Czytelnia

Narzekanie czy radość?

Waldemar Świątkowski włącz .

„Oto idzie z obłokami i ujrzy Go wszelkie oko, i będą .....narzekać przed nim wszystkie pokolenia ziemi. Tak, amen”. (Obj. 1,7)

Kiedy czytasz Słowo Boże, otwórz swoje uszy, aby wyraźnie słyszeć! Nie pisze tutaj, że wszystkie pokolenia ziemi będą się radować. Nie radować – lecz narzekać! Narzekać będzie każde pokolenie – i moje i twoje. Najistotniejsze w tym jest to, czy wśród swego pokolenia będziesz narzekał i ty?

Możemy zapytać: skąd to powszechne narzekanie? Czy aby dobrze rozumiemy to Słowo? Przecież kiedy myślimy o powtórnym przyjściu Pana, to towarzyszy temu raczej osłonka radości a nie narzekania. Lecz w tym przypadku nie jestem jakimś katastrofistą. Po prostu - Biblia i przedstawiona w niej Ewangelia nie jest wszystko pokrywającą, nieprzejrzystą mgłą. Ewangelia to po pierwsze, radosna nowina – o możliwości zbawienia każdego grzesznika, o Synu Bożym, który stał się odkupicielem świata. Ale Ewangelia to również niczego nie ukrywająca Prawda. Nie pozostawia żadnych złudzeń, przedstawia wszystko jasno i wyraźnie.

Na przykład rozdzielenie tego, co dobre od tego, co złe. Nic w świecie nie jest bardziej radykalnie rozdzielone niż Zło i Dobro, rozdzielone przez Słowo Boże. Należy się tylko dziwić, dlaczego w obecnym czasie często widzimy w Kościele pomieszanie dobra i zła. Dlaczego świętości towarzyszy nieświętość? Dlaczego miłości towarzyszą poróżnienia i nienawiść? Dlaczego w zborze (który powinien być oddzielony od świata) mają miejsce rzeczy pochodzenia świeckiego? Skąd się to bierze? Pan Jezus kiedyś na taką wątpliwość odpowiedział: „czyż nie dlatego błądzicie, że nie znacie Pism ani mocy Bożej?” . 12,24

Trzeba znać i jedno i drugie! W dzisiejszym czasie jest wielu tych, którzy wprawdzie dobrze znają Pisma, ale nie znają mocy Bożej. Dla nich „moc Boża” oznacza zdolność do czynienia nadnaturalnych rzeczy. Tym chyba można wytłumaczyć niewytłumaczalny zachwyt jaki towarzyszy dzisiaj wielkim pseudochrześcijańskim spektaklom.

Jakaż to fatalna pomyłka! Już w starożytnym Egipcie wiedziano, że nie trzeba mocy Bożej, by rzucona laska zamieniła się w węża (2M 7,12), by zmienić wodę w rzece w krew (7,22), by sprowadzić plagę żab (8,7). Czarownicy egipscy nie mogli wykonać wszystkiego, co w mocy Bożej czynił Mojżesz, jednak mogli dokonać na tyle „wielkich i cudownych” rzeczy, by zatwardzić serce faraona i uczynić go głuchym na Boży głos (2M 7,22-23).

To samo widzimy dzisiaj. Wystarczy, że ktoś ma moc, by przewracać tłumy ludzi, a już uchodzi za wielkiego męża Bożego, za szczególnie namaszczonego. To, że np. jawnie żąda pieniędzy za swoją modlitwę o uzdrowienie, zanika gdzieś wśród ogólnej ekstazy i zachwytu. To, że ktoś inny – również sławny i „namaszczony” - żyje w cudzołóstwie też nie wywołuje większego zastanowienia. Współcześni egipscy czarownicy, mamiący podróbkami... A oczy i uszy tych, co się nimi zachwycają, są zamknięte...

Trzeba znać Pisma i moc Bożą. Co oznacza termin „znać Pisma”? To znaczy wiedzieć jaka jest wola Boga względem nas. Znać dzieła Boga dokonane w Jezusie Chrystusie, znać zamiary Boga, znać przykazania Boże. A co należy rozumieć przez termin „znać moc Bożą”? Znamy moc Bożą wtedy, gdy możemy spełnić Boże wymagania. Gdy zachowujemy jego przykazania, gdy trwamy w czystości i zwycięstwie. Gdy cała nasza służba dla Boga jest wykonywana czystym i świętym sercem. Gdy chodzimy w Duchu Świętym.

O tym powinniśmy dzisiaj nieustannie mówić. Żyjemy bowiem przy końcu czasów. Wszystko mówi, że Pan przyjdzie wkrótce, że jest we drzwiach. Chyba każdy w sercu zadaje sobie pytanie: „kto będzie zabrany na obłoki, a kto pozostanie na czas wielkiego ucisku?”

Wiele odpowiedzi na to pytanie jest dzisiaj niejasnych, mętnych. Powodem tego jest oziębła miłość do Chrystusa. To sprawia, że brakuje jasnych i prostych odpowiedzi. Te, które słyszymy przedstawiają raczej mętną paplaninę lub spis naszych życzeń odnośnie wieczności. Nie warto słuchać takich odpowiedzi.

O wiele lepiej jest posłuchać Apostołów. Oni mieli w sercu pałającą miłość do Jezusa i dlatego ich zwiastowanie było kryształowo czyste. Weźmy dla przykładu słowa Ap. Pawła: „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami”. Gal. 5,24.

Pamiętali na jasne i wyraźne słowa Jezusa, i ich się trzymali: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści... nawet życia swego, nie może być uczniem moim.” Łuk 14,26

Czy to nie jest jasne i zrozumiałe? Oczywiście, że jest. Nie budzi najmniejszych wątpliwości. To jest jasna odpowiedź na pytanie, czy jestem uczniem Jezusa, czy do Niego należę.

W Liście do Galacjan 5,16 czytamy, że ci co „znają moc Bożą”, nie pobłażają żądzy cielesnej. To znaczy: nie żyją według ciała, nie pożądają tego, co ziemskie. To jeden z warunków, by nie narzekać w dniu przyjścia Pańskiego. Czy jestem wśród tych, którzy otworzyli całe serce dla Jezusa? Czy pozwalam Jemu na wszelkie, często bolesne, „cięcia”. Czy pozwoliłem wypalić przez ogień Ducha wszelki grzech, każdą wypływającą z ciała namiętność?

Czy pozwalam oczyszczać się tak, jako On jest czysty? Nic nie przesadzam! To właśnie jest dążeniem tych, którzy oczekują przyjścia Pana. 1J 3,3.
 

Pan Jezus zabierze tylko dzieci światłości, dzieci dnia.

Jak więc nazwać tych, którzy trwonią dzisiaj swoje życie w przeróżnych powiązaniach ze światem, z grzechem, z ciemnością. Jaką racją kierują się ci, którzy na rozmaite sposoby próbują usankcjonować grzech, uznać go za coś nieszkodliwego? Próbuje się zalegalizować (w wielu przypadkach już dawno zalegalizowano!) wszystkie trendy światowej mody, świecką rozrywkę, świeckie zwyczaje. Młodzi chcą chodzić na randki, na dyskoteki, do kina. Chcą się ubierać jak świat i żyć jak świat. Inni chcą za wszelką cenę żyć w dobrobycie, w komforcie. Jeszcze inni chcą poszukać innej żony, innego męża, nowego narzeczonego. W zborach spotyka się ludzi, którzy uważają, że mają prawo nosić w sercu urazę a nawet zapiekłą od lat nienawiść. Można oglądać wyniosłość i pychę. Można usłyszeć o tym, że mąż jest despotą dla swojej żony lub żona poniża swojego męża...

Gdzie w tym wszystkim podobieństwo do Boga? Gdzie oczyszczanie? Co to ma wspólnego z oczekiwaniem na Pana? Na takie pytania często odpowiada się zdziwionym: „a co ma jedno do drugiego?”

Oczywiście, że ma. Nie ma bowiem życia dla Boga, przeplatanego z życiem dla siebie samego. Jest życie wyłącznie dla Boga, albo wyłącznie dla świata. Są tylko dwie drogi. Letni będą wypluci i zdeptani jak zwietrzała sól. Mt 5,13.

Pan Bóg poświadcza: „Tak, amen!”, wielu będzie narzekać w „dniu Pana”. Do których będę należeć: do tych, którzy będą narzekać, czy do tych, których udziałem będzie wieczna radość?
 

Pan Jezus zabierze tylko dzieci światłości, dzieci dnia.

Być dzieckiem światłości... Nieraz można usłyszeć, że jesteśmy w światłości, gdy poznaliśmy Pana Jezusa Chrystusa. Ale nie na tym koniec. Nie tylko mamy BYĆ w światłości. W 1 Liście Jana 1,7 czytamy: „Jeśli zaś CHODZIMY w światłości, jak On sam jest w światłości...”

Nie wystarczy więc tylko być, ale trzeba także CHODZIĆ w światłości. W takiej samej, w jakiej chodził Pan Jezus! Takiego „chodzenia” musimy się nauczyć od podstaw. Dlatego Pan Jezus powołując uczniów mówił: „Pójdź za mną”. Bóg wie, że trzeba nam wiele czasu, wiele łaski, wiele mocy i mądrości Ducha Świętego, by poznać tajemnicę życia Chrystusowego. Poznać ją... i nauczyć się tak żyć.

Czy zostawiliśmy więc wszystko, tak, jak to uczynili pierwsi uczniowie (Mt 19,27), czy też uparcie ciągniemy ze sobą miłe nam rzeczy tego świata? Jaką mamy wolę, jakie pragnienie: być oczyszczonym tak, jak chce tego nasz niebiański Ogrodnik, czy też spieramy się z Panem Bogiem o każdy szczegół?

Jeśli nie chcemy narzekać w dniu przyjścia Oblubieńca – zaniechajmy wszelkich sporów z Panem Bogiem, wypełniajmy ochotnie to, co mówi Bóg i bądźmy wdzięczni za Bożą rózgę, za każde napomnienie Ducha Świętego. Zamknijmy oczy i uszy na próżność i blichtr tego świata.

Wszelka ciemność musi być usunięta z naszego życia, gdyż Pan Jezus zabierze tylko dzieci światłości, dzieci dnia.

Czytając ten fragment o narzekaniu w dniu Pana, można odnieść wrażenie, że Biblia tchnie pesymizmem.

Nie jest tak! Słowo Boże nie tchnie pesymizmem. Ono po prostu tchnie miłością, sprawiedliwością i prawdą.

Możemy tam również przeczytać : „i pójdą (odkupieni) na Syjon z radosnym śpiewem. Wieczna radość owionie ich głowę, dostąpią wesela i radości, a troska i wzdychanie znikną”!! Iz. 35,10.

To też będzie wtedy, gdy Pan „przyjdzie z obłokami”.

Jaka wspaniała obietnica, jaka pociecha dla tych, którzy dzisiaj chodzą w światłości. Którzy zostawili wszystko i wiernie kroczą śladami Baranka. Którzy zamknęli wszystkie drzwi wiodące do świata i jego uciech, a weszli przez ciasną bramę i idą wąską drogą. Którzy teraz toczą walkę, by ciało nie rządziło w ich życiu. Którzy teraz, jak niegdyś sprawiedliwy Lot, wzdychają, uciśnieni panoszącym się wszędzie grzechem i niesprawiedliwością.

Nadchodzi wspaniały dzień! Wszelka troska i wzdychanie zniknie! Naszą głowę owionie wieczna radość! Dostąpimy wesela i radości! I tak już będzie przez całą wieczność... Alleluja!

W dniu, w którym narzekać będą przed Panem wszystkie pokolenia ziemi – ty nie będziesz musiał narzekać. Jeśli dzisiaj należysz do dzieci światłości, do dzieci dnia...


 

 

Waldemar Świątkowski

 

 

________________________

Kościół Pana Jezusa Chrystusa w Mikołajkach

 

 

fShare
0