Czytelnia

Wielka tragedia utraty Jezusa

Thomas Cosmades włącz .


Wielu z nas przeżyło stratę najbliższej osoby, bardzo wartościowego przedmiotu czy pokaźnej sumy pieniędzy. Niektórzy stracili możliwości, których nigdy więcej już nie mieli. Jezus Chrystus, który przyszedł, aby szukać i ratować zgubionych, każde nieszczęście ustawia we właściwej perspektywie. Ostrzega nas przed stratą, która przewyższa wszystkie inne. „Co pomoże człowiekowi, jeśli zyska cały świat, lecz siebie zgubi lub zatraci?” (Łuk.9:25). Jego trzy znane podobieństwa mówią o zgubieniu i znalezieniu (Łuk.15).

Bóg posłał swego jedynego Syna, aby ratował od zguby (por. Jan 3:16). Zgubić się lub być zgubionym to największe nieszczęście człowieka. Nawet słowniki w wieloraki sposób określają tę sytuację: doprowadzić do zagłady, zniszczyć, stracić mienie, ponieść porażkę, nie wykorzystać jakiejś możliwości itp. Pan Jezus wiele razy mówił swoim słuchaczom o niebezpieczeństwie utraty na wieki ich duszy. A zguba własnej duszy jest skutkiem straty Chrystusa – jedynej drogi zbawienia i wiecznego życia. Zgubienie przez Marię i Józefa dziecka Jezusa ostrzega nas przed niebezpieczeństwem takiej sytuacji

 

1. Rozpaczliwe szukanie Jezusa

W czasie wielkiej uroczystości paschalnej – jednego z trzech wielkich świąt w żydowskim kalendarzu -  liczba ludzi w Jerozolimie wzrastała do 100.000 osób. Wierni wielkimi karawanami wędrowali z każdego zakątka świata i z pieśnią radości wchodzili na Górę Syjon (Psalmy 120-137). Przez cały tydzień wspominano dawne czasy. W życiu młodego chłopca miało to wielkie znaczenie. Mając 12 lat już nosił filakterie. Uroczystość ta odbywała się w synagodze. Według tradycji żydowskiej przechodził on ze stanu nefesz (duszy) do stanu ruach (ducha). Wtedy chłopiec ten był już w stanie wstąpić w związek małżeński. Szereg tego rodzaju tradycyjnych wydarzeń miał dla Jezusa wielkie znaczenie. Zarówno Maria jak Józef na pewno zastanawiali się nad tym ważnym wydarzeniem.

Podróż powrotna z tej uroczystości była tak samo radosna jak wstępowanie na Syjon. Każda karawana zmierzała do swojej miejscowości. Byli wśród nich Maria i Józef. Ale niestety! Ich opieka nad młodym Jezusem zawiodła. Zgubili Jezusa jak gubi Go dzisiaj wielu ludzi w różnych kościołach czy organizacjach kościelnych. W tych krytycznych czasach trudno jest żyć bez nowego życia w Panu.

Ewangelista Łukasz szczegółowo przedsawił tą historię. Pełni radości Maria i Józef,  po tygodniowym pobycie w świętym mieście, nawet nie zauważyli, że stracili skarb całego świata. Ewangelista dokładnie przedstawia jak do tego doszło – tak samo jak dzieje się to z nami:
a)      gdy święto się zakończyło, minął religijny nastrój (43a);
b)      nie wiedzieli (43b);
c)      przypuszczali (44);
d)     nie rozumieli (50).
Są to niepokojące oznaki utraty kontaktu z przewodnikiem i zejścia z drogi. Powinniśmy pamiętać o tym, że rodzice Jezusa  zgubili Go właśnie w czasie religijnej uroczystości. Gdy minęła, ich świąteczny nastrój zniknął, jak często dzieje się to z nami. To smutne wydarzenie przypomina nam słowa proroka Izajasza, mówiące o tym, jak i dlaczego Żydzi tracili kontakt ze swoim Bogiem: „I rzekł Pan: Ten lud zbliża się do mnie swoimi ustami i czci mnie swoimi wargami, a jego serce jest daleko ode mnie, tak że ich bojaźń przede mną jest wyuczona przepisem ludzkim” (29:13; por. Mat.15:8-9). Izraelici zamienili jedenastodniową podróż na czterdzieści lat wędrówki (por. 5 Mojż. 1:2-3). Prorok Jeremiasz mówi nam, jak na nowo przyłączyć się do najlepszego towarzysza podróży, którego tak często gubi się w naszym materialistycznym i synkretystycznym wieku. „Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem” (29:12-13).

Różne kościoły posiadają własną wersję Jezusa. W tych trudnych czasach wszyscy zauważamy religijno-polityczne akcenty. I niestety, większe wspólnoty chrześcijańskie nie są wolne od organizowania seminariów, warsztatów, dni skupienia, konferencji, kreślenia strategii misyjnej, studiów psychiatrycznych itp. Wszystko to ma poszerzyć nasze religijne wpływy i pogłębić nasze chrześcijańskie zaangażowanie. Ale stale powraca pytanie: A gdzie jest Jezus?  Gdybyśmy zadali to pytanie Marii i Józefowi, na pewno odpowiedzieliby: Ach, jest On gdzieś w towarzystwie krewnych i przyjaciół! Jednak w rzeczywistości Jezusa nigdzie tam nie było. W naszej religijnej krzątaninie Jezus Chrystus nie jest na pierwszym miejscu lub na swoim tronie, gdzie zawsze powinien się znajdować w asyście swego błogosławionego Ducha. Jeremiasz mówi o szukaniu Go całym sercem. Inaczej wezwani do Jego naśladowania zejdą z tej drogi. Wyobraźmy sobie zaniepokojenie rodziców na wieść o zagubieniu się Jezusa. Maria na pewno biła się w piersi i kręciła głową. Spotkała ich smutna rzeczywistość, ponieważ stracili dziecko. Czy taka sytuacja zdarza się w Kościele i życiu osobistym? Czy wtedy odczuwa się potrzebę odrzucenia ze swego umysłu i serca swoich kulturowych i religijnych nawyków, by na nowo intronizować Pana Jezusa?

Marii i Józefowi nie pozostało nic innego jak przez cały dzień wracać do Jerozolimy. Czy przydarza się nam takie samo zmartwienie? Kaznodziejowie, nauczyciele teologii, misjonarze, muzycy i administratorzy kościelni, ty i ja – nieraz gubiliśmy Jezusa, ale szliśmy dalej, nie odczuwając Jego nieobecności w swoim życiu! „Samson nie wiedział, że Pan odstąpił od niego” (Sędz.16:20). Przyznanie się do straty może stać się drogą do jej odzyskania. W swojej religijności możemy nie zauważyć absolutnego autorytetu Pana Jezusa. Musimy w pokorze przyznać się do tego. Każdy z nas jest wezwany do szukania Go aż do skutku. Radosny dzień Marii i Józefa nagle zamienił się w przygnębienie. Nagle zauważyli bolesną rzeczywistość: „Musimy wrócić do Jerozolimy, choć będzie to wymagało całodziennej, trudnej podróży. Bóg ochroni nas od złodziei na drodze, od bandyckich napadów i zmęczenia na ciele”.

 

2. Nie zastępuj Jezusa namiastką

Czując się z Panem Jezusem niewygodnie, świat usunął Go na bok lub na własną zgubę zamienił na jakąś kultową postać. Gorzki owoc naturalnego życia, o który zabiegał on w swoich zamiarach i praktyce, głośno woła na każdym rogu ulicy. Niestety, Kościół też nie zaszedł dalej! Linia demarkacyjną między Kościołem a grzesznym światem uległa zatarciu. Zgromadzenia religijne wspominają jedynie Boga, nigdy nie odwołując się do Jezusa Chrystusa. Kościół stał się uniwersalny, unitariański, nie będąc tego świadomy! Jak już wspomnieliśmy, zewsząd jesteśmy otoczeni przez różnego rodzaju podróbki. Nasz wiek podróżuje pociągiem religijnych porywaczy. Kogo to obchodzi, że Jezusa nie ma na tronie? Substytuty dosyć dobrze nam służą!

Problem  rodziców Jezusa nie został natychmiast rozwiązany. Zamiast zaraz skierować się do świątyni, przez cały dzień, skrajnie wyczerpani,  szukali Jezusa po całym mieście. Mógł być w zakładzie jakiegoś cieśli. A może odwiedzał groby dawnych królów żydowskich. A może zwiedzał ważne i ciekawe miejsca odkryć archeologicznych. Błądzili, choć coraz bardziej się niepokoili. „Czy spotkaliście chłopca z Nazaretu, który nazywa się Jezus?” „Nie, nie wiemy, kto to jest.” Nikt w Jerozolimie nie był w stanie rozwiązać ich problemu. Cały dzień poświęcili poszukiwaniom, ponieważ nawet nie pomyśleli o właściwym miejscu. Choć rozmawiali z wysłannikiem nieba, to jednak ciągle myśleli i poruszali się w ziemskim wymiarze. Jeżeli nie zwrócisz się we właściwym kierunku, możesz przeżywać rozpacz. „Jeśli więc razem z Chrystusem zostaliście wskrzeszeni, szukajcie tego, co w górze, gdzie Chrystus zasiada po prawicy Boga. Myślcie o tym, co w górze, a nie o tym, co ziemskie. Umarliście bowiem i wasze życie jest razem z Chrystusem ukryte w Bogu. A kiedy ukażę się Chrystus, który jest waszym życiem, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol.3:1-4).

Ewangelista Starego Testamentu daje taką samą radę jak Łukasz i Paweł w Nowym Testamencie: „Bo tak mówi Ten, który jest Wysoki i Wyniosły, który króluje wiecznie, a którego imię jest >>Święty<<: Króluję na wysokim i świętym miejscu, lecz jestem też z tym, który jest skruszony i pokorny duchem, aby ożywić ducha pokornych i pokrzepić serca skruszonych” (Izaj.57:15). Gdzie należy szukać Jezusa i gdzie na pewno można Go znaleźć? Jest On w chwale i wspaniałości nieba.  Chrystus znajduje się w majestacie z Ojcem, stale wykonując swoją arcykapłańską służbę. Autor Listu do Hebrajczyków kieruje uwagę swoich chwiejnych czytelników na arcykapłana w górze. Na pewno spotykamy Go w samym środku świątyni na wysokościach (por. Hebr.4:14; 7:26; 10:13; 12:2 itd.). Dokładnie mówiąc, prawie dziesięć razy autor nawiązuje do arcykapłańskiej funkcji Chrystusa. Dlaczego tracimy czas, szukając Jezusa w zwodniczych namiastkach? Wspomnijmy na zbór w Laodycei, zaangażowany w duchowe działania, podczas gdy Jezus Chrystus, stojąc na zewnątrz, puka do jego drzwi?

Dzisiejszy Kościół zajmuje się wieloma sprawami. Ludzie zajmują się wszystkim, nie uświadamiając sobie braku ogromnego Skarbu. W ich życiu brakuje panowania Jezusa. „Zatrzymajcie się i dowiedzcie, że Ja jestem Bogiem wywyższonym wśród narodów, wywyższonym na ziemi” (Ps.46:11). Wychwalaj Go w wewnętrznej świątyni swego życia. Nie zastępuj Go bezwartościowymi pokusami. Tracąc Go, dokonujesz niepowetowanych strat w swoim wartościowym życiu.

 

3. Radość po znalezieniu Jezusa

Jedną z tragedii dzisiejszych czasów jest nieobecność nadprzyrodzonych aspektów Chrystusa w myśleniu współczesnych ludzi. Wielu szuka sensu życia i drogi do wieczności przy pomocy fałszywej mapy. Ludzie w kościołach są zaabsorbowani naturalnymi aspektami życia. Wzywają Jezusa, aby poradził im w zwykłych sprawach i powiedział jak skutecznie rozwiązać ich problemy. A anioł z nieba niepokoi nas swoim pytaniem: „Dlaczego szukacie Żyjącego  wśród umarłych?” (Łuk.24:5).

Przy końcu trzeciego dnia rodzice ze zdziwieniem dowiedzieli się, że Jezus jest w świątyni. Prawdopodobnie wielu z nas też może być zdziwionych tym, gdy potykamy się o zmartwychwstałego Chrystusa w niebiańskiej chwale. Dopiero wtedy uświadamiamy sobie, że nie byliśmy w kontakcie z żywym Pantokratorem, którego władza i panowanie zawsze są niezaprzeczalne. Możemy zwrócić się do Niego tak jak Maria: „Twój ojciec i ja pełni bólu szukaliśmy Ciebie” (Łuk.2:48). To prawda! Nie będąc świadomi pozycji Jezusa, nie trwając w żywej społeczności z Nim, niepokój naszego serca staje się podobny do stanu serca Marii i Józefa, którzy szukali Go wszędzie, z wyjątkiem świątyni. Takie samo pytanie Chrystus skierowałby też i do nas: „Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem zajmować się sprawami Mojego Ojca?” (Łuk.2:49).

Na tym tle warto zastanowić się nad satysfakcją szczerego poszukiwacza, który znalazł Jezusa na właściwym miejscu i cieszy się Jego pokojem (por. Hebr. 4:9-11). Zwróćmy uwagę na radość Izajasza, Saula z Tarsu czy Jana na wyspie Patmos. Pamiętajmy o radości Filipa, który powiedział do Natanaela: „Znaleźliśmy Tego, o którym napisał Mojżesz w Prawie i prorocy, Jezusa z Nazaretu” (Jan 1:45). Przychodzący do Pana Jezusa z pełnym zrozumieniem mogą śpiewać: „Mój ukochany jest jaśniejący i rumiany, wyróżnia się nawet wśród dziesięciu tysięcy” (Pieśń nad Pieśniami 5:10). A psalmista tak kiedyś powiedział: „Jesteś najpiękniejszy spośród ludzi, wdzięk rozlał się na twoich wargach, więc Bóg pobłogosławił cię na wieki” (45:3). (tłum. kw).

 

Thomas Cosmades

 

 

_________________________

Kościół Pana Jezusa Chrystusa w Mikołajkach

 

 

fShare
0