Czytelnia

Każdy ma swój krzyż

A. W. Tozer włącz .

Gorliwa chrześcijanka szukała pomocy u Henry'ego Suso w sprawie swojego życia duchowego. Nakładała na siebie sztywny i surowy tryb życia w dążeniu do odczuwania cierpień, jakie Chrystus odczuwał na krzyżu. Nie było jej z tym dobrze i Suso wiedział dlaczego.

Ten starszy sługa Boży napisał do swojej duchowej córki i przypomniał jej, że nasz Pan nie powiedział: "Jeżeli ktoś chce iść za mną, niech zaprze się samego siebie, weźmie mój krzyż i idzie za mną." Powiedział natomiast: "Niech weźmie swój krzyż". Jest tu różnica tylko w jednym małym zaimku, ale jest to różnica olbrzymia i bardzo ważna. Krzyże są wszystkie podobne, ale żadne dwa nie są identyczne. Nigdy przedtem, ani nigdy potem nie było takiego przeżycia krzyżowego, jakie znosił Zbawiciel. Ta cała okropna śmierć, jaką wycierpiał Chrystus była czymś unikalnym w przeżyciach rodzaju ludzkiego. Musiało tak być, jeżeli ten krzyż miał oznaczać życie dla świata. Przyjęcie grzechu, ciemność, odrzucenie przez Ojca, były czymś szczególnym i nieznanym dla osoby świętej. Twierdzenie, że ktoś miał chociaż w przybliżeniu podobne przeżycie do tego, jakie miał Chrystus byłoby więcej niż błędne; byłoby to świętokradztwem.

Każdy krzyż był i jest narzędziem śmierci, ale nikt nie może umrzeć na krzyżu kogoś innego; każdy umiera na swoim krzyżu; dlatego Jezus powiedział: "Niech weźmie swój krzyż i idzie za mną".

Jest takie prawdziwe znaczenie, w którym krzyż Chrystusa obejmuje wszystkie krzyże, a śmierć Chrystusa obejmuje wszystkie śmierci. "Jeżeli jeden umarł za wszystkich, to wszyscy byli umarli"... "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany"... "Krzyż naszego Pana Jezusa Chrystusa, przez który świat jest dla mnie ukrzyżowany, a ja dla świata". Jest to prawne Boże działanie w odkupieniu. Chrześcijanin, jako członek ciała Chrystusowego jest ukrzyżowany wraz z boską Głową. Przed Bogiem każdy prawdziwie wierzący jest traktowany w taki sposób, że umarł wtedy, kiedy umarł Chrystus. Wszelkie następne przeżycia osobistego ukrzyżowania są oparte na tym utożsamieniu z Chrystusem na krzyżu.

Ale w praktycznym, codziennym wprowadzaniu ukrzyżowania człowieka wierzącego bierze udział jego własny krzyż. "Niech weźmie swój krzyż". Nie jest to oczywiście krzyż Chrystusa. Jest to raczej osobisty krzyż człowieka wierzącego, przy pomocy którego krzyż Chrystusa jest skuteczny w uśmiercaniu jego złej natury i uwalnianiu go od jej mocy.

Krzyż człowieka wierzącego jest to ten, który on przyjął z własnej woli. W tym leży różnica pomiędzy jego krzyżem a krzyżem, na którym umierali rzymscy skazańcy. Szli oni na krzyż wbrew własnej woli, a on dlatego, że taką drogę obrał. Żaden rzymski żołnierz nigdy nie wskazał na krzyż mówiąc: "Jeżeli ktoś chce, niech..." Tylko Chrystus to powiedział i w ten sposób złożył całą sprawę w ręce chrześcijanina. Ten może odmówić wzięcia swojego krzyża, albo może schylić się, ponieść go i rozpocząć drogę na to ciemne wzgórze. Różnica pomiędzy wielką świętością a duchową miernością zależy od tego, jakiego wyboru dokona. Dla nikogo z nas nie jest możliwe, aby iść wraz z Chrystusem krok po kroku i punkt po punkcie w identycznym cierpieniu rzymskiego ukrzyżowania i na pewno nasz Pan tego nie zamierza dla nas. Ale Jego celem jest to, aby każdy z nas uważał siebie za umarłego z Chrystusem, a potem dobrowolnie przyjął zaparcie się samego siebie, pokutę, uniżenie o pokorną ofiarę, jaką może spotkać na tej drodze codziennego życia w posłuszeństwie. To jest krzyż i jest to jedyny krzyż, do którego niesienia zaprosił nas Pan.

 

 

 

A. W. Tozer

fShare
0