Czytelnia

Przeszkody doktrynalne

A. W. Tozer włącz .


Zaraz po zakończeniu I Wojny Światowej wybuchła epidemia ludowego ewangelizmu, kładącego nacisk na to, co nazwane zostało "pozytywną" ewangelią. Sloganami były słowa: "wierzyć", "program" i "wizja". Punkt widzenia był całkowicie przedmiotowy. Ludzie grzmieli przeciwko obowiązkom, przykazaniom i temu, co pogardliwie nazywali "dekalogiem zakazów". Mówili o "wielkim", "uroczym" Jezusie, który przyszedł, aby pomóc nam biednym grzesznikom, mającym zarazem jak najlepsze intencje w osiągnięciu zwycięstwa. Chrystus przedstawiany był, jako potężna, ale nie nazbyt szczególna Odpowiedź na Modlitwę. Przesłanie było prezentowane w taki sposób, aby zachęcać do takiej postawy względem Chrystusa, która skupia się na chlebach i rybach. Ta część Nowego Testamentu, która wzywa do życia w świętości, została staranie usunięta. Powiedziano, że jest "negatywna" i nie była tolerowana. Tysiące, które nie miały pragnienia porzucenia wszystkiego i pójścia za Panem poszukiwały pomocy. Wola Boża interpretowana była jako "Przyjdź i weź to sobie". W ten sposób, Chrystus stał się użyteczną wygodą, a Jego nie podlegające żadnej dyskusji domaganie się panowania nad wierzącym, zostało w taktyczny sposób zniesione.


Wiele z tego wszystkiego jest teraz historią*. Ekonomiczny kryzys w latach trzydziestych dopomógł zakończyć to, sprawiając, że wielkie spotkania, które to propagowały stały się niedochodowe. Jednak złe owoce, będące wynikiem takiego nauczania pozostają nadal. Strumień myśli ewangelicznej został zanieczyszczony, a jego wody nadal są zamulone. Rzeczą, która pozostaje niby niebezpieczny kac z tych dni zabawy, jest bardzo wygodny nawyk oskarżania o wszystko diabła, by w ten sposób każdy mógł się pozbyć jakiegokolwiek poczucia winy. Diabeł to uczynił, tak więc nie ma powodu obciążać tym grzesznika. Diabeł stał się uniwersalnym kozłem ofiarnym, który przyjmował odpowiedzialność za każdą odrobinę ludzkiej diaboliczności, od Adama aż do dzisiaj. Ktoś wywnioskował, że my mili i sympatyczni grzesznicy tak naprawdę wcale nie jesteśmy źli. Jesteśmy tylko sprowadzani na manowce przez pochlebstwa tego starego złośliwego chochlika z niebiańskich miejsc. Nasze grzechy nie są wyrazem naszej buntowniczej woli. Są one jedynie siniakami, po których na okrągło kopie nas diabeł. Oczywiście grzesznicy nie mogą mieć poczucia winy, gdyż są jedynie ofiarami nikczemności kogoś innego.

Tego rodzaju nauczanie wyklucza możliwość samopotępienia, ale za to pozostawia wiele miejsca dla użalania się nad samym sobą z powodu krzywdy jaką nam, niewinnym grzesznikom wyrządziła ręka diabła. Nikt, kto studiuje Biblię nie będzie niedoceniać groźnego działania szatana, ale czynienie go odpowiedzialnym za nasze grzechy jest śmiertelnym oszukiwaniem samego siebie. A najtrudniejszym do uleczenia oszustwem jest takie, które zostało narzucone przez samego siebie.

(...)

- A.W. Tozer zmarł w 1963 r. Nie mógł więc wiedzieć, że nauczanie tego rodzaju na nowo ożyje z Ameryce w latach osiemdziesiątych pod szyldem "Ewangelia sukcesu" - przyp. Tłum.

- Fragment książki pt. "Paths to Power", rozdział "Przeszkody doktrynalne" (Doctrinal Hindrances). Książka ukazała się w języku angielskim. Prawa autorskie należą do: Copyright (c) Christian Publications, 3825 Hartzdale Drive, Camp Hill, PA 17011, USA.

Tłumaczenie zostało dokonane i opublikowane za zgodą Christian Publications. Angielski oryginał, podobnie jak i inne książki Tozera, można nabyć min. przez Internet pod adresem amazon.com.

 

 

 

 

 

A. W. Tozer

 

 

- - - - - - -
Społeczność Chrześcijańska w Mikołajkach