoim Panem. Oni przecież mogli powiedzieć – my chcemy dobrą rzecz, mamy możliwości, jest nas tu na tyle sporo, że poradzimy sobie, więc po co mielibyśmy jeszcze chcieć. Oni jednak mieli na tyle mądrości ze poszli najpierw do swojego Pana i zapytali go o pozwolenie – czy on się na to zgadza.

Kiedy Jezus powołał uczniów, czytamy w Ewangelii Marka: „Powołał ich żeby z nim byli i żeby wysłać ich na zwiastowanie Ewangelii” (Mar.3:14).

 Zanim uczniowie mieli cokolwiek do zrobienia, najpierw byli powołani do społeczności ze swoim Panem. Podobnie jest z nami. Jesteśmy powołani do społeczności Syna Bożego, czyli do głębokiej relacji z Jezusem. On jest naszym Panem. Od spotkania się z nim powinny wywodzić swój początek wszystkie sprawy i dzieła jakimi się później trudzimy.

Panie pójdź z nami

Elizeusz powiedział swoim uczniom idźcie, ale widzimy, że im to nie wystarczyło. Uczniowie proroccy nie tylko uznali za ważne spotkać się ze swoim Panem, ale zależało im na tym, żeby on sam im towarzyszył. Kiedy my spotykamy się z Panem i zabiegamy o Boże błogosławieństwo dla Zboru, dla Kościoła, dla służby – czy prosimy Pana żeby w tym co będziemy robili On uczestniczył?

Kiedy Mojżesz prowadził lud powiedział: „Panie jeśli oblicze twoje nie pójdzie z nami to nie każ nam stąd wyruszać” (2Mojż.33:15)

Czy my powiadamy podobnie za Mojżeszem: Nie każ mi głosić Panie jeśli ty nie będziesz moimi ustami. Nie karz mi prowadzić Zboru lub służby jeśli ty nie będziesz prowadził tych ludzi, których mam pod opieką. Nie każ mi zajmować się tą sprawą jeśli ty nie będziesz zajmował się tą sprawą. Po cóż mielibyśmy być tam gdzie nie ma Pana. Po cóż mielibyśmy zajmować się sprawami w których nie ma Pana. Czemu mielibyśmy sądzić ze wystarczy zmówić pacierz i sprawa załatwiona – niebo zaakceptowało moje plany. Myślę, że nie jest to obojętne jak my do tego podchodzimy i w jaki sposób my te rzeczy robimy. Ciągle się tego uczę.

To co najważniejsze

Uczniowie proroccy w końcu znaleźli się tam, gdzie było dzieło do wykonania. Zabrali się żwawo do roboty. I gorliwie rąbali i ciosali i wióry leciały. Czegoś  jednak w tym swoim mozole, w tym swoim trudzie, i zapatrzeniu na tą całą swoją robotę nie zauważyli. Kiedy tak jeden z tych uczniów pracował nagle poluzowało się ostrze na trzonku siekiery. On nawet tego nie zauważył, kiedy to się stało. On zdał sobie sprawę z tego dopiero gdy ostrze upadło do wody.

Wtedy zawołał: Ach Panie ona była pożyczona.

Kiedy przychodzi czas wzmożonej służby, czas pracy przy Zborze czy w Kościele, czas intensywnego głoszenia, ewangelizowania, czas konfliktów i czas trudnych spraw do załatwienia, bardzo łatwo jest zapomnieć o tym co najważniejsze. Nagle uczeń zdał sobie sprawę, że to co miał było cenne i nie należało do niego. Wcześniej nie było to dla niego tak istotne, żeby zwracać na to uwagę. A zdał sobie z tego sprawę dopiero gdy mu tego zabrakło. Kiedy używasz czegoś cennego co nie jest twoją własnością to obchodzisz się z tym ostrożnie.

Ostatnio zdałem sobie z tego ponownie sprawę, że nie programy i nie strategie i nie działania są najważniejsze – nie to co moje, ale to co mi zostało powierzone i co tak naprawdę nie jest moja własnością, ale jest mi to pożyczone.

Co jest nam powierzone?

Powierzona nam jest rodzina i powierzony nam jest Kościół. Wszystko co mamy jest pożyczone, bo Biblia mówi: „Pańska jest ziemia i to co ją napełnia” Mieszkanie , dom, auto, pieniądze – to są tylko narzędzia dzięki którym możemy żyć i pracować dla Pana. Tyle zabiegów i starań nas kosztuje aby te narzędzia zdobywać, no bo jak wykonać plany, jak wykonać zamierzenia. To jednak nie jest najważniejsze. Apostoł Paweł powiada o współ sługach swoich: ...”a każdy wykonał tyle ile dał mu Pan”

Ostatnio dotarło do mnie kilka świadectw. Ludzie czynnie służący w Kościołach przeszli poważne problemy małżeńskie. Niektórzy z nich za późno zdali sobie sprawę z tego ze relacje z rodziną są bardzo ważne. Jesteśmy świadomi także świadectw dotyczących konfliktów w Zborach, czy Kościele. Co jest najważniejsze,  Najważniejsze jest zadbać aby trzonek ściśle przylegał do ostrza. To było równie ważne jak zrealizować zamiar rozwoju szkoły prorockiej.

W Zborze oprócz programów, strategii, nabożeństw, i wielu, wielu innych działań ważne jest rozwijanie szczerych relacji ze sobą, a w szczególności pomiędzy usługującymi. 

Wydaje się, że na to najmniej jest czasu i właśnie na te rzeczy najłatwiej jest nam wyciąć z naszego grafika, bo przecież z usługującymi, ze starszymi ciągle się spotykamy przy pracy Pańskiej i przy różnych okazjach, gdy jest robota w Kościele. 

Ja uczę się tego, że równie ważna jest społeczność, a nie tylko strategiczne spotkania, czy zadania i cele do wykonania. Ale kiedy przychodzą konflikty, często wydaje się, że jest za późno i zdajemy sobie sprawę z tego że z tą czy inna osobą tak naprawdę nie mamy społeczności, nie mamy silnych więzi.

Twój Jordan

Uczniowie proroccy wydaje się ze nie przypadkowo znaleźli się akurat na Jordanem. Jordan znaczy z języka hebrajskiego „zejść w dół”. To słowo może przywodzić na myśl chwilę gdy człowiek schodził do grobu. Ostrze siekiery upadło do miejsca, które z nazwy kojarzy się ze śmiercią i było ono nie do odzyskania.

Kiedy to co pożyczone było już utracone, wtedy zawołano Pana. Dla nas wiele rzeczy jest niemożliwych do wykonania. Małżeństwo które się rozsypuje ciężko jest pokleić, Zbór, czy Kościół który tkwi w rozdwojeniu trudno jest skleić. Prorok Elizeusz wskazuje tutaj na Boże działanie i Boże możliwości, a nie te nasze.

Ciało nic nie pomaga, lecz Duch ożywia – powiedział Jezus

Elizeusz pyta: Gdzie upadła? On wraca do miejsca upadku. Tam musisz spojrzeć , gdzie to się stało, tam musisz wrócić do tego samego miejsca. A po co? My byśmy chcieli czasem zapomnieć, a czasem po swojemu dalej coś robić. Uzdrowione relacje są jednak ostrzem dzięki któremu wszystko wraca do takiego stanu jak pierwej i nie ma innej możliwości. Nam wydaje się to niemożliwe. Ale co u człowieka jest nie możliwe u Boga jest możliwe.

Prorok uciął kawałek drzewa i rzucił go w to miejsce. Kiedy czytam o drzewie w takim przypadku i gdy widzę, że zaraz potem dzieje się coś co nie ma prawa się wydarzyć, bo jest to wbrew prawom fizyki, wbrew logice, wbrew zdrowemu rozsądkowi. To widzę tutaj działanie krzyża, mówiąc oczywiście obrazowo.

Tylko krzyż Chrystusa ma moc uczynić coś co dla nas wydaje się niemożliwe, coś co spisaliśmy już na straty.

Spójrzcie co ten uczeń musiał zrobić. Musiał sam osobiście podejść do tego miejsca, musiał skłonić swoje kolana, musiał nachylić się nisko i podnieś to ostrze siekiery z wody. Uniżenie jest jedynym sposobem odzyskania czegoś co wydaje się bezpowrotnie stracone. Ale nie jest to uniżenie przed ludźmi, ale jest to uniżenie przed krzyżem. Tak trudno nam to wychodzi – wiem to po sobie.

Kiedy przychodzi czas doświadczania Jordanu, to co stare musi umrzeć, aby coś nowego się narodziło do życia. Stara pustynia została pogrzebana na zawsze w Jordanie, gdy ludzie przeszli z Jozuem do nowej ziemi, Stary człowiek umierał w pokucie, i wyrażał to przez chrzest Jana w Jordanie.

Każdy ma swój Jordan, wcześniej czy później. Pytanie jednak brzmi: Czy potrafimy uniżyć się kiedy trzeba odzyskać coś utraconego.

Wszystko to co może być odratowane musi znaleźć się pod krzyżem. Inaczej nie wydobędziemy tego sami. Amen

 

Tomasz Chyłka

(wykorzystano za zgodą)

 

__________________________

Kościół Pana Jezusa Chrystusa w Mikołajkach