Czytelnia

Mieszkaj w Jezusie

Andrew Murray włącz .

1. MIESZKAJ W JEZUSIE do którego przyszedłeś

"Pójdźcie do Mnie" Mat.11,28"Mieszkajcie we Mnie" Jan 15,4

Andrew Murray
(9 Maja 1828 - 18 stycznia 1917)


     Jeśliś usłyszał i usłuchał wezwania Pana Jezusa: "Przyjdź do Mnie", to tak samo do ciebie odnosi się Jego inne zaproszenie: "Mieszkaj we Mnie". To poselstwo przychodzi od tego samego, pełnego miłości Zbawiciela. 

Zapewne nigdy nie żałowałeś, żeś przyszedł do Niego, usłuchawszy Jego wezwania. Przekonałeś się osobiście, że Jego Słowo jest prawdą, że Jezus wypełnił wszystkie Swe obietnice i sprawił, żeś zasmakował w Jego pokoju i doznałeś radości Jego miłości.

Czy nauka o pojednaniu się z Bogiem jest serdeczna, Jego odpuszczenie grzechów zupełne, a Jego miłość kosztowna i orzeźwiająca? Czyż przy swym pierwszym przyjściu do Jezusa nie poznałeś, że i ty masz powód, aby mówić, tak, jak królowa Saby: "Ale mi tego nie powiedziano i połowy" (1Król. 10,7).

A jednak uskarżałeś się nieraz od tego czasu na zawiedzione nadzieje, gdyż twe oczekiwania nie spełniły się z biegiem czasu. Utraciłeś błogosławieństwa, które swego czasu cię cieszyły. Miłość i radość, które przepełniały cię przy pierwszym spotkaniu ze Zbawicielem, nie pogłębiły się, ale przeciwnie - zbladły i osłabły. Może pytałeś sam siebie, jaka jest przyczyna, że twoje poznanie zbawienia nie jest doskonalsze pomimo, iż przecież masz tak potężnego i miłosiernego Zbawcę?

Odpowiedź jest bardzo prosta: oddaliłeś się od Niego! Błogosławieństwa, których udziela Pan, związane są ściśle z posłuszeństwem Jego wezwaniu: "Pójdź do Mnie", ale korzystać z nich możemy tylko przez pozostawanie w ścisłej łączności z Jezusem. Albo więc zapomniałeś, albo może nie zrozumiałeś należycie, że Jego wezwanie: "Pójdź do Mnie" znaczy: "Pójdź do Mnie, aby we Mnie pozostać"! To właśnie było i jest pragnieniem Pana Jezusa, gdy zawołał cię po raz pierwszy. Zbawiciel chciał napełnić cię miłością i pokojem nie na kilka tylko godzin po twym nawróceniu, aby potem znów miał nastąpić upadek i smutek.

Pan nasz przygotował dla ciebie szczęśliwość, która nie ogranicza się tylko do czasu modlitwy szczególnie gorliwej, po czym miałaby ona zniknąć, gdy powracasz do swych prac i obowiązków, wypełniających większą część twego życia. O, nie! Pan zgotował dla ciebie warowne miejsce, gdzie mógłbyś spędzić całe życie, każdą chwilę; gdzie mógłbyś wykonywać twe prace nie tracąc jednocześnie nieustannej z Nim społeczności. To właśnie miał na uwadze Pan Jezus, gdy do pierwszego Swego wezwania: "Pójdź do Mnie", dołączył to drugie: "Mieszkaj we Mnie"!

W tejże mierze jak dalece wierne, delikatne i pełne miłości, było miłosierdzie zawarte w tym słowie: "Pójdź...", tak też wielka była łaska, która powiedziała: "Mieszkaj...". W tejże mierze jak była pociągająca moc pierwszego wezwania, byłyby też mocne więzy, które łączyłyby cię z Jezusem, gdybyś zważał i posłuchał tego drugiego wezwania. Tak jak wielka jest błogość towarzysząca pójściu za Jezusem, tak wielka jest, a nawet większa błogość i skarby, które stają się twoją własnością gdy w Nim zamieszkasz.

Trzeba położyć szczególny nacisk na to, że Jezus nie powiedział: "Pójdź do Mnie i zamieszkaj przy Mnie", ale powiedział: "Zamieszkaj we Mnie". Nasza społeczność z Jezusem ma być nie tylko nieustanna, ale ma być stosunkiem najgłębszej, zupełnej miłości. On otworzył Swe ramiona, aby cię przycisnąć do Swe piersi; On otworzył Swe serce, aby cię w nim przywitać; On otworzył ci całą obfitość Swego Bożego życia, Swej miłości: On ofiaruje ci udział w tym wszystkim błogosławieństwie i chce cię zjednoczyć z Sobą. Głębokie znaczenie, którego głębin nie możesz na razie przeczuwać, zawarte jest w tych Jego słowach: "Mieszkaj we Mnie".

Nie mniej ujmującym, jak Jego wezwanie: "Pójdź do Mnie", jest Jego prośba: "Mieszkaj we mnie", o ileś ją dosłyszał. Przez wszystkie okoliczności, które skłoniły cię do przyjścia do Niego, starał się Pan nakłonić cię do tego, abyś w Nim pozostał. Czy to był strach przed grzechem, albo przed sprawiedliwym sądem Bożym, który cię do Niego pociągnął? Odpuszczenie, któreś otrzymał przy przyjściu do Jezusa, i wszystkie z tego płynące błogosławieństwa byłyby się przez pozostanie w Nim - pogłębiły i wzmocniły. Jeśli to było pragnienie poznania i zakosztowania nieskończonej miłości, która cię wołała, a Twoje pójście za Jezusem pozwoliło ci skosztować kilka kropel z tego zdroju, to wiedz, że tylko mieszkanie w Nim może pragnącą duszę w pełni zaspokoić i napoić ją strumieniami radości, których źródłem jest wiecznie On Sam. Może to była tęsknota za zupełną wolnością od grzechu, za czystością i świętością, za pokojem, za odpocznieniem Bożym dla twojej duszy? Tego wszystkiego możesz rzeczywiście doznać, a jeżeli zamieszkasz w Jezusie - tylko pozostanie w Nim daje prawdziwy pokój. Albo może była to nadzieja wspaniałego dziedzictwa, wieczystej ojczyzny, przebywania przed obliczem Bożym, która cię pociągnęła do Jezusa? Prawdziwe przygotowanie do tego stanu i błogi tego przedsmak mogą już w tym życiu odczuć, tylko ci, którzy zamieszkają w Nim.

Zaprawdę jakakolwiek byłaby pobudka skłaniająca cię do przyjścia do Jezusa, jeszcze silniejsza jest ta, która chce cię pobudzić, abyś pozostał w Nim. Kto przychodzi do Jezusa - czyni dobrze, ale kto w Nim pozostaje - czyni lepiej. Któż zadowoliłby się pozostawaniem na progu pałacu królewskiego, mając zaproszenie do stanięcia przed królem po to, aby następnie przebywać z nim i mieć pełny udział w życiu na dworze. A przecież w sercu naszym jest gorące pragnienie przyjścia do Jezusa, zamieszkania w Nim i korzystania w pełni z całego bogactwa i obfitości Jego miłości! Obawiam się jednak, że wielu tych, którzy przyszli do Jezusa, ze smutkiem muszą wyznać, że niewiele wiedzą i mogą powiedzieć o tym błogim zamieszkaniu w nim! Błąd niektórych polega na tym zapewne, że nigdy jeszcze nie zrozumieli, w całej pełni wezwania Zbawiciela. Inni może zrozumieli, ale nie zdawali sobie sprawy, że takie życie jest możliwe i dla nas dostępne. inni znów może i wierzą, że nieustanne życie w Jezusie jest możliwe i nawet starają się o nie, ale droga do tego jeszcze jest dla nich tajemnicą. Ale ileż to musiałoby przyznać, że z powodu swej niewierności utraciło to błogosławieństwo. Zbawiciel był gotów, aby ich napełnić, ale oni nie byli gotowi, by w Nim zamieszkać; nie byli zdecydowani, aby wszystko dać po to, by zawsze i wszędzie pozostać w Jezusie.

Do tych wszystkich dusz przychodzę teraz w Imieniu Jezusa, a to znaczy w Imieniu mojego i ich Zbawiciela, przychodzę przynosząc im błogi rozkaz: "Mieszkajcie we Mnie"! W Jego Imieniu zapraszam też, abyśmy razem codziennie zagłębili się w nauce i obietnicy zawartej w przytoczonych słowach rozkazania Pańskiego.

Wiem, że nie utwierdzonemu jeszcze wierzącemu, nasunie się wiele trudnych pytań w związku z tymi słowami Pana. A najpierwsze może to, czy jest możliwe zachowanie ścisłej społeczności z Panem Jezusem przy wykonywaniu męczącej pracy i codziennych trudnościach. Jeśli chodzi o to pierwsze pytanie, to tylko Pan Jezus przez Ducha Świętego może usunąć nasze trudności, z mojej zaś strony pragnieniem jest, abym przez łaskę Bożą mógł codziennie powtarzać ten błogi rozkaz Mistrza: "Mieszkajcie we mnie", tak długo aż serca przyjmą Słowo i dadzą Mu należne miejsce.

Obyśmy w świetle Słowa Bożego tak długo zastanawiali się nad znaczeniem tego rozkazu Pańskiego, aż nasze zrozumienie, to jest drzwi serca naszego - otworzą się, aby coś przyjąć na własność z tego, co jest nam ofiarowane. Pan Jezus czeka na to.

W ten sposób zrozumiemy jak można wejść do tego zamieszkania z Panem, co nam na tej drodze przeszkadza, a co pomaga. Będziemy wówczas musieli wyznać, że Jezus ma prawo zwrócić się z takim rozkazem do nas. I że nie będziemy tak długo poddanymi naszego Króla, jak długo nie przyjmiemy Jego rozkazu sercem ochotnym i szczerym. A gdy przyjrzymy się z podziwem tej błogości, która zawarta jest w tym nakazanym, prawidłowym stosunku do Pana Jezusa, rozgorzejemy pragnieniem i wola nasza całą mocą będzie chciała uczynić wszystko, aby posiąść to niewymowne błogosławieństwo obcowania z Panem. Chodźcie najmilsi i usiądźmy dzień za dniem u nóg Jezusa i patrząc na Niego, badajmy to jego Słowo. Czekajmy cicho i z ufnością, aż usłyszymy Jego święty głos - ten "głos cichy i wolny", który jest silniejszy od trzęsienia ziemi łamiącego skały, a który tchnie ożywiającym duchem i mówi: "Mieszkajcie we mnie". Dusza, która naprawdę usłyszy to Słowo z ust Jezusa, otrzyma z nim także siłę, aby móc przyjąć i zatrzymać zaofiarowaną w nim błogość.

O, Zbawicielu drogi, racz do nas przemówić, daj aby każdy z nas usłyszał Twój głos! Oby świadomość naszego wielkiego niedostatku i wiara w Twą cudowną miłość, w której pragniesz nam darować niewypowiedzianie błogie życie, zmusiły nas, abyśmy słuchali Ciebie i posłuszni byli Twemu głosowi, ilekroć do nas zawołasz: "Mieszkaj we Mnie". Drogi Czytelniku, aby odpowiedź twojego serca na to wezwanie była codzień coraz jaśniejsza i zdecydowana: "Tak, drogi Zbawicielu, pragnę w Tobie zamieszkać".

 

2. MIESZKAJ W JEZUSIE a znajdziesz odpocznienie dla duszy twojej. 

"Pójdźcie do Mnie (...) a Ja wam sprawię odpocznienie. Weźcie jarzmo Moje na się, a uczcie się (...) a znajdziecie odpocznienie duszom waszym" Mat.11,28.29

Odpocznienie dla duszy, o czym pragnie Zbawiciel pozyskać obciążonego grzesznika. Tak prosto wyrażona jest ta obietnica, a jakże jest wielka i głęboka. Odpoczynek duszy - czyż nie oznacza to uwolnienia od wszelkich obaw, zaspokojenia wszelkich braków, spełnienia życzeń? I właśnie to, a nie coś mniejszego ofiarowuje Zbawiciel błądzącemu grzesznikowi uskarżającemu się, że odpocznienie nie jest dla niego tak trwałe i pełne, jak się tego spodziewał, ofiarowuje mu to Zbawiciel, aby go skłonić do pełnego zamieszkania w Nim.

Czy wiesz dlaczegoś jeszcze nie znalazł tego pełnego odpocznienia, albo jeśliś go nawet zakosztował, to czemu ono tak szybko uległo zamąceniu i zniknęło szybko? Jedynym powodem tego jest to, że nie mieszkasz w Jezusie, że nie jesteś w Nim.

Czy zwróciłeś uwagę na to, że Zbawiciel przy Swym zaproszeniu dwukrotnie powtarza obietnicę odpocznienia, z różnymi warunkami, z czego wynika jasno, że odpocznienia w Nim szukać można i znaleźć tylko w Jego bezpośredniej bliskości. Najpierw mówi: Pójdź do Mnie - a dam ci odpocznienie; gdy przyjdziesz i uwierzysz - dam ci odpocznienie, pokój przebaczenia i przyjęcia, pokój Mej miłości!

Ale wiemy, że wszystko co Pan nam daje, ma się stać naszą własnością, że niejednokrotnie trzeba pewnego czasu, aby w pełni posiąść ten dar Pański, trzeba go zatrzymać, przyswoić, wchłonąć całkowicie, aby przepoił naszą istotę, inaczej bowiem nie możemy go ani doznać ani zasmakować w nim, i to pomimo, że Jezus tak bardzo chce nam go dać. Dlatego zapewne w Swej powtórnej obietnicy wyraża ją Pan Jezus w słowach, które zdają się mówić nie tyle o początkowym pokoju, witającym na wstępie utrudzoną duszę, ale raczej o głębszym, osobiście dożytym i trwale przyswojonym pokoju duszy, która w Jezusie mieszka. Pan Jezus mówi nie tylko: "Pójdźcie do Mnie", ale mówi też: "Weźmijcie jarzmo Moje na się i uczcie się ode Mnie", a więc stańcie się Moimi uczniami, poddajcie się Mojemu kierownictwu, podporządkujcie się we wszystkim Mojej woli, zespólcie wasze życie zupełnie z Moim - innymi słowy: "Mieszkajcie we Mnie"; a gdy ten warunek będzie wypełniony, obietnica brzmi obecnie nie tylko: "Sprawię wam odpocznienie", ale słyszymy: "Znajdziecie odpocznienie duszom waszym". Pokój, któryś otrzymał od Pana w dniu swego przyjścia do Niego, przyjąłeś za swoją własność, ale wiedz, że to głębsze, trwałe odpocznienie, płynie tylko z bliskiej społeczności z Nim, i głębokiego pozostawania w Nim, z zupełnego oddania się Jezusowi i jedności z Nim. "Weźmijcie Moje jarzmo na się i uczcie się ode Mnie", i "mieszkajcie we Mnie", to jest droga do trwałego pokoju i odpocznienia.

Czy te słowa Zbawiciela nie odsłaniają ci powodu, dla którego tak często tracisz pokój, którego od czasu do czasu zaznajesz? Powód leży właśnie w tym, że tajemnicą zupełnego pokoju, jest zupełne oddanie się Jezusowi. Czy oddałeś całe swe życie Jezusowi, aby nim kierował i w nim panował? Czy wziąłeś już Jego jarzmo na siebie, aby On mógł prowadzić cię tam , gdzie On chce? Czy uczysz się od Niego - mieszkając w Nim - być tylko tym, kim On chce, abyś był, i czynić to tylko, co On chce? To są warunki, bez spełnienia których nie możesz myśleć o możliwości dożywania stałego pokoju, tego któregoś doznał przy pierwszym pójściu za Nim. Pokój jest w Jezusie nie jest darem, który mógłby ci Jezus darować poza społecznością z Nim, dlatego też możesz radować się z pokoju Bożego i zachować go, jeżeli masz Jezusa Samego.

Wielu początkujących w wierze nie może pojąć tej prawdy i dlatego tak szybko tracą wewnętrzny pokój. U niektórych powód leży w tym, że nie widzieli ani nie słyszeli o tym, że Jezus żąda niepodzielnego oddania mu całego serca, że chce kierować każdym szczegółem naszego codziennego życia, że nawet i w tych najdrobniejszych szczegółach codziennego życia należy starać się o to, aby się Jemu podobać. Nie widzieli i nieraz nie widzą dotąd, jak zupełne musi być oddanie się Jezusowi.

Inni znów, którzy mają jakie takie pojęcie o świątobliwości życia chrześcijanina, popadli może w inny błąd, a mianowicie nie wierzą w to, aby prowadzenie takiego cudownego życia, było i dla nich możliwe. Wzięcie na się jarzma Jezusowego, noszenie go stale, w każdej chwili życia, wydało się im takim wysiłkiem, takim wyjątkowym stanem, dostępnym tylko dla wybranych ludzi, że uważali to za nieosiągalne dla siebie. Sama myśl, aby pozostać zawsze, każdy dzień w Jezusie, wydała im się stanem o takim wysokim poziomie, który możliwy jest może po życiu pobożnym pełnym wysiłku w uświęceniu; i dlatego wydawało się im to dla początkującego wierzącego czymś nieosiągalnym. Nie wiedzieli, nie rozumieli, że Jezus mówi prawdę twierdząc, że "jarzmo Moje jest wdzięczne", że właśnie to jarzmo daje odpocznienie, gdyż właśnie wtedy, gdy człowiek odda się Panu i jest Mu posłuszny. Pan daje mu moc i radość do tego. Nie zauważyli oni też, że Jezus do słów: "Uczcie się ode Mnie" dodaje inne: "Żem Ja cichy i pokornego serca", a to oznacza i upewnia, że Jego cichość pomoże im w każdej potrzebie, to jest tak: matka niesie swe słabe dziecko właśnie dla tego, że jest słabe. Nie zrozumieli, że w Swym wezwaniu: "Mieszkajcie we Mnie", niczego innego Jezus nie żądał, jak oddania się Mu, a wówczas Jego wszechmocna miłość będzie ich trzymała, ochraniała i błogosławiła... Błądzą więc jedni z braku zupełnego oddania się Panu, a inni pozostają w tyle z powodu braku ufności. Te dwie cechy: oddanie i zaufanie są najistotniejszymi warunkami życia chrześcijańskiego; trzeba wszystko oddać Jezusowi, aby wszystko od Niego otrzymać. Jedno zawarte jest w drugim, a w tym słowie "oddanie" są połączone oba. Oddać się zupełnie Jezusowi, znaczy zarówno słuchać, jak, ufać i słuchać.

Cóż dziwnego więc, gdy przy takim niezrozumieniu słów Pana, zaraz na początku zabrakło w życiu wiary - radości i mocy, których oczekiwałeś. Czasami upadłeś w jakiś grzech nieświadomie, ponieważ nie wiedziałeś, jak zupełnie Jezus pragnie tobą kierować i jak nie potrafisz ani chwili ostać się, jeżeli nie będziesz przebywał w Jego bliskości.

Innym razem wiedziałeś o grzechu, ale nie miałeś siły, aby go przezwyciężyć, lub sprzeciwić się mu, ponieważ nie wiedziałeś, albo nie wierzyłeś, że Jezus chce cię zupełnie w Swoje ręce, aby cię strzec i aby ci pomóc. Jakkolwiek się sprawa miała, niedługo to trwało, a utraciłeś radość pierwszej miłości, a twa droga zamiast świecić jak droga sprawiedliwego, była więcej podobna do drogi Izraela na puszczy; pamiętasz, że lud wędrował znajdując się niedaleko Ziemi Obiecanej - miejsce odpocznienia, ale do niej jednak nie wchodził.

Biedna zmęczona duszo, która przez wiele lat jesteś ścigana jak dzikie zwierzę, pójdź i posłuchaj, że jest miejsce bezpiecznego i spokojnego schronienia, gdzie zwycięstwo, pokój i radość są zapewnione; miejsce to jest stale dla ciebie otwarte - jest to serce Jezusowe!

Niestety, wydaje mi się, jakbym jeszcze słyszał głos: "To mieszkanie w Jezusie, to stałe noszenie Jego jarzma, to uczenie się od Niego, to właśnie jest tak bardzo trudne, a wysiłek aby tam dotrzeć, odbiera pokój jeszcze w większym stopniu niż grzech albo świat". Jakież tragiczne nieporozumienie leży w takich słowach, a mimo to jakże często słyszy się je.

Czy męczy pielgrzyma, gdy spocznie sobie na łożu po trudach uciążliwej wędrówki? Czy to jest wysiłkiem dla dziecka spocząć w ramionach matki? O nie! Wszak na łożu znajduje pielgrzym odpoczynek, a słabe dziecko na ręku matki - ochronę i pomoc. Tak samo ma się sprawa z Jezusem. Duszy ludzkiej wystarczy, że Jemu się powierzy, a uciszy się i odpocznie w zaufaniu, że Jego miłość podjęła się jej strzec i że Jego wierność to dzieło doprowadzi do końca. Błogosławieństwo to jest wielkie, że naszemu biednemu sercu jest tak trudno je zrozumieć. Mamy wrażenie, że nie jesteśmy w stanie wierzyć temu, że Jezus, któremu "dana jest wszelka moc", rzeczywiście może nas cały dzień prowadzić i zachować. A właśnie Jezus to nam przyrzeka, i na innej drodze nie może nam dać prawdziwego odpocznienia. Dopiero gdy nasze serce pojmie tę prawdę, że Jezus tak poważnie mówi: "Mieszkajcież we Mnie" i "Uczcie się ode Mnie", i że to Jego jest wolą i że może zachować nas stale w Nim, ale tylko jeżeli się Mu zupełnie oddaliśmy - dopiero wtedy może odważymy się rzucić w ramiona Jego miłości i powierzyć się Jego wiernej opiece. Nie jarzmo samo, ale nasz opór przeciw niemu czyni je tak ciężkim; kto się niepodzielnie odda Jezusowi, jako Mistrzowi i Królowi, ten znajduje odpocznienie i umie je zatrzymać.

Pójdź drogi bracie, i zacznij od dziś z prostotą przyjmować słowa Pana Jezusa. W tych słowach "Weźmijcie jarzmo Moje na się" i "Mieszkajcie we Mnie" leży rozkaz, a rozkaz wymaga posłuszeństwa. Posłuszny żołnierz nie pyta, czy rozkaz jest wykonalny i jakie za sobą pociąga skutki, ale przyjmuje komendę wierząc, że dowódca postarał się o wszystko, co jest konieczne. Sprawą więc Zbawiciela jest, dać im siłę i wytrwanie do pozostania w Nim, pokój i błogosławieństwo rzeczywistego mieszkania w Nim; moją zaś sprawą jest Jego słuchać. Przyjmijmy dzisiaj bezzwłocznie i posłusznie Jego rozkaz i odpowiedzmy zdecydowanie: "Mój Zbawicielu, pozostanę w Tobie, na Twój rozkaz biorę Twe jarzmo na siebie, bez zwłoki chcę poddać się Twemu zadaniu, i już pozostanę w Tobie".

Jeżeli jesteśmy świadomi naszej niewierności w tym, to ta świadomość ma tylko zaostrzyć ten rozkaz i nauczyć nas jeszcze baczniej zwracać uwagę na głos Ducha, aż na nowo usłyszymy Pana Jezusa mówiącego do nas z nadzieją, miłością i mocą: "Dziecię, mieszkaj we Mnie". Jeżeli słuchamy tego słowa, jako pochodzącego osobiście od Niego Samego, to każda wątpliwość musi pierzchnąć, gdyż jest to równocześnie obietnica, która zostanie na pewno wypełniona. Coraz prościej i jaśniej przemówi do nas.

Pozostać w Jezusie, to znaczy nie co innego, jak wyrzec się siebie samego, aby być prowadzonym i nauczanym przez Niego, a następnie odpocząć w ramionach wiecznej miłości!

Błogi pokój! Owoc i przedsmak Bożego pokoju! Znajdują je ci, którzy przychodzą do Jezusa, i pozostają w Nim. To jest pokój Boży, pokój wieczności, który "przewyższa wszelki rozum i strzeże serc i myśli naszych". Jeżeli mamy taki pokój zapewniony, to znajdziemy dosyć sił do wykonania każdego obowiązku, odwagę do każdej walki, pociechę w każdej boleści, i radość wiecznego żywota nawet w "dolinie cienia śmierci".

O, mój Zbawicielu, gdyby moje serce miało znów kiedy wątpić lub ulegnąć błędnej myśli, jakoby to szczęście było za wielkie, aby go oczekiwać, za wysokie, aby go móc osiągnąć, to ożyw Panie mą wiarę i posłuszeństwo Twym głosem i słowami: "Pozostań we Mnie, weźmij jarzmo Moje na się i ucz się ode Mnie..., a znajdziesz odpocznienie duszy twojej".

 

3. MIESZKAJ W JEZUSIE a On cię zachowa

"Ścigam, ażebym też uchwycił to, na com też od Chrystusa Jezusa uchwycony". Filip.3.12

Niektórzy może przyznają, że mieszkanie w Jezusie jest świętym obowiązkiem i błogim przywilejem, a mimo to cofają się stale przed pytaniem: "Czy życie nieprzerwanej łączności ze Zbawicielem jest naprawdę możliwe?" Mniemają być może, że tylko niektórzy chrześcijanie, przeznaczeni może do szczególnych zadań, i wyposażeni w wyjątkowe możliwości, dochodzą do takiego stanu, ale większość chrześcijan, których czas według rozrządzenia Bożego jest zupełnie wypełniony zadaniami życiowymi, nie może takiego stanu osiągnąć. I więcej słyszą o pozostaniu w Jezusie, tym bardziej zrozumiewają, jak wspaniały i błogosławiony stan musi to być. I nawet chętnie ofiarowaliby wszystko, aby dostąpić tego błogosławieństwa, ale - niestety - uważają siebie za zbyt słabych i małowiernych, aby kiedykolwiek go dostąpić.

O, wy kochane dusze! Czyż nie wiecie, że to pozostawanie w Jezusie jest właśnie czymś dla słabych, co tak bardzo potrzebne jest ich mdłości. W tej sprawie nie spotykamy się z pytaniem Jezusa, czyśmy wykonali to lub owo dzieło, albo czyśmy dotąd prowadzili świętobliwy żywot. Nie, mieszkanie w Jezusie polega po prostu na tym, że słaby powierza się opiece mocnego, a niewierny rzuca się w ramiona wiernego, doskonałego i zaufania godnego Zbawiciela. Pozostawanie w Jezusie to nie jest sprawa, którą mamy wykonać, jako warunek naszej błogości, ale jest po prostu zgodą na to, aby On mógł wszystko za nas, w nas i przez nas uczynić. Jest to coś, co On za nas czyni, jest to owoc i siła Jego zbawczej miłości. Naszą sprawą jest oddać się Jemu, zaufać Mu i oczekiwać, że On to, czego się podjął - wykona.

A właśnie tego oczekiwania, tego ufnego oparcia się na Słowie Jezusa, że w Nim jest zgotowane miejsce dla nas, tego wielu chrześcijanom brakuje. Nie zadają sobie oni tego trudu, aby zwrócić uwagę na to, że Jezus mówi "we Mnie", że ofiaruje Siebie Samego, jako "stróża Izraela, który nie śpi ani drzemie", że z całą mocą Swej miłości, ofiaruje im miejsce przebywania, gdzie wpływ Jego łaski jest daleko silniejszy, niż ich słabość i możność zbłądzenia.

Ich pojęcie o drodze łaski Bożej jest mniej więcej następujące: rozumieją, że ich nawrócenie i usprawiedliwienie jest dziełem Bożym, ale wobec tego teraz z wdzięczności ku Bogu jest ich obowiązkiem żyć po chrześcijańsku i naśladować Go. Zawsze więc nasuwa się ta myśl, że oni muszą wykonać jakieś dzieło, a choć proszą o pomoc, to jednak to jest ich dzieło. Dlatego stale upadają i tracą odwagę, a ich zwątpienie pomnaża tylko ich bezsilność.

Ale to nie jest tak, zmęczona i utrapiona duszo, przecież to Jezus był, który cię pociągnął, mówiąc: "Pójdź". I Ten, który cię chce przy Sobie zatrzymać, mówiąc: "pozostań", to też nie kto inny, ale Jezus. Od Niego i z Jego łaski pochodzi zarówno przyjście twoje jak i pozostanie. Słowo "pójdź", które usłyszałeś, rozważałeś i przyjąłeś, było słowem miłości, które cię pociągnęło jak powrozem, tak samo jak i słowo "pozostań" i "mieszkaj", które cię trzymają i wiążą ze sobą. Gdyby tylko dusza chciała znaleźć czas, aby słuchać głosu Jezusa. "We Mnie" - mówi On - "jest twoje miejsce w Moich wszechmocnych ramionach. Ja, który cię tak gorąco miłuję; wołam: pozostań we Mnie; możesz Mi zupełnie zaufać". Tak, kiedy głos Jezusa dotrze do duszy i tam zostanie, to nie może zabraknąć odpowiedzi: "Tak, Zbawicielu w Tobie mogę, w Tobie chcę pozostać".

"Mieszkajcież we Mnie" - to nie są słowa Zakonu Mojżeszowego, któreby żądały czegoś od grzesznego człowieka, czegoby on nie mógł wykonać. Słowa te są przykazaniem miłości, które w sobie kryją i obietnicę. Zagłębij się w nią, a wszelkie uczucie ciężaru, obawy, zwątpienia zniknie i kiedy usłyszysz słowa o pozostaniu w Jezusie, pierwszą myślą twoją będzie, że to szczęście, błogosławieństwo, że są one dla ciebie, i są powodem wielkiej pociechy.

Nie jesteś pod zakonem z jego nieugiętym: "musisz", ale pod łaską, która czyni, że nie musisz ty czynić, ale wierzyć temu co Jezus dla ciebie uczynił. A jeżeli ktoś zwróci słuszną uwagę, że przecież i my musimy coś uczynić, to odpowiedź brzmi: "Nasza praca i działanie jest tylko owocem pracy Jezusa w nas". Kiedy dusza zupełnie się uciszy i tylko w tym odpoczywa i na to patrzy, co Jezus czyni, to dopiero wtedy zostanie pobudzona do najżywszej czynności, to wtedy jej praca będzie najpożyteczniejsza, ponieważ wie, że to On czyni. Im więcej poznamy, że w tym słowie: "we Mnie", zawarta jest potężnie pobudzająca moc miłości, schylającej się ku nam, aby nas podnieść i zatrzymać, tym więcej powstaje w nas pragnienie, aby w Nim pozostać.

Ścisły związek tego, co Jezus czyni z tym, co nam pozostaje do wykonania, jest cudownie wyrażony w słowach Apostoła Pawła: "Ścigam ażebym też uchwycił to. na com też od Chrystusa uchwycony". Ponieważ wiedział, że go uchwycił potężny i wierny Jezus po to, aby go uczynić jedno z Sobą, dlatego też i on pracował jak najwięcej, aby otrzymać kosztowną nagrodę.

Wiara, doświadczenie i mocna pewność: "Jezus mnie uchwycił", dawały mu odwagę i siłę, aby "ścigać" i "uchwycić" to, na co został "uchwycony". Każde nowe spojrzenie na wysoki cel, dla którego go "Jezus uchwycił", pobudzało go na nowo, aby nie tylko iść, ale biec do tego najwyższego szczytu.

To wyrażenie Apostoła Pawła i jego zastosowanie do życia chrześcijańskiego będzie może nam najłatwiej zrozumiale, jeżeli wyobrazimy sobie ojca, pomagającego swemu dziecku przy wspinaniu się na stromą skałę. Ojciec stoi na górze i uchwycił syna za rękę, aby go pociągnąć do góry. Wskazuje mu miejsce, do którego chce mu pomóc dostać się. Skok byłby za ryzykowny i za wysoki, gdyby dziecko było samo, ale ręka ojcowska jest dla niego rękojmią, dlatego skacze, aby osiągnąć miejsce, dla osiągnięcia którego ojciec go uchwycił. Jest to więc siła ojca, która go ochrania, która mu nadaje rozpęd i zachęca go do wytężenia wszystkich swych sił.

To jest stosunek między Jezusem a tobą, słabe drżące dziecko! Najpierw zwróć swe oko na cel, dla osiągnięcia którego On cię uchwycił. Celem tym jest nie mniej, nie więcej, tylko życie stałej nieprzerwanej społeczności z Nim Samym, a do tego chce ci pomóc. Wszystko coś dotąd otrzymał - przebaczenie i pokój, Ducha Świętego i Jego dary łaski - wszystko to jest tylko przygotowaniem do tego celu; a wszystko to, co ci jest obiecane w przyszłości, świętość, owocność i wieczna chwała, jest naturalnym wpływem życia w społeczności z Jezusem. Połączenie z Nim, i przez Niego z Ojcem, to jest najwyższy cel w pracy Jezusa z nami. Zwróć tylko wzrok swój Nań, patrz uważnie, a stanie się ci to jasne: "Tym celem, do którego Jezus chce mnie doprowadzić, to właśnie to, abym mieszkał w Nim".

Jeżeli tę myśl zrozumiałeś, to daj miejsce jeszcze jednej w swym sercu: "Jezus mnie uchwycił, a Jego wieczysta moc, która mnie uchwyciła, prowadzi mnie teraz do tego miejsca, w którym mnie chce mieć". Patrz więc na Jezusa, patrz na Jego miłość promieniejącą z Jego oczu i która cię pyta, czy Mu chcesz zaufać, że On cię strzec będzie, przecież to On cię szukał, znalazł i pociągnął do Siebie. Patrz na "ramię mocy" i powiedz teraz, czyż nie masz wszelkich powodów ku temu, aby spokojnie spolegać na Nim, który może cię zachować w Sobie?

Jeżeli pomyślisz o tym, jak wysoki On cel ci wskazuje, ten właśnie, dla którego cię uchwycił, jeżeli wzrok swój skierujesz na Tego, który cię trzyma i czeka, abyś pozwolił Mu dać ci potrzebną moc, to - jak wspomniany przed chwilą chłopiec - powiedz teraz, czy nie zechciałbyś dziś uczynić tego "skoku" i wznieść się do błogiego żywota w Jezusie? Tak, rozpocznij zaraz, teraz! Mów: "O, mój Jezu, który mi rozkazujesz, abym pozostał w Tobie - kiedy to Sam bierzesz na siebie, aby podnieść mnie do tego wysokiego celu i tam utrzymać, to chcę spróbować; drżąc, ale jednak ufając Ci, pragnę powiedzieć: Jezu! pozostaję w Tobie".

Mój kochany, Ty który wraz ze mną ukryć się chcesz w Panu Jezusie, znajdź trochę czasu, aby być sam na sam z Jezusem, a wtedy powiedz Mu to wszystko. Byłoby to zuchwalstwem mówić o pozostawaniu w Jezusie tylko po to, aby wywołać u ciebie tylko przyjemne wrażenie; nie o to chodzi, chodzi o to, aby prawda Boża została natychmiast zamieniona w czyn i życie. O, oddaj się dziś kochanemu Zbawcy, aby czynić to jedno, czego od ciebie żąda. Wydaj siebie samego, aby pozostać w Nim. On dokona tego dzieła w tobie; możesz tego oczekiwać od Niego, Ze cię zachowa w Sobie i w ufności.

A gdyby znowu wyłoniły się jakieś wątpliwości, albo jakiś upadek doprowadził cię do rozpaczy, to pomyśl o tym, w czym Paweł znalazł moc dla siebie: "Zostałem uchwycony przez Jezusa Chrystusa". W tej pewności leży źródło siły; stąd możesz popatrzeć na cel, na który zwrócone jest serce Jezusa, na który i twoje serce może być zwrócone. W tym znajdziesz wzmocnienie twego zaufania, że Ten, który rozpoczął w tobie dobrą sprawę, Ten jej także dokona. W tym zaufaniu nabędziesz odwagi, aby dzień po dniu na nowo powtarzać: "Ścigam, abym uchwycił to, na com od Jezusa Chrystusa jest uchwycony". Dlatego też, że Sam Jezus mnie uchwycił, i ponieważ mnie strzeże, dlatego odważam się powiedzieć: "Mój Zbawicielu, pozostaję w Tobie".

 

4. MIESZKAJ W JEZUSIE jako latorośl w winnej macicy

"Jam jest winna macica, a wyście latorośle" Jan 15,5

Łącznie z tym podobieństwem o winnej macicy, użył nasz Mistrz po raz pierwszy tego słowa: "Mieszkajcie we Mnie". Właśnie w swym znaczeniu tak obfite w treść podobieństwo pokazuje nam najwyraźniej i najdoskonalej, co Pan chce powiedzieć przez ten rozkaz i to połączenie, do którego nas zaprasza.

To podobieństwo uczy nas, jakiego rodzaju jest społeczność. Połączenie między winną macicą a latoroślą jest żywe, nie wystarczy jakieś czasowe, zewnętrzne połączenie, ani też żaden wysiłek ludzki nie może go wytworzyć. Latorośl naturalna, jak też wszczepiona, jest dziełem Stwórcy, przez którego moc winna macica dostarcza życiu, dostarcza soku, owocności latorośli. Tak jest też u wierzących chrześcijan. Ich społeczność z Panem nie jest dziełem ludzkiej mądrości albo ludzkiej woli, nie dziełem Bożym, dzięki, któremu powstaje między Synem Bożym a grzesznikiem najdoskonalsza łączność życiowa. "Przeto posłał Bóg Ducha Syna Swego do waszych serc"(Gal.4,6). Ten Duch, który żył w Synu Bożym i jeszcze żyje, stanie się życiem wierzącego przez jedność Ducha i przez społeczność życia, które jest w Jezusie, stanie się jedno z Nim. Tak jak w winnej macicy i latorośli, tak i tutaj dochodzi do takiej łączności życiowej, że z niej powstaje jedna istota.

To podobieństwo pokazuje nam doskonałość tego połączenia między winną macicą i latoroślą, a jest ono tak ścisłe, że jedna bez drugiej obejść się nie może, i jedna i druga jest zupełnie na usługach drugiej.

Bez winnej macicy nie może latorośl nic uczynić, jej tylko zawdzięcza ona swe stanowisko w winnicy, swe życie i swą owocność. A Jezus mówi: "Beze Mnie nic uczynić nie możecie". Wierzący może się Panu Bogu podobać tylko przez to, co dokona moc Jezusa, mieszkająca w nim. Codzienny przypływ soków życiowych Ducha Świętego jest tego jedyną mocą przynoszącą owoc. On żyje tylko w Nim i jest w każdym okamgnieniu od Niego zawisły.

Bez latorośli nie może winna macica nic uczynić. Winna macica bez latorośli nie może przynieść żadnego owocu; dlatego latorośl jest winnej macicy tak samo potrzebna, jak winna macica latorośli. Łaska Jezusa jest tak wielka w swym zniżeniu się, że On uczynił się zawisłym od Swego ludu, tak jak lud jest zawisły od Niego. Bez Swoich uczniów nie może Bóg udzielić błogosławieństwa światu, bez nich nie może grzesznikom zaoferować winogron niebieskiego Kanaanu. Nie dziw się temu! On Sam to tak zarządził, do tak wysokiej godności powołał Swych wybawionych, że tak samo jak On im jest niezbędny w niebie, aby znaleziono u nich owoce, tak samo jak oni Mu są niezbędni na ziemi, aby przez nich przyniesiony był Jego owoc. Kochani, myślcie o tym tak długo, aż wasza dusza uniży się w proch w podziwie, kiedy oglądacie tajemnice doskonałego połączenia między Chrystusem a wierzącymi. Ale uczmy się jeszcze czegoś więcej: Tak jak ani winna macica ani latorośle nie są niczym, jeżeli nie są połączone ze sobą, tak też są one przeznaczone wyłącznie jedna dla drugiej.

Wszystko, co posiada winna macica, należy latoroślom. Winna macica nie ciągnie siły i słodyczy z ziemi dla własnej korzyści, wszystko co posiada jest dla latorośli. A Jezus, któremu zawdzięczamy żywot - jak zupełnie nam Się dał w ofierze: "A tę chwałę, którąś mi dał, dałem im. "Kto wierzy w Mię, sprawy, które Ja czynię, i on czynić będzie i większe nad to czynić będzie"(Jan 14,12; Jan 17,22). Całe niedościgłe bogactwa Jego należą tobie, cała obfitość Jego jest dla Ciebie, wierząca duszo (Jego wesele - Jan 15,11, i Jego pokój - 14,27 - są dla nas). Gdyż winna macica nie żyje dla siebie, nie zatrzymuje nic dla siebie, ale żyje tylko dla latorośli. Wszystko, czym Jezus jest w niebie, to jest dla nas, nie ma tam żadnej czynności, któraby nie była dla nas przeznaczona; jako zastępca nasz stoi przed Ojcem.

Ale także wszystko, co posiada latorośl, należy winnej macicy. Latorośl nie żyje sama dla siebie, ale po to, aby przyniosła owoc, któryby poświadczył o kosztowności winnego krzewu; nie ma ona żadnego innego zadania, jak służyć winnej macicy. Jaki cudowny obraz zadania wierzących i ich zupełnego wydania w służbie Zbawicielowi! Tak jak Jezus się mu zupełnie oddał, tak czuje się pobudzony, aby należeć zupełnie do Pana. Każda pobudka jego istoty, każda chwila jego życia, każda myśl i każde uczucie należy Jezusowi, aby przez Niego i dla Niego przyniósł owoc. Im więcej pojmie, czym winny krzew jest dla latorośli, i jakie zadanie ma latorośl wobec winnego krzewu, tym więcej odczuwa, że już tylko dla jednego myśleć, dla jednego żyć powinien, a to jest wola, chwała, dzieło i królestwo jego kochanego Pana, przynoszenie owocu na Jego chwałę.

Ty, cudowne podobieństwo o winnej macicy - ty odsłaniasz nam tajemnice Bożej miłości, niebieskiego życia, życia ducha - jak mało ciebie dotąd rozumiałem! Jezus, żyjący winny krzew w niebie, a ja żyjąca latorośl na ziemi! Jak mało rozumiałem, jak wiele potrzebuję, ale jakie uprawnienia mam do Jego bogactw! Jak mało rozumiałem, jak bardzo mnie pragnie, ale także jakie ma wyłączne prawo do mojej pustki i ubóstwa! A teraz chcę w świetle tego cudownego podobieństwa zastanawiać się nad dziwną społecznością między Jezusem, a Jego ludem, aż stanie mi się przewodnikiem do zupełnego połączenia się z ukochanym Panem. Chcę słuchać i wierzyć, aż moje całe jestestwo zawoła: "Jezus jest naprawdę moim winnym krzewem, który mnie niesie, żywi, zaopatruje, potrzebuje, napełnia, abym przyniósł wiele owocu". Potem nie będę się bał powiedzieć: "Jam jest latoroślą Jezusową, latoroślą w Jezusie, prawdziwym winnym krzewie; pozostanę w Nim, spocznę w Nim, oczekiwać będę na Niego i żyję tylko po to, aby On na mnie wykazał całe bogactwo Swej łaski i przeze mnie Swój owoc zaoferował ginącemu światu"

Jeżeli będziemy się starali w ten sposób zrozumieć znaczenie tego podobieństwa, to rozkaz z nim związany zabrzmi z całą mocą w naszym sercu. Kiedy nam się stanie jasne, czym krzew winny jest dla latorośli, Jezus dla wierzącego, wtedy te słowa: "Mieszkajcie we Mnie, nabędą nowej mocy. Wtedy będzie nam tak jakby Jezus mówił: "Pomyśl o tym, droga duszo, jak zupełnie do ciebie należę. Związałem się niepodzielnie z tobą, sok i moc winnego krzewu są w rzeczywistości twoimi. Teraz kiedy już jesteś we Mnie, możesz być zapewniony, że wszystko to, co Ja posiadam, należy tobie. Zależy mi na tym i służy to ku mojej chwale, abyś ty był owocną latoroślą. Pozostań tylko we Mnie. Ty jesteś słaby, ale Ja jestem mocny, ty jesteś ubogi, ale Ja jestem bogaty. Pozostań we Mnie, powierz się zupełnie memu kierownictwu i prowadzeniu i zaufaj bez zastrzeżeń Mojej miłości, Mojej łasce i Moim obietnicom. Wierz tylko, że jestem zupełnie twoim; Jam jest winny krzew, a ty latorośl, pozostań we Mnie".

Cóż ty na to powiesz moja duszo? Czy masz dłużej zwlekać ze swą zgodą? Czy nie masz, zamiast rozmyślać nad tym, jak trudne jest życie na winnym krzewie - ponieważ patrzę na to , jako na coś, co ja mam wykonać - czy nie masz teraz rozpocząć uważać takie życie, jako to najradośniejsze i najwięcej błogie Czy nie powinienem już raz uwierzyć w to, że jeżeli będę w Nim, On będzie mnie strzegł i użyczy mi sił do mieszkania w Nim? Z mej strony to "mieszkanie" nie oznacza nic więcej, jak znaleźć swe położenie w Nim, zgodzić się na to, aby on mnie strzegł, aby w wierze poruczyć silnemu krzewowi, aby niósł słabą latorośl. Tak, ja to chcę uczynić, pozostanę w Tobie, uwielbiany Panie Jezu!

O, Zbawicielu jak niewymowna jest Twoja miłość "To poznanie jest mi za cudowne, za wysokie nie mogę tego zrozumieć. Ja mogę się tylko oddać Twojej miłości i prosić, abyś mi codziennie odsłonił coś z tej kosztownej tajemnicy i w ten sposób zachęcił Twego miłującego ucznia do wykonania tego, czego Twe serce tak gorąco pragnie - aby zawsze, zupełnie i jedynie w Tobie pozostać.

 

5. MIESZKAJ W JEZUSIE tak jak przyszedłeś do Niego przez wiarę

"Przetoż jakoście przyjęli Pana Jezusa Chrystusa, tak w Nim chodźcie, będąc wkorzenieni i wybudowani na Nim i utwierdzeni w wierze... obfitując w niej z dziękowaniem". Kol.2,6.7

W tych słowach daje nam Apostoł ważną naukę, że przez wiarę nie tylko po raz pierwszy do Jezusa przychodzimy i z Nim się łączymy, ale że także przez wiarę zostajemy w tym połączeniu z Nim wkorzenieni i utwierdzeni. Wiara jest niezbędnym warunkiem naszego wzrostu duchowego życia, tak jak nim była i na początku. Mieszkanie w Jezusie odbywa się wyłącznie przez wiarę.

Są poważni chrześcijanie, którzy tego nie rozumieją lub jeżeli przyznają, że takie tłumaczenie jest słuszne, to jednak nie są zdolni do tego, aby je zastosować w życiu. Gorliwie popierają Ewangelię o usprawiedliwieniu i przyjęciu Jezusa tylko przez wiarę. Ale potem uważają, że wszystko dalsze zależy od naszej pilności i wierności. Chociaż dobrze rozumieją prawdę, że "grzesznik bywa usprawiedliwiony z wiary"(Rzym.3,28), to jednak nie mają u siebie miejsca dla drugiej wspaniałej prawdy, że "sprawiedliwy z wiary żyć będzie"(Abak.2,4). Jeszcze nie zrozumieli, jak doskonałym Zbawicielem jest Jezus i jak chce codziennie być tak samo wielki dla grzesznika, jak był na początku, kiedy po raz pierwszy do Niego przyszedł. Nie wiedzą, że życie z łaski jest zawsze życiem z wiary i że w obcowaniu z Jezusem istnieje codzienny i nieustanny obowiązek ucznia - wierzyć, gdyż wiara jest jedynym połączeniem, przez które Boża łaska i moc płynie do serca ludzkiego. Stara natura wierzącego pozostaje zła i grzeszna, aż do końca, ale jeżeli codziennie przychodzi on, jako potrzebujący i bezsilny do swego Zbawiciela, aby uzyskać życie i moc, to może przynieść owoce sprawiedliwości ku uczeniu Boga. Dlatego słowa Apostoła brzmią: "Jakoście przyjęli Pana Jezusa, tak w Nim chodźcie, będąc wkorzenieni i utwierdzeni w wierze. Jak przyszedłeś do Jezusa, tak w Nim pozostań przez wiarę!

Jeżeli chcesz wiedzieć, jak się masz ćwiczyć w tym pozostawaniu w Jezusie przez wiarę, aby być coraz głębiej i mocniej wkorzeniony w Nim, to popatrz wstecz na czas, kiedyś Go po raz pierwszy przyjął. Może sobie jeszcze przypominasz, jakie przeszkody stawały wtedy twojej wierze na drodze. Najpierw widziałeś swą nieczystość i winę; mniemałeś, że to jest możliwe aby obietnica przebaczenia i łaski mogła mieć znaczenie dla tak nisko upadłego grzesznika. Potem czułeś swą słabość i niemoc, nie odczuwałeś żadnej mocy do oddania się i zaufania Mu, którego od ciebie żądano. Potem nasuwały się trudności na myśl o przyszłości. Wydawało ci się niemożliwe używać imienia uczeń Jezusowy, jak długo odczuwałeś, że nie jesteś w stanie mocno się trzymać, ale że raczej wkrótce staniesz się niewiernym i upadniesz.

Wszystkie te wątpliwości stały, jak góry na drodze, ale jednak zostały usunięte. Jak? Po prostu przez Słowo Boże. To Słowo zmusiło cię, że tak powiem, abyś uwierzył, że mimo twej winy w przeszłości, twej słabości obecnej i przyszłej niewierności, obietnica Jezusowa, że cię chce przyjąć i wybawić, jest pewna. Na to słowo odważyłeś się przyjść i nie zawiodłeś się, Jezus cię przyjął i wybawił.

Zastosuj to swoje doświadczenie, które nabyłeś przy pójściu do Jezusa, do pozostania w Nim. Tak wtedy, jak i teraz jest wiele pokus, które mają na celu powstrzymać cię od wiary. Kiedy pomyślisz o grzechach, które popełniłeś od czasu twego ułaskawienia, to serce twe tak zostaje przybite ze wstydu, że wydaje ci się, iż to jest zbyt śmiałe oczekiwanie, aby Jezus mógł dopuścić cię do tak bliskiego obcowania, do tak pełnego korzystania z Jego miłości.

Jeżeli uprzytomnisz sobie, jak w minionych dniach łamałeś najświętsze śluby i przysięgi, to zaczniesz drżeć w świadomości swej obecnej słabości, i bać się myśli, że mógłbyś odpowiedzieć na rozkaz Zbawiciela przyrzeczeniem: "Panie, od tej chwili chcę pozostać w Tobie". A gdy sobie wyobrazisz, jakie życie pełne miłości, radości, świętości i owoców miałoby płynąć z twego pozostania w Jezusie, to wydaje ci się, jakby twa beznadziejna słabość jeszcze się powiększała. Myślisz wówczas, że w każdym razie ty do tego nie dojdziesz, bo znasz siebie zbyt dobrze; wolisz raczej mniej oczekiwać, aby nie przeżyć zawodu, gdyż życie w stałej i zupełnej łączności z Jezusem nie może być twoim udziałem.

Obyś się zechciał czegoś nauczyć z początkowych chwil życia twego z Jezusem! Pomyśl, jak tedy zostałeś do tego doprowadzony, aby uchwycić Jezusa za słowo, wbrew wszystkiemu, co ci mówiły twe doświadczenia, twe uczucia i twój trzeźwy rozsądek, i że nie zostałeś zawiedziony w swych oczekiwaniach. Jezus cię przyjął, przebaczył ci, dał ci dożyć Swej miłości i uwalniającej mocy - ty dobrze wiesz, jak to było. A jeżeli tak uczynił, gdyś był jeszcze Jego wrogiem i Jemu obcym, to czemuż masz myśleć, że teraz kiedy jesteś Jego własnością, nie wypełni On Swego przyrzeczenia jeszcze obficiej? O, żebyś raz spoczął zupełnie na Jego Słowie i postawił sobie jedno pytanie: "Czy On naprawdę chce, żebym w Nim pozostał?" Odpowiedź z Pisma Świętego jest tak prosta i jasna; przez Jego wszechmocną łaskę jesteś teraz w Nim, i ta wszechmocna łaska umożliwi ci także, żebyś mógł w Nim pozostać. Przez wiarę otrzymałeś dar początkowy; przez wiarę uzyskasz także stałą łaskę pozostawania w Nim.

Kiedy zapytasz się mnie dokładnie, w co masz wierzyć, aby w Nim pozostać, to odpowiedź nie jest trudna. Wierz przede wszystkim w to słowo Jezusa: "Jam jest winny krzew". Bezpieczeństwo i owocność latorośli zależy od mocy winnego krzewu. Nie myśl tyle o sobie, jako latorośli, ani o pozostawaniu w Jezusie, zanim twoja dusza nie pojmie wiarą, czym jest Jezus, jako winny krzew. On chce być dla ciebie rzeczywiście tym wszystkim, czym krzew winny jest dla latorośli. On chce cię nieść, żywić. On sam chce być odpowiedzialny za twój rozwój i twoją owocność. Zadaj sobie trud i znajdź czas na to, by przemyśleć to wszystko i tak uwierzyć: moim winnym krzewem, od którego mogę wszystkiego się spodziewać tego, czego potrzebuję - jest Pan Jezus.

Wielki i mocny krzew winny niesie słabą latorostkę i zachowuje ją w łączności ze sobą Proś Ojca, aby ci przez Duch Świętego objawił, jak wspaniałym, kochanym i potężnym jest twój Jezus, w którym możesz żyć i mieszkać! Wiara w to, czym jest Jezus, umocni cię więcej niż cokolwiek innego, abyś mógł w Nim pozostać. Im większy i wspanialszy dla duszy jest krzew winny, tym silniejszą w Nim będzie latorośl i tym pewniej w Nim pozostanie. Zajmuj się wiele Jezusem i oczekuj wiele od Niego, jako od prawdziwego krzewu winnego. Jeżeli zaś twoja wiara będzie mogła powiedzieć: "On jest moim winnym krzewem", to nie ociągaj się z dodaniem: "A ja jestem Jego latoroślą, jestem w Nim".

Mówię to do tych, którzy twierdzą, że są uczniami Jezusa, i nie wiem jak im to położyć na serce, aby się ćwiczyli w wierze po prostu powtarzając: "Jestem w Nim. To czyni pozostanie w Jezusie tak prostym. Jeżeli w czasie rozmyślania o tym, stanie mi się jasne, że teraz przez wiarę w Nim jestem, to zaraz widzę, że niczego więcej nie potrzebuję, jak tylko zgodzić się na to, co On dla mnie uczynił i tam pozostać gdzie mnie On postawił.

Jestem w Chrystusie. Ta prosta myśl z zastanawianiem i modlitwą w wierze, wypowiedziana, usuwa wszelkie trudności, jakoby przez mój własny wysiłek miałbym osiągnąć ten wysoki zaszczyt. O, nie, ja jestem w Chrystusie, moim drogim Zbawcy. Jego miłość zgotowała mi u Niego dom rodzinny; jeżeli mówi: "Pozostań w Mej miłości". Jego moc będzie mnie ochraniać i utrzymywać w Nim, jeżeli tylko na to dam swoją zgodę. Jestem w Chrystusie, a więc wystarczy powiedzieć: "Mój Zbawco, wysławiam cię za Twoją cudowną łaskę, zgadzam się, oddaję się zupełnie Twojej łaskawej opiece. Tak, ja pozostaję w Tobie".

Jest to czymś zadziwiającym, jak taka wiara może wykonać wszystko, co jeszcze w tym stosunku do Jezusa jest zawarte. Czujność i modlitwa, zaparcie się samego siebie i posłuszeństwo, pilność w ściganiu pokoju - to należy do najważniejszych cech życia chrześcijańskiego. Ale wszystko to jest możliwe temu, kto wierzy. "A to jest zwycięstwo, które zwyciężyło świat, wiara nasza" (1Jana 5,4). Tak, wiara, która stale zamyka oczy na słabość stworzenia, a która znajduje swą radość wyłącznie we wszechmocy Zbawcy, czyni duszę radosną i mocną. Wówczas uczeń Jezusa oddaje się prowadzeniu Ducha Świętego, aby być coraz głębiej zaprowadzonym w poznanie nieocenionego i Wspaniałego Wybawcy, wieczystego Emanuela, darowanego nam przez Boga. Wiara idzie za pośrednictwem Ducha przez każdą stronicę Słowa Bożego, z tą jedną myślą, z tym jednym pragnieniem, aby każde nowe objawienie tego, czym jest Jezus i co przyrzeka, przyjąć jako pokarm życiowy. W ten sposób dusza stanie się mocna przez moc Bożą, aby być tym wszystkim i uczynić to wszystko, co jest konieczne, aby pozostać w Jezusie.

Dziecię Boże czy chcesz pozostać w Jezusie? A więc wierz! Wierz zawsze, uwierz i teraz przed Panem i powiedz Mu z dziecięcym zaufaniem: "Ponieważ jesteś moim krzewem winnym, a ja Twoją latoroślą, dlatego chcę dziś pozostać w Tobie".

 

6. MIESZKAJ W JEZUSIE gdyż Bóg Sam połączył cię z Nim

  "Lecz z Niego (przez Niego) wy jesteście w Jezusie Chrystusie" 1 Kor. 1,30 "Mój Ojciec jest winiarzem" Jan 15,1 

"Wy jesteście w Chrystusie Jezusie". Wierzący w Koryncie byli jeszcze słabymi i cielesnymi, małymi dziećmi w Chrystusie, a jednak powiedział im Paweł zaraz na początku listu, że są w Chrystusie Jezusie. Całe chrześcijańskie życie zależy od wyraźnego stanowiska w Chrystusie. Aby pozostać w Jezusie, konieczne jest, abyśmy codziennie odnowili naszą pewność wiary: Ja jestem w Chrystusie Jezusie. Punktem wyjściowym dla każdego owocnego kazania dla wierzących musi być: "Wy jesteście w Chrystusie Jezusie".

Ale apostoł dodaje jeszcze dalszą myśl o wielkim znaczeniu: "Przez Boga wy jesteście w Chrystusie Jezusie". On chce nie tylko, abyśmy byli świadomi naszej społeczności z Jezusem, ale przede wszystkim, abyśmy pamiętali o tym, że ten stan nie jest naszym dziełem, ale jest to czyn Boży. Im więcej nas będzie uczyć Duch Święty, aby to zrozumieć, tym więcej poznamy, jakie źródło pewności i mocy dla nas w tym leży. Jeżeli to od Boga pochodzi, że jestem w Chrystusie, to Pan Bóg zabezpieczy wszystko, co mi jest potrzebne, aby móc pozostać w Jezusie.

Starajmy się zrozumieć choć trochę to cudowne "przez Boga w Chrystusie". Przy naszym połączeniu z Chrystusem, Pan Bóg coś czyni i my mamy coś do wykonania. To co Bóg czyni, pobudza nas do tego, abyśmy wypełnili nasze zadanie. Dzieło Boże dokonuje się w cichości i w skrytości; to zaś co mamy uczynić jest wyraźne i widoczne. Nawrócenie i wiara, modlitwa i posłuszeństwo, są świadomymi czynami, z których możemy zdać sprawę, natomiast duchowe ożywienie i siła, płynąca z góry, jest tajemnicza i skryta przed naszym okiem. Najczęściej bywa, że wierzący, który chce powiedzieć: "Jestem w Chrystusie", więcej patrzy na to, co on sam uczynił, niż na cudowne i ukryte dzieło Boże, przez które zostaliśmy połączeni z Chrystusem. Nie może też być inaczej na początku biegu chrześcijańskiego. Dlatego też ma to tak wielkie znaczenie, żebyśmy doprowadzeni do tego, aby ujrzeć, że nasze nawrócenie, nasza wiara, nasze przyjęcie łaski zaofiarowanej w Jezusie jest dziełem wszechmocy Bożej, która kierowała naszą wolą, która wzięła nas w posiadanie i przeprowadziła z nami swe zamiary miłości, wszczepiając nas w Jezusa Chrystusa. Kiedy wierzący pozna lepiej to Boże dzieło zbawienia, zacznie z radością uwielbiać i chwalić oraz cieszyć się z tego, że zbawienie, którego dostąpiliśmy, ma swe źródło w Bogu. Przy każdym kroku, który uczyni, będzie pląsał z radości mówiąc: Pan to uczynił, Boża wszechmoc wykonała to, co w miłości przejrzała. Przez Boga jestem w Chrystusie Jezusie!

Te Słowa prowadzą cię dalej i wyżej, aż do głębin wieczności. "Które On przejrzał... te też powołał" (Rzym. 8,29-30). Powołanie w doczesności, jest objawieniem planu w wieczności. Zanim powstał świat, Pan Bóg skierował Swe oko pełne litości i miłości na ciebie i wybrał cię w Chrystusie. Świadomość tego, iż jesteś w Chrystusie - to pierwszy stopień, który prowadzi cię do pełnego słowa "przez Boga jestem w Chrystusie Jezusie". Z prorokiem będziesz mówił: "Z dawna mi się Pan ukazywał. I owszem miłością wieczną umiłowałem cię, dlategoć, ustawicznie miłosierdzie pokazuję" (Jer.31,3). A zrozumiesz też, że twoje wybawienie jest częścią tajemnicy woli Jego (Efez. 1,5) i połączysz się z rzeszą wszystkich wierzących, którzy mówią: "W nim, którymeśmy i do działu przypuszczeni, przeznaczeni będąc według postanowienia Tego, który sprawuje wszystko według rady woli Swojej" (Efez.1,11). Nic tak nie wywyższa łaski, i nic tak nie uniża człowieka w proch jak poznanie tej tajemnicy: "przez Boga w Chrystusie. Nie trudno zrozumieć jak potężny wpływ wywiera ta świadomość na wierzącego, który pragnie mieszkać w Jezusie. Jak umocnione jest Jego prawo do Jezusa i wszystkiej Jego zupełności, gdy wie, że to wszystko oparte jest o wolę i czyn Boży. Dotychczas patrzeliśmy na Jezusa jako na winny krzew, a na wierzącego - jako na latorośl; nie możemy jednak zapomnieć o tych słowach: "Ojciec Mój jest-ci winiarzem". Zbawiciel powiedział też: "Wszelki szczep, którego nie szczepił Ojciec Mój Niebieski, wykorzeniony będzie". (Mat.15,13), ale żadna latorośl, która przez Niego została wszczepiona w prawdziwy winny krzew, nie zostanie wyrwana z Jego ręki. Pan Jezus wszystko czym był, zawdzięczał tylko Ojcu; od Niego miał całą moc i całe życie, jako winny krzew. Tak samo wierzący zawdzięcza Ojcu swe pewne bezpieczeństwo w Jezusie, jako latorośl. Ta sama miłość i radość Ojca, która spoczywa na umiłowanym Synu, spocznie także na każdym członku Jego ciała, który jest w Chrystusie Jezusie.

Czyż ta wiara nie daje nam pewnej rękojmi nie tylko, że zostaniemy zachowani do końca, ale także będziemy w stanie w każdym punkcie wypełnić cel, dla którego zostaliśmy złączeni z Jezusem? Latorośl pozostaje tak samo pod opieką i troską Winiarza jak winny krzew. Jemu zależy tak samo na zdrowiu i rozwoju latorośli, jak Mu zależało na winnym krzewie. Pan Bóg, który mię wybrał i wszczepił w Jezusa, dał przez to zapewnienie, że jeżeli Mu nie będę przeszkadzał, ale poddam się Jego działaniu, uczyni mnie godnym Swego Syna Jezusa Chrystusa. O, gdybym to mógł zupełnie zrozumieć, jakaż ufność, jaka pewność panowałaby w mych modlitwach do Boga i Ojca Jezusa Chrystusa. Uczucie zawisłości od Niego zostałoby silnie utwierdzone i poznałbym, że nieustanna modlitwa jest najważniejszą potrzebą mego życia wewnętrznego; nieustanne oczekiwanie w każdej chwili, aby Pan Bóg, który mnie połączył z Jezusem, dokonał Swego Bożego dzieła we mnie, a mianowicie budząc zarówno "chęć", jak i "skuteczne wykonanie", według Swego upodobania.

Czyż ta pewność, że Bóg Sam połączył mnie z Jezusem, nie miała być pobudką do rozwinięcia najżywszej owocności w życiu latorośli? Pobudki odgrywają w życiu wielką rolę i dlatego jest niezmiernie ważne, aby były najwyższej jakości i jasne dla duszy. A wyższej pobudki nie może być od tej: "Albowiem czynem Jego jesteśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie ku uczynkom dobrym...". Zostaliśmy przez Niego wszczepieni w Jezusa, abyśmy przynieśli wiele owocu". Wszystko, co Bóg stworzył, odpowiada zawsze najzupełniej swemu przeznaczeniu. On stworzył słońce, aby było źródłem światła; jak doskonale wypełnia swe przeznaczenie.

Przez Boga jestem w Chrystusie, On mnie na nowo zrodził, uczynił latoroślą, która zdatna jest do przynoszenia owocu. O, żeby wierzący już raz przestali oglądać się na swoją starą naturę i przestali narzekać na swą słabość, jak gdyby Pan Bóg powołał ich do czegoś, do czego nie dorośli! O, żeby z wiarą i radością przyjęli to cudowne objawienie, że Pan Bóg Sam uczynił Siebie odpowiedzialnym za nasz rozwój duchowy i naszą owocność! Jak musiałyby poznikać chorobliwe wahania i wszelka obciążałość, a pod wpływem tej potężnej mocy, jaką jest wiara w wierność Tego, przez którego jesteśmy w Chrystusie, nasze całe jestestwo podniosło by się, aby przyjąć i wspaniałe przeznaczenie.

O, moja duszo, poddaj się potężnemu działaniu tego Słowa: "przez Boga jesteśmy w Chrystusie Jezusie". Znajdź czas na przemyślenie w cichym uwielbieniu tego słowa, aż oświeci cię światło od tronu Bożego zupełnie, i poznasz, że twa społeczność z Jezusem jest czynem wszechmogącego Ojca. Znajdź czas na to, aby dzień po dniu i w całym twym duchowym życiu, ze wszystkimi potrzebami i obowiązkami, wszystkimi przywilejami i życzeniami, sam Pan Bóg stał się ci wszystkim. Patrz na Jezusa, jak mówi do ciebie: "pozostań we Mnie", a równocześnie wskazuje w górę i dodaje: "Ojciec Mój jest-ci winiarzem". "On cię wszczepił we Mnie, przez Niego pozostaniesz we Mnie i dla Niego, dla Jego uwielbienia masz przynieść owoc". Niech twoja odpowiedź będzie: "Amen, Panie! niech się tak stanie!" Od wieczności był Jezus dla mnie przeznaczony, a ja dla Niego. Nierozłącznie należymy do siebie; jest to wola Boża, dlatego pozostanę w Jezusie. "Przez Boga jestem w Jezusie Chrystusie"!

 

7. MIESZKAJ W JEZUSIE On jest twą mądrością

"Jezus Chrystus stał się nam mądrością od Boga" 1Kor.1,30

Jezus Chrystus jest nie tylko naszym kapłanem, który sprawił nasze zbawienie, zgotowane przez Pana Boga tym, którzy Go miłują, ale jest także naszym królem, aby nam to zbawienie zapewnić, i naszym prorokiem, aby je nam objawić. Prawie tak, jak przy stworzeniu świata zostało najpierw stworzone światło, aby w nim mogły dzieła Boże rozwijać życie i piękność, tak samo jest i w przytoczonym na wstępie tekście, w którym z czterech kosztownych darów ze skarbca otwartego dla nas w Chrystusie, mądrość jest wyliczona najpierw. Światło jest życiem człowieka; gdy Jezus daje nam poznać Swoją chwałę, czyni nas uczestnikami życia wiecznego. Przez drzewo wiadomości złego i dobrego przyszedł grzech na świat, a przez poznanie, które nam Jezus daje, przychodzi wykupienie. On został nam dany, jako mądrość, w Nim są ukryte skarby mądrości i poznania.

Bóg wszczepił cię w Niego a ty masz tylko w Nim pozostać, aby mieć mądrość. Jeżeli w Nim mieszkasz, masz źródło wszelkiego światła; jeżeli pozostajesz w Nim, masz mądrość Bożą za przewodnika twego całego duchowego życia, a On chce udzielić ci wszelkiego poznania, jakiego potrzebujesz. Chrystus stał się nam mądrością, a ty jesteś w Chrystusie.

To jest właśnie to, co pragniemy lepiej zrozumieć, że wszystko czym Chrystus został dla nas przez Boga uczyniony, możesz uzyskać tylko przez przebywanie w Nim. Zobaczymy, że wszystkie błogosławieństwa, które w Chrystusie dla nas są zgotowane, nie mogą być przez modlitwę uzyskane jako szczególne dary, jeżeli nie będziemy pozostawali w Chrystusie. Odpowiedzią na każdą naszą prośbę jest, abyśmy coraz bliżej i coraz głębiej zostali ugruntowani w Jezusie, w Nim bowiem, tym darze niewymownym, są wszystkie dary zawarte, a więc także dar mądrości i poznania.

Jak często już tęskniłem za mądrością, za tym duchowym zrozumieniem, przez które moglibyśmy Boga lepiej poznać, ponieważ to poznanie jest żywotem wiecznym (Jan 17,3). Pozostań w Jezusie; jeżeli przezeń żyjesz, to będziesz doprowadzony do głębszej społeczności z Bogiem, a przez nią do głębszego poznania Boga Samego. Będziesz mógł wniknąć tak głęboko w Jego miłość, w Jego moc, w Jego nieskończoną chwałę (jeżeli pozostaniesz w Jezusie), jak to żadnemu sercu ludzkiemu bez Jezusa nie jest dostępne. Może tego objawienia nie przyjmiesz rozumem, ani też słowami wyrazić nie potrafisz, ale otrzymasz objawienie, które jest głębsze od myśli i słów - poznanie Boga, a wraz z nim upewnienie, że i my zostaniemy przez Boga poznani.

Albo może pragnąłbyś z Pawłem wszystko uważać za "szkodę, dla zacności znajomości Chrystusa Jezusa", Pana twego? Pozostań w Jezusie i daj się w Nim znaleźć, a wtedy Go poznasz tak w mocy Jego zmartwychwstania, jak w społeczności Jego ucierpienia. Jeżeli idziesz za Nim, to nie będziesz chodził w ciemności, ale będziesz miał światło żywota. Tylko gdy Bóg zaświeci do serca, w którym mieszka Jezus, tylko wtedy odzwierciedli się w nim światło poznania Bożego "w obliczu Jezusa Chrystusa".

Pragniesz zrozumieć święte dzieło Jezusowe, wykonane na ziemi i prowadzone dalej przez Jego Ducha z nieba? Chcesz wiedzieć, jak Jezus może się stać naszą sprawiedliwością, naszym poświęceniem i naszym odkupieniem? Tysiąc pytań wyłania się niekiedy w naszym sercu, i czujesz, jak trudne i męczące jest znaleźć na nie odpowiedź. Zapomniałeś że jesteś w Jezusie, że On stał się od Boga dla ciebie mądrością. Niech to będzie twoją pierwszą troską, pozostać w Nim zupełnie, w gorącym oddaniu.

Jeżeli nasze serce i nasze życie jest na właściwym miejscu i wszczepione w Chrystusa, to nie będzie ci brakowało poznania według miary tej, jaką mądrość Jezusa uzna za wystarczającą dla ciebie. Bez pozostania w Jezusie, samo pozostanie nie wiele by ci przyniosło korzyści, może by ci nawet zaszkodziło, gdyż dusza mogłaby się zadowolić samymi myślami, które są tylko cieniem prawdy, bez przyjęcia jednocześnie samej prawdy w jej mocy. Taki jest już porządek Boży, że nam daje przede wszystkim samą istotę prawdy, choćby w postaci małego ziarna, a potem dopiero poznanie. Człowiek natomiast szuka najpierw poznania, i potem, niestety, nie może iść dalej. Bóg zaś nam daje Jezusa, a w Nim ukryte skarby mądrości i poznania. Zadowólmy się więc posiadaniem Jezusa i pozostaniem w Nim, jako naszym żywocie, i głębszym tym samym wniknięciem w Niego, gdyż na tej drodze znajdziemy poznanie, którego szukamy, a takie poznanie jest żywotem.

Dlatego, wierząca duszo, pozostań w Jezusie, jako twej mądrości i oczekuj od Niego wszelkiego światła, którego potrzebujesz do życia na chwałę Bożą. Pozostań w Jezusie, w mądrości dotyczącej wszystkiego, co odnosi się do naszego duchowego życia. Twoje życie w Chrystusie jest czymś nad wyraz świętym, za wysokie i za podniosłe, abyś je mógł sam wziąć w swoją rękę. On sam cię może do tego doprowadzić, abyś poznał w tajemniczy i dziwny sposób to, co odpowiada twej godności dziecka Bożego, co może pobudzić, ale abyś także poznał to, co może przeszkadzać twemu pozostawaniu w Jezusie.

Nie myśl o tym, jako o trudności, o tajemnicy, której nie możesz rozwiązać. Jakiekolwiek by pytania cię niepokoiły, co do możliwości zupełnego i nieustannego pozostawania w Nim i uzyskania błogosławieństwa z tego płynącego, pomyśl tylko zawsze o tym, że On o wszystkim wie, dla Niego jest wszystko jasne, i że On jest twoją mądrością. Dokładnie tyle ile potrzebujesz wiedzieć i ile jesteś w stanie zrozumieć, będzie ci udzielone, jeżeli tylko Jemu zaufasz. Nie przedstawiaj sobie nigdy ukrytych w Jezusie bogactw mądrości i poznania, jako skarbów do których nie ma klucza, a drogi do nich, jako ciemnej ścieżki. Jezus, twoja Mądrość prowadzi cię po właściwej drodze, choćbyś nawet nic nie widział.

Nie zapomnij o tej prawdzie przy czytaniu i studiowaniu Pisma Świętego, i pozostań w Jezusie, jako twej mądrości. Wiele i często badaj Pismo, ale jeszcze więcej staraj się o to, abyś poznał żywe Słowo, w które jesteś wszczepiony przez Boga. Jezus, mądrość Boża może być poznany tylko przez życie bezwarunkowego posłuszeństwa i oddania. Słowa, które On mówi, są duchem i życiem dla tych, którzy w Nim mieszkają. Dlatego staraj się, ilekroć czytasz Słowo Boże, słyszysz je lub nad nim się zastanawiasz, abyś przede wszystkim uzyskał należyty stosunek do niego. Uświadom sobie przede wszystkim, że jesteś jedno z Tym, który jest mądrością Bożą i że stoisz pod Jego szczególnym i wyraźnym kierownictwem. Podchodź do Słowa jako ten, który trwa w Jezusie, źródle światła, i w Jego świetle zobaczysz światłość.

Także w życiu codziennym z jego pracą i wysiłkiem, pozostań w Jezusie, jako mądrości. Twoje ciało jest Jego świątynią, a życie codzienne jest tym terenem, na którym możesz Go uwielbić. Jezusowi bardzo na tym zależy, aby wszystkie twoje sprawy życiowe były należycie uporządkowane. Zaufaj Jego współudziałowi we wszystkich twych sprawach, wierz w Jego miłość i prowadzenie, a On cię nie zawiedzie. Prze mieszkanie w Nim zostanie Twój umysł uspokojony i uwolniony od wszelkiej namiętności. Światło niebieskie rozjaśni twoje sprawy ziemskie, a twoja modlitwa o mądrość, jak niegdyś Salomona, zostanie wysłuchana daleko obficiej, niż prosimy i myślimy.

To samo odnosi się do każdej pracy zwierzonej ci przez Boga; pozostań w Jezusie, jako w twej mądrości. "Albowiem czynem Jego jesteśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie ku uczynkom dobrym, które przedtem Bóg zgotował, abyśmy w nich chodzili" (Efez. 2,10). Dlatego niech zniknie wszelka obawa, wszelka wątpliwość, czy możesz wiedzieć do jakich dobrych uczynków jesteś powołany. My jesteśmy w Chrystusie Jezusie stworzeni ku uczynkom dobrym. On nam pokaże, jakie uczynki nam powierzy, i jakie mamy wykonać. Cieszmy się z pewności, że nas prowadzi Boża mądrość nawet wtedy, gdy nam droga wydaje się zakryta.

Czego tylko zapragniesz wiedzieć, przed oczyma Jezusa jest to zupełnie jasne. Jako Pośrednik ma przystęp do skrytych wyroków Bożych, do tajemnic przeznaczenia, także w stosunku do twego osobistego dobra. Jeżeli Mu tylko zupełnie zaufasz i nieporuszenie w Nim pozostaniesz, to możesz być pewny Jego niezawodnego kierownictwa.

Tak, pozostań w Jezusie, twej mądrości; staraj się o to, abyś pozostawał w stosunku stałego oczekiwania i zawisłości od Niego, gotowości uczenia się, jak i nie rozpoczynania niczego bez kierownictwa światła niebieskiego. Wycofaj się ze wszystkich niepotrzebnych rozrywek, zamknij swe uszy przed gwarem tego świata, i jako pragnący się stale uczyć, wytężaj słuch stale, abyś usłyszał niebiańską mądrość, przez którą cię Mistrz chce uczyć.

Wyrzecz się w sprawach Królestwa Bożego swej własnej mądrości, że naturalny rozum jest ślepy w rzeczach niebieskich, i oczekuj, że Jezus będzie cię uczył i prowadził we wszystkim, w co masz wierzyć, i co masz czynić. Ta nauka i kierownictwo nie przychodzi z zewnątrz, mądrość niebieska wykonuje swe dzieło w nas, o ile pozostajemy w Jezusie.

Wycofuj się często do najdalszej komory twego serca, gdzie można usłyszeć głos Ducha, kiedy wszystko się uciszy. Z niewzruszonym zaufaniem nawet wtedy, gdy cię otacza ciemność i jesteś, jak ci sie zdaje opuszczony, trzymaj się tej pewności, że On jest światłem i wodzem Swoich. Przede wszystkim jednak żyj każdego dnia tą prawdą: On Sam, Jezus Chrystus, jest moją mądrością, dlatego musi być stale moim staraniem, aby w Nim pozostać.

Jeżeli w Nim mieszkasz, to Jego mądrość będzie spływała na ciebie, przynosząc jako owoc, życie w Nim utwierdzone. Ja jestem, ja pozostaję w Jezusie, tej mądrości Bożej, dlatego także i mnie zostanie ona udzielona.

 

8. MIESZKAJ W JEZUSIE On jest twoją sprawiedliwością

"Chrystus Jezus stał się nam sprawiedliwością" 1 Kor.1,30

Owocem zaofiarowanych nam w Jezusie błogosławieństw, które mają stać się naszą mądrością, jest sprawiedliwość; i nie trudno zrozumieć, dlaczego wymieniona jest na pierwszym miejscu.

Nie może być prawdziwego szczęścia, ani stałego bezpieczeństwa, czy to w narodzie, czy to w rodzinie, czy to w pojedynczej duszy, jeżeli tam brak pokoju. Przecież nawet maszyna nie może wykonać swej pracy, jeżeli nie jest postawiona na mocnej podstawie, dlatego też i my potrzebujemy pokoju i pewności dla naszego życia duchowego i uczuciowego. Grzech zaciemnił całokształt naszego życia i dlatego okazało się, że jesteśmy skłóceni sami z sobą, z naszymi bliźnimi i z Bogiem. Dlatego też odkupienie nas musiało przede wszystkim przynieść nam pokój, jeżeli mieliśmy znaleźć prawdziwe szczęście. Ale Boży pokój może tylko tam przyjść, gdzie panuje sprawiedliwość, gdzie wszystko dzieje się według woli Bożej, w zgodzie zupełnej z Jego porządkiem. Jezus Chrystus przyszedł, aby w sercu ludzkim a następnie na ziemi zaprowadzić pokój; uczynił to w ten sposób, że objawił i wykonał Bożą sprawiedliwość. Ponieważ jest najwyższym kapłanem "według porządku Melchisedekowego, co się wykłada... król sprawiedliwości, potem też... król pokoju" (Żydów 7,2), dlatego też króluje, jako król sprawiedliwości, jako król pokoju. W Nim wypełnia się przepowiednia proroka: "Oto król będzie królował w sprawiedliwości... i będzie pokój dzieło sprawiedliwości, a skutek sprawiedliwości odpocznienie i bezpieczność aż na wieki" (Iz.32,1.17). Chrystus Jezus stał się nam sprawiedliwością; przez łaskę Bożą jesteśmy w Nim, jako naszej sprawiedliwości, i dlatego w Nim stajemy się sprawiedliwością, która ma znaczenie przed Bogiem. Starajmy się lepiej zrozumieć, co to znaczy.

Kiedy grzesznik po raz pierwszy przyjmuje przez wiarę zbawienie w Jezusie Chrystusie, to patrzy z reguły więcej na dokonane dzieło zbawienia, niż na osobę Jezusa. On patrzy w górę na krzyż, widzi tam cierpiącego Jezusa, sprawiedliwego za niesprawiedliwych i w tej śmierci pojednawczej znajduje jedyną, ale całkowicie wystarczającą podstawę, na której może się oprzeć jego wiara w miłosierdzie Boże odpuszczające grzechy. Zastępcza ofiara Jezusa sprawia mu pokój, pewność, że On wziął nasze przekleństwo na Siebie i pojednał nas przez Swą śmierć z Bogiem. Teraz grzesznik rozumie, że sprawiedliwość Jezusa zostaje jemu przypisana, i że w ten sposób uzyskał łaskę u Boga. "Będąc tedy usprawiedliwieni z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (Rzym.5,1). Odtąd jest jego pragnieniem, aby ciągle nosić darowaną szatę zbawienia, ten przez wiarę uzyskany wspaniały dar sprawiedliwości.

Ale podczas gdy ciągle stara się on o wzrost swego wewnętrznego człowieka, powstają coraz to nowe potrzeby. Pragnąłby on pełniej zrozumieć, jak to na podstawie sprawiedliwości kogoś innego, Bóg może usprawiedliwić bezbożnych. W cudownej nauce Pisma o połączeniu wierzącego z Chrystusem. jako drugim Adamem, znajduje na to odpowiedź. Leży ona w tym, że Jezus stał się jedno ze Swym ludem, a lud z Nim, i że w zupełnej zgodzie z prawem natury i Królestwa Bożego, każdy członek ciała ma udział tak w trudnościach, cierpieniach jak i życiu Głowy. W ten sposób wierzący dochodzi do poznania, że tylko przez osobisty stosunek z Jezusem jako Głową, może przyjąć moc Jego sprawiedliwości, przez którą wyłącznie ma dostęp do łaski i społeczności Ducha Świętego. Dzięki temu dzieło Jezusa stanie się mu nie mniej kosztowne, ale osoba Jezusa wysunie się na pierwszy plan, i tak dzieło pojednania prowadzi duszę do samego serca, miłości, i życia Syna Bożego.

W świetle tego doświadczenia rozumie teraz wierzący lepiej Pismo. Zaczyna pojmować, czego dawniej nie rozumiał, jak bardzo sprawiedliwość Boga, przyswojona przez nas, jest połączona z Osobą Zbawiciela, bo mówi Pismo: "Toć jest imię Jego, którym Go zwać będą: Pan sprawiedliwość nasza" (Jer.23,6). "Tylko w Panu mam wszelką sprawiedliwość i siłę" (Iz.45,24). "Chrystus Jezus stał się nam sprawiedliwością..." (1 Kor.1,30).

Chrześcijanin widzi, jak sprawiedliwość nierozerwalnie jest złączona z życiem Jezusa i dlatego rozumie, że "przez Jednego usprawiedliwienie na wszystkich ludzi przyszedł dar ku usprawiedliwieniu żywota" (Rzym.5,18). Wtedy zaczyna zrozumiewać głębokie znaczenie wiersza, który jest kluczem do Listu do Rzymian: "Sprawiedliwy z wiary żyć będzie" (Rzym. 1,17). I dlatego teraz nie wystarczy mu już okryć się jako szatą, przyczytaną mu sprawiedliwością Jezusową, on chce już przyoblec samego Pana Jezusa, aby być Nim Samym i Jego życiem przodzianym; poznaje bowiem, że może w zupełności przyjąć jako swoją własność sprawiedliwość Bożą, od kiedy Pan Jezus (nasza sprawiedliwość), stał się naszą własnością.

Zanim to zrozumiał, było mu czasem bardzo trudno cały dzień nosić białą szatę, zdawało mu się, jakoby musiał ciągle ją przyoblekać, kiedy się zbliża do Boga, aby Mu wyznać swe grzechy, albo prosić o nową łaskę. Ale teraz skoro żywy Jezus Sam jest sprawiedliwością; Jezus, który go strzeże, jako Swej własności, broni i miłuje, teraz już nie jest to dla niego niemożliwością chodzić cały dzień i być przyobleczony miłością, którą Jezus przyobleka Swój lud.

Jeszcze dalej prowadzi to przeżycie. Życie i sprawiedliwość są nierozłącznie ze sobą związane, a wierzący będzie więcej niż kiedykolwiek tego świadomy, że istota sprawiedliwa została w niego wszczepiona. Nowy człowiek w Jezusie Chrystusie jest "stworzony w sprawiedliwości i świętobliwości prawdy" (Ef.4,24). Połączenie z Jezusem spowodowało nie tylko zmianę jego stosunku do Boga, ale także w jego osobistym stanie przed obliczem Bożym. Jeżeli ktoś pozostaje w ścisłej społeczności z Jezusem, do której droga została otwarta, to coraz więcej rosnące odnowienie jego całej natury, uczyni sprawiedliwość jego drugą naturą.

Nie będzie już trzeba chrześcijaninowi, który zaczyna pojmować znaczenie słowa: "On stał się naszą sprawiedliwością", powtarzać rozkazu: "Mieszkaj w Jezusie". Jak długo myślał o sprawiedliwości Jezusa, i wiarą pojął, że jest uważany za sprawiedliwego ze względu przebywania w Jezusie. Ale odkąd wspaniałość Pana Jezusa, naszej sprawiedliwości, odsłoniła się jego oczom, widzi że tylko przez osobiste pozostawanie w Nim każdego czasu, może znaleźć upodobanie w oczach Bożych, i że tylko przez to nowe życie sprawiedliwości, może od Jezusa nabyć siły. Skruszony grzesznik chwyta się przede wszystkim myśli, że został usprawiedliwiony przez zastępczą śmierć Jezusa, ale myślącemu, idącemu naprzód wierzącemu, staje się wszystkim Jezus, żywy Jezus, z którego płynie sprawiedliwość, gdyż jeżeli ma Jego, ma także sprawiedliwość

Dziecię Boże pozostań w Jezusie, jako twej sprawiedliwości. Ty nosisz swą starą, grzeszną, zepsutą naturę w sobie, naturę, która stale chce przyjść do głosu i zaciemnić oraz podać w wątpliwość twoją pewność, że jesteś dziecięciem Bożym, i że masz otwarty dostęp do nieustannej łączności z Bogiem. Nie będziesz mógł mieszkać w światłości Bożej ani w niej chodzić tak, żeby ci żaden cień chmury nie przysłonił jej, jeżeli nie pozostaniesz nieustannie w Jezusie, twej sprawiedliwości. Do tego jesteś powołany; bacz, abyś chodził godny tego powołania.

Oddaj się Duchowi Świętemu, aby ci objawił tę cudowną łaskę, że możesz w Bożą sprawiedliwość odziany przychodzić do Boga każdej chwili. Znajdź trochę czasu, aby zastanowić się i pojąć to, że zostałeś przyobleczony szatą królewską, i że w tej ozdobie możesz się zbliżać do Boga bez obawy. To jest znakiem, że na tobie spoczywa upodobanie królewskie. Znajdź czas, aby sobie uświadomić, że jeżeli tej szaty potrzebujesz w pałacu królewskim, to tym nie mniej potrzebujesz jej, kiedy zostajesz wysłany w świat, jako poseł i przedstawiciel. Żyj w swym codziennym powołaniu w pełnej świadomości tego, że w Jezusie jesteś przed Bogiem sprawiedliwy, przedmiotem jego upodobania i miłości. Jeżeli wszystko, coś doznał od Jezusa i Jego łaski, połączysz z tą pierwszą myślą: "On stał mi się od Boga sprawiedliwością", da ci to zupełny pokój, wejdziesz do odpocznienia Bożego i pozostaniesz w Nim. W twym sercu i życiu objawi się, gdzie mieszkasz, gdyż jeżeli mieszkasz w Jezusie, to pokaże się także w tobie Jego istota, Jego charakter i Jego błogość. "Umiłowałeś sprawiedliwość, a nienawidziłeś nieprawości, przetoż pomazał cię o Boże, Bóg twój olejkiem wesela nad uczestników twoich" (Ps. 45,8). I twoim działem stanie się radość i rozkosz bez miary.

 

9. MIESZKAJ W JEZUSIE On jest twoim poświęceniem 

"Jezus Chrystus stał się nam od Boga poświęceniem" 1 Kor.1,30

Paweł...zborowi Bożemu, który jest w Koryncie, poświęconym w Chrystusie, powołanym świętym" - tak rozpoczyna się rozdział, z którego dowiadujemy się, że Jezus jest naszym poświęceniem. W Starym Testamencie nazywali się wierzący sprawiedliwymi; W Nowym Testamencie - świętymi, poświęconymi w Chrystusie. Świętość to jest coś więcej, niż sprawiedliwość. Świętość Boga określa Jego najgłębszą istotę, a Jego sprawiedliwość odnosi się do Jego stosunku do stworzenia. U człowieka jest sprawiedliwość pierwszym krokiem do poświęcenia, w której najwięcej zbliża się do doskonałości Bożej (por. Mat. 5,48 i Piotra 1,16). Sprawiedliwość można było znaleźć i w starym zakonie, podczas kiedy poświęcenie było tylko przedstawione obrazowo; dopiero w Jezusie Chrystusie, Świętym, i w Jego ludzie, w świętych, przejawia się poświęcenie.

Tak jak w Piśmie na ogół, a szczególnie w miejscu, które, tak też i w osobistym doświadczeniu, idzie sprawiedliwość przed poświęceniem. Kiedy wierzący znalazł, że Jezus jest jego sprawiedliwością, to ma z tego taką radość, że szukanie poświęcenia zostaje jakby usunięte w cień. Ale kiedy zacznie się dalej rozwijać, pojawia się w nim pragnienie świętości i dlatego zaczyna szukać, w jaki sposób Pan Bóg może zaspokoić to jego pragnienie.

Powierzchowne zaznajomienie się z planem Bożym prowadzi do mniemania, że usprawiedliwienie z wiary jest dziełem Bożym, ale że uświęcenie musi być osiągnięte przez nas samych, jako znak naszej wdzięczności za uzyskane wybawienie, i to przy pomocy Ducha Świętego. Ale szczery chrześcijanin niebawem przekona się, jak słaba jest jego wdzięczność. Jeżeli myśli, że ją uzyska przez modlitwę, to przekona się, że jakkolwiek modlitwa jest niezbędna, to jednak mu nie wystarczy. Niejeden może będzie na tej drodze borykał się latami, aż w końcu usłyszy głos Ducha Świętego, który uwielbi w nim na nowo Jezusa i objawi mu, że nasze poświęcenie leży tylko w Nim i może być uzyskane tylko wiarą.

Jezus stał się nam od Boga poświęceniem. Właściwością istoty Bożej jest świętość, i tylko to, co jest całkowicie Jego i jest przez Niego napełnione, może być święte. Na pytanie: Jak grzeszny człowiek może stać się świętym? brzmi odpowiedź: "Przez Jezusa, świętego Bożego". W Nim, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, ucieleśniła się Boża świętość i stała się ludziom dostępna. "A Ja poświęcam samego siebie za nie, aby i oni poświęceni byli w prawdzie" (Jan 17,19).

Na żadnej innej drodze nie możemy stać się świętymi, jak tylko w ten sposób, że zostanie nam udzielona świętość Jezusa. A to może stać się tylko przez osobiste, duchowe takie połączenie się z Nim, że przez działanie Ducha Świętego. Jego święte życie wypełnia nasze wnętrze. Przez Boga jesteśmy w Chrystusie, który nam stał się poświęceniem. Jeżeli mieszkamy w Jezusie, to poświęcenie przez wiarę jest prostą tajemnicą życia. Obfitość naszego poświęcenia będzie zależała od miary naszego pozostawania w Nim: im więcej dusza nauczy się pozostawać w Nim, tym więcej w niej wypełni się obietnic: "A sam Bóg pokoju niech was zupełnie poświęcił" (1 Tes.5,23).

Aby jeszcze lepiej wyjaśnić zależność między pozostawaniem przez wiarę w Jezusie a miarą poświęcenia, chciejmy sobie uświadomić proces szczepienia drzewa; będzie to dla nas pouczający obraz naszego połączenia z Jezusem. Zostaje On sam najpierw namalowany w słowach Pana Jezusa: "Tak ci wszelkie drzewo dobre owoce dobre przynosi" (Mat.7,17). Mogę drzewo tak zaszczepić, że tylko jedna gałąź przynosi dobre owoce, chociaż reszta pozostaje nie zmieniona i przynosi dawne owoce. Jest to obraz takich wierzących, u których tylko część ich istoty jest uświęcona, podczas kiedy z nieświadomości albo z innych powodów w pozostałej części ich życia przeważa ciało.

Ale drzewo może też być tak zaszczepione, że wszystkie gałęzie zostały na nowo zaszczepione i wówczas całe przynosi tylko dobre owoce; a jednak, jeżeli ogrodnik nie będzie tego drzewa dobrze pilnował, to może ono wypuścić znowu dziczki, które zdobędą przewagę i odbiorą szczepkom soki żywotne. Jest to obraz chrześcijan, którzy jak się zdawało, zostali mocno wstrząśnięci, nawrócili się, wszystko opuścili, aby iść za Jezusem, ale jednak po pewnym czasie wskutek braku czujności wpadli znowu w stare zwyczaje, które odbierają ich życiu chrześcijańskiemu siły żywotne. Jeżeli drzewo ma stać się zupełnie dobre, musi zostać ucięte przy samej ziemi i tam zostać zaszczepione. A jeśli pokażą się jakieś dziczki, muszą natychmiast zostać usunięte, aż soki ze starych korzeni przenikną zupełnie nowy pień, tak że stare życie zostanie pokonane przez nowe. Tak stare drzewo zostaje odnowione i jest obrazem chrześcijanina, który nauczył się w zupełnym oddaniu wszystko poświęcać Zbawcy i w niepodzielnej wierze całkowicie pozostać w Jezusie.

Gdyby drzewo wspomniane w ostatnim obrazie było istotą rozumną i mogło ogrodnikowi być pomocne przy jego pracy, to czyż ogrodnik nie powiedziałby do niego mniej więcej w ten sposób: "Oddaj się zupełnie temu nowemu życiu, którym cię przyoblekłem; wyniszcz wszystkie skłonności starej natury w sobie, wyniszcz dziczki, jeżeli pragną pączkować; niech twój sok, wszystka twoja siła życiowa płynie do tej nowej latorośli, którą zaszczepiłem w tobie, bo wtedy przyniesiesz wiele słodkich owoców". A prośba drzewa byłaby następująca: "Jeżeli mnie szczepisz, to nie zostaw ani jednej starej gałązki, odetnij i tę najmniejszą oznakę starego życia, abym już dłużej nie tkwił w mym starym życiu, ale w nowym, które mi zostało zaszczepione, abym był zupełnie odnowiony i oczyszczony!"

Gdybyś później zapytał się tego odnowionego drzewa, które wiele przyniosło owocu, co by mogło powiedzieć o swych przeżyciach, to by odpowiedziało: "We mnie, to znaczy w mych korzeniach nie mieszka nic dobrego. Jestem zawsze skłonny do złego; sok, który ciągnę z ziemi, jest co do swej natury skażony i zawsze gotowy, aby przynieść złe owoce. Ale właśnie tam, gdzie wychodzi na światło słoneczne, aby przynieść owoc, właśnie tam ogrodnik przyoblekł mnie nowym życiem, tak że mój sok zostaje oczyszczony a wszystkie moje siły odnowione po to, aby przynieść dobry owoc. Moim zadaniem nie jest nic innego, jak zostać w tym, co ogrodnik rozpoczął, a on sam stara się o to, aby każdy początek starej natury został odkryty i odcięty".

Nie obawiaj się mój bracie, podnieść swych żądań co do poświęcenia, jako obietnicy Bożej. Nie daj miejsca wątpliwościom, jakoby zepsucie twej starej natury miało ci uniemożliwić poświęcenie. W twym ciele nie mieszka nic dobrego, i ciało twe, choć ukrzyżowane z Chrystusem, nie jest jeszcze martwe, i dlatego stara się ciągle dojść do słowa i skłonić cię do złego. Ale Ojciec jest Winiarzem. On zaszczepił życie Chrystusowe w twoim życiu. To święte życie jest mocniejsze, niż twa natura i pod czujnym ozorem Winiarza może to nowe życie przytłumić w tobie stare popędy złego. Skażona natura jeszcze tu jest i z niezmienioną skłonnością, aby wybujać i ukazać się, jako dziczka, ale nowa natura też tu jest - żywy Jezus, to twoje poświęcenie - i przez Niego mogą wszystkie popędy zostać uświęcone, abyś przyniósł owoc ku chwale Ojca.

Jeśli więc chcesz żyć święcie, pozostań w Jezusie, twym poświęceniu. Patrz na Niego, Świętego Bożego, który stał się człowiekiem, aby nam udzielić świętości Bożej. Słuchaj Słowa Bożego, które cię uczy, że nowa natura została w ciebie wszczepiona, nowy człowiek, stworzony w Jezusie Chrystusie w sprawiedliwości i w świętobliwości prawdy (Efez. 4,24). Wiedz o tym, że ta święta natura została wszczepiona w ciebie cudownie, abyś żył świętobliwie i wypełniał wszystkie święte obowiązki, i działał teraz z taką samą mocą, jak wówczas gdy działała w tobie stara natura.

To nowe, święte życie w tobie ma korzenie w Chrystusie, w niebie, i może rozwijać się i umacniać, jeżeli połączenie ze źródłem będzie nieprzerwane. Przede wszystkim jednak wierz niezachwianie, że to jest najwyższą radością Jezusa, jeżeli może to życie w tobie utrzymać i w tej nowej twojej naturze udzielić Swej mocy i mądrości, której potrzebujesz. Niech ta wiara skłania cię codziennie do wyzbycia sie wszelkiego spolegania na tobie i do wyznania, że wszystko, co pochodzi z twej starej natury jest zupełnie skażone. Ale pozwól się także napełnić ufnością, że wszystko czego Ojciec od ciebie oczekuje, jako dziecka stojącego pod łaską, możesz dokonać, ponieważ Jezus cię posila. Niech cię nauczy składać siebie samego ze wszystkim działaniem na ołtarzu, jako ofiarę duchową, która jest świętą i przyjemną, i słodką wonnością przed Nim.

Patrz na swe święte życie, nie jako na wysiłek, który wymaga od ciebie stałego napięcia, ale jako na naturalne rozwinięcie się życia Chrystusowego w tobie. Bądź upewniony przez wiarę mocną, radosną i pełną nadziei, że z obfitości świętości Jezusowej, zostanie ci zawsze dane to wszystko, czego potrzebujesz do życia w poświęceniu. Zrozumiesz i doznasz, co to znaczy pozostawać w Jezusie Chrystusie, naszym poświęceniu.

 

10. MIESZKAJ W JEZUSIE On jest twoim odkupieniem

"...Jezus Chrystus (...) stał się nam od Boga odkupieniem" 1 Kor.1,30

To jest koniec drabiny sięgającej az do nieba - błogi cel, do którego zaprowadzić nas chce Jezus i życie w Nim. Słowo odkupienie, chociaż często używane w znaczeniu uwolnienia od winy grzechów, odnosi się tutaj do naszego ostatecznego wybawienia od wszelkich następstw grzechu, który to dzieło Zbawiciela objawi się w pełni, i dokona się wybawienie naszego ciała (por. Rzym. 8,21-23; Efez. 1,14; 4,30). To wyrażenie wskazuje nam najwyższą chwałę, której oczekujemy w przyszłości i mówi także o najwyższej łasce, której możemy już teraz stać się uczestnikami w Chrystusie.

Widzieliśmy, że Jezus jako prorok jest naszą mądrością, która nam zarówno objawia Boga i Jego miłość, jak też daje poznać istotę i warunki błogości przygotowanej nam przez miłość Bożą. Jako kapłan jest naszą sprawiedliwością przez to, że nas doprowadza do należytego stosunku do Boga i zapewnia nas o Jego łasce i przychylności. Jako król jest naszym poświęceniem; On skłania nas i prowadzi do zupełnego posłuszeństwa wobec Świętej woli Ojca. W miarę jak ten potrójny urząd Pana Jezusa urzeczywistnia w nas Boże plany, zostaje równocześnie osiągnięte wielkie wypełnienie Bożej woli, zupełne odkupienie nas od grzechu i od wszelkich jego skutków, a uwolniona w ten sposób ludzkość, uzyskuje znowu wszystko co utraciła.

Chrystus Jezus stał się nam od Boga odkupieniem. To słowo uczy nas patrzeć na Jezusa, nie tylko takiego, jakim był, kiedy chodził po ziemi i pozostawił nam przykazania i przykład do naśladowania, nie tylko też na takiego, jakim był, gdy umarł, aby nas z Bogiem pojednać, nie tylko na takiego jakim był, gdy zmartwychwstał, jako zwycięski król i wstąpił na niebiosa, aby przyjąć koronę, ale to słowo uczy nas też patrzeć na Jezusa takiego jakim jest teraz, gdy siedzi po prawicy Ojca w chwale, którą miał przed założeniem świata, i którą dla nas gotuje. Jezus Chrystus, jako Syn człowieczy, siedzi na tronie i odpoczywa w Ojcu; odkupienie od wszystkiego, co ucierpiał z powodu naszych grzechów, jest doskonałe i wieczyste. Jego osoba, to co teraz w niebie posiada, to jest odkupienie. Stał się nam On od Boga odkupieniem.

Im bardziej świadomie i pewniej w Nim zostaniemy, jako w naszym odkupieniu, tym więcej doznamy już tutaj "sił przyszłego wieku". W miarę, jak nasza społeczność z Nim staje się coraz ściślejsza i głębsza, a Duch Święty może nam objawić swą niebiańską wspaniałość tym więcej uświadomimy sobie, że nowe życie w nas, jest życiem Tego który siedzi na tronie nieba. Czujemy, że siła nieskończonego życia działa w nas, że smakujemy życie wieczne i że mamy przedsmak wiecznej chwały.

Wielkie są błogosławieństwa, które płyną z naszego mieszkania w Jezusie, jako naszym odkupieniu. Dusza zostaje uwolniona od wszelkiego strachu przed śmiercią. Nawet Zbawiciel swego czasu doznał strachu śmierci, ale On pokonał śmierć i w swym ciele przyszedł do chwały wiecznej. Wierzący, który pozostaje w Jezusie, jako w doskonałym odkupieniu, doznaje już duchowego zwycięstwa nad śmiercią. On patrzy na nią tylko jako na posłańca, który zabiera ostatnie szczątki szaty cielesnej, przed przyobleczeniem nowym ciałem chwały.

Śmierć składa tylko ciało do odpocznienia w grobie, dopóki nie powstanie ono na rozkaz Boży i nie zostanie przemienione na nowe, chwalebne ciało i rozjaśnione duchem. Zmartwychwstanie ciała przestaje być w ten sposób jakąś suchą nauką, ale stale się żywą nadzieją, która zaczyna przenikać do serca i powodować radosne przeżycia, ponieważ duch Tego, który Jezusa z martwych wzbudził, już teraz mieszka w ciele wierzących, jako zadatek, że nasze śmiertelne ciała zostaną ożywione (Rzym 8,11-23). Ta wiara wywiera uświęcający wpływ i umożliwia pragnienie wydania grzesznych członków naszego ciała Bogu do dyspozycji, aby zostały uśmiercone i zupełnie poddane panowaniu Ducha Świętego; traktujemy to przy tym, jako przygotowanie do tej chwili, kiedy nasze doczesne ciało zostanie uwielbione, aby było podobne chwalebnemu ciału Pana Jezusa.

Zupełne odkupienie, które obejmuje nasze ciało ma tak głębokie znaczenie duchowe, że nie łatwo jest je wyrazić. O człowieku, jako całości, to znaczy o jego duchu, duszy i ciele, mówi Słowo, że został on stworzony na podobieństwo Boże. Anioły stworzył Bóg, jako duchy bez ludzkiego ciała; zwierzętom natomiast, które są też stworzeniem Bożym, brakuje ducha. Człowiek miał być najwyższym wyrazem Bożego stworzenia; dlatego zostało w nim dokonane doskonałe połączenie ciała i ducha, jako obraz społeczności między Bogiem, a dziełem Jego ręki. Ale w dzieło to wkroczył grzech, który zdawałoby się, że niszczy plan Boży; życie zmysłowe uzyskało w człowieku olbrzymią przewagę nad życiem duchowym. Wtedy Słowo stało się ciałem, Boża zupełność znalazła swe ucieleśnienie w człowieczeństwie Chrystusa, aby dokonane wybawienie człowieka było zupełne i doskonałe, a stworzenie, które jeszcze ciągle wzdycha i wespół boleje, zostało uwolnione z niewoli skażenia na wspaniałą wolność dziatek Bożych.

Tymczasem wierzymy Słowu Bożemu i oczekujemy zupełnego odkupienia i ciał naszych. To nie jest objawienie, odnoszące się tylko do przyszłości; dla pełnego rozwoju życia chrześcijańskiego jest konieczne, abyśmy poprzez mieszkanie w Chrystusie te obietnice uchwycili i już teraz przyjęli ją na własność. A dzieje się to przez to, przez uczenie się przezwyciężania śmierci, patrząc na Jezusa. jako Pana naszego ciała; Pan żąda zupełnego oddania się Mu w ciele naszym i obiecuje nam już tutaj, o ile wiarą to możemy wziąć (Mar. 16,17-18), zwycięstwo nad strasznym panowaniem grzechu nad ciałem. Dożywamy zupełnego odkupienia, jeżeli patrzymy na całą naturę, jako część królestwa Chrystusowego, chociaż jest na to, aby wzięła udział w odkupieniu dopiero po chrzcie ogniowym. My już przeżywamy je pod wpływem łaski Bożej, oczekując, aby przemieniła nas na niebiańskie istoty, a tymczasem zaś aby rozszerzyła nasze serca i nasze zapatrywania i już tutaj nam dała odczuć coś z tego, co jeszcze nie wstąpiło na żadne serce ludzkie.

Pozostań w Jezusie, jako twym odkupieniu, mój bracie; niech to będzie koroną twego życia duchowego. Nie szukaj go poza Jezusem i bez poznania Zbawiciela w Jego innych właściwościach. Pozostań w Jezusie, jako twym odkupieniu. Tylko wierność w poprzednich etapach twego biegu chrześcijańskiego, może cię od tego uzdolnić.

Pozostań w Nim, jako twej mądrości, idź w cichej łagodności za Jego wskazówkami w codziennym rozwoju twego wewnętrznego i zewnętrznego życia, a zostaną ci objawione tajemnice, które większości chrześcijan są nieznane. Mądrość Boża wprowadzi cię w tajemnicę zupełnego odkupienia.

Pozostań w Nim, jako twej mądrości, obleczony przez Niego mieszkaj w obecności łaski Bożej, do której sprawiedliwość otwiera ci drzwi. Ciesząc się ze swego zbawienia zrozumiesz, ze ono obejmuje wszystkie rzeczy, i że czeka cię jeszcze doskonałe zupełne odkupienie ciała twego: "Ponieważ upodobało się Ojcu... żeby przezeń pojednał z sobą wszystko... co jest na ziemi, jak i to, co jest na niebiesiech" (Kol. 1.19-20).

Pozostań w Nim, jako twym poświęceniu; doznanie Jego mocy uświęcającej tak pod względem ducha i duszy, jak i ciała, wzmocni twą wiarę w poświęcenie, które nie przestanie działać, aż rzędy końskie i kotły w Jeruzalemie będą miały napis: "Świętobliwość Pańska" (Zachariasza 14,20-21).

Pozostań w Nim, jako twym odkupieniu i chodź już tu, jako dziedzic przyszłej chwały. Staraj się doznać na sobie zupełnej mocy wybawiającej Jego łaski, a wtedy twoje serce otworzy się dla zrozumienia, do jakiego stanowiska w stworzeniu przeznaczony jest człowiek, w którym wszystko ma być Jezusowi poddane, a ty sam zostaniesz przygotowany do wieczności z Bogiem.

 

11. MIESZKAJ W JEZUSIE ukrzyżowanym

"Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, a żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus" Gal.2,20 "Jesteśmy w Nim wszczepieni w podobieństwo śmierci Jego" Rzym.6,5

"Z Chrystusem jestem ukrzyżowany". W ten zdecydowany sposób mówi Apostoł Paweł o społeczności duchowej z Chrystusem ukrzyżowanym o Jego cierpieniach i śmierci, mówiąc jednocześnie o dożywaniu mocy Chrystusowej. To co mówił Paweł, było dla niego rzeczywistością: on wiedział, że naprawdę umarł i dlatego dodaje: "A żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus".

Jak błogie musi być przeżywanie takiej społeczności z Jezusem, w której spojrzenie na Jego krzyż daje nam pewność, że tam nastąpiła i nasza śmierć. Zupełne posłuszeństwo Jezusa wobec Boga, Jego zwycięstwo nad grzechem i odkupienie ludzi spod władzy grzechu, wszystko to jest moją własnością! Jak błogo doświadczyć, że przez wiarę, moc śmierci Jezusowej codziennie pracuje w celu uśmiercenia mojej cielesności i odnowienia całego mojego życia, aby stało się podobne do życia zmartwychwstałego Jezusa!

Pozostawanie w Jezusie ukrzyżowanym, jest warunkiem wzrastania tego nowego życia, które jest wzbudzane stale w miarę uśmiercania starej natury. Chcemy to bliżej wyjaśnić. Te pełne treści słowa: "wszczepieni w podobieństwo śmierci", pokażą nam co znaczy pozostawanie w Ukrzyżowanym. Aby szczep został połączony z pniem, na którym ma rosnąć, musi tam być umocowany, i musi tam zostać, gdzie zostało dokonane nacięcie pnia, czyli tam, gdzie pień został "zraniony", aby przyjąć szczep. Nie ma zaszczepienia bez rany, pień musi zostać obnażony z kory, otwarty, aby przyjąć latorośl w swe ciało. Tylko takie zranienie pnia umożliwia nowemu szczepowi karmienie się sokami i udział we wzroście pnia.

Podobnie ma się sprawa z grzesznikiem i Jezusem. Jedynie tylko jeżeli zostaniemy weń wszczepieni przez przeżycie śmierci Jego, będziemy upodobniać się, do Pana Zmartwychwstałego, mając dział w Jego życiu i mocy. Przez śmierć na krzyżu został Jezus zraniony, a w Jego otwartych ranach jest miejsce, gdzie musimy być wszczepieni. I tak, jakbyśmy mogli powiedzieć do wszczepionej gałązki: "Pozostań tutaj w tej ranie pnia, który cię odtąd będzie nosił", tak też brzmi poselstwo skierowane do wierzącej duszy: "Pozostań w ranach Jezusa; tylko tam znajdziesz życie, wzrost i społeczność z Nim. Tam zobaczysz, jak otworzyło się Jego serce, aby cię przyjąć; jak Jego ciało zostało zranione, abyś ty mógł być jedno z Nim i mieć otwarty dostęp do wszystkich błgosławieństw, które wypływają z Jego Bożej natury".

Czyś jednak zauważył, że szczep aby być wszczepiony w pień, musi być przedtem odcięty od swego macierzystego pnia i następnie odpowiednio przycięty, aby pasował do przygotowanego otworu w zranionym nowym pniu? Tak samo musi i wierzący zostać przypodobany śmierci Jezusa, musi z Nim duchowo zostać ukrzyżowany, musi z Nim umrzeć. Zraniony pień i zraniony szczep muszą być dostosowane do siebie i następnie zjednoczyć się.

Przeżycia Jezusa muszą się stać twoimi przeżyciami. Tak jak On, musisz uznać sprawiedliwy sąd świętego Boga nad grzechem. Tak jak On musisz zgodzić się na uśmiercenie twego życia obarczonego przekleństwem grzechu i aby w ten sposób wejść w nowe życie. Tak jak On przekonasz się, że droga do radości i owocnego życia zmartwychwstania, idzie tylko przez Getsemane i Golgotę. Im mniejsza różnica a większe podobieństwo między zranionym pniem a zranionym szczepem, im dokładniej pasują do siebie ich rany, tym pewniejsze, łatwiejsze i zupełniejsze będzie ich połączenie i rozwój.

Muszę pozostać w Jezusie ukrzyżowanym. Muszę poznać, że krzyż jest nie tylko moim pojednaniem z Bogiem, ale także moim zwycięstwem nad szatanem, że jest nie tylko wykupieniem od winy, ale także od mocy grzechu. Patrząc na Jezusa na krzyżu, muszę zrozumieć, że należy On zupełnie do mnie i że poświęcił samego Siebie w tym celu, aby mógł mnie włączyć w najściślejszą łączność i społeczność ze Sobą, i żebym miał dział w Jego mocy obumarcia dla grzechu i nowego zwycięskiego życia, które ma się dopiero rozpocząć. Muszę oddać Mu się całkowicie z częstą modlitwą i silnym pragnieniem, aby mnie wprowadził w coraz ściślejszą społeczność z Sobą i coraz większe upodobnienie się do Jego śmierci.

Ale dlaczego właśnie krzyż jest tym miejscem łączącym człowieka z Bogiem? Dlatego, że na krzyżu nawiązał Syn Boży zupełną łączność z człowiekiem, tu doznał najdoskonalej, co to znaczy być synem człowieczym, członkiem rodzaju, stojącego pod przekleństwem. Przez śmierć przezwyciężył Książę Żywota moc śmierci i tylko przez śmierć mogę mieć udział w Jego zwycięstwie. Życie, które On daje, jest życiem płynącym ze śmierci: każde nowe doznanie mocy Jego życia zależy od dożywania mocy Jego śmierci. Ta śmierć i życie są nierozłącznie ze sobą spojone. Każdy dar łaski, udzielany przez żywego Jezusa, uzależniony jest od społeczności z ukrzyżowanym Jezusem. Jezus przyszedł i zajął tu moje miejsce, ja muszę teraz zająć Jego miejsce i tam pozostać. Jest tylko jedno miejsce, które należy tak do Niego, jak do mnie - a to jest krzyż. Jezusowi przypadł Krzyż przez Jego dobrowolny wybór, mnie zaś przynależy on przez przekleństwo grzechu.

Jezus poszedł na krzyż, aby mnie znaleźć i dlatego ja tam mogę Jego znaleźć! Kiedy mnie Jezus tam znalazł, przyszedł na miejsce przekleństwa, i doznał jego mocy, gdyż "przeklęty każdy, który wisi na drzewie" (Gal.3,13). On uczynił z tego miejsca kaźni, miejsce błogosławieństwa, którego doznajemy, gdyż Chrystus uwolnił nas od przekleństwa, stawszy się za nas przekleństwem. Jeżeli Jezus wstępuje na moje miejsce, pozostaje tym, czym był, umiłowanym przez Ojca, ale przez społeczność ze mną, dzieli moje przekleństwo i umiera moją śmiercią. Jeżeli wstąpię na Jego miejsce, pozostanę zawsze tym, czym jestem z natury, przeklętym, który zasłużył na śmierć, ale w połączeniu z Nim, biorę udział w Jego błogosławieństwie i otrzymuję Jego życie. Ponieważ Jezus przyszedł, aby być jedno ze mną, nie mógł ominąć krzyża, gdyż przekleństwo grzechu wskazuje zawsze na krzyż, jako cel Jego przyjścia na ziemię. A kiedy pragnę z Nim się zjednoczyć, to nie mogę ominąć krzyża, gdyż nigdzie indziej nie znajdę życia i wybawienia, tylko na krzyżu.

Tak jak przekleństwo mojego grzechu wskazywało nieuchronnie na krzyż, jako na jedyne miejsce, gdzie mógł się Jezus ze mną zupełnie połączyć, tak Jego błogosławieństwo wskazuje mi na krzyż, jako na jedyne miejsce, gdzie ja mogę z Nim zostać połączony. Im więcej wgłębiam się i codziennie mieszkam w Jezusie ukrzyżowanym, tym wyraźniej odczuwam i dożywam słodyczy Jego miłości, mocy Jego życia i doskonałości Jego wybawienia.

Kochane dziecię Boże. Krzyż Chrystusa jest wielką tajemnicą. Obawiam się, że wielu chrześcijan zadowala się spojrzeniem na krzyż jedynie jako na miejsce, na którym Jezus umarł za ich grzechy; jednocześnie ci sami chrześcijanie w małym stopniu odczuwają pragnienie, aby wejść w społeczność z Ukrzyżowanym. Wygląda na to, że nie wiedzą oni o tym, co ich łączy z krzyżem, albo zadowalają się tym, że uważają powszechne cierpienia życiowe, którym podlegają także synowie tego świata, jako ich współudział w krzyżu Chrystusowym. Nie mają pojęcia o tym, co to znaczy być ukrzyżowanym z Chrystusem!

Być ukrzyżowanym z Chrystusem oznacza zaś całkowite wyzbycie się swej własnej woli, całkowite zaparcie się swego ciała ze wszystkimi jego pożądaniami i rozkoszami, zupełne odłączenie się od świata i jego sposobu myślenia i działania, znienawidzenie własnego starego życia, po to, aby je otrzymać z powrotem, tak jakby ze śmierci odnowione i uświęcone przez Ducha Jezusowego, to są oznaki tego, kto przyjął krzyż Chrystusowy na siebie i który stara się, żeby mógł powiedzieć: "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany... pozostaję w Jezusie ukrzyżowanym".

Jeżeli rzeczywiście jest tym pragnieniem podobanie się Panu i życie z Nim w tak bliskiej społeczności, jak to tylko jest możliwe przez Jego łaskę, to proś, aby cię Jego Duch wprowadził w tę błogą prawdę, w tę tajemnicę Pańską. Wiemy, że Piotr wyznał Jezusa, jako Syna żywego Boga, choć był mu jeszcze zgorszeniem (Mat.16,16;17,21-23).

Wiara w moc krwi Jezusa Chrystusa, która odpuszcza nieprawość i oczyszcza od grzechu, przez wiarę w odnawiającą moc życia Jezusa, może być dana i wzrastać tylko wtedy, jeżeli człowiek pozostanie pod krzyżem, w żywej społeczności z Jezusem ukrzyżowanym, i dąży do tego, aby być Mu zupełnie podobny.

O Jezu, mój ukrzyżowany Zbawco, naucz nas nie tylko w Ciebie wierzyć, ale także w Tobie pozostawać, a krzyż Twój przyjąć nie tylko jako podstawę naszego przebaczenia, ale także jako wzór naszego życia. O, naucz nas miłować krzyż, nie tylko dlatego, żeś na krzyżu niósł nasze przekleństwo, ale także ponieważ przezeń wstępujemy w najściślejsze połączenie z Tobą, będąc z Tobą ukrzyżowani i dostępując udziału w zupełnym dożywaniu Twej cudownej miłości i Twego uwielbionego życia.

 

12. MIESZKAJ W JEZUSIE Sam Bóg utwierdza nas w Nim

"A ten, który utwierdza nas z wami w Chrystusie i który nas pomazał Bóg jest" 2 Kor.1,21

Powyższe słowa apostoła Pawła uczą nas potrzebnej i bardzo pocieszającej prawdy: tak jak jest dziełem wszechmocnej łaski Bożej, żeśmy Jezusa znaleźli, tak też od Ojca możemy oczekiwać, że nas w Nim zachowa i utwierdzi. Przy całym swym pragnieniu i prośbie o głębsze i doskonalsze przebywanie w Jezusie, musi wierzący zachować tę pewność, że "Ten który począł w nas dobrą sprawę, dokona (jej) aż do dnia Jezusa Chrystusa" (Fil. 1,6). Nic mu tak nie będzie pomocnym w utwierdzeniu i ugruntowaniu się w Jezusie, jak wiara, że tylko "Bóg jest, który nas w Nim utwierdza".

Wielu mogłoby poświadczyć, że właśnie tej wiary najbardziej potrzebują! Stale skarżą się na chwiejność swego życia duchowego. Czasem przeżywają godziny i dnie głębokiej powagi, ba, nawet błogiej łaski Bożej. Ale jakaś drobnostka w jednej chwili potrafi znowu ten ich pokój zamącić, i znów sprowadzić chmury na duszę! O, jak wtedy chwieje się ich wiara! Wszystkie wysiłki, aby odzyskać znowu stan poprzedni, zdają się być bezskuteczne i próżne; ani śluby, ani czujność czy modlitwa - nie mogą znowu przywrócić pokoju, którego doznawali poprzednio. Gdyby jednak mogli zrozumieć, że powodem tych trudności są ich własne usiłowania, podczas gdy w Jezusie Chrystusie może utwierdzi jedynie sam Bóg! Doszli by wtedy do tego, że tak jak odpuszczenie grzechów uzyskali dopiero wówczas, gdy odwrócili swój wzrok od własnych wysiłków, i przyjęli wiarą obietnicę, że Bóg im da w Chrystusie Jezusie życie, tak i teraz poświęcenie może być ich udziałem, gdy przestaną walczyć o to, aby przez własne wysiłki utwierdzić się w Chrystusie; gdy pozwolą wreszcie Bogu, aby On to sam uczynił, "Wierny jest Bóg, przez którego jesteście powołani ku społeczności Syna, Jezusa Chrystusa, Pana naszego" (1 Kor.1,9). Czego te dusze potrzebują najbardziej, to prostej wiary, że jest to Bożą sprawą, aby ich utwierdził w Chrystusie Jezusie z dnia na dzień, i że jest to dzieło, które On z radością wykona, mimo całej ich słabości i niewierności, jeżeli tylko Mu w tym zaufają.

Niejeden mógłby zaświadczyć jaką błogość przynosi taka wiara i takie życie. O, jaki pokój, jakie odpocznienie leży w tym przeświadczeniu, że mamy Winiarza, który troszczy się o swą latorośl, który ją pielęgnuje, i pielęgnować chce nadal, aby rosła i umacniała się w swej społeczności z Winnym Krzewem, który też śledzi każde niebezpieczeństwo i każdą przeszkodę, i udziela potrzebnej pomocy. O, jaki pokój, jakie odpocznienie leży w tym wydaniu się zupełnym w ręce Jego, w tym wyrzeczeniu się wszelkich życzeń i myśli, wszystkiego, co nie płynęłoby z radosnej pewności, że wszystko, co czynimy, jest tylko wynikiem tego, co Pan czyni. Utwierdzenie w Chrystusie jest Jego dziełem, On je wykonuje zachęcając nas do czujności, czekania lub działania. Ale On może je wykonać tylko o tyle, o ile my przestaniemy przeszkadzać Mu swymi własnymi wysiłkami i zajmiemy przez wiarę stanowisko zupełnej zależności od Niego. Taka wiara uwalnia duszę od ciężaru troski i odpowiedzialności. Przy całym hałasie i wrzawie życia codziennego w świecie, przy wszystkich troskach codziennych i przeżyciach, które tak łatwo duszę ogarniają i doprowadzają do upadku, jak wspaniałą rzeczą jest być chrześcijaninem utwierdzonym w Chrystusie, i stale w Nim mieszkającym! Jak wspaniałą jest nawet sama wiara w to, że do tego można dojść, że taki cel jest osiągalny.

Tak, kochany bracie, ta błogość jest dostępna także dla ciebie. Bóg jest, który nas utwierdza w Chrystusie. Najbardziej chciałbym, aby było ci jasne to, że wiara w obietnicę Pańską, przyniesie ci nie tylko pociechę, ale stanie się także drogą, na której dojdziesz do spełnienia swych pragnień,

Wiesz dobrze, że pismo nas uczy, że we wszystkich drogach, którymi, prowadził Bóg lud Swój, wiara była zawsze tym zasadniczym warunkiem dla objawienia się mocy Bożej. Wiara jest równoznaczna z zaprzestaniem wszystkich racjonalnych wysiłków i wszelkiego uzależniania się od spraw materialnych: dzięki wierze będziesz świadomy swej bezsilności a wówczas oprzesz się na obietnicach Bożych, których spełnienia oczekujesz; przez wiarę położysz się spokojnie w ręku Bożym, aby On pracował w tobie. Jest to dla mnie i ciebie niezmiernie ważne, abyśmy znaleźli czas i rozmyślali nad tymi słowami tak długo, póki nie zajaśnieją w twej duszy z zupełną jasnością: "Bóg, wszechmogący Bóg, który jest wierny i łaskawy, podjął się tego, aby cię utwierdzić w Jezusie Chrystusie".

Słuchaj czego uczy Słowo Boże: a to jest Jego słowo. Aleć wierny jest Pan, który was utwierdził i strzec będzie od złego" (2 Tes. 3,3). "A Bóg wszelkiej łaski, który nas powołał... w Chrystusie Jezusie... ten was doskonałymi uczyni, utwierdzi, umocni, i ugruntuje". (1Piotra 5,10). Czyż myślisz, że te słowa coś innego znaczą, i że nie odnoszą się do ciebie? Wszak one stwierdzają, że i ty - choćby niewiem jak niestałe było twoje życie duchowe dotychczas, i choćby niewiem jak słaby był twój charakter i niesprzyjające okoliczności zewnętrzne, mimo wszystko możesz być utwierdzony w Jezusie Chrystusie, i możesz nauczyć się chodzić w Nim na każdy dzień. Znajdź tylko czas do tego, i wytęż swój słuch, abyś usłyszał i usłuchał tych słów Bożej mądrości z dziecięcą szczerością, a ty będziesz i ty mógł powiedzieć z ufnością: "Tak, jak jestem w Chrystusie, tak w Nim także zostanę utwierdzony z dnia na dzień".

Ta nauka wydaje się taka prosta, a jednak większość z nas potrzebuje tak długiego czasu, by się jej nauczyć. Powód leży prawdopodobnie w tym, że łaska, którą ta obietnica przyrzeka i ofiarowuje, jest tak wspaniała, tak przewyższająca nasze wszystkie myśli i wyobrażenia, że nie ośmielamy się jej brać dosłownie. Ale jeśli wierzący już raz pozna i przyjmie to, co mu jest przyrzeczone, to może poświadczyć, jak cudowna przemiana zaszła w jego duchowym życiu. Troska o swe życie duchowe spoczywała na nim, lecz teraz Pan przejął ten ciężar na Siebie. Wierzący wie, że jest teraz w szkole Bożej i ma Nauczyciela, który przemyślał plan całego szkolenia każdego ucznia z Bożą mądrością, i cieszy się, jeżeli przychodzą codziennie do Niego, aby słuchać tego, czego ich chce uczyć i nauczyć i co chce im powiedzieć. On nie potrzebuje niczego więcej, jak pozostać z całą świadomością w ręce Bożej, iść według Jego prowadzenia i nie pozostawać w tyle, ani też wyprzedzać Jego rozkazów. Pamiętając o tym, że Pan daje chcenie i wykonanie, widzi całe swe bezpieczeństwo w tym, że się podporządkowuje działaniu Bożemu. Odrzuca wszelki lęk o swój rozwój duchowy, gdyż wie, że Ojciec jest Winiarzem, pod którego doświadczoną ręką i czułą opieką każda roślinka dobrze się może rozwijać. On wie, że życie niewymownej błogości, siły i owocności jest do dyspozycji dla każdego, kto pokłada w Bogu jedyną i zupełną swą nadzieję.

Przyznasz niewątpliwie, wierząca duszo, że takie życie polegające na zaufaniu, musi być niezwykłe szczęśliwie Może czasami już miałeś takie okresy, że pragnąłeś takiego życia i próbowałeś oddać troskę o nie swemu Ojcu; ale było to tylko najczęściej przejściowe.

Zapomniałeś znowu i zamiast co rano na nowo powierzyć z radością swe potrzeby i troski twej duszy swemu Ojcu, popadłeś w przygnębienie, obawy i słabość. Czy nie płynęło to stąd może, że nie przekazałeś tego Ojcu, aby ci przypomniał ten cudowny przywilej, że możesz swe zupełne oddanie odnowić dzięki Jego mocy? Pamięć jest jedyną z najważniejszych zdolności naszej natury. Dzięki niej jeden dzień ustawia się obok drugiego, a ciągłość naszego życia zostaje w ciągu lat zachowana. I w życiu duchowym pamięć ma nieocenioną wartość, a Pan postarał się w piękny sposób o jej uświęcenie. To Duch Święty wzmacnia naszą pamięć. Jezus mówi o Nim: "Lecz Pocieszyciel, on Duch Święty... przypomni wam wszystko, comkolwiek wam powiedział" (Jan 14,20). On przypomni ci drogie obietnice Boże, i to jak w wierze i w świętym, pełnym ufności oddaniu się przyjąłeś. je.

Zastosuj to teraz do obietnicy w naszym tekście: "Bóg to jest, który utwierdza nas w Chrystusie Jezusie". Tak jak teraz w tej chwili, oddajesz twemu Bogu wszelką troskę o twój rozwój i postęp. Bogu, który podjął się tego, żeby cię umocnić w Winnym Krzewie, i odczuwasz, jaka to radość móc zupełnie odpocząć w ręce Bożej, tak proś Go i ufaj Mu, że przez Ducha Świętego będzie ci stale przypominał tę świętą społeczność. On to uczyni, a z każdym porankiem stanie się twa wiara silniejsza i jaśniejsza, gdy Bóg twój stara się o to, abyś codziennie z Nim coraz ściślej się złączył.

A teraz, kochany współbojowniku, "niech cię Bóg wszelkiej Laski, który nas powołał w Chrystusie Jezusie, utwierdzi, umocni i ugruntuje". Oczekuj tego z zaufaniem i proś o ot gorąco. Licz na to, że Bóg nie pozostawi Swego dzieła i ucz się śpiewać z wiarą ten hymn, którego dźwięki po każdym nowym doświadczeniu będą brzmiały coraz czyściej i mocniej. "Temu, który nas może umocnić, niech będzie cześć po wieki wieczne. Amen".

 

13. MIESZKAJ W JEZUSIE w każdej chwili

"Dnia onego śpiewajcie o winnicy wybornego wina. Ja Pan, który jej strzegę, co chwilka odwilżać ją będę , a żeby jej kto nie psuł, w nocy i we dnie strzec jej będę" Iz.27,3

Winnica była obrazem ludu izraelskiego. Ośrodkiem zaś winnicy miał być prawdziwy winny krzew; każdy zaś członek ludu, każdy wierzący jest latoroślą tego krzewu. Pieśń o winnicy odnosi się zarówno do winnego krzewu, jak i do każdej latorośli. W dalszym ciągu rozlega się jeszcze ten rozkaz skierowany do stróżów winnicy, a dałby Bóg, aby Go usłuchali i śpiewali tak, ażeby każdy, i najmniejszy usłyszał ten rozkaz i z radością włączył się do śpiewu: "Śpiewajcie o winnicy: Ja, Jahwe jestem jej stróżem; Ja ją odwilżam co chwilka, aby jej nikt nie psuł, w nocy i we dnie strzec jej będę".

Te słowa pieśni są odpowiedzią ust Bożych na często stawiane pytanie: "Czy to jest możliwe pozostać stale, ustawicznie w Jezusie? Czy życie nieustannej społeczności z Synem Bożym jest osiągalne już tutaj na ziemi?

Nie, nie jest to możliwe, jeśliby to pozostawanie w Jezusie miało być zależne od nas i naszej siły. "Ale co u ludzi jest niemożliwe, to jest możliwe u Boga". Jeżeli Pan sam strzeże duszy w dzień i w noc, ba, jeżeli ją chce każdej chwilki strzec i odwilżać, to, wtedy nieustanna społeczność z Bogiem stanie się błogą możliwością tych, którzy ufają, że Pan wykona to, co przyrzekł.

Co prawda można w pewnym sensie powiedzieć o każdym wierzącym, że pozostaje stale w Jezusie, gdyż bez tego nie byłoby możliwe istnienie prawdziwego życia duchowego. "Jeśliby kto nie mieszkał we Mnie, precz wyrzucony będzie". Ale jeżeli Zbawiciel mówi: "Mieszkajcie we Mnie", a dołącza do tego rozkazu obietnicę: "Kto mieszka we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi wiele owocu", to mówi o świadomym, ochotnym i całkowitym oddaniu, przez które przyjmujemy jego zalecenie i pomoc, i pragniemy pozostać w Nim, jako tym jedynie, którego pragniemy.

Dwa zastrzeżenia najczęściej są wysuwane, kiedy chodzi o możliwość stałego pozostawania w Jezusie.

Pierwsze zastrzeżenie płynie z natury ludzkiej. Mówi się: nasze ograniczone siły nie pozwalają nam zajmować się równocześnie dwoma sprawami. Boże przeznaczenie przydzieliło wierzącym taki zawód w którym ich wytężona uwaga musi być ześrodkowana przez wiele godzin na ich pracy. Jak może więc taki człowiek - mówi się - którego myśli muszą być całkowicie przy pracy, równocześnie być zajęty Jezusem i mieć z Nim społeczność? Świadomość pozostawania w Jezusie wydaje się dla pewnych ludzi takim wysiłkiem, wymagającym zupełnego zajmowania się sprawami niebiańskimi, że uważają, jakoby korzystanie z tego błogosławieństwa wymagało wycofania się ze zwykłych zajęć życiowych. Ta pomyłka popychała pierwszych mnichów do wycofania się w zacisze samotności.

Ale chwała Bogu, takie opuszczanie świata nie jest konieczne. Pozostawanie w Jezusie nie jest pracą któraby wymagała stałego zajmowania się Nim w naszych myślach i wytężania swych sił w tym kierunku. Tutaj chodzi o pełne zaufanie powierzenia się wieczystej Miłości, ufając obietnicy, że będzie Ona stale w pobliżu nas, chroniąc Swą obecnością od wszelkiego złego i otaczając Swą mocą nawet wtedy, kiedy będziemy zmuszeni swe myśli związać ze swymi codziennymi zajęciami. W ten sposób serce zalewa pokój, odpocznienie i radość w przeświadczeniu, że choćby ono samo się nie umiało ustrzec, to jednak zostanie ustrzeżone przez Pana Jezusa.

W życiu codziennym mamy wiele przykładów tego, że wielka miłość może opanować i przejmować duszę człowieka, a jednocześnie wszystkie jej myśli są związane z pracą, wymagającą całej uwagi. Przedstawmy sobie ojca rodziny, który musi opuścić na jakiś czas swój dom, aby zarobić na codzienne potrzeby swych miłych. Kocha on swą żonę, dzieci, i pragnie do nich powrócić. Ale musi całymi godzinami pracować tak intensywnie, że nie ma po prostu możliwości o nich myśleć, a mimo to jego miłość jest tak głęboka, tak samo prawdziwa, jak gdyby przed jego oczami stale przesuwały się obrazy jego miłych; jego miłość i nadzieja, że może ich uszczęśliwić, zachęca go do wysiłku i napełnia go przy pracy cichą radością.

Kochająca żona i matka nie traci ani na chwilę żywej świadomości swej wspólnoty z mężem i dziećmi; przy wszystkich jej zajęciach, jej miłość pozostaje niezmniejszona.

A czyż wiecznej Miłości nie jest możliwe w podobny sposób objąć naszego ducha w posiadanie, żebyś nigdy nie utracili tej wewnętrznej świadomości: "Jestem w Chrystusie i jestem strzeżony przez Jego wszechmoc"? O, chwała Bogu, że to jest możliwe , bądźmy o tym przekonani. Nasze pozostawanie w Jezusie jest nie tylko stosunkiem miłości, ale społecznością życiową. Czy pracujemy, czy odpoczywamy, zawsze posiadamy świadomość życia; podobnie możemy być zachowani w tej świadomości, że moc życia wiecznego mieszka w nas. Co więcej, Chrystus - nasze życie - mieszka w nas, a przez Jego obecność mamy tę świadomość, że jesteśmy w Nim.

Drugie zastrzeżenie, które jest wysuwane, odnosi się do naszej grzeszności. Chrześcijanie tak się przyzwyczaili do uważania codziennych grzechów za coś tak nieuniknionego, że z tego wyciągają wniosek, iż nikt wskutek tego nie może żyć w ścisłej łączności ze Zbawicielem, gdyż chrześcijanin upada i dopuszcza się nieprawości. Jakby właśnie dlatego, że nasza stara natura jest źródłem grzechu, pozostawanie w Jezusie nie zostało przewidziane jako nasz jedyny i całkowicie wystarczający środek ratunku! Nie biorą pod uwagę tego, że to niebiański winny krzew, żywy, kochający Jezus, w którym mamy mieszkać i Jego moc, która nas utrzymuje. To ciemność chce nam wmówić, jakoby Pan dał nam rozkaz: "Mieszkaj we Mnie" nie troszcząc się o to, jaką mocą to urzeczywistnić; jakoby przede wszystkim Ojciec nie był naszym winiarzem, który nas chce zachować przed upadkiem, i to nie tylko w jakimś nieokreślonym znaczeniu, ale według Jego własnej, cudownej obietnicy: dzień i noc każdej chwilki! "Pan jest stróżem, Pan cieniem twoim po prawicy twojej. Pan cię strzec będzie od wszystkiego złego. On duszy twojej strzec będzie" (Psalm 121,5-7), a wtedy nauczylibyśmy się wierzyć, że świadome pozostanie w Jezusie w każdej chwilce, w dzień i w noc jest właśnie tym, co Bóg przygotował miłującym Go.

Mój kochany współchrześcijaninie, nie chciej w tym życiu duchowym niczego mniejszego. Wiem dobrze, że nie będzie ci się to zawsze wydawało czymś łatwym do osiągnięcia, i że może jeszcze będziesz musiał przebyć niejedną godzinę męczącego boju, a nawet porażki. Gdyby kościół Chrystusa był tym, czym być powinien, gdyby dawniej wierzący byli wobec nowonawróconych tym, czym być mieli, to jest świadkami wierności Bożej; gdyby tak, jak Kaleb i Jozue zachęcali swych braci, aby szli i zajęli ziemię obiecaną, mówiąc im: "Pójdźmy a posiądźmy ziemię, bo ją pewnie podbijemy; będzie-li Pan miłościw, tedy nas wprowadzi do tej ziemi"(4 oj. 13,31; 14,8). Gdyby atmosfera społeczności świętych, do której nowonawrócony wierzący zostaje wprowadzony, była przepojona zdrowym, radosnym, pełnym zaufania oddaniem, to wraz z przyjściem do Jezusa wynikłaby naturalna chęć pozostania w Nim. Ale przy chorobliwym stanie większości członków ciała, wiele dusz, które pragną tego błogosławieństwa, zostaje powstrzymanych w swych dążeniach przez przygnębiający przykład życia i zapatrywań innych zimnych chrześcijan. Nie mówię tego, aby zniechęcać, ale aby przestrzec i pobudzić do uchwycenia się obietnic Pisma. Mogą przyjść godziny, w których zagraża ci niebezpieczeństwo popadnięcia w rezygnację lub rozpacz, ale bądź dobrej myśli i wierz! Ten Pan, który ci pokazał takie błogosławieństwo, na pewno ci je da!

Sposób, w jaki dusze przyjmują ofiarowany sobie klejnot, jest różny. U jednych jest to może dar chwili. W czasach przebudzeń, w społeczności z innymi wierzącymi, w których Duch mocno działa, pod kierownictwem sługi Bożego, albo też w samotności, może to przyjść jak objawienie. Oświecona światłem niebieskim widzi mocny krzew winny, który tak pewnie trzyma i nosi słabą latorośl, że nie może dłużej w to wątpić. Może tylko się dziwić jak mogła kiedy inaczej na to patrzeć i nie widzieć, że nieustannie pozostawanie w Jezusie jest przywilejem każdego wierzącego. Teraz to poznanie, a wiara, pokój i wdzięczna miłość jest następstwem tego poznania.

Inny może dochodzi do tego celu na dłuższej, trudniejszej drodze. Tak to wygląda, jakby dusza musiała się przebijać przez codzienne zniechęcenia i trudności. Bądź dobrej myśli. I ta droga prowadzi do odpocznienia. Staraj się tylko zawsze pamiętać o obietnicy: "W nocy i we dnie strzec jej będę". Wspomnij to Boże Słowo: "co chwilka". W tym ujrzysz prawo Jego miłości i kotwicę twej nadziei. Nie zadowól się jednak niczym mniejszym. Nie myśl więc, że obowiązki i troski, cierpienia i grzechy życia muszą ci przeszkodzić w stałej łączności z Panem. Obierz sobie za swą regułę codzienną: "Albowiem pewienem tego, że ani śmierć (ze swymi strachami), ani życie (ze swymi troskami), ani teraźniejszość (ze swymi wszystkimi potrzebami), ani przyszłość (ze swymi cieniami), ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie będzie nas mogło odłączyć od miłości Bożej, która jest w Jezusie Chrystusie, Panu naszym". I że Pan chce mnie w niej zachować. A kiedy wszystko naokoło wydaje sie ciemne i wiara zdaje sie upadać, to śpiewaj na nowo pieśń o winnicy: "Ja Pan, który jej strzegę, co chwilka odwilżać ją będę, ażeby jej kto nie psuł, w nocy i we dnie strzec jej będę".

 

14. MIESZKAJ W JEZUSIE dzień po dniu

  "...I będzie wychodził lud, a będzie zbierał, co by dość było na każdy dzień..." 2 Mojż.16,4 

Codziennie według potrzeby dnia: to była zasada przy udzielaniu i zbieraniu manny. I do dziś obowiązuje ta Boża zasada w stosunku do Jego dzieci. Zrozumienie piękności tej zasady i jej zastosowania do pojedynczych dusz, przyczyni się znacznie do tego, abyśmy pojęli jak to jest możliwe, aby ktoś kto pomimo uświadamianej sobie słabości mógł wybrać przez wszystkie lata swej ziemskiej pielgrzymki pozostać wiernym i wytrwać aż do końca. Pewien chory, który doznał ciężkiego urazu pyta lekarza: "Panie doktorze, jak długo tu będę musiał zostać?" Odpowiedź brzmiała: "Każdego dnia tylko jeden dzień" i była ona dla pacjenta cenną nauką. Jest ona równoznaczna z tą, którą Pan Bóg we wszystkich czasach dawał swemu ludowi: codziennie, według potrzeby dnia!

Być może, ze względu na ludzką słabość, Pan Bóg w Swej łasce ustanowił następstwo dnia i nocy. Gdyby bowiem czas był jednym długim, nieprzerwanym dniem, to jego ciężar musiałby nas wyczerpywać i przygniatać, gdy tymczasem zmiana dnia i nocy przynosi nam odnowienie sił i odświeżenie. Dziecko, które z łatwością przyswaja sobie treść podręcznika, czytając po jednym rozdziale dziennie, utraciłoby odwagę, gdyby musiało ją całą przeczytać od razu; podobnie byłoby z nami, gdyby czas nie był podzielony. Dzięki temu, że stale bywa przerywany i jest nam udzielany w krótkich odcinkach, możemy go znieść łatwiej. Wszak i troska jednego tylko dnia jest nam ciężarem, i dlatego mówi Pismo Święte, że "dosyć ci ma dzień na swoim utrapieniu". Nocny odpoczynek sprawia, że każdego poranku wstajemy z nowymi siłami i nową ochotą i to cośmy zaniedbali, może zostać naprawione, a to cośmy poznali, może być zastosowane. A jeżeli będziemy wierni wobec obowiązków każdego dnia, to długie lata i długie życie może przejść, a nie odczujemy ani ich długości, ani ich ciężaru.

Czyż to nie jest cenna nauka, którą czerpiemy dla naszego wewnętrznego życia z tego rozmyślania? Niejedna dusz trapi się myślą, jak będzie mogła nazbierać manny, której potrzebuje przez wszystkie lata swej pielgrzymki, i zachować ją? Ona jeszcze nie zrozumiała pociechy leżącej w tym słowie: "Codziennie według potrzeby dnia". To słowo usuwa wszelką troskę o jutrzejszy dzień. Tylko "dziś" jest twoje; jutrzejszy dzień należy do Ojca. Nie potrzebujesz, ani nie powinieneś się pytać, co ci umożliwi wierne pozostawanie w Jezusie przez wszystkie lata twego życia, w którym będą okresy opuszczenia, pokusy i trudności tego świata. Manna, której potrzebujesz dla wzmocnienia i posilenia, będzie ci wydzielana każdorazowo tylko na jeden dzień; twoja dzisiejsza wierność jest też poręką na przyszłość. zabierz się serdecznie do spełnienia twego dzisiejszego obowiązku, ciesz się z niego i wypełnij go. Obecność łaski Jezusowej w dniu dzisiejszym usunie wszelką wątpliwość, czy możesz Mu powierzyć i twoje jutro.

To prawda uczy nas, jak wielką wartość powinien stanowić dla nas każdy dzień. Bardzo wcześnie zaczynamy traktować życie jako wielką całość, i dlatego zaniedbujemy to małe "dziś", zapominamy o tym, że te właśnie poszczególne dni składają się na całość, i że wartość pojedynczego dnia zależy od tego, jaki wpływ wywiera na całość. Jeden stracony dzień jest jak złamane ogniwo w łańcuchu i często trzeba większej ilości dni, aby tę stratę powetować. Jeden stracony dzień wpływa na dzień następny i może nas pozbawić tego, cośmy zdobyli w ciągu miesięcy i lat pilnej pracy. Doświadczenie niejednego z wierzących mogłoby to potwierdzić.

Dziecię Boże jeśli chcesz pozostać w Jezusie, pozostawaj w Nim z dnia na dzień. W jednym z poprzednich rozdziałów słyszałeś poselstwo: Pozostawaj w Nim w każdej chwili! Ale trzeba się jeszcze czegoś więcej nauczyć: Pozostawaj w Nim dzień po dniu! W twoim życiu jest wiele takich chwil, w których twe pozostawanie w Nim ma charakter jakby podświadomy, ma ono miejsce gdzieś w najtajniejszej głębinie serca jakby wynika ono z opieki Ojca, któremu zawierzyłeś swoje życie. Ale właśnie to jest to, co powinieneś odnawiać dzień po dniu: wyraźnie wyznanie, pełne zaufania oddanie twego życia Jemu. On wiąże te twoje chwile w wiązankę, abyśmy je mogli ocenić. Kiedy rano patrzymy na przód, a wieczorem wstecz i oceniamy wartość naszych chwil, uczymy się je należycie wartościować i wykorzystywać. Tak jak Ojciec spotyka cię każdego poranka z obietnicą, że chce dać tyle manny, ile potrzebujesz dla siebie i dla tych, co są od ciebie zależni, tak samo wybiegnij na spotkanie Pana Boga z radosnym i pełnym miłości potwierdzeniem, że przyjmujesz to, co ci darował w Swym ukochanym Synu. Niechaj zawsze to kształtuje twe dnie i noce. Pan Bóg przewidział naszą słabość i znalazł dla niej środki zaradcze. Każdy dzień jest dla ciebie cenny, gdyż jesteś w nim powołany, aby pozostać w Jezusie. Kiedy Jego światło oświeca cię po otwarciu oczu to powitaj nowy dzień myślą: "jeden dzień, ale nowa okazja, aby pozostać w Jezusie, doświadczyć Jego błogiej obecności i głębiej się w Nim utwierdzić". Czy to jest dzień w zdrowiu czy w chorobie przebyty, dzień radości czy bólu, odpoczynku czy pracy, boju czy zwycięstwa, niech pierwszą myślą w nim w czasie rannej modlitwy będzie: "To jest dzień darowany od Ojca, abym ściślej połączył się z Jezusem". Jeżeli cię Ojciec zapyta: "Czy możesz Mi zaufać, że cię w tym jednym dniu zachowam w Jezusie i uczynię owocnym?" to z radością odrzeknij: "Z ufnością kładę się w Twoje ręce i niczego się nie boję".

Manna padała codziennie wczesnym rankiem. Izraelici żywili się nią przez cały dzień, ale otrzymywali ją i zbierali rano. Ta myśl każe nam wnioskować, jak dalece moc spędzania dobrego dnia, pozostawania w Jezusie, zależy od godziny porannej. Jeżeli początek jest święty, to także cały dzień jest święty. W ciągu dnia zdarzają się godziny, które tak są przepełnione występującymi zajęciami, albo które mamy spędzić w gorączkowej pracy lub w tłumie ludzi, że tylko opieka Ojcowska może nas zachować w stałej społeczności z Jezusem. Manna poranna wystarczy na cały dzień. Dlatego też tylko wtedy, kiedy wierzący szuka codziennie rano oblicza Bożego, aby w cichości, ale zdecydowanie odnowić swą społeczność ze Zbawicielem, może cały dzień pozostać w Nim. Ale chwała Bogu, że to może się stać! W świeżości poranku, kiedy wszystko jeszcze spoczywa w cichości, może dziecię Boże na wszystkie obowiązki i pokuszenia popatrzeć w świetle Bożym. Może je niejako przeżyć naprzód ze swym Zbawicielem, wkładając Nań zupełnie troskę o nie, wszak On chce być nam wszystkim. Jezus jest naszą manną, naszym pożywieniem, naszą siłą, naszym życiem; dziecię Boże może trzymać się Pana Jezusa we wszystkich swych potrzebach i iść drogą życia z pewnością, że przed nim leży dzień błogosławieństwa i wzrostu!

Jeżeli poznamy błogość mieszkania w Chrystusie przez wiarę na każdy dzień, to wynikiem tego będzie nieustanny, stały wzrost. Każdy dzień oddania i pełnego zaufania przynosi błogosławieństwo dla następnego dnia i czyni zarówno to zaufanie, jak i oddanie - łatwiejszym i kosztowniejszym. W ten sposób rośnie życie duchowe; najpierw wydajemy nasze serce każdego pojedynczego dnia, niebawem na cały tydzień, a później we wszystkie nasze dni, i w ten sposób pozostajemy w Jezusie każdego dnia, cały dzień i nieustannie z dnia na dzień. Nasze życie składa się z poszczególnych dni; co swego czasu wydawało się nieosiągalne, to staje się własnością duszy, która zadowala się tym, że bierze mannę dzień po dniu z rąk Pana Jezusa i karmi się nią. Już tu na ziemi można usłyszeć głos: "To dobrze sługo dobry i wierny! nad małym byłeś wierny, nad wielem cię postanowię, wnijdź do radości Pana twego" (Mat. 25,21). Nasze codzienne życie obfitować będzie przez codzienne karmienie się łaską i chwałą.

 

15. MIESZKAJ TERAZ W JEZUSIE

"Oto teraz czas przyjemny, oto teraz dzień zbawienia" 2 Kor. 6,2

Myśl, że mamy pozostawać z Jezusem w każdej chwili a więc, teraz, jest tak niezmiernej doniosłości, że pragnę jeszcze raz na ten temat mówić. Wszystkim tym, którzy by chcieli się nauczyć tej błogiej umiejętności brania od Pana chwilę za chwilą chcę podkreślić to: aby się tego nauczyć, trzeba ćwiczyć się w tym, aby żyć z Panem w chwili obecnej. Każdorazowo, gdy twój duch jest wolny i może zająć się myślami o Jezusie - czy masz więcej czasu na rozmyślanie i modlitwę albo tylko kilka przelotnych sekund - niech to będzie twą pierwszą myślą: teraz, w obecnej chwili chcę pozostać w Jezusie. Nie marnuj takich chwil narzekaniem, że nie pozostałeś w Nim zupełnie, albo szkodliwymi obawami, czy w przyszłości potrafisz w Nim pozostać, ale zajmij natychmiast to miejsce, które ci Ojciec dał: "Jestem w Chrystusie, to miejsce ucieczki dał mi Ojciec; przyjmuję je, tu chcę odpocząć i pozostanę teraz w Jezusie". Tak nauczysz się pozostawać stale. Może jesteś tak słaby, że obawiasz się powiedzieć każdego dnia: "Pozostaję w Chrystusie", ale i ten najsłabszy może, dając swą zgodę na to miejsce w krzewie winnym jako latorośli i mówić każdej poszczególnej chwili: "Tak pozostaję w Chrystusie!" Nie jest to sprawa uczucia, ani wzrostu i mocy życia chrześcijańskiego, wszystko zależy wyłącznie od tego, czy twe serce, twa wola w chwili obecnej tego pragnie i czy jest gotowa uznać to stanowisko, które ma w Panu i przyjąć je. Jeżeli jesteś wierzącym, to jesteś w Chrystusie; a jeżeli jesteś w Chrystusie, i pragniesz w Nim pozostać, to jest twym obowiązkiem powiedzieć, choćby tylko dla jednej chwilki: "Mój wierny i drogi Zbawicielu, pozostaję teraz w Tobie; Ty mnie zachowasz teraz w Sobie!" Słusznie podkreślano, że w tym małym słówku "teraz" jest ukryta jedna z największych tajemnic życia wiary.

Na zakończenie pewnej konferencji na temat duchowego życia, wstał pewien doświadczony sługa Boży i rzekł, że nie wie, czy nauczył się jakiejś nowej prawdy, której by dotychczas nie znał, ale nauczył się używać dobrze tego, co już poznał. Nauczył się, że jest to przywilejem móc w każdej chwili, jakiekolwiek by były warunki zewnętrzne, powiedzieć: "Jezus zbawia mnie, teraz!" Tak, to jest tajemnica pokoju i zwycięstwa! Jeżeli mogę powiedzieć: "Jezus jest w chwili obecnej dla mnie wszystkim, czym Go Bóg dla mnie uczynił, mym życiem, moją siłą i mym pokojem", to nie potrzebuję niczego innego, jak zatrzymać się i spocząć na tej wierze, gdyż mam w danej chwili wszystko, czego potrzebuję. Kiedy to wezmę wiarą, że jestem przez Boga w Chrystusie i zajmę w Nim miejsce jakie mi Ojciec wyznaczył, to moja dusza w zupełnym spokoju może powiedzieć: "Pozostaję teraz w Jezusie".

Mój bracie, który oto bojujesz, aby znaleźć drogę do tego, jak każdej chwili pozostać w Jezusie, pamiętaj o tym, że początkiem tego jest: "Pozostań w Nim, w chwili obecnej". Zamiast czynić wysiłki w tym kierunku, aby dojść do jakiegoś niezmiennego stanu, pomyśl, że Jezus sam, żywy mistrz pełen miłości, może cię jedynie zachować w Sobie, i że On chce to uczynić. Zaraz rozpocznij i wykaż swą wiarę w Niego już w tej obecnej chwili; tylko w ten sposób możesz i następnej być zachowany! Stałe zupełne pozostawanie w Jezusie, zazwyczaj nie zostaje dane na własność na całą przyszłość, ale najczęściej bywa uzyskiwane krok za krokiem. Dlatego wyzyskuj każdą sposobność, jaką ci nastręcza chwila obecna. Ilekroć klękasz do modlitwy, proś najpierw z dziecięcą wiarą: "Ojcze jestem w Chrystusie, pragnę pozostać teraz w Nim". Każdorazowo, ilekroć masz w zgiełku dnia sposobność skupienia się, to niech twą pierwszą myślą będzie: "Jestem jeszcze w Chrystusie, i teraz w Nim pozostanę". A nawet gdy uda się szatanowi doprowadzić cię do upadku a twe serce jest niespokojne i wzburzone, to niech twe pierwsze spojrzenie "w górę" połączy się ze słowami: "Ojcze zgrzeszyłem, a jednak przychodzę - choć to mówię z zawstydzeniem - jako ten, który jest w Chrystusie. Ojcze, oto jestem, ja nie mogę zająć innego miejsca; przez Boga jestem w Chrystusie, pozostanę w Nim". Tak, bracie we wszystkich okolicznościach, we wszystkich chwilach dnia woła głos do ciebie: "Pozostań we Mnie" - o uczyń to teraz! I teraz, gdy to czytasz, przyjdź natychmiast, rozpocznij to błogie życie stałego pozostawania w Jezusie posłuszeństwem natychmiastowym! Uczyń to teraz! W życiu Dawida miało miejsce wydarzenie, które może posłużyć ci, aby tę myśl dokładniej wyjaśnić (2Sam.3,17-18). Dawid został namaszczony na króla Judy, ale inne pokolenia Izraela trzymały się jeszcze Isboseta, syna Saulowego. Abner, wódz Saula postanowił nakłonić inne pokolenia, aby uznały Dawida jako króla, przeznaczonego przez Boga dla całego narodu. Dlatego mówi do starszych ludu: "Przeszłych czasów szukaliście Dawida, aby był królem nad wami. Przetoż teraz uczyńcie tak; bo Pan rzekł o Dawidzie mówiąc: przez rękę Dawida, sługi Mego, wybawię lud Mój izraelski z ręki Filistynów i z ręki wszystkich nieprzyjaciół jego". Lud tak uczynił i namaścił Dawida po raz drugi na króla, teraz nad całym Izraelem, jak poprzednio nad Judą (Sam. 5,3). Ta historia jest wysoce pouczającym przykładem tego, jak dusza prowadzona do zupełnego wydania się, niepodzielnej wartości i całkowitego pozostania. Najpierw widzimy podzielone królestwo: Juda jest wierny królowi naznaczonemu przez Boga, podczas gdy Izrael trzyma się jeszcze króla samowolnie obranego. Wynikiem tego jest, że lud jest w rozterce, w niejedności i nie ma siły do pokonania wrogów. To jest obraz serca rozdzielonego. Jezus co prawda panuje jako król; ale tylko nad wewnętrzną świątynią duszy, podczas kiedy reszta życia, życie codzienne jeszcze nie jest Mu podporządkowane, ale jest własną wolą i jej sprzymierzeńców: cielesne pożądliwości. W ten sposób nie może wewnętrznie dojść do żadnego pokoju a zewnętrznie do żadnego zwycięstwa nad nieprzyjaciółmi. Potem pojawia się gorące pragnienie poprawy stosunków. "Przeszłych czasów szukaliście Dawida, aby był królem nad wami". W czasie kiedy Dawid pokonał Filistynów, cały Izrael stał za nim, ale potem znowu od niego się odwrócił. Abner przypomina im wolę Pana Boga, który postanowił, aby Dawid panował nad nimi. Podobnie dzieje się z wierzącym. Kiedy przyszedł po raz pierwszy do Jezusa, pragnął rzeczywiście, aby On był panem wszystkiego i miał nadzieję, że On pozostanie sam jego królem. Ale niestety, niewiara i własna wola znalazły drogę do serca, i dlatego Jezus nie mógł rozszerzyć Swej królewskiej władzy nad całym sercem. Ale prawdziwy chrześcijanin nie może się zadowolić takim połowicznym stanem. Zaczyna pragnąć lepszego stanu, chociaż powątpiewa w możliwość osiągnięcia go.

Potem następuje obietnica Boża. Abner mówił: "Pan rzekł: ...wybawię lud Mój ... z ręki wszystkich nieprzyjaciół jego". Powołuje się na obietnicę Bożą. Tak jak Dawid pokonał najbliższych nieprzyjaciół Izraela, Filistynów, tak miał też on sam wyratować lud od wszystkich nieprzyjaciół. Jaki piękny obraz obietnicy, na której dusza się z zaufaniem oprzeć: że Jezus odniesie zwycięstwo, nad wszystkimi nieprzyjaciółmi i że jej da żywot w nieprzerwanej niczym społeczności z Nim. "Pan powiedział" - to jest nasza jedyna nadzieja! Na tym słowie opiera się pewność naszej nadziei. "Tak jak mówił ... od wieku, iż im miał dać wybawienie od nieprzyjaciół naszych i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzili, ażebyśmy z ręki nieprzyjaciół naszych wybawieni, służyli w świętobliwości przed obliczem Jego" (Łuk, 1,70-75). Dawid, panujący nad każdym kątem kraju i prowadzący swój połączony i posłuszny lud od zwycięstwa do zwycięstwa, to obraz tego, co Jezus może uczynić w nas, odkąd przez wiarę w obietnicę Bożą zostanie Mu wszystko wydane, i całe życie nasze Jemu powierzone dla zachowania i pozostania w Nim! "Przeszłych czasów szukaliście Dawida, aby był królem nad wami", powiedział Abner, a potem dodaje: "Przetoż teraz uczyńcie tak". to jest poselstwo, które czyni, iż to opowiadanie kieruje się do każdej duszy, która pragnie aby Pan Jezus miał nieograniczoną władzę nad nią! Obecna chwila może cię zastała nieprzygotowanego dla przyjęcia tego poselstwa serca może wygląda tak smętnie i beznadziejnie, a jednak przychodzę i stawiam ci żądanie Jezusa natychmiastowego wydania się Jemu właśnie w tej chwili. Ja wiem, że na to potrzeba czasu, aby mógł być całkowitym Panem w twym sercu i podporządkował wszystko Swej woli aby pokonał wszystkich nieprzyjaciół i wykorzystał wszystkie twe siły do Swej służby. Nie jest to dzieło jednej chwili. W ogóle rzadko można powiedzieć o jakimś przeżyciu wewnętrznym, że jest dziełem jednego tylko momentu. Ale tu chodzi o twoje zupełnie wydanie się Jemu, o całkowite poddanie samego siebie Jego woli. Z biegiem czasu, gdy wiara przez jej praktyczne stosowanie stanie się silniejsza i radośniejsza, to i twoje oddanie się Panu stanie się więcej zdecydowane i radosne, ale już od chwili obecnej, w której zapisałeś swą duszę Zbawicielowi, bierze On ciebie w posiadanie. Aby dojść do tego celu, uczyń to teraz! Oddaj się Jezusowi w chwili obecnej, aby odtąd pozostać w Nim całkowicie, wyłącznie i stale. Jest to dzieło jednej chwili, tak przyjęcie ciebie przez Jezusa jest dziełem jednej chwili. Wierz niezachwianie: On bierze ciebie w posiadanie i zachowuje na własność, a każde twoje nowe wyznanie: "Jezu, pozostaję w Tobie", spotyka się z natychmiastową serdeczną odpowiedzią Niewidzialnego. Żaden czyn wiary nie jest daremny: Jezus bierze nas od razu w posiadanie i pociąga nas bliżej do Siebie! Dlatego ilekroć odezwie się to poselstwo, albo powstanie w tobie ta myśl:...Jezus mówi: "Mieszkaj we Mnie", to uczyń to teraz! W każdej chwili możesz usłyszeć ten cichy szept: "Uczyń to teraz!".

Kto zechce zaraz rozpocząć, przekona się niebawem, jak błogosławieństwo otrzymane w jednej chwili, obejmuje i następną chwilę; jest już bowiem złączony z niezmieniającym się Jezusem, który go wziął w posiadanie i który mu udzielił mocy do życia w Bogu. "Uczyń to teraz", w chwili obecnej - nie jest niczym innym, jak początkiem tego stale obecnego "teraz", które obejmuje piękność i wspaniałość wieczności. Dlatego bracie, pozostań w Jezusie! Uczyń to teraz!

 

16. MIESZKAJ TERAZ W JEZUSIE - "Wszystko..."

"...Wszystko poczytam sobie za szkodę (...) i mam to sobie za gnój, abym Chrystusa zyskał i był znaleziony w Nim" Fil.3,8.9

Tam gdzie jest życie, jest stały ruch, jest ciągła wymiana, jest branie i dawanie. Pożywienie, które przyjmuję, daje energię, która zostaje oddana w postaci wykonywanej pracy; wrażenia, które odbieram znajdują swój wyraz w wypowiedzianych myślach i uczuciach. Jedno jest zawisłe od drugiego, gdyż dawanie pomnaża potrzebę pobierania nowego. Rozkosz życia polega właśnie na tej wymianie, na braniu i dawaniu.

Tak też jest w życiu duchowym. Są co prawda chrześcijanie, którzy myślą, że cała błogość polega na nieustannym braniu; nie wiedzą oni, że zdrowa zdolność brania jest podtrzymywana i pogłębiana przez stałe dawanie; nie wiedzą, że Boża obfitość może wpłynąć tylko tam, gdzie jest wolne miejsce, powstające przez wyrzeczenie się swego, własnego "ja". Zbawiciel powtarzał tę prawdę nieustannie. Kiedy mówi, że musimy wszystko sprzedać, aby zakupić skarb, stracić nasze życie, aby je znaleźć, gdy przyrzeka tym, którzy wszystko opuścili nagrodę stokrotną, to podkreśla konieczność poświęcania samego siebie ucząc jednej z zasad Królestwa Bożego, zasady obowiązującej Jego samego, jak i uczniów. Jeżeli chcemy rzeczywiście pozostać w Jezusie i być w Nim znalezieni, jeżeli nasze życie ma do Niego należeć wyłącznie, to każdy musi ze swej strony móc powiedzieć z Pawłem: "Wszystko poczytam sobie za szkodę dla zacności znajomości Chrystusa Jezusa, Pana mojego, abym Chrystusa zyskał i był znaleziony w Nim" (Fil. 3,8).

Przyjrzyjmy się teraz temu, co musi być, opuszczone i wydane. Przede wszystkim jest to grzech. Gdzie nie ma opuszczenia grzechu, tam nie ma prawdziwego nawrócenia. A jednak często na początku to wydanie grzechu jest częściowe i powierzchowne, przede wszystkim dlatego, ponieważ nowonawrócony nie zdaje sobie jeszcze jasno sprawy z tego, co jest grzechem, jak i nie wie o tym jak daleko sięgają żądania Boże co do naszego uświęcenia, ani też jak dalece moc Boża może zwyciężyć grzech w nas. W miarę rozwoju wewnętrznego życia wyłania się życzenie i pragnienie oddalenia od siebie wszystkiego co jest nieświęte, i to oddalenie dokładne i głębokie. I dopiero potem, kiedy w nim pragnienie nieprzerwanej społeczności z Jezusem wzrośnie, dopiero wtedy zostaje dusza doprowadzona do tego, że widzi konieczność głębszego wydania się, przez co na nowo potwierdza, że umarła z Chrystusem dla grzechu, i że rzeczywiście zrywa ze wszystkim, co nazywa się grzechem. Kiedy wierzący posłuży się przy pomocy Ducha Świętego tą cudowną siłą, przez którą może jednym wysiłkiem woli zsumować całe swoje przyszłe życie i zadecydować o nim, oddać się Jezusowi, aby już więcej nie grzeszyć, ale żyć wyłącznie i zupełnie na usługach sprawiedliwości. Jeżeli zostaną przyjęte i opieczętowane przez Pana, to otrzymuje je znowu z powrotem, aby ich odtąd używać jako Jego własności, codziennie oczekując na Jego prowadzenie, to znaczy, aby je we właściwy sposób używać i tylko pod Jego wpływem wprowadzać w działanie. A więc i tu uczy nas doświadczenie, że droga całkowitego oddania jest drogą całkowitego wybawienia. Nie tylko otrzymujemy to, cośmy zupełnie wydali (i to w podwójnej mierze), ale w wyniku opuszczenia wszystkiego, co mamy, następuje uzyskanie wszystkich darów łaski. Im zupełniej wszystko wydajemy idąc za Jezusem, tym ściślej zostajemy z Nim połączeni. Kiedy wszystko uważam za szkodę ze względu na Jezusa, zostaję w Nim znaleziony.

Ta zasada odnosi się także do wszystkich naszych dozwolonych zajęć i posiadłości, które nam Pan powierzył. Pomyślmy tylko o tych sieciach nad morzem galilejskim, o codziennych obowiązkach Marty, o ojczyźnie i krewnych niejednego ucznia Jezusa. Mistrz uczył ich, aby wszystko opuścili dla Niego. Było to proste zastosowanie naturalnego prawa w Królestwie Łaski, gdyż im gruntowniej zostanie ten stary lokator wypędzony, tym pełniej może ten nowy wziąć w posiadanie, i tym doskonalsze będzie także i nasze odrodzenie wewnętrzne.

Ale ta zasada ma jeszcze głębsze znaczenie. Czy dary duchowe, które sam Duch Święty w nas stworzył, czy te też muszą zostać także wydane? Zaprawdę i te muszą być własnością Zbawcy i to w każdej chwili, gdyż wymiana w dawaniu i braniu jest jednym z warunków życia i nie może ani chwili przestać działać. Zaledwie wierzący zacznie się cieszyć z posiadania tego, co go raduje, a już dopływ zostaje wstrzymany i jego życie wewnętrzne jest w niebezpieczeństwie, iż będzie zagaszone. Strumienie wody żywej przelewają się tylko do duszy pragnącej i oczyszczonej. W ciągłym pragnieniu leży tajemnica chęci zaspokojenia pragnienia. Każde doznanie, które otrzymujemy jako dar, musi zostać oddane z wdzięcznością Temu, który je dał w miłości dla wyrzeczenia i gotowości do służby. Tylko w ten sposób może ono pozostać piękne i ciągle świeże, przepojone wonią nieba w naszej duszy. Czy to nie jest dla nas lekcja w ofiarowaniu Izaaka na górze Moria? Czyż to nie był syn obietnicy, cudowny dar wszechmocy Bożej, która może i zmarłych przywołać do życia? (Rzym. 4,17; Żyd. 11,19). A jednak i on musiał zostać wydany, poświęcony, aby tysiąckrotnie droższy został z powrotem oddany, i jest przez to obrazem "Jednorodzonego od Ojca", którego czyste, święte życie musiało zostać poświęcone. Czyni to w tej radosnej pewności, że każdy odpuszczony grzech przynosi mu oczywisty pożytek, gdyż w ten sposób rozszerza się przestrzeń dla dopływu życia i miłości Jezusa.

Zaraz po nieprawości przychodzi kolej na sprawiedliwość własną. Może już nie przykładamy do naszych uczynków i zasług żadnej wagi, a może to musi trwać jeszcze dość długo, zanim zrozumiemy, co znaczy niedopuścić do głosu naszego "ja" w naszych stosunkach z Bogiem. Zupełnie nieświadomie robimy miejsce naszemu własnemu sercu i umysłowi w obcowaniu z Bogiem. Przy naszych modlitwach i nabożeństwach, przy naszym czytaniu Pisma i naszej pracy dla Pana uważamy, że musimy coś sami uczynić, zamiast całkowicie poddać się i uzależnić od kierownictwa Ducha Świętego. Jeszcze nie zrozumieliśmy zupełnie dokładnie, co to znaczy: "...we mnie, to jest w ciele moim, nie mieszka nic dobrego..."(Rzym. 7,18). Ale jeżeli już raz poznamy, to przekonamy się o tym, jak dalece skażenie ogarnęło całą naszą naturę, to stanie się nam jasne, że o zupełnym pozostaniu w Jezusie nie może być mowy, dopóki nasza cała istota, nasze "ja", które się także wkradło do naszego chrześcijaństwa, nie zostanie wydane na śmierć, i nie nauczymy się stale nasłuchiwać na cichy głos Ducha Świętego, który jedynie może w nas dokonać tego, co Bogu się podoba.

Następnie musi całe nasze życie naturalne, ze wszystkimi zdolnościami i darami, które nam Stwórca dał, ze wszystkimi zadaniami i stosunkami, zostać wydane Panu. Nie wystarczy, jeżeli przy nawróceniu twym miałeś pragnienie wszystko poświęcić Panu. Pragnienie było dobre, ale jeszcze nie wiesz jak to uczynić, gdyż jeszcze nie masz siły do przeprowadzenia twego zamiaru. Kościół poniósł niepowetowane szkody z powodu tego, że ogólnie mniemano, że jeżeli ktoś stanie się dzieckiem Bożym, to z tego niejako automatycznie wynika, że jakby oddaje on w służbę Jezusa wszystkie swe dary. Nie, do tego potrzeba szczególnej łaski, a ta może być udzielona tylko na drodze zaparcia się samego siebie i całkowitego oddania Bogu. Dlatego muszę najpierw zrozumieć, że wszystkie moje dary i siły są skażone grzechem i pozostają pod władzą ciała, mimo że stałem się dzieckiem Bożym, tak że nie mogę ich natychmiast używać na chwałę Bożą. Najpierw muszę te dary złożyć u stóp Zbawiciela, aby je wziąć w posiadanie i oczyścić. Muszę dojść do przekonania, że to zupełnie nie należy do mej mocy aby uzdolnień mych używać we właściwy sposób. Ba, muszę nawet dojść do przekonania, że są one bardzo niebezpieczne dla mnie, ponieważ przez nie właśnie moje ciało, stara natura, własne "ja", tak łatwo dochodzi do głosu. W tym przekonaniu muszę się ich wyrzec, złożywszy je zupełnie Panu. Jest to także obraz tego, co dzieje się w każdym wierzącym, który zamiast zadowolić się przeszłymi i teraźniejszymi doświadczeniami i darami łaski, biegnie naprzód, wszystko zostawiając za sobą, i zapominając o wszystkim wyciąga rękę po to, aby Jezusa możliwie całkowicie uchwycić.

To całkowite oddanie się Jezusowi, czy to jest tylko krok decydujący, jeden czyn i jedno doświadczenie chwili, albo czy musi być codziennie odnawiane i pogłębiane? Obie rzeczy są słuszne. W życiu wierzącego może nadchodzi chwila, w której może poważniej i głębiej spojrzeć w tę świętą prawdę a pod wpływem Ducha napełniony pragnieniem skupia w jednym czynie, akcie woli, decyduje o swym przyszłym życiu w jednej chwili i kładzie siebie w ofierze na ołtarzu, jako żywa i Bogu przyjemna ofiara. Takie chwile są często punktami zwrotnymi, w których z chwiejnego i niepewnego dreptania rodzi się nowe życie, życie stałego mieszkania w Jezusie i w Bożej mocy. Ale i wtedy życie codzienne, tak jak każdego innego wierzącego, który może nie przeżył takiego doświadczenia, musi być pędzone ciągłą prośbą o więcej światła dla zupełnego wydania się Bogu, i stałego wydawania wszystkiego, co "własne" na ołtarz Boży.

Mój bracie - chcesz pozostać w Jezusie - patrz tędy idzie droga. Nasza natura wzdryga się przed takim wyrzeczeniem i ukrzyżowaniem w jego surowym zastosowaniu do wszystkich dziedzin naszego własnego życia. Ale czego natura nie może uczynić i ukochać, to łaska dokona i zgotuje ci życie pełne radości i chwały. Tylko oddaj się Jezusowi, swemu Panu. W zwycięskiej Jego mocy będziesz mógł z radością odrzucić wszystko, co dotychczas było dla ciebie kosztowne. "Stokrotnie w tym życiu" - to słowo Zbawiciela spełnia się u wszystkich, którzy przyjęli do serca posłusznie i całkowicie Jego rozkaz, aby wszystko opuścić. A tajemnica życia w pozostawaniu w Nim, może zostać tak prosto wyrażona: Jeżeli oddam się całkowicie Jezusowi, pozyskam moc, aby Go całego dla siebie uchwycić jeżeli dla Niego utracę wszystko, co posiadam i siebie samego, zostanę przez Niego uchwycony na własność i obdarzony tym wszystkim, czym On jest i co posiada.

 

17. MIESZKAJ W JEZUSIE przez Ducha Świętego 

"Ale to pomazanie, któreście wy wzięli od Niego, zostaje w was, a jako was nauczyło, tak w nim zostaniecie" 1 Jana. 2,27

Jak cudowna jest ta myśl: stale pozostawać w Jezusie! Im dłużej o tym myślimy, tym więcej nas to pociąga. A jednak, jak często zdarza się, że te kosztowne słowa: "Mieszkaj we Mnie" zostają przyjęte przez młodego chrześcijanina ze skargą. Ma się wrażenie, że nie zrozumiał właściwego znaczenia tej myśli i nie uświadomił sobie na jakiej drodze może ta radość być znaleziona, dlatego też tęskni za kimś, który by to wszystko mu pokazał i stale go upominał, że takie pozostanie w Jezusie jest rzeczywiście osiągalne. Gdyby taki wierzący zechciał słuchać tego, co nam dziś mówi apostoł Jan, posiadałby wielką nadzieję i radość. Jan objawia nam bowiem Boże zapewnienie, że pomazanie Duchem Świętym nauczy nas pozostawania w Jezusie.

"Ach" - słyszę kogoś mówiącego - "to słowo nie daje mi żadnej pociechy, ale raczej przygniata mnie, gdyż mówi o przywileju, którego nie umiem zdobyć; nie pojmuję, jak Duch Święty może mnie uczyć, albo jak mogę rozpoznać Jego głos. Nauczyciel jest mi nieznany, cóż więc dziwnego, iż obietnica, że nauczy On mnie mieszkać w Jezusie, niewiele mi może pomóc". Takie i podobne myśli mają swoje źródło w błędzie bardzo rozpowszechnionym między wierzącymi. Mniemają oni, że jeżeli Duch Święty uczy, to musi im objawić tajemnicę życia duchowego przy pomocy rozumu, zanim je przeżyją sami w sobie. Ale porządek Boży jest zupełnie inny.

Co odnosi się do duchowych prawd w ogóle, to ma także swe zastosowanie w Jezusie: "My musimy jakiejś prawdy dożyć i doznać, aby ją zrozumieć". Tylko w żywej społeczności z Jezusem możemy nauczyć sie pojmować sprawy niebiańskie. "Co ja czynię, ty nie wiesz (nie rozumiesz) teraz, ale się potem dowiesz (zrozumiesz)" (Jan.13,7) - oto jest zasada w Królestwie Bożym, która odnosi się w pierwszym rzędzie do codziennego oczyszczania, w związku z którym została wypowiedziana, ale odnosi się ona także do codziennego zachowywania się. Przyjmij z wiarą to, czego nie możesz zrozumieć, uniż się przed tym, czego nie możesz pojąć; oczekuj i przyjmij to, co dla rozumu jest tajemnicą, wierz temu, co wydaje się niemożliwe, krocz drogą, której nie znasz - to są pierwsze zasady, których masz się nauczyć w szkole Bożej. "Jeśli wy zostaniecie w Słowie Moim... poznacie prawdę" (Jan.8,31.32). Przez te i podobne słowa Jezusa dowiadujemy sie, że pewne nastawienie serca musi poprzedzić zrozumienie prawdy. "Jeśliby kto chciał czynić wolę Jego, ten będzie umiał rozeznać..." (Jan.17,7). Cechą charakterystyczną prawdziwego ucznia jest to, że stara się on najpierw naśladować Jezusa, a potem dopiero Go poznawać. Przez pełne wiary oddanie się Jezusowi i pełne zaufania oczekiwanie tego, co nam obiecuje Słowo (które może wydawać się nam bardzo nieprawdopodobne), dochodzimy do błogości całkowitego poznania.

To co zostało powyżej powiedziane odnosi się szczególnie do nauczania przez Ducha Świętego. Polega ono na tym, że prowadzi On nas wewnętrznie do tego celu, jaki Pan Bóg nam nagotował, choćbyśmy sobie nie zawsze to uświadamiali. Na podstawie obietnic Bożych i w zaufaniu do Jego wierności poddaje się wierzący prowadzeniu Ducha Świętego, nie stawiając warunku, aby stało się jasne dla jego rozumu, co ma czynić, ale zgadza się na to, żeby Duch Święty wykonywał w nim swoje dzieło, a potem dopiero objawił, czego tam dokonał. Wiara polega na niewidzialnej pracy Ducha Świętego w największej głębinie serca, a przy tym jest mu Słowo Jezusa wystarczającą poręką, że Duch uczy go pozostawania w Jezusie. Wierząc cieszy się z tego, czego nie widzi ani czuje: wie on z całą pewnością o tym, że Duch Święty wykonuje Swe dzieło w nim ciągle i bez hałasu , niepostrzeżenie, i prowadzi go do całkowitej społeczności z Jezusem i nieustającej z Nim łączności. Duch Święty jest "Duchem życia w Jezusie Chrystusie" (w dosłownym tłumaczeniu Rzym.8,2), Jego więc zadaniem jest, aby nowe życie w nas nie tylko zapalić, ale także je stale podsycać, wzmacniać i doprowadzać do pełnego rozwoju. Właśnie w takim stopniu, w jakim wierzący przez prostą wiarę podda się niewidzialnemu, ale pewnemu działaniu Ducha Świętego w sercu, przeistoczy się jego wiara w poznanie. Zostanie w ten sposób wynagrodzony, że przez światło Ducha stanie mu się w Piśmie zrozumiałe to, co w mocy Ducha w jego życiu się już urzeczywistniło.

Zastosuj to teraz do obietnicy, że Duch Święty nauczy nas pozostawać w Jezusie. Duch Święty jest potężną siłą Bożą: On przychodzi wprost z serca Jezusa do nas, On to jest, który nam udziela życia Jezusa, który nam objawia i uwielbia Jezusa w naszym sercu. W tym wyrażeniu "społeczność Duch Świętego" (2 Kor.13,13) widzimy, co jest Jego głównym dziełem. On jest elementem łączącym Ojca i Syna: przez Niego są jedno. On też jest elementem łączącym wierzących: przez Niego są jednomyślni, On przede wszystkim jest elementem łączącym Jezusa z wierzącymi. On jest tymi sokami życiowymi, dzięki którym latorośle żyją w krzewie winnym: przez Niego jesteśmy jedno. A możemy być przekonani o tym, że jeżeli tylko wierzymy w Jego obecność i działalność, jeżeli tylko czuwamy nad tym, aby Go nie zasmucić, ponieważ wiemy, że jest w nas jeżeli będziemy prosić Boga, aby nas Duch napełnił i oczekiwać tego, że nas napełni, to nas nauczy pozostawać w Jezusie. Najpierw pobudzi naszą wolę, abyśmy zaufali Jezusowi całym sercem, potem ożywi naszą wiarę do coraz to gorętszego i ufniejszego oczekiwania, a potem rozleje w naszym sercu pokój i radość, przewyższającą wszelkie zrozumienie, a w ten sposób nauczy nas pozostawać w Jezusie tak, że nie będziemy nawet wiedzieli jak to się stało. Dopiero przez to doznanie serca i doświadczenie życiowe oświeci Duch nasz rozum i nauczy nas rozpoznawać prawdę, która w świetle tego, co w naszym życiu stało się już rzeczywistością, odzwierciedli się w naszym umyśle.

Z tego rozmyślania wynika zupełnie jasno, że jeżeli pragniemy, aby nas Duch Święty poprowadził do stałego pozostawania w Jezusie to jest nam do tego potrzebna cicha, stanowcza wiara. Przy wszystkich pytaniach i trudnościach, które się pojawią, jeżeli bojujemy o to, aby mieszkać w Jezusie, przy całym pragnieniu, jakie odczuwamy, aby spotkać jakiegoś doświadczonego chrześcijanina, który by nam pomógł jeżeli tylko wyprosisz sobie to u Ojca. Nie jest możliwe uzyskanie życia w stałej łączności z Jezusem bez napełnienia Duchem Świętym. Wierz, że ta obfitość Ducha jest każdego dnia do dyspozycji. Pamiętaj o tym, że trzeba znaleźć czas, aby stać w modlitwie u stóp tronu Bożego i Baranka, z którego płyną strumienie wody żywej. Tam i tylko tam możesz być napełniony Duchem Świętym. Ćwicz się pilnie w zwyczaju, aby czcić Go codziennie, stale, przez cichą i mocną wiarę, że w nas wykonuje Swe dzieło. Wiara w Jego obecność w tobie uczyni cię gorliwym w unikaniu wszystkiego, co by Go mogło zasmucić, w unikaniu ducha świata, instynktów ciała i pobudek własnego "ja". Syć swą wiarę słowem Bożym i wszystkim tym, co ono ci mówi o Duchu Świętym, o Jego mocy, pociesze i działaniu.

Przede wszystkim zaś niech wiara w obecność Ducha w tobie pobudzi cię do tego, aby zamiast patrzeć w siebie, patrzeć na Jezusa. Od Niego otrzymaliśmy poznanie i będzie ono tym bardziej obficiej rozlane, im więcej skierujemy nasz wzrok na Niego. Chrystus jest Pomazańcem, a kiedy na Niego spoglądamy, spływa na nas święte pomazanie, kiedy na Niego spoglądamy spływa na nas "olejek najwyborniejszy, wylany na głowę, ściekający na brodę, na brodę Aaronową, ściekający aż i na podołek szat jego" (Ps.133,2). Przez wiarę w Jezusa otrzymujemy "pomazanie", a to pomazanie prowadzi nas znowu do Jezusa i do mieszkania w Nim.

 

18. MIESZKAJ W JEZUSIE w ciszy swej duszy

Często przedstawia się chrześcijaństwo, jako dzieło, które Bóg i ludzie wykonują razem przy czym każda ma swe szczególne zadanie do wykonania. Co prawda przyznaje się, że człowiek nie wiele może dokonać i że to "nie wiele" jest skażone grzechem: ale jednak człowiek musi wykonać wszystko, co jest w jego mocy, jeżeli chce oczekiwać, że i Pan Bóg ze swej strony wykona coś dla niego. Takim ludziom musi być bardzo trudno zrozumieć, co Pismo przez to rozumie, gdy mówi, że możemy uciszyć się i oczekiwać, i przypatrywać tylko, jakie zbawienie Pan dokona nad nami. Wydaje im się to sprzecznością, jeżeli mówimy o tym uciszeniu się i powstrzymaniu się od własnych wysiłków, jako o tajemnicy skutecznego działania człowieka i największego rozwoju jego możliwości. Wytłumaczenie tej rzekomej sprzeczności leży w tym, że jeżeli mówimy o współpracy Bożej i ludzkiej, to nie chodzi o takie współdziałanie, w której każda strona miałaby jednako coś wnieść. Stosunek jest całkiem inny, owszem istnieje współpraca z naszej strony, ale polegająca na podporządkowaniu się. Jak Jezus był we wszystkich Swych słowach i pracach całkowicie podporządkowany Ojcu - przy częstej a bolesnej świadomości naszego chwiania się, naszej bezsilności i niewiadomości - chcemy jednak trzymać się tej błogiej pewności: My mamy pomazanie od świętego Boga, który nas uczy pozostawać w Jezusie. "Pomazanie, któreście otrzymali, zostaje w was jako was nauczyło, tak w nim zostańcie". Ćwicz się szczególnie w wierze, w odniesieniu do nauki Ducha o pozostawaniu w Jezusie. Wierz, że jak jest pewnym, że masz dział w Jezusie, tak też, iż masz i Jego Ducha. Wierz, że wykona On swe dzieło z mocą, jeżeli tylko nie będziesz Mu przeszkadzał. Wierz, że pracuje w tobie choćbyś nawet tego nie widział. Wierz, że może potężnie działać, tak też powinien działać wierzący, tym bardziej, że nie może nie uczynić sam z siebie, gdyż cała jego istota jest całkowicie skażona. Dlatego musi zaprzestać chcieć sam coś czynić, i zamiast tego oczekiwać na działanie Boże w nim. Wyrzekłszy się wszelkich własnych wysiłków, otrzymuje zapewnienie przez wiarę, że Pan Bóg wykonuje w nas to, co przedsięwziął i że w nas działa. Bożym dziełem w człowieku jest odnowić go, uświęcić i pobudzić do najwyższej czynności tak, że w miarę jak oddaje się w ręce Boże, zostaje wykazany jako czynne narzędzie wszechmocnej Jego Łaski Dusza, w której to cudowne połączenie zupełnego poddania swej woli Bogu z najwyższą aktywnością najdoskonalej doszło do skutku, doznała także najgłębiej tego, na czym polega życie chrześcijanina.

Ze wszystkich zadań, których dusza dążąca do błogiej sztuki pozostawania w Jezusie musiał się nauczyć, nie ma konieczniejszego i pożyteczniejszego nad to: uciszenie się. Tylko w ciszy może rozwinąć się ta gotowość ducha, w której Pan objawia swe tajemnice, i ta uległość, którą nagradza swym prowadzeniem. Ta cichość występuje szczególnie u Maryj w Ewangeliach. Najpierw u tej Marii Panny, której jedyną odpowiedzią na najdziwniejsze objawienie, jakie kiedykolwiek ludzka istota otrzymała, było: "Oto służebnica Pańska, niechże mi się stanie według słowa Twego" (Łuk. 1,38), a o której Pismo mówi, że kiedy duchowe tajemnicze wydarzenia powtarzały się wówczas "...Maria zachowywała wszystkie te słowa, uważając je w sercu swoim" (Łuk. 2,19). Czyż tego samego uciszenia nie spotykamy także u Marii z Betanii siedzącej u stóp Jezusa i słuchającej Jego słów, a która namaszczając Go wykazała, że rozumie tajemnicę Jego śmierci głębiej, niż uczniowie miłujący Pana. Dusza, milcząca przed Bogiem jest najlepiej przygotowana, aby Jezusa przyjąć wraz z tymi błogosławieństwami, których On udziela. Kiedy dusza milczy w cichym uwielbieniu i świadoma obecności Tego, który objawia się w głębi jej istoty, wtedy może usłyszeć delikatny i cichy powiew Ducha Świętego.

Dlatego, miły bracie, ilekroć pragniesz wniknąć głębiej w tajemnicę mieszkania w Jezusie, niech twą pierwszą myślą będzie: "Moja duszo, ucisz się przed Bogiem, gdyż w Nim jest twoja nadzieja". Jeśli pragniesz doznać na sobie tego cudownego połączenia niebieskiego krzewu winnego a tobą, jako latoroślą, to wiedz, że ciało i krew ci tego nie może objawić, ale tylko Ojciec niebieski. Pozostaw całą swą mądrość; ugnij się w całej świadomości swej bezsilności i nieumiejętności, a wtedy będzie to rozkoszą dla Ojca, aby udzielił ci nauki przez Ducha Świętego. Jeżeli tylko umilkną twe własne myśli, a ucho twe otworzy się i serce przygotuje na to, aby w cichości czekać na Boga i słuchać tego, co chce powiedzieć, to i tobie objawi On Swe tajemnice. Kiedy uniżysz się przed Nim w proch świadom swej nicości i bezradności w uciszeniu swej duszy, aby słuchać cichego głosu Jego miłości, to znajdziesz odpowiedz na swe pytania, na które nie umiałeś sobie odpowiedzieć w wirze własnych myśli i uczynków. Poznasz, że twym głównym zadaniem jest słuchać obietnic Bożych i wierzyć im: czekać i uważać na to, co On uczyni, ma potem w wierze i posłuszeństwie połączonym z uwielbieniem, poddać się działaniu Tego, "który w nas dzieło Swe potężne sprawuje".

Należałoby przypuszczać, żadne poselstwo nie będzie dla nas przyjemniejsze nad wieść, że możemy odpocząć i uciszyć się, a nasz Bóg uczyni wszystko za nas. A jednak, jak rzadko spotyka się dusze które by to zrozumiały. Jak długo to trwa u niektórych, zanim nauczą się, w odpoczynku jest błogość i siła, że cichy duchowy odpoczynek jest źródłem największej aktywności, tajemnicą wszelkiego prawdziwego przebywania w Jezusie. Chcemy więc uniknąć wszystkiego, co by ten pokój wewnętrzny mogło skazić. Tu wymienić należy przede wszystkim niepokój duszy, płynący z tego, że się niepotrzebnie albo zanadto przejmujemy sprawami materialnymi. Każdy z nas ma jakiś zawód od Boga przydzielony, jakiś krąg zainteresowań i prac, których spełnienie jest obowiązkiem. Jeżeli tutaj konieczne jest, aby chrześcijanin był czujny i trzeźwy, o ileż więcej potrzeba mu świętego umiarkowania w sprawach, które nam zostały przez Pana Boga powierzone? Jeżeli pozostawanie w Jezusie rzeczywiście jest naszym największym celem, to strzeżmy się wszelkiego niepotrzebnego podniecenia i przejmowania się! Czuwajmy także i przy sprawach dozwolonych i koniecznych, bądźmy jednak ostrożni wobec tej dziwnej mocy, z jaką sprawy codzienne opanowują naszą duszę, abyśmy nie zostali pozbawieni siły i czasu na przebywanie z Bogiem. Także niepokój wypływający ze zbytniej troski o sprawy ziemskie jest bardzo szkodliwy; on to zakłóca i tłumi życie pełne zaufania do Boga i dusza staje się podobna do wzburzonych fal morza. W takim stanie duszy nie ma mowy o jakimś słyszeniu cichej mowy Ducha Świętego.

Nie mniej niebezpieczne w życiu duchowym są bojaźń i rozpacz; przy wszystkich lękliwych przypuszczeniach i własnych wysiłkach nie dojdziemy do tego, aby słyszeć, co Bóg mówi. Przede wszystkim musimy się strzec niepokoju, w którym pragniemy własnymi środkami i własną siłą uzyskać błogosławieństwa, które przychodzą wyłącznie z góry. Serce, które przepełnione jest własnymi planami i staraniami, aby wypełnić wolę Bożą i pozostać w Jezusie, nigdy nie osiągnie celu. Praca Boża natrafia na przeszkody w postaci naszego mieszania się do niej; dopiero wtedy, gdy dusza zaniecha własnych wysiłków, może Pan dokonać Swego dzieła w nas.

Na koniec, kiedy nawet dusza zdecyduje się szczerze iść drogą wiary, to może jej w tym przeszkodzić nasza niecierpliwość ciała, która osądza życie i postęp wewnętrznego człowieka nie według Bożej miary, ale według miary ludzkiej.

Błogosławiony człowiek, który mimo tych wszystkich różnych niebezpieczeństw nauczy się zachować spokój i żyje tym słowem: "w milczeniu i nadziei będzie moc wasza" w pełnym znaczeniu. Ilekroć będzie słuchał słów Ojca albo też o wysłuchanie, ilekroć weźmie Biblię do ręki i uklęknie do modlitwy tylekroć najpierw się uciszy i oczekuje, aż wszystko umilknie w jego duszy przed wiecznym Majestatem. Czując, że jego stara natura usiłuje stale dojść do głosu i wedrzeć się ze swymi własnymi myślami i wysiłkami nawet do miejsca najświętszego poddaje się przez cichy, ale zdecydowany swój akt woli, kierownictwu i kształtowaniu przez Ducha Świętego. Uciszy się i czeka, aż wszelki ruch ustanie a on będzie gotów przyjąć objawienie Bożej woli i Bożej obecności. Wtedy jego czytanie i modlitwa staną się rzeczywiście czekaniem, jego ucho i serce zostanie oczyszczone i otwarte, aby zupełnie i jedynie pojąć to, co Pan chce powiedzieć.

"Mieszkaj w Jezusie". Nikt tego nie może uczynić, kto nie znajdzie codziennie czasu na chwilę uciszenia, w której rozmawia z Panem i słucha Jego głosu. Wtedy to dusza przyobleka duchową zbroję, w której może on spokojnie wejść w niespokojny świat, gdyż pokój Boży, który jest wyższy nad wszelki rozum strzeże serca i myśli. W takiej cichej, pokornej duszy może życie wiary zapuścić głębokie korzenie, Duch Święty może ją prowadzić i uczyć a Jezus może w niej wykonać Swe wspaniałe dzieło. Oby każdy z nas nauczył się mówić dzień w dzień: "Moja dusza ucisza się przed Bogiem". A wszelka myśl o tym, jakby to było zadaniem zbyt trudnym, niech prowadzi do tego, aby spoglądać na Tego, którego obecność ucisza najbardziej wzburzone fale. Ćwicz się w tym uciszeniu swej duszy; pamiętaj, że jest to droga prowadząca do pozostania w Jezusie, i oczekuj owocu pozostawania w Nim, a jest nim stale wzrastający pokój w twej duszy.

 

19. MIESZKAJ W JEZUSIE w cierpieniach i trudnościach

"Każdą latorośl, która przynosi owoc, oczyszcza, aby obfitszy owoc przynosiła" Jan 15,2

W całej przyrodzie nie ma krzewu, który by tak się nadawał do obrazowego przedstawiania stosunku człowieka, jak krzew winny; nie ma też innego krzewu, którego owoc i sok byłby równie pożyteczny, ożywiający i pobudzający zarazem. Ale nie ma też drugiego takiego, którego naturalne pędy mogą być tak szkodliwe i tak pleniące się, że nadają się tylko do spalenia.

Żadna inna roślina nie potrzebuje zarówno nieustannej, jak i radykalnej pracy noża. Żadna inna roślina nie jest tak zależna od troskliwej opieki, ale jeżeli tę znajdzie, to wynagradza ogrodnika obficiej niż jakakolwiek inna. W porównaniu o winnej macicy, którego Zbawiciel używa, wspomina tylko jednym zdaniem o konieczności oczyszczenia latorośli i o błogosławieństwie z tego płynącym. Ale ileż światła wylewa się z tego jedynego zdania na naszą ciemną ziemię, która i dla wierzących jest pełna bólów i cierpień. Jaka bogata nauka i pocieszenie dla cierpiącej latorośli w godzinie boleści: "każdą latorośl, która nie przynosi owocu, oczyszcza, aby obfitszy owoc przynosiła". W takich słowach uczy Jezus swój lud, że w doświadczeniach, w których tak łatwo o osłabienie zaufania do Pana i o przerwanie swego pozostawania w Jezusie, powinna usłyszeć głos Boży, zachęcający do tym silniejszego trzymania się Pana. Tak, mój bracie, właśnie w okresach doświadczeń - pozostań w Jezusie!

Mieszkaj w Jezusie! Ten właśnie cel chce osiągnąć Ojciec gdy zsyła cierpienie. W czasie silnych wichrów drzewo zapuszcza głębiej korzenie. W czasie orkanu mieszkańcy pozostają wewnątrz domu i cieszą się ze swego schronienia. Tak też Ojciec pragnąłby nas przez cierpienia wprowadzić głębiej w miłość Jezusa. Nasze serca mają naturalną skłonność do oddalania się od Niego. Powodzenie i zewnętrzne sukcesy zajmują serce i zadowalają nas aż nadto łatwo, zaciemniają wzrok duchowy i czynią nas niezdolnymi do przebywania w społeczności z Jezusem. I dlatego Ojciec litując się nad nami i dla naszego dobra zbliża się do nas z jakimś doświadczeniem, aby odebrać otaczającemu nas światu wszelki wabiący wdzięk, aby też dać nam odczuć wyraźniej naszą grzeszność; tracimy wówczas pragnienie tych przyjemności, które były dla nas niebezpieczne. Bóg czyni to z nadzieją, że jeżeli w czasie bolesnych przeżyć znajdziemy w Jezusie nasz odpoczynek to zdecydujemy i zapragniemy pozostawać w Jezusie i w okresie powodzenia.

Pan Bóg tak gorąco pragnie naszego szczęścia, że jakkolwiek niechętnie nas zasmuca, jednak nie oszczędza nam bolesnego doświadczenia i smagania, jeżeli tylko to może skłonić ukochane dziecię, aby pozostawało w Jego Synu umiłowanym. Miła wierząca duszo, proś o łaskę, abyś w każdej próbie, tak wielkiej jak i małej, widziała rękę Ojcowską, która ci wskazuje Jezusa, mówiąc: pozostań w Nim!

Pozostań w Jezusie, a dostanie ci się w udziale całe bogate i obfite błogosławieństwo, jaki Pan przygotował dla ciebie przez cierpienie. Zamiary mądrości Bożej staną się jaśniejsze, zaufanie do Jego niezmiennej miłości wzmocni się a przez moc Jego Ducha spełni się także obietnica: "Ale Ten ku pożytkowi naszemu nas karze, abyśmy byli uczestnikami świętobliwości Jego" (Żyd. 12,10). Pozostań w Jezusie, a przez twój krzyż będziesz miał społeczność z Jego krzyżem i uzyskasz dostęp do Jego tajemnic - do tajemnicy przekleństwa, które Pan Jezus niósł za ciebie, tajemnicy obumarcia dla grzechu, w której też możesz mieć dział, tajemnicy Jego miłości, dzięki której, jako współczujący arcykapłan przeszedł także wszystkie twoje cierpienia. Pozostań w Jezusie, a staniesz się coraz więcej podobny do swego kochanego Mistrza w Jego cierpieniach, doznasz też z błogością, jak prawdziwa i delikatna jest Jego miłość. Pozostań w Jezusie a w piecu ognistym zobaczysz "jednego podobnego Synowi Bożemu" jak nigdy przedtem: tu właśnie zostaje złoto oczyszczone od szlaki a dokonane przepalenie, dzięki któremu zostanie wykształtowane w tobie obraz Jezusa. O! pozostań w Jezusie, a moc cielesności zostanie w tobie złamana, niecierpliwość i samowola starej natury ukrzyżowana, aby dać miejsce cichości i pokorze Jezusowej w tobie.

Wierząca dusza może przechodzić przez wiele cierpień a mimo to nie odnieść żadnych korzyści, ani błogosławieństwa. Tylko w pozostawaniu w Jezusie leży obietnica możliwości przyjęcia na swą własność wszystkiego co nam Ojciec przez karanie chciał darować.

Pozostań w Jezusie a znajdziesz w Nim pewną i całkowitą pociechę! Uciśnieni najczęściej pragną przede wszystkim pociechy dopiero a potem błogosławieństwa cierpienia. Ojciec tak bardzo nas miłuje, nawet gdy musi nas doświadczać cierpieniem, to Jego głównym celem jest, aby doświadczenie przyniosło prawdziwy i trwały owoc, przy tym jednak nie zapomina udzielić nam pociechy. Jeżeli pociesza, to czyni to w tym celu, aby bolejące serce zwróciło się ku Niemu po to, aby wejść w błogosławieństwo społeczności z Nim; jeżeli zaś chwilowo odmawia pociechy, to jego zamiar mimo to, jest ten sam. Udzielając nam Swej świętości, udziela nam prawdziwej pociechy. Duch Święty jest Pocieszycielem nie tylko dlatego, że może nam podsunąć pocieszające myśli o miłości Bożej, ale przede wszystkim dlatego, że nas uświęca i doprowadza do ścisłej łączności z Bogiem, naszym Zbawcą. Uczy nas i pomaga nam do pozostawania w Jezusie, a to jest najlepszą pociechą. W Jezusie zostało nam objawione serce Ojcowskie, a wyższej pociechy nie ma nad tę, jak na piersi Ojca, w Jezusie jest objawiona hojność miłości Bożej. połączona z delikatnością macierzyńskiego miłosierdzia i tkliwości, a cóż może być bardziej pocieszającego w Nim otrzymasz tysiąckroć więcej, niż utraciłeś, tu widzisz, że Bóg zabrał ci coś, aby rozszerzyć twoje serce i uczynić w nim miejsce na przyjęcie czegoś wielokrotnie lepszego. W Nim zostaje cierpienie uświęcone i zamienia się na przedsmak wiecznej wspaniałości; w cierpieniu odpoczywa nad nami Duch, który jest Duchem chwały i Bożym. Dziecię Boże, pragniesz pociechy w cierpieniu? Pozostań w Jezusie!

Pozostań w Jezusie, a przyniesiesz wiele owocu. Jeżeli ogrodnik sadzi winny krzew, to myśli o owocu, tylko owocu. Inne drzewa może sadzić dla ozdoby, dla cienia, dla uzyskania drewna, ale winny krzew sadzi tylko dla owocu. Patrzy więc na każdą latorośl, aby wiele, jak najwięcej owocu przyniosła. Pozostań w Jezusie w czasach cierpienia, a i ty przyniesiesz więcej owocu. Głębsze doznanie zmiłowania Jezusa i miłość Ojca będzie cię tym więcej pobudzała do tego, aby żyć na Jego chwałę. Oddanie Panu samego siebie i swej własnej woli w cierpieniu uzdolni cię do umiejętności współczucia z cierpieniem innych, a jednocześnie skruszenie się, które jest następstwem karania, pobudzi cię do tego, aby być sługą wszystkich, tak jak Pan Jezus. Świadomość tego, że Ojciec przez oczyszczenie pragnie przez ciebie uzyskać więcej owocu, doprowadzi cię do tego, aby oddać Mu się na nowo i pełniej niż kiedykolwiek przedtem, i aby postawić sobie nie tylko jeden cel w życiu: głosić bliźnim Jego cudowną miłość i przelewać ją na nich! Tylko na tej drodze nauczysz się błogiego zapominania o sobie, a samotność w cierpieniu i oderwanie od codziennych zajęć wykorzystasz dla dobra innych! Miły współpielgrzymie! pozostań w Jezusie w czasie cierpienia. Jeżeli widzisz, że boleść nadchodzi, spotkaj ją przyobleczony w Jezusa, a gdy już przyjdzie, to wiedz, że Jezus jest ci bliższy niż ona, a jeżeli przeminie, pozostań nadal w Nim. Niech ta myśl Jezusa mówiącego o oczyszczeniu latorośli, i pragnienie Ojca, który oczyszcza, będzie także twoją myślą: "Każdą latorośl, która przynosi owoc, oczyszcza, będzie także twoją myślą: "Każdą latorośl, która przynosi owoc, oczyszcza, aby obfitszy owoc przynosiła"!

W ten sposób czasy cierpienia staną się dla ciebie czasami najwyższej owocności. W ścisłej społeczności z Synem Bożym, głębiej wprowadzony w zrozumienie Jego miłości i łaski, utwierdzony w tej błogiej pewności, że On należy do ciebie, a ty do Niego, całkowicie nasycony przez Niego i zupełniej Jemu oddany niż kiedykolwiek, staniesz się oczyszczonym naczyniem do użytku Mistrza i przygotowanym do każdego dobrego uczynku. Wierząca duszo, staraj się nauczyć tego, że w cierpieniu twym pierwszym, jedynym i błogim zadaniem, jest pozostać w Jezusie! Przebywaj często sam na sam z Nim. Strzeż się pociechy i uspokojenia, które ci świeccy przyjaciele dać mogą. Niech Jezus będzie twym jedynym Przyjacielem i Pocieszycielem. Ciesz się z zapewnienia, że owocem twego doświadczenia będzie ściślejsze połączenie z Nim i obfitszy owoc, gdyż ten sam Ogrodnik cię oczyszcza, który też i zapewnia każdej duszy, która się poddaje z miłością Jego pracy, spełnienie jej pragnień.

 

20. MIESZKAJ W JEZUSIE abyś przynosił wiele owocu

"Kto mieszka we Mnie, a ja w nim, ten przynosi wiele owocu. W tym będzie uwielbiony Ojciec Mój, kiedy obfity owoc przyniesiecie". Jan 15,5.8

Wiemy wszyscy co to jest winogrono. Wiemy że jest ono owocem winorośli, a ludzie znajdują w nim orzeźwienie i pokrzepienie. Owoc nie istnieje dla latorośli, ale dla ludzi, którzy przychodzą i zbierają go. Kiedy owoc dojrzeje, latorośl oddaje go, aby rozpocząć na nowo swe dzieło dobroczynne i przygotować owoc w przyszłym roku. Latorośl żyje wyłącznie po to, aby wydała owoc; celem jej istnienia, jej bezpieczeństwem, jej chwałą jest przyniesienie radości sercu winiarza.

Jaki piękny obraz wierzącego, który żyje w Jezusie! Nie tylko nabiera mocy, ale jego połączenie z winnym krzewem staje się coraz ściślejsze i mocniejsze. I dlatego przynosi owoc, wiele owocu, którym by mogli się żywić i pokrzepić. Staje się on dla swego otoczenia drzewem życia, którego owoce służą ku posileniu i pokrzepieniu. W środowisku, w którym został postawiony, jest ośrodkiem życia i błogosławieństwa, a to tylko dlatego, że pozostaje w Jezusie, od którego bierze Ducha i życie, i dlatego może coś innym udzielać. Ucz się pozostawać w Jezusie, jeżeli chcesz być dla innych błogosławieństwem, bo będziesz mógł być wówczas dobrodziejstwem. Jak latorośl zaszczepiona w urodzajny krzew winny przynosi owoc, tak z całą pewnością twa dusz stanie się błogosławieństwem, jeśli będzie pozostawać w Jezusie i w Jego obfitości.

Jest to łatwo zrozumiałe: jeżeli Jezus, ten niebiański krzew winny, przyjął Weń wierzących jako swą własną latorośl, to jednocześnie zapewnił nam udzielenie soku (ducha i posilenia), którego potrzebują do owocnego życia. Mówi Pismo Święte: "Ze Mnie się owoc twój znalazł" (Oz.14,8). Przytoczone na wstępie podobieństwo rzuca nowe światło na te słowa. Dusza powinna się tylko troszczyć o jedno: aby dokładnie, zupełnie i całkowicie pozostawać w Jezusie! On Sam da owoc; On sam wykona wszystko, co jest potrzebne, abyśmy stali się błogosławieństwem!

Tylko gdy będziesz mieszkał w Nim, będziesz miał dział w Jego Duchu miłości ku grzesznikowi i użalenia się nad nim i tylko wówczas będziesz szukał jego dobra. Serce człowieka jest z natury pełne samolubstwa. Nawet u wierzących jedynym celem jest często ich własne szczęście i własna błogość. Ale przez dotknięcie się Jezusa, dotykasz Jego nieskończonej miłości; Jego ogień zaczyna płonąć w twym sercu, widzisz piękno miłości i uczysz się uważać ją za najwyższy przywilej ucznia Jezusowego. Przez pozostanie w Jezusie możesz poznać nędzę grzesznika żyjącego w ciemności i straszliwą hańbę, jaką to okrywa twego Boga. Z Jezusem zaczynasz brać na siebie brzemiona i ciężary innych. Im ściślej jesteś z Nim złączony, tym więcej możesz odczuwać te Jego gorące pragnienie zbawienia dusz, które prowadziło Go na Golgotę. Gdy będziesz mieszkał w Jezusie staniesz się gotowy podążyć Jego śladami, porzucać własne szczęście i kłaść swe życie, aby zyskiwać dla Jezusa dusze, które nauczył cię miłować. Właściwą istotą krzewu winnego jest miłość, a ten duch miłości przechodzi także na latorośl, która w Nim trwa.

Życzenie, aby być błogosławieństwem dla innych, jest początkiem. Kiedy zaczniesz pracować, niebawem przekonasz się o swej bezsilności wobec trudności, które staną na twej drodze. Dusze nie będą się budzić na twój rozkaz; raczej doznasz rozczarowania i twoja gorliwość będzie narażona na niebezpieczeństwo oziębnięcia. Ale przez pozostawanie w Jezusie uzyskasz nową odwagę i nową siłę do pracy. Jeżeli wierzysz słowom Jezusa, że On jest tym, który chce przez ciebie przekazać światu Swe błogosławieństwo, to zrozumiesz, że jesteś tylko narzędziem i to bardzo słabym, przez które ukryta moc Jezusa chce i może wykonać Jego dzieło, i to tak, aby Jego siła właśnie w tej słabości została objawiona i uwielbiona. Wierzący wykonał duży krok naprzód, jeżeli przyzna się i uzna dobrowolnie tę słabość swoją i pozostawać będzie nadal w tej świadomości; tylko wtedy może spokojnie i wiernie dalej pracować, gdyż tylko wówczas Pan może przez niego pracować. Wówczas wierzący cieszy się, że "ona przewyższająca moc jest Boża, nie nasza" i pozostaje w oczywistej pewności, że jest jedno ze swym Panem, a wówczas już nie patrzy na swą słabość, ale opiera się całkowicie na mocy Jezusa, której ukryte działanie w jego wnętrzu jest dla niego niezachwianą pewnością. Ona to rozjaśnia jego oko radością i nadaje jego głosowi delikatną moc, a wszystkim jego przedsięwzięciom wytrwałość, a wszystko to przyczynia się do tego, aby wpłynąć na dusze, które pragnie pozyskać. Z radosną pewnością zwycięstwa wyrusza, gdyż nasza wiara jest mocą zwyciężającą świat. Z pokorą twierdzi, że Pan Bóg może pobłogosławić jego niegodne wysiłki; oczekuje i żąda błogosławieństwa, gdyż nie jest to on, który pracuje, ale Chrystus w nim.

Czego przede wszystkim uczymy się przez pozostawanie w Jezusie, to tego że jesteśmy niczym, a On jest wszystkim. Jeżeli o tym się już raz przekonaliśmy, to nie jest już dla nas trudnym wierzyć, że nawet nasza słabość nie może przeszkodzić Jego wybawiającej mocy. Wierzący, który oddaje się swemu Zbawicielowi prosto jak dziecko z zaufaniem, z pewnością przyniesie wiele owocu. Nie będzie się nawet wstrzymywał przed stosowaniem dla siebie tej cudownej obietnicy: "Kto we Mnie wierzy, ten będzie czynił sprawy, które Ja czynię i większe nad te czynić będzie, bo Ja odchodzę do Ojca Mego". Taki wierzący już nie myśli, że dla jego upokorzenia jest konieczne, aby pozostał bezowocny i bez błogosławieństwa. O nie, on widzi, że właśnie latorośle, które obciążone są większą ilością owoców, bardziej schylają się ku ziemi. Przez swoje pozostawanie w Jezusie, takie jakie istnieje między krzewem a latoroślą, jest świadomy, że wszelki owoc ma służyć ku chwale Winiarza, Ojca niebieskiego.

Musimy się tutaj nauczyć dwóch zadań. Najpierw: jeżeli pozostajemy w Jezusie, to powinniśmy pracować! Starajmy się przede wszystkim oddziaływać na tych, którzy nas otaczają w codziennym życiu. Obejmijmy z radosną pewnością nasze święte powołanie, aby już teraz być odzwierciedleniem miłości Jezusowej wobec naszych bliźnich. Nasze codzienne życie musi mieć ten cel, aby było świadectwem o Jezusie Chrystusie wobec innych ludzi. Latorośl winną poznajemy po jej podobieństwie do krzewu winnego; i my musimy tak żyć, aby coś ze świętości i cichości Jezusa przeświecało z nas; On musi być wykształtowany w nas. Jak w Jego życiu, tak i w naszym muszą uczynki poprzedzać słowa i gotować im drogę do serc. Kościół i świat potrzebują mężczyzn i kobiet napełnionych Duchem Świętym i miłością, którzyby będąc żywymi świadkami łaski i mocy Jezusa mogli o Nim świadczyć, i o Jego mocy w sercach tych, którzy Weń uwierzą! Jeżeli pragniemy tego, aby Jezus został uwielbiony w duszach tych, których przyszedł szukać, to z pewnością oddamy Mu się w służbę dla spełnienia określonych zadań. On ma pracę dla nas w naszym otoczeniu domowym, pracę wśród chorych, ubogich i zgubionych. On ma pracę na najróżniejszych ścieżkach, które Duch Święty otwiera dającym się Mu prowadzić. Może ma dla nas pracę tam, gdzie dla innych byłyby drzwi zamknięte. Pozostawając w Jezusie, pracujmy i to nie tak, jak ci którzy zawodowo tylko mają swój dział w pracy duchowej. Pracujmy jako tacy, którzy stają się podobni do Niego, gdyż mieszkają w Nim, albowiem praca, polegająca na zdobywaniu dusz dla Ojca jest początkiem radości i wspaniałości nieba, już tu na ziemi.

Drugim zadaniem jest: jeżeli pracujemy, to powinniśmy pozostać w Jezusie! Jednym z błogosławieństw pracy prowadzonej we właściwym duchu jest to, że nasze połączenie z ukochanym Panem zostaje pogłębione. Poznasz w niej swą słabość i dlatego tym mocniej będziesz spolegał na Jego sile. Będziesz pobudzony do modlitwy, a kiedy będziesz się modlił za innych, zapominając przy tym o sobie, zakorzeni się jeszcze głębiej w Jezusie nieświadomie twa dusza. Prawdziwa wartość życia latorośli polega na jej całkowitej zawisłości od krzewu. Wartość ta objawi się wówczas, gdy staniesz się zawisłym wyłącznie od Jezusa.

Pracując pozostań w Jezusie! Występują bowiem tutaj pokuszenia i niebezpieczeństwa. Praca dla Jezusa odciągała niektórych od Jezusa, a nawet zastępowała im społeczność z Nim! Praca ma niekiedy pozór pobożności, jest bez siły. Dlatego pozostań w Jezusie przy twej pracy: działalność Jezusa w tobie niech będzie tą utajoną sprężyną wszystkich twych poczynań. Doda ci ona pokory a równocześnie odwagi. Duch Święty Jezusa, który jest zarówno duchem serdecznego zlitowania, jak i duchem Bożej mocy, niech mieszka w tobie.

Pozostawaj w Jezusie i oddaj Mu ochotnie każde twe uzdolnienie i uczyń to bez zastrzeżeń, aby On mógł uświęcić je do Swej służby. Jeżeli Jezus ma rzeczywiście w nas pracować, to potrzeba do tego codziennie odnawianego uzgodnienia naszej woli z Jego świętą wolą. Ale rozumiemy już, że właśnie na tym polega pozostawanie w Nim, właśnie w tym widzimy nasz najwyższy przywilej i nasze najwyższe szczęście. Być latoroślą, przynoszącą wiele owocu - to niech będzie naszą jedyną radością.

 

21. MIESZKAJ W JEZUSIE a twe modlitwy będą wysłuchane

  "Jeśli we Mnie mieszkać będziecie i Słowa Moje w was mieszkać będą, cokolwiek chcielibyście proście a stanie się wam". Jan 15.7

Modlitwa jest zarówno sposobem i drogą połączenia się z Jezusem, jak i owocem tego połączenia. Ma ona największe znaczenie. Wszystkie objawy wiary, wszystkie błagalne prośby, wszelkie usilne pragnienie zupełnego oddania, wszelkie wyznanie naszych grzechów i braków, wszelka działalność duszy, która polega na wyrzeczeniu się samego siebie a uchwyceniu się Jezusa - wszystko to znajduje swój wyraz w modlitwie. Przy każdym rozmyślaniu o pozostawaniu w Jezusie, w którym nauka Pisma zostanie nam oświetlona z nowego punktu widzenia, pierwszym pragnieniem wierzącego jest, aby natychmiast spojrzeć na Pana, wylać swe serce przed sercem Ojcowskim i wyprosić sobie od Niego zupełne zrozumienie i możność przyjęcia do serca tego, cośmy poznali w Piśmie. A ten, który się nie zadowoli samą nadzieją, ale znajdzie sobie czas na modlitwę i cierpliwie czekając otrzyma i uchwyci to co mu zostało ukazane, ten z pewnością wzmocni się w Chrystusie. Jakkolwiek słabe będzie to początkowe usiłowanie duszy, to jednak jej modlitwa zostanie wysłuchana i pozna, że modlitwa jest tym najważniejszym sposobem umożliwiającym dojście do zupełnego połączenia się z Jezusem.

Ale jest to nie tylko sposób, jest to także owoc pozostawania w Jezusie, o którym Pan wspomina w Swym podobieństwie o winnym krzewie. Wynika z niego, że Pan nie uważa modlitwy za jakiś środek, jak my prawie wszyscy sądzimy - przez który możemy otrzymać błogosławieństwo, ale raczej za główną drogę, przez którą my, jako współpracownicy Boży możemy sprowadzić na świat błogosławieństwo i moc dzieła odkupienia Chrystusowego. Pan pokazuje nam jako cel uwielbienie Ojca przez rozszerzanie Jego Królestwa; dlatego, też uczynił nas latoroślami, i zapewnia nas, że o ile pozostaniemy w Nim staniemy się podobni do Izraela, "który sobie mężnie poczynał z Bogiem i z ludźmi i przemógł!" (1 Mojż.32,28). Nasza modlitwa ma się stać "uprzejmą modlitwą sprawiedliwego", która "wiele może", podobnie jak kiedyś modlitwa Eliasza. Taka modlitwa będzie owocem pozostawania w Jezusie a równocześnie środkiem do przyniesienia większej ilości owoców.

Chrześcijanin, który nie mieszka całkowicie w Jezusie, widzi tyle trudności związanych z modlitwą, że modli się mało, albo wcale, pozbawiając się tej siły i pociechy, którą by mógł w niej znaleźć. Pod pozorem pokory może zadać sobie pytanie, czy taki niegodny grzesznik jak on, mógłby się spodziewać wysłuchania przez Świętego Boga? Myśli on o Bożym Majestacie, o Jego doskonałej mądrości i miłości, i nie może zrozumieć, że jego modlitwa mogłaby wywołać jakiś skutek! Modli się, ale raczej dlatego, że gdyby zupełnie się nie modlił, nie byłby spokojny, ale nie wie jakiego wyzwolenia od wszystkich tych pytań i wątpliwości doznaje dusza, która z zaufaniem rzeczywiście pozostaje w Jezusie. Dusza taka widzi i dożywa tego coraz jaśniej, że prawdziwe duchowe połączenie z Jezusem doprowadza do tego, że bywamy przyjęci przez Pana Jezusa a nasze modlitwy wysłuchiwane. Obcowanie z Synem Bożym, jest żywe; jesteśmy istotnie jedno z Nim i nasza modlitwa podnosi się ku niebu, podobnie jak Jego modlitwa podnosi się ku niebu, podobnie jak Jego możemy prosić czegobyśmykolwiek chcieli, a będzie nam dane.

Moglibyśmy przytoczyć różne względy, dla których tak jest. Najpierw, jeżeli pozostajemy w Jezusie a Jego słowa a nas, uczymy się modlić zgodnie z w o l ą B o ż ą. Przez pozostanie w Jezusie zostaje nasza wola przytłumiona, a nasze myśli i życzenia zostają podporządkowane myślom Jezusa. Stajemy się coraz więcej jedno z Jezusem, wszystko nasze chcenie i działanie zostaje uzgodnione z Nim i podporządkowane Mu. Następuje częste i głębokie badanie głębi serca, czy oddanie nasze było rzeczywiście całkowite, oraz gorliwa prośba do Ducha wszystko przenikającego, aby nic w nas nie pozostało, co by nie było oddane. Wszystko zostaje podporządkowane panowaniu Jezusa, aby mógł wywierać swój uświęcający wpływ także na nasze codzienne życzenia i plany. Jego Święty Duch tchnie przez naszą istotę i bez naszej wiedzy zaczynają nasze życzenia być uzgadniane z wolą Bożą i zostają spełnione. Pozostawanie w Jezusie odnawia i uświęca wolę: prosimy wówczas, i czego chcemy to jest nam dane.

W ścisłej łączności z tym jest myśl, że pozostawanie w Jezusie uczy wierzącego aby w swej modlitwie szukał tylko uwielbienia Boga! Jeżeli Jezus przyrzeka wysłuchać modlitwę ( Jan 14,13), to jest w tym też ta myśl, żeby "Ojciec był uwielbiony w Synu". W Jego modlitwie przyczynnej na ziemi (Jan 17.) było to Jego główne pragnienie, Jego szczególna prośba. Jeżeli wierzący pozostaje w Jezusie, to Om mu podsuwa to życzenie a myśli: "tylko dla uwielbienia Bożego, stanie się coraz więcej główną nutą życia skrytego w Chrystusie. Najpierw dusza zostaje doprowadzona do milczenia i obawy wyrażenia jakiegoś życzenia, gdyż mogłoby to nie być na chwałę Bożą. Ale kiedy już zostanie uznane pierwszeństwo myśli uwielbienia Pana i wszystko jej podporządkowane, to Pan rozszerza serce wierzącego i otwiera mu całe obszary tego, co musi służyć chwale Bożej. Przez pozostawanie w Jezusie uczy się dusza nie tylko życzyć sobie chwały Bożej, ale także odróżniać duchowo, co temu sprzyja.

Następnie widzimy: przez pozostawanie w Jezusie możemy powoływać się na Jego Imię. Prosić w czyimś imieniu znaczy, że ktoś inny dał mi pełnomocnictwo, że mnie wysłał z prośbą i że żąda, aby moja prośba była uważana za Jego prośbę. Są wierzący, którzy przy każdej modlitwie powołują się na Imię Jezusa i Jego zasługi i chcieliby sobie wmówić tę wiarę, że będą wysłuchani, a jednocześnie odczuwają boleśnie, że mało wierzą w moc Jego Imienia. Nie żyją całkowicie w Imieniu Jezusa i tylko modląc się pragnęliby skorzystać z tego Imienia, ale tak być nie może. Jeżeli Imię Jezusa może być niejako do mojej dyspozycji tak, że będę go mógł używać do wszystkiego, czego potrzebuję, to może się to stać tylko wtedy, gdy postawię się i ja Jemu zupełnie do dyspozycji, tak że mnie może używać kiedy chce. Pozostawanie w Jezusie daje nam prawo i moc posługiwać się tym Imieniem z zaufaniem. Ojciec niczego nie odmawia Synowi. Pozostawając w Jezusie, przychodzę do Ojca, jako jedno z Synem, Jego sprawiedliwość jest we mnie, Jego Duch jest we mnie: Ojciec widzi Syna we mnie i spełnia moją prośbę. To nie dzieje się - jak to niektórzy myślą - przez zastępstwo, tak że Ojciec patrzy na nas, jakobyśmy byli w Jezusie choć w Nim nie jesteśmy. Nie, Ojciec pragnie nas widzieć żyjących w Nim; a wtedy nasza modlitwa będzie rzeczywiście posiadała moc i osiągnie swój cel. Pozostawanie w Jezusie nie tylko odnawia wolę, żebyśmy dobrze się modlili, ale zapewnia nam zupełną moc Jego zasługi.

Dalej, pozostawanie w Jezusie wzbudza w nas wiarę, która jedynie znajduje wysłuchanie. "Niech ci się stanie według wiary twojej". To jest prawo Królestwa Bożego. "Wierzcie, że otrzymacie, a weźmiecie". Ta wiara opiera się o słowa Boże i jest czymś niezmiernie wyższym od tego logicznego rozumowania: "Bóg przyrzekł, dlatego otrzymałem". Nie, wiara czynna duchowo zależna jest od słów, które w nas są żywą siłą, a więc tym samym od całego stanu naszego wewnętrznego życia. Bez modlitwy i postu (Mar. 9.29), bez pokory i duchowego zmysłu nie może powstać żywa wiara. Ale jeżeli ktoś pozostaje w Jezusie i świadomości jedności z Panem wzrasta w nim i widzi, że tylko Jezus może jego samego i jego prośbę uczynić Bogu przyjemną, wtedy odważa się oczekiwać odpowiedzi na swą modlitwę, ponieważ czuje się jedno z Nim. Przez wiarę uczy się najpierw pozostawać w Jezusie: owocem tej wiary jest ufność we wszystko, co Bóg przyrzekł mu uczynić. Uczy się teraz w głębokim, cichym i ufnym pokoju przedstawiać swą prośbę Bogu, gdyż ma obietnicę: "Czegobyściekolwiek chcieli, proście a stanie się wam".

Pozostawanie w Jezusie utrzymuje nas tam, gdzie wysłuchanie może być darowane. Niektórzy chrześcijanie modlą się szczerze o błogosławieństwo, ale kiedy przychodzi Bóg a chce im błogosławić to ich nie może znaleźć. Nigdy nie myśleli o tym, że błogosławieństwo musi być nie tylko wyproszone, ale także oczekiwane i przyjmowane również w modlitwie. W Jezusie otrzymujemy odpowiedź na nasze prośby. Poza Nim mogłoby wysłuchanie być niebezpieczne dla nas, moglibyśmy je obrócić na nasze rozkosze (Jak. 4,3). Niektóre z kosztownych błogosławieństw wysłuchanej modlitwy tak co do duchowych darów, jak i co do siły do pracy, mogą nam być tylko w tej formie udzielone, że głębiej pojmiemy i doświadczymy, kim jest dla nas Jezus przez łaskę Pana Boga. Obfitość jest w Nim! Pozostawanie w Nim jest warunkiem mocy modlitwy, ponieważ wysłuchanie leży w Jezusie i tylko w Nim do nas przychodzi!

Pozostań w Jezusie wierząca duszo, tu jest szkoła modlitwy, potężnej, skutecznej i wysłuchiwanej modlitwy. Pozostań w Nim, a poznasz, co dla wielu jest zagadką: że tajemnica modlitwy wiary leży w życiu wierzącego, w życiu, które pozostaje tylko w Jezusie.

 

22. MIESZKAJ W JEZUSIE i Jego miłości

  "Jako Mię umiłował Ojciec, tak i Ja umiłowałem was; trwajcie w miłości Mojej". Jan 15,9 

Drogi Zbawicielu, oświeć nasze oczy, abyśmy naprawdę mogli poznać wspaniałość Twego cudownego słowa. Otwórz naszemu zrozumieniu ukryte komory Twej miłości, aby nasze dusze mogły wejść i znaleźć w nich wieczne mieszkanie! Jak zresztą moglibyśmy rozumieć coś z tej miłości, która przewyższa wszelką możność poznania.

Zanim Zbawca zaprosi nas do pozostania w tej miłości, mówi nam najpierw, jak wielka jest ta miłość. To nadaje taką wagę Jego zaproszeniu, że nie przyjęcie go jest wręcz niemożliwe. Mówi Pan tak: "Jako Mię umiłował Ojciec, tak i Ja umiłowałem was".

"Jako Mię umiłował Ojciec!" Jakże możemy sobie wyobrazić tę miłość? Panie, Ty nam ją pokaż! Bóg jest miłością: i to nie jest jedna z Jego cech, ale jest to właściwość Jego istoty. Ponieważ jest miłością, dlatego jest Ojcem i ma Syna. Miłość musi mieć przedmiot, któremu mogłaby się poświęcić, w którym mogłaby mieszkać, w którym mogłaby się stać jedno. Miłość Ojca do Syna wyraża się w tych gorących słowach: "Ten jest on Syn Mój miły, w którym Mi się upodobało" (Mat. 3,17). Boża miłość podobna jest do jasno płonącego ognia i przy całej swej nieskończonej obfitości i temperaturze posiada przede wszystkim jeden przedmiot swej radości, a tym jest jednorodzony Syn. Uprzytomnijmy sobie wszystkie cechy charakteru Bożego - Jego nieskończoność, Jego doskonałość, Jego wielkość, Jego majestat, Jego wszechmoc - oglądajmy je jako promienie Jego wspaniałej miłości, mimo to jeszcze nie będziemy mogli wyobrazić sobie Jego miłości. Jest to miłość, przewyższająca wszelki rozum. A jednak ta miłość Boga do Syna, ma służyć - miła duszo - jako zwierciadło, w którym masz oglądać wielkość miłości Jezusa do ciebie. Jako jeden z Jego wykupionych jesteś Jego rozkoszą i Jego miłość ku tobie jest tą miłością, która jest mocniejsza niż śmierć i której nawet rzeki zatopić nie są w stanie. Jego serce idzie za tobą i szuka cię i twej miłości. Gdyby było potrzeba, to umarłby jeszcze raz za ciebie, aby cię zbawić. Tak jak Ojciec umiłował Syna tak ciebie kocha Jezus. Jego życie jest powiązane z twoim; jesteś dla Niego droższy, niż byś to mógł zrozumieć. "Jako Mię umiłował Ojciec Mój, tak Ja umiłowałem was". O, co za miłość!

Jest to wieczna miłość. Przed założeniem świata - tak uczy nas Pismo Święte - było myślą Bożą, aby Chrystus był głową Swego kościoła, aby miał ciało, w którym by się objawiła Jego chwała. Od wieczności nas umiłował i tęsknił za tymi, których Mu dał Ojciec, a kiedy potem przyszedł i powiedział Swym uczniom, że ich kocha, to nie była to ziemska, czasowa, ale wieczna miłość. Z tą samą wieczną miłością spogląda Jego oko na każdego, który pragnie w Nim pozostać. W każdym tchnieniu tej miłości jest ta sama moc wieczności. "Miłością wieczną umiłowałem cię".

Jest to miłość doskonała. Daje nam wszystko, nic dla siebie nie zatrzymując. "Ojciec miłuje Syna i wszystko dał do Jego rąk". Tak też miłuje Jezus Swoich: wszystko co ma, do nich należy. On dał ci Swój tron i Swą koronę; nie uważał Swej krwi i Swego życia za zbyt drogie, ale uczynił Się sam dla ciebie ofiarą. Jego sprawiedliwość, Jego duch, Jego wspaniałość, nawet Jego tron, wszystko jest twoje. Ta miłość nie zatrzymuje nic dla siebie, ale czyni cię w sposób dla ludzkiego rozumu niepojęty jedno z Sobą. O, cudowna miłość! On miłuje nas tak, jak Jego Ojciec umiłował, i On ofiaruje nas miłość Swoją, jako trwałe miejsce naszego pobytu.

Jest to niezmiernie delikatna miłość. Jeżeli myślimy o miłości Ojca i Syna, to widzimy, że Syn tej miłości ze wszech miar godny. Ale jeśli oglądamy miłość Jezusa do nas, to nasze oko nie może zobaczyć w nas nic więcej, jak nasz grzech i niegodność. Wtedy powstaje w nas pytanie, czy miłość panująca w sercu Ojcowskim może być w swej doskonałości porównywana z miłością, która skierowana jest do grzeszników? Ale chwała Bogu, wiemy że tak jest. Istota miłości pozostaje zawsze jednakowa, choć jej przedmiot może być różny. Jezus nie zna innego prawa miłości, niż to na podstawie którego Ojciec Go umiłował. Nasza nędza służy tylko do tego, aby wyraźniej uwydatnić piękno tej miłości. Z najczulszym zmiłowaniem skłania się do naszej słabości, z niepojętą cierpliwością znosi naszą ociężałość i z pobłażliwością pełną miłości traktuje nasze obawy i nasze głupstwa. W miłości Jezusa do nas widzimy miłość Ojca do Syna, ale pomnożone przez dobrotliwość i nieopisaną obfitość z którą zaspakaja wszystkie nasze potrzeby.

Jest to niezmienna miłość. "Umiłowawszy Swoje, którzy byli na świecie, aż do końca umiłował je" (Jan 13,1). "Góry przeminą i pagórki upadną, ale Moja łaska nie odstąpi od ciebie". Obietnica, od której miłość zaczyna swe dzieło w duszy jest: "Nie opuszczę ciebie, aż wykonam wszystko, com ci powiedział". A jak nasza nędza tę miłość najpierw do nas skłoniła, tak nasz grzech jest przyczyną jej zasmucenia, ale też i przyczyną dla której idzie ona usilnie i wytrwale za nami. Dlaczego Nie znamy żadnego innego powodu, jak ten: "Jako Mię umiłował Ojciec, tak i ja umiłowałem was".

Czyż ta miłość nie rodzi w nas pragnienia, aby się całkowicie oddać Jezusowi i aby w Nim pozostać". O, patrz i oglądaj tę Postać, tę wieczną wspaniałość, tę niebieską piękność, tę cichą uprzejmość ukrzyżowanej miłości, która wyciąga swe ręce przebite i woła: "Czy nie chcesz pozostać we Mnie? Czy nie chcesz przyjść i zamieszkać we Mnie?" Ona ci wskazuje na źródło miłości, skąd przyszła, aby cię szukać: wskazuje na Krzyż i na wszystko co wycierpiała, aby ci wykazać swą prawdziwość i zdobyć cię dla niej. Ona przypomina ci wszystko, co przyobiecała uczynić, jeżeli, się tylko bez zastrzeżeń jej wydasz. I z Bożą mocą, a równocześnie niewymowną delikatnością mówi: "Duszo, jako Mię umiłował Ojciec, tak i Ja umiłowałem was". Zaprawdę na taką prośbę usilną może być tylko jedna odpowiedź: "Panie Jezu, o to jestem! Odtąd twoja miłość będzie ojczyzną mojej duszy, w Twej miłości jedynie pragnę pozostać".

Ale miłość wzbudza w nas nie tylko pragnienie, aby w niej pozostać, ale określa także i potrzebą miarę tego oddania. Ta miłość daje wszystko, ale także wymaga wszystkiego; a to z tego powodu, aby nas zupełnie sobą wypełnić. Tak się ma sprawa z miłością Ojca do Syna, i tak samo z miłością Jezusa do nas. A jeżeli w tej miłości pragniemy pozostać, to nasze oddanie się Jemu nie może wykazywać mniejszej miary jak Jego oddania się nam. O, gdybyśmy mogli zrozumieć, jaka nieskończona obfitość bogactwa leży w tej miłości do nas, miłości która nas zaprasza i już w tym życiu stokrotnie wynagradza wszystko to co dla niej opuścimy. Albo żebyśmy mogli zrozumieć, że to jest, miłość, której wysokość, głębokość, długość i szerokość przewyższa wszelkie poznanie! Wówczas by poznikały wszelkie myśli o jakichś ofiarach naszych, ograniczeniach a nasze dusze wypełnione byłyby zdumieniem, że taka wielka miłość nas ogarnia. Napełniłoby to nas niewymownym szczęściem, że możemy do tej miłości przyjść i w niej pozostać.

Gdyby kiedyś w nas powstała wątpliwość, czy to jest możliwe, aby pozostać w tej miłości, to popatrz, że właśnie ta miłość daje ci jedyny środek do ręki, dzięki któremu możesz w niej pozostać. Jest to wiara w miłość. Jeżeli ta miłość jest Bożą miłością i tak żarliwa, to mogę jej zaufać, że mnie zachowa i utrzyma. Wtedy nie może być moja niegodność i słabość przeszkodą dla niej. Jeżeli ta miłość jest Bożą, a więc wszechmogąca, to mam wszelkie podstawy do wiary, że jest ona mocniejsza od mej słabości i że mnie swym wszechmocnym ramieniem przyciśnie do swej piersi i nie dopuści do tego, żebym się od niej oderwał. Ja widzę, że Pan Bóg traktuje mnie, jako istotę rozumną, która jest wyposażona tą cudowną siłą chcenia i decydowania się na coś ale dlatego właśnie nie może mi tej błogości narzucać, abym ją przyjął dobrowolnie do serca. W swej wielkiej uprzejmości chce uważać wiarę, jako dowód mej zgody, tę wiarę, w której najgłębsza grzeszność rzuca siłę w ramiona miłości, aby być wybawioną, a największa słabość, aby być zachowaną i wzmocnioną.

 

23. MIESZKAJ W JEZUSIE tak jak Jezus mieszka w Ojcu

"Jako Mnię umiłował Ojciec, tak i Ja umiłowałem was; trwajcież w miłości mojej (...) jako i Ja trwam w miłości Jego". Jan.15,9.10

Jezus uczył swych uczniów, że przebywanie (mieszkanie) w Nim , jest pozostawaniem w Jego miłości. Z pewnością mieliby oni wiele pytań i wątpliwości co do tego, co to jest pozostawanie w Nim i w Jego miłości. Na wszystkie te pytania i wątpliwości odpowiada Pan Jezus wskazując im Swoje życie, jako wyjaśnienie tego rozkazania. Mieli patrzyć na Niego i Jego pozostawanie w miłości Ojca oraz brać je za wzór i drogowskaz swego własnego pozostawania w Jego miłości. W świetle Jego połączenia z Ojcem stanie się dla nich zrozumiałe i ich połączenie z Nim.

Myśl ta jest głęboka, że z trudnością ją rozumiemy, a jednak jest ona wyrażona tak wyraźnie, że nie możemy jej pominąć. Czyż nie czytamy u Jana (6,57): "Jako Mię posłał żyjący Ojciec i Ja żyję przez Ojca; tak kto Mnie pożywa i on żyć będzie przez Mnie". A Pan Jezus modlił się wyraźnie (Jan 17,22): "...aby byli jedno, tak jako My jedno jesteśmy". Nie możemy inaczej i musimy cudowną jedność Jezusa z Ojcem i Jego życie w Nim, uznać za jedyną miarę, według której mają się kierować nasze myśli i oczekiwania co do naszego życia i pozostawania w Jezusie.

Pomyśl najpierw o początku życia Jezusa w Ojcu. Byli jedno - w życiu i miłości. Tu tkwi początkowy sens pozostawania Jezusa w Ojcu. Choć wędrował po ziemi, ale mimo to czuł się jedno z Ojcem: życie Ojca było w Nim, a Jego miłość spoczywała na Nim. Bez tej świadomości byłoby niemożliwe, aby mógł pozostawać w Ojcu i Jego miłości. I ty możesz tylko w ten sposób pozostać w Jezusie i w Jego miłości. Musisz wiedzieć, że jesteś jedno z Nim. Przez swe narodzenie Jezus stał się człowiekiem. Wziął twoją naturę na Siebie, aby móc być jedno z tobą. Przez swe narodzenie staniesz się jedno z Nim i masz dział w Jego boskiej naturze. Ta więź, która cię z Nim łączy, jest tak samo mocna, ścisła jak ta, która Go łączy z Ojcem - więź boskiego życia. Masz tak samo wielkie i pełne prawo do Niego, jak On do Ojca; twe połączenie z Nim tak samo bliskie jak Jego.

Ale to nie jest tylko połączenie życia, ale i nieskończonej miłości. W życiu uniżenia na ziemi zakosztował Jezus błogości i mocy, płynącej ze świadomości, że jest przedmiotem nieskończonej miłości, w której dzień po dniu żył i spoczywał; na Swym własnym przykładzie chce pokazać ci, że w tym właśnie leży tajemnica pokoju i radości. Jesteś jedno z Nim; oddaj Mu się nie tylko, abyś był przez Niego kochanym. Niech twe oczy i twe serce otworzą się dla tej miłości, która ciebie ze wszystkich stron opromienia i otacza. Pozostań w miłości.

Popatrz także na sposób, w jaki Jezus pozostawał w Ojcu, gdyż to jest dla ciebie drogowskazem do życia w poddaniu i zawisłości, a jednak mimo to w najwyższej błogości. Zbawca mówi: "Nie może Syn sam od Siebie nic czynić, albowiem cokolwiek On czyni, to także i Syn czyni"(Jan 5,19 i dodaje: "Boć Ojciec miłuje Syna i ukazuje Mu wszystko, co Sam czyni. Przy naszej pysznej i samolubnej naturze o poddaniu i zawisłości zawsze połączona jest z poniżeniem i służeniem, ale w życiu miłości, które Syn Boży prowadził i do którego nas zaprasza w tym leży tajemnica błogości. Syn nie obawia się, że coś utraci, gdy wszystko Ojcu oddaje, bo wie że go Ojciec miłuje. On wie, że jak z Jego strony jest całkowita zawisłość, tak ze strony Ojca następuje udzielenie wszystkiego, co posiada. Dlatego po słowie: "Nie może Syn sam od Siebie nic uczynić" zaraz następuje to drugie: "Cokolwiek czyni Ojciec, to także i Syn czyni".

Wierzący, który patrzy na życie Jezusa, jako na wzór i obietnicę tego, czym może być jego życie, uczy się rozumieć, że prawo: "Beze mnie nic uczynić nie możecie" jest tylko poprzednikiem tego drugiego słowa: "Wszystko mogę w Chrystusie, który mię posila". Wierzący uczy się chlubić ze swej słabości, cieszyć się dla Jezusa z wyrzeczeń i braków, bo "gdym jest słaby, tedym jest mocny". Podnosi się nad ten zwykły ton narzekania chrześcijan na ich słabość, w której chętnie pozostawają, ponieważ nauczył się od Chrystusa, że w życiu Bożej miłości jest najpewniejsza droga do wszystkiego, czego sobie życzymy i czego pragniemy, w opróżnieniu nas samych i poświęceniu naszej własnej woli. Tak jak Jezus żył przez i w Bogu, tak wierzący żyje przez Jezusa i w Jezusie.

Przedstaw sobie wspaniałość życia Jezusa w miłości Ojca. Ponieważ poddał się zupełnie woli Ojca i Jego uwielbieniu, dlatego też Ojciec ukoronował Go chwałą i czcią. On Go uznał za Swego jedynego zastępcę, On Go dopuścił do działu w Swej mocy i władzy; On Go wywyższył, tak że dzielił z Nim Swój tron. Tenże dział przypadnie temu, który, zostanie w miłości Jezusa. Jeżeli nas znajdzie gotowymi do powierzenia Mu wszystkich naszych spraw, jeżeli w tym akcie zaufania wyrzeczemy się naszej woli i naszej chwały, jeżeli naszą chlubą jest pozostawanie w zupełnej zawisłości od Niego we wszystkich sprawach naszego Życia, jeżeli nie pragniemy żyć poza Nim - to On udzieli nam tego, co Ojciec Jemu udzielił. On udzieli nam Swej chwały i Swej mocy; On pozwoli nam wglądać w Jego tajne rady i pozwoli naszym modlitwom przyczynnym wywierać wpływ na Jego rządy w świecie i kościele. Jego Duch nie zna innego mieszkania nad serca otwarte dla Niego i On też nie szuka innych narzędzi dla Swej pracy. O, jakie błogie życie otwiera się dla duszy, która pozostaje w Jego miłości, tak jak On pozostawał w miłości Ojca.

Dziecię Boże, pozostań w miłości Jezusa! Obejrzyj i przemyśl Jego stosunek do Ojca i przyjmij go jako zachętę i zapewnienie ci możliwości twojego zamieszkania w Jezusie. Twe życie w Nim może być tak samo błogie, mocne i wspaniałe, jak Jego życie w Ojcu. O, przyjmij wiarą pod kierownictwem Ducha Świętego tę prawdę i niech ustąpi z twego serca wszelki cień obawy, że pozostawanie w Jezusie mogłoby być ciężarem lub wielkim trudem. Niech stanie ci się w tym świetle błogim pokojem i obfitym źródłem radości i siły. Pozostać w Jego miłości, w Jego uwalniającej, zachowującej, i zaspokajającej, wszystkie pragnienia miłości - (zaprawdę wielkość tego naszego powołania wykazuje, że nie jest to sprawa, której moglibyśmy sami dokonać) - to wynik życia i pozostawania w miłości "z góry". Do nas jedynie należy to: musimy znaleźć czas, aby głęboko w swym sercu wyryć ten Boży obraz życia miłości, które widzimy w Jezusie Nasza dusza musi uciszyć się przed Bogiem, i wpatrzyć w życie Jezusa w Ojcu, aż ją oświeci światło z nieba i usłyszy głos umiłowanego, który nam cicho mówi do ucha tę naukę, której udzielił Swoim uczniom: "Dziecko, Ja ciebie miłuję tak, jak Mnie Ojciec umiłował. Trwaj w miłości Mojej tak, jak Ja trwam w miłości Ojca. Twoje życie we Mnie ma już tu na ziemi być doskonałym odzwierciedleniem Mojego życia w Ojcu".

Jeżeliby jednak miała powstać wątpliwość, czy to jednak nie jest za wysokie powołanie dla nas, czy to tak jest naprawdę, to pamiętajmy o tym, że wielkość przywileju jest usprawiedliwiona wielkością celu zamierzonego przez Pana Boga. Jezus był doskonałej jedności z Ojcem, bez udzielenia Synowi przez Ojca całej pełni. On mógł Nim być ponieważ Go Ojciec miłował, a On pozostał w miłości Ojca. Wierzący mają być objawieniem Jezusa na ziemi. Nie mogą nim być bez całkowitego połączenia się z Nim; świat ma poznać, że Jezus ich miłuje, i że On ich posłał. Ale mogą być objawieniem, ponieważ Jezus miłuje ich miłością nieskończoną, która daje wszystko, co ma, jeżeli tylko zostają w Jego miłości.

Panie, pokaż nam Twą miłość; daj nam zrozumieć ze wszystkimi świętymi tę miłość, która przewyższa wszelki rozum. Panie, ukaż nam Twoje życie, abyśmy zrozumieli co to znaczy pozostawać w Twej miłości. To widzenie zdobędzie nasze serca tak, że nie będziemy pragnęli jakiegoś innego życia jak życia i pozostawania w Twej miłości.

 

24. MIESZKAJ W JEZUSIE w posłuszeństwie Jego przykazań

"Jeżeli przykazania Moje zachowacie, trwać będziecie w miłości Mojej, jakom i Ja zachował przykazania Ojca Mego i trwam w miłości Jego". Jan 15,10

Jak wyraźnie zostaje nam tu przekazane znaczenie dobrych uczynków w życiu wierzącego. Jezus, jako umiłowany Syn, trwał w miłości Ojca, a to w ten sposób, że zachował Jego przykazania. Podobnie jest z wierzącym: bez uczynków przychodzi do Jezusa, przyjmuje Go i pozostaje w Nim, zachowuje Jego przykazania i w ten sposób trwa w miłości. Jeżeli grzesznik chce uczynić się przyjemnym Bogu przez uczynki, zanim przyjmie Jezusa, to rozbrzmiewa głos Ewangelii: "Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił" - Efez. 2,9. Ale jeżeli już jesteśmy w Jezusie - to żeby słowo "nie z uczynków" nie zostało nadużyte przez ciało - odzywa się znów głos Ewangelii i woła "...jesteście stworzeni w Chrystusie Jezusie ku dobrym uczynkom" (Efez. 2,10). Dla grzesznika, będącego poza Jezusem, mogą być uczynki największą przeszkodą, ponieważ go wstrzymują od połączenia się ze Zbawicielem. Natomiast wierzącemu służą one do pokrzepienia i są błogosławieństwem, gdyż przez nie według Apostoła Jakuba (2,22), wiara staje się doskonała, połączenie z Jezusem staje się umocnione, a dusza utwierdzona i wkorzeniona w Jego miłości. "Jeżeli przykazania Moje zachowacie, trwać będziecie w miłości Mojej".

Nie jest trudną rzeczą zrozumieć związek zachodzący między zachowaniem przykazań a pozostawaniem w miłości Jezusa. Nasze połączenie z Jezusem nie jest sprawą rozumową albo uczuciową, ale jest połączeniem serca i życia. Święte życie Jezusowe, Jego uczucia i skłonności zostają nam wszczepione. Powołaniem wierzących jest tak myśleć, czuć i chcieć, jak Jezus myślał, czuł i chciał. Wierzący nie pragnie mieć współudziału tylko w Jego łasce, ale raczej w Jego świętości, gdyż widzi, że świętość jest najpiękniejszą ozdobą łaski. Prowadzić życie w Jezusie jest dla niego równoznaczne z uwolnieniem się od swego starego życia. Wola Jezusa jest dla niego jedyną drogą uwolnienia się z niewoli swych własnych złych pragnień. Początkujący, słaby w wierze, widzi wielką różnicę między obietnicami, a przykazaniami Pisma Świętego. Obietnice uważa oczywiście za pokrzepienie i pokarm, ale przykazania za ciężar. Temu zaś, który pragnie mieszkać w miłości Jezusa, są Jego przykazania nie mniej kosztowne, jak obietnice. One są tak samo wyrazem Bożej miłości, jak obietnice; one są przewodnikiem do głębszego doznania życia z Boga i pomagają nam z mocą w drodze do coraz ściślejszego połączenia się z Panem. Tak, uzgodnienie naszej woli z Jego wolą jest najważniejszą podstawą naszej społeczności z Nim. Wola jest zarówno w Bożej osobie, jak i w ludzkiej, najważniejszą cechą. Wola Boża jest mocą, która rządzi tak widzialnym, jak i niewidzialnym światem. Jak moglibyśmy mieć społeczność z Nim, jeżeli Jego wola nie byłaby naszą radością? Tylko tak długo, jak długo wykupienie nie ma dla grzesznika takiego znaczenia, jak własne bezpieczeństwo, może mu być wykonywanie woli Bożej obojętne i może go napawać lękiem. Ale kiedy przez Pismo i przez Ducha Świętego objawione mu zostanie, w czym jest posłuszeństwo, że jest ona odnowieniem społeczności z Bogiem, to odczuje on, że nie ma nic naturalniejszego, piękniejszego, jak ten porządek Boży, wykonywanie przykazań Jezusa jest drogą do pozostania w miłości Jezusa. W głębi swej duszy zgadza się z tym, że Mistrz uzależnia udzielenie większej miary Ducha i objawienia Ojca i Syna w sercu wierzącego, od zachowywania przykazań (Jan 14,15; 16,23).

Daje nam wgląd głębszy w tę prawdę i czyni nam ją bliższą, stwierdzenie, że Jezus właśnie i tylko na tej drodze trwał w miłości Ojca. W życiu Jezusa na ziemi posłuszeństwo było najważniejszą sprawą. Okropna, groźna moc, która prowadzi człowieka do buntu przeciwko Bogu, przystąpiła do Niego, aby Go kusić. Panu Jezusowi jako człowiekowi nie były te pokusy rzeczą obojętną; aby im się przeciwstawić trzeba było postu i modlitwy. "On cierpiał, będąc kuszony" (dokładne tłumaczenie). Jezus to wyraził bardzo wyraźnie, że szukanie woli Ojca a nie własnej, wymagało stałego ofiarowywania samego siebie. On uczynił zachowanie przykazań Ojca swym celem życia i w ten sposób pozostał w Jego miłości. W ten sposób otwarł nam jedyną ścieżkę do błogości życia w niebiańskiej miłości już tu na ziemi; a jeżeli Jego Duch spływa z Niego, jako Winnego Krzewu do latorośli, to to zachowywanie przykazań jest jednym z najbardziej oczywistych i najwspanialszych objawów życia, które on zlewa.

Dziecię Boże, jeżeli pragniesz pozostać w Jezusie, to bądź skrupulatnym w zachowywaniu Jego przykazań! Niech zostaną napisane rylcem miłości na twym sercu. Nie zadowalaj się tym, abyś je tylko odczytał w Biblii, ale przez pilne badanie, rozmyślanie w modlitwie i szczere przyjęcie, przynieś je na mięsiste tablice twego serca. Nie zadowól się poznaniem kilku tylko przykazań, przede wszystkim takich, które znane są wśród chrześcijan, podczas gdy inne są zaniedbane i usunięte w cień. Z twoimi przywilejami nowotestamentowymi nie zechcesz stać daleko za świętymi starego zakonu, którzy w gorliwości mówili: "Wszystkie Twe rozkazy uważam za słuszne". Możesz być przekonany, że wiele z woli Ojca jeszcze nie rozumiesz. Uczyń modlitwę Apostoła Pawła w liście do Kolosan twoją modlitwą, tak dla ciebie jak innych: "abyście byli napełnieni znajomością woli Jego we wszelkiej mądrości i w wyrozumieniu duchowym" (Kol. 1,9) oraz modlitwę bojującego Epafrasa: "abyście stali się doskonałymi zupełnymi we wszelkiej woli Bożej". Zrozum, że do duchowego wzrostu jest przede wszystkim potrzebny głębszy wgląd w wolę Bożą w odniesieniu do nas. Nie myśl, że zupełne oddanie jest celem prawdziwie świętego życia; nie, ono jest tylko jego początkiem. Patrz, jak Paweł pouczywszy wierzących, aby złożyli siebie samych, jako żywe i święte i Bogu przyjemne ofiary na ołtarzu, zaraz dodaje w wierszu drugim (Rzym. 12,2), że prawdziwa ofiara polega na tym, aby wierzący przemienili się przez odnowienie swego umysłu, aby doświadczyli w ten sposób, która jest wola Boża dobra, przyjemna i doskonała. Wzrastające odnowienie przez Ducha Świętego, prowadzi do coraz większego podobieństwa z Chrystusem; wtedy rodzi się delikatna duchowa zdolność odróżniania (święty instynkt), przez którą dusza poznaje znaczenie i zastosowanie przykazań Pańskich w życiu codziennym w sposób, który przeciętnemu chrześcijaninowi pozostaje nieznany. Niech wola Boża obficie mieszka w tobie, ukryj ją w twym sercu, a zasmakujesz błogości człowieka, "którego rozkoszą jest zakon Pański i który mówi o nim we dnie i w nocy". Miłość przyswoi przykazania twemu najskrytszemu wnętrzu, jako niebiański pokarm; nie będą dla ciebie zakonem znajdującym się poza tobą i tobie przeciwnym, ale żywotną mocą, przekształcającą twą wolę ku całkowitemu podporządkowaniu się wszystkiemu czego twój Pan żąda.

Zachowuj przykazania we wszystkich okolicznościach życia. Ślubowałeś uroczyście - nie prawda? - że nie ścierpisz żadnego grzechu w sobie: "Przysiągłem i chcę tego dotrzymać, że będę zachowywał prawa Twej sprawiedliwości". Bojuj o to usilnie w modlitwie, abyś mógł zupełnie i całkowicie pozostać w woli Bożej. Proś gorliwie o to, aby każdy utajony grzech - wszystko, co nie stoi w zupełnej zgodzie z wolą Bożą - został ci wyjawiony. Chodź wiernie i ostrożnie według światła, które ci zostało darowane, podporządkowując się Panu we wszystkich sprawach, aby wypełnić wszystko, co On rozkaże. Izrael składał śluby (2 Mojż. 19,8; 24,7), ale niebawem je łamał. Nowe przymierze daje nam tę łaskę, aby składać i dotrzymywać je (Jer. 31). Strzeż się przed nieposłuszeństwem i w drobnostkach. Nieposłuszeństwo stępia sumienie, zaciemnia duszę i zabija naszą duchową siłę chcenia, dlatego trzymaj się przykazań Chrystusowych z bezwarunkowym posłuszeństwem. Bądź podobny do żołnierza, który podlega wyłącznie rozkazom dowódcy.

A gdyby ci kiedy na chwilę miały te przykazania wydawać się ciężkie, to przypomnij sobie od kogo pochodzą. One są przykazaniami Tego, który cię miłuje; są one czystą miłością, pochodzą z miłości i prowadzą do miłości. Każde nowe oddanie woli pod kierownictwo przykazań prowadzi do głębszego połączenia z wolą, duchem i miłością Zbawiciela. Otrzymasz podwójną nagrodę, pełniejsze zrozumienie tajemnicy Jego miłości i zupełniejsze podobieństwo z Jego świętym życiem. Nauczysz się uważać za swój kosztowny skarb te słowa Zbawiciela: "Jeśli przykazania Moje zachowacie, trwać będziecie w miłości Mojej, tak jakom i Ja zachował przykazania Ojca Mego i trwam w miłości Jego".

 

25. MIESZKAJ W JEZUSIE i w miłości do braci

"Toć jest przykazanie Moje, abyście się społecznie miłowali, jakom i Ja was umiłował". Jan 15,12

"Jako Mię umiłował Ojciec i Ja umiłowałem was; miłujcie się społecznie, jakom i Ja was umiłował". Bóg stał się człowiekiem; Boża miłość zamieszkała w ludzkim sercu i stała się miłością człowieka do człowieka. Miłość wypełniająca niebo i wieczność może codziennie być widziana w naszym doczesnym życiu.

"Toć jest przykazanie Moje, abyście się społecznie miłowali, jakom i Ja was umiłował". Pan Jezus mówił od czasu do czasu o przykazaniach, ale miłość, która jest wypełnieniem Zakonu, wszystkie je obejmuje i dlatego jest nazwana Jego przykazaniem, nowym przykazaniem. Miłość ma być właściwym dowodem prawdy nowego przymierza, i jest mocą nowego żywota, objawionego w Jezusie Chrystusie. Ona ma być przekonywującym i bezspornym znamieniem uczniów Jezusa: "Stądci poznają wszyscy, żeście uczniami Moimi, jeśli miłość mieć będziecie jedni przeciwko drugim" (Jan 13,35); "aby oni jedno byli, aby świat uwierzył" (Jan 17,21); "aby byli doskonałymi w jedno, a iżby świat poznał... żeś je umiłował, jakoś i Mnie umiłował" (Jan 17,23). Dla wierzącego, który szuka doskonałej społeczności z Jezusem, jest zachowanie tego przykazania dowodem, że w Nim pozostaje, a równocześnie drogą do pełniejszego i ściślejszego połączenia z Jezusem.

Spróbujmy zrozumieć lepiej powód tego. Wiemy, że Bóg jest miłością i że Jezus przyszedł, aby nam to objawić tak w Swej nauce, jak i w Swym życiu. Jego życie największego poniżenia i poświęcenia, było przede wszystkim ucieleśnieniem Bożej miłości, wyrażeniem w sposób najbardziej zrozumiały dla człowieka tego jak go Bóg miłuje. W Jego miłości do niegodnych i niewdzięcznych, w Jego uniżeniu jako sługi, gdy chodził między ludźmi, w poświęceniu Siebie samego, aż do śmierci, wyraził po prostu tę miłość, która mieszkała w sercu Ojca. Żył i umarł, aby objawić miłość Ojca.

Jezus miał za zadanie objawić miłość Ojca, a wierzący są powołani, aby objawić światu miłość Jezusa. Mają udowodnić światu, że Jezus ich miłuje i napełnia Swoją miłością, która nie jest z tego świata. Powinni żyjąc jak On żył, i miłując jak On miłował, być stale świadkami Jego miłości, która sama się ofiarowała aż na śmierć. Jego uczniowie mają tak żyć, żeby ludzie byli zmuszeni stwierdzić: "Patrzcie jak chrześcijanie miłują się między sobą". W swym codziennym życiu i w stosunkach wzajemnych są chrześcijanie dziwowiskiem Bożym dla aniołów i ludzi; w miłości między sobą, podobnej do miłości Jezusa, mają wykazać, że są dziećmi Bożymi. Przy całej różnicy charakterów i wyznań religijnych, języków i stanowisk w życiu, mają dać dowód, że miłość czyni ich członkami jednego ciała, i że ich uczy poświęcenia się dla innych i zapominania o sobie. Ich życie w miłości jest najlepszym świadectwem prawdy chrześcijaństwa i dowodem dla świata, że Bóg posłał Jezusa, aby wlał do ich serc tę miłość, którą ich Sam umiłował.

Ta wzajemna miłość uczniów jest w ścisłym stosunku z ich miłością do Boga i ich miłością do wszystkich ludzi. Ona jest widomym znakiem ich miłości do Boga niewidzialnego. Miłość do Niewidzialnego może zbyt łatwo - niestety - być zastępowana uczuciami i grą wyobraźni, ale w stosunkach z dziećmi Bożymi ma ta miłość znaleźć realny wyraz i objawić się w uczynkach. Tylko ta miłość może się ostać. Miłość do braci pochodzi z miłości do Boga, jest jej kwiatem i owocem. Z tego owocu powstaje nasienie miłości do wszystkich ludzi. Współżycie jest szkołą, w której wierzący są wychowywani do miłości wobec bliźnich, którzy jeszcze nie znają Chrystusa. Do tego należy miłość, nie tylko ta, która polega na wzajemnym zrozumieniu się, ale ta święta miłość, która - dla Imienia Jezus - obejmuje i tego najmniej godnego, umie mieć cierpliwość i do tego najbardziej odrażającego. Miłość wzajemna uczniów jest zawsze stawiana na pierwszym miejscu, jako ta która łączy miłość do Boga z miłością do wszystkich ludzi

W stosunku Jezusa do uczniów mamy wzór prawdziwej miłości braterskiej. Patrzmy więc na Niego, jak przebacza Swoim uczniom, znosi ich w cierpliwości, uczy siedemdziesiąt siedem razy w ciągu dnia przebaczać bratu; patrzmy na Jego niestrudzoną cierpliwość i nieskończoną pokorę, uprzejmość i uniżenie z jakim czyni się ich sługa i szuka ich korzyści, a potem wypełnijmy z radością Jego przykazanie: "abyście, jakom i Ja wam uczynił, i wy czynili" (Jan 13,15). Idąc za Jego przykładem, przestajemy żyć dla siebie, a żyjemy dla innych. Przykazanie uprzejmości (dobroci) opanowuje język, gdyż miłość ślubowała, że ani jedno słowo nieuprzejme nie przejdzie przez wargi. Miłość nie tylko nie mówi nic złego, ale także złego nie słucha, ani nie myśli; zależy jej bardziej na dobrym imieniu współchrześcijanina, niż na własnym. Moje dobre imię pozostawiłem z ufnością Ojcu, ale mego brata poruczył mi Pan. W cichości i uprzejmości, w prawdziwej grzeczności i wielkoduszności, w poświęceniu i ofiarności, promienieje Boża miłość w całej piękności, gdy zostaje bowiem wylana w sercach wierzących, jaśnieje podobnie jak z życia Jezusa.

Co ty, miły współchrześcijaninie, powiesz na to cudowne powołanie do miłowania jak Jezus? Czy twe serce nie pląsa z radości na myśl, że masz ten niewymowny przywilej, aby być odzwierciedleniem wiecznej miłości? A może raczej jesteś skłonny do narzekania z powodu nieosiągalnych wyżyn doskonałości, na które trzeba się wspinać? Mój bracie, nie narzekaj, gdyż jest to najwyższy znak miłości Ojcowskiej, że nas powołał do tego, abyśmy byli podobni do Jezusa w Jego miłości. Zrozum, że On wypowiedział te słowa Swej nauki o winnym krzewie i pozostawaniu w nim, i że dał także obietnicę, iż wystarczy pozostać w Nim, aby móc miłować jak On. Niech to mieszkanie w Nim stanie się coraz więcej pozostawaniem w Jego miłości; jeżeli codziennie będziesz coraz głębiej ugruntowany i wkorzeniony w miłości, która przewyższa wszelkie wyobrażenie, to będziesz także brał udział w jej obfitości w twym sercu, to Duch Święty wlewa miłość Bożą w twe serce, a wtedy będziesz miłował braci, którzy ci najwięcej sprawiają trudności; będziesz ich miłował nie tą miłością wypływającą z twego serca, ale miłością Jezusa, która została wlana w twe serce. W ten sposób przykazanie miłości do braci przemienia się z ciężaru w radość, jeżeli otrzymasz je z tym drugim przykazaniem (tak jak Jezus to czynił): "Trwajcie w miłości Mojej; miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was miłuję".

"Toć jest przykazanie Moje, abyście się społecznie miłowali, jakom i Ja was umiłował". Czy to już nie jest coś z tej mnogości owocu, którą mamy przynosić według obietnicy Jezusa? Czy to nie jest naprawdę onym winogronem z Eskol (4 Mojż.13,24), które ma być dowodem dla innych, że ziemia obiecana jest rzeczywiście dobrą ziemią. Idźmy w całej prostocie i szczerości do naszych i przetłumaczmy zwycięską wiarę i niebiańskie uniesienie na zwycięską prozę życia codziennego, aby je wszyscy ludzie mogli zrozumieć. Podporządkujmy nasz temperament pod władzę miłości Jezusowej; On go nie tylko zegnie i pokieruje, ale On może Go rzeczywiście uczynić okiełznanym, cichym i cierpliwym. A ślub, że żadne nieuprzejme słowo nie przejdzie przez nasze wargi, złóżmy w zaufaniu do stóp Pana Jezusa. Niech cichość, która się nie obraża, która jest zawsze gotowa innych usprawiedliwiać, myśleć najlepsze o nich, nadaje ton naszym stosunkom z bliźnimi. Niech miłość, która nie szuka swego, która jest zawsze ochotna umywać nogi innym i nawet poświęcać nasze życie za nich, będzie naszym celem kiedy pozostaniemy w Jezusie. Nasze życie niech będzie życiem poświęcenia, które wyraża się w staraniu, aby innym dobrze czynić i znajdować w tym radość; być przez to błogosławieństwem dla naszego otoczenia. Bądźmy we wszystkich sprawach posłusznymi uczniami, którzy poddają się kierownictwu Ducha Świętego; Jego łaskę najpospolitsze nawet życie może zostać uwielbione i opromienione blaskiem niebiańskiej piękności, gdy nieskończona miłość Boża oświeci i napełni naszą słabą ludzką naturę. Uwielbiajmy więc Pana z pokorą. Jesteśmy powołani do tego, aby miłować, tak jak Jezus miłuje, jak miłuje Bóg.

"Trwajcie w miłości Mojej, miłujcie jako Ja was miłuję". Chwała Bogu, że jest to możliwe! Nowa, święta natura, którą otrzymaliśmy i która coraz więcej się utrwala przez mieszkanie w Jezusie - krzewie winnym, ta nowa natura może miłować tak, jak On! Każde gorące pragnienie, aby usłuchać rozkazu Pana, każde doznanie mocy i błogości, że możemy kochać tak, jak On, wszystko to nas pobudzi do tego, aby z nową wiarą przyjąć to cenne przykazanie: "Mieszkajcie we Mnie, a Ja w was". "Trwajcie w miłości Mojej".

 

26. MIESZKAJ W JEZUSIE abyś więcej nie grzeszył

"...a grzechu w Nim nie masz. Wszelki tedy, kto w Nim mieszka, nie grzeszy..." 1Jn.3,5.6

"A wiecie - tak rzekł Apostoł - iż się On objawił, aby grzechy nasze zgładził", i podkreślił w ten sposób, że wykupienie od grzechów było głównym celem objawienia się Syna Bożego. Ze słów przytoczonych na wstępie jasno wynika, że odkupienie nie oznacz tylko pojednania i odpuszczenia win, ale też uwolnienie spod władzy grzechu, tak żeby wierzący nie musiał w grzechach dłużej żyć. W osobistej świętości Jezusa jest moc, aby ten cel mógł człowiek zrealizować. Jezus dopuszcza grzeszników do społeczności z Sobą, a wynikiem tego jest, że ich życie staje się podobne do Jego życia. "Grzechu w Nim nie masz. Wszelki tedy, kto w Nim mieszka, nie grzeszy". O ile wierzący pozostaje w Jezusie, i jak długo pozostaje, nie chce i nie może grzeszyć. Nasza świętość jest zakorzeniona w Jego osobistej świętości. "A jeśli korzeń święty, tedyć i gałęzie" (Rzym. 11,16).

Może jednak powstać pytanie: Jak zgadza się to zdanie z nauką Pisma o skażeniu ludzkiej natury albo ze słowem Apostoła Jana o kłamliwości twierdzenia, że grzechu nie mamy i żeśmy nie zgrzeszyli (1Jana 1.8,10). Właśnie to miejsce uczyni nam całą sprawę jasną, jeżeli je dokładnie zbadamy. Najpierw zauważmy różnicę obu twierdzeń: Jeśli byśmy rzekli, iż grzechu nie mamy (w.8), a "jeśli byśmy rzekli żeśmy nie zgrzeszyli" (w.10). Te dwa wyrażenia nie mogą być równoznaczne, gdyż w przeciwnym razie byłoby to drugie wyrażenie pustym powtórzeniem. Mieć grzech (w.8) nie jest tym samym, co zgrzeszyć (w.10). Mieć grzech oznacza posiadać grzeszną naturę. I ten najwięcej uświęcony wierzący musi każdej chwili wyznać, że ma grzech w sobie, to znaczy ciało, w którym nie mieszka dobre (Rzym. 7,18). Zgrzeszyć jest czymś zupełnie odmiennym, jest to pofolgowanie wrodzonej grzesznej naturze, a więc upadek w rzeczywiste przestępstwo. Mamy więc dwa wyznania, które musi uczynić każdy wierzący. Pierwsze jest, iż ma jeszcze grzech w sobie (w.8), drugie, że ten grzech w dawniejszych czasach przeradzał się w grzeszne czyny. Żadne dziecko Boże nie może powiedzieć: "nie mam grzechu w sobie", albo "nigdy w dawniejszych czasach nie grzeszyłem". Jeżeli mówimy, że obecnie nie mamy grzechu w sobie albo żeśmy dawniej nie grzeszyli, zwodzimy sobie samych. Ale chociaż obecnie mamy grzech w sobie, to jednak nie musimy wyznawać, że obecnie także grzeszymy. Wyznawanie grzechów odnosi się do przeszłości. Grzech może się także i obecnie pojawić (jak widzimy z 1 Jana 2,2), ale Jan oczekuje tego i uważa, że się to nie powinno dziać, i nie musi. W ten sposób najpokorniejsze wyznawanie przeszłych win (jak Apostoła Pawła o prześladowaniu zboru) i najgłębsze przekonanie, o obecnej skłonności do nieczystości i skażenia naszej natury może istnieć obok pokornego i radosnego uwielbienia Tego, który nas może uchronić przed zachwianiem się.

Ale jak jest to możliwe, że wierzący, który jeszcze ma grzech w sobie - a mianowicie grzech o takiej straszliwej mocy i przewrotności, jak to jest z naszym ciałem - jednak nie grzeszy? Odpowiedź brzmi: "W Jezusie nie ma grzechu. Kto w Nim mieszka nie grzeszy". Jeżeli pozostawanie w Jezusie jest trwałe i ścisłe, tak że dusza stale żyje w doskonałym połączeniu z Panem, swym Stróżem, to zwycięża On tak dalece siły naszej natury, że ta nie dochodzi do głosu. Widzieliśmy, że są najróżniejsze stopnie pozostawania w Nim. u większości chrześcijan to pozostawanie jest tak słabe i przerywane, że grzech zyskuje stale przewagę i doprowadza duszę do upadku. Ale Boża obietnica dana wierzącemu, brzmi: "...grzech panować nad wami nie będzie" (Rzym. 6,14). Ale obok tej obietnicy stoi także polecenie: "Niechże tedy nie króluje grzech w śmiertelnym ciele waszym" (Rzym. 6,12). Jeżeli dziecko Boże przyswoi sobie z pełną wiarą obietnicę, to weźmie także moc, aby spełnić rozkaz, a wtedy grzech nie może narzucić swej władzy, przez zlekceważenie obietnicy, przez niewiarę, albo brak czujności, zostają przed grzechem otwarte drzwi, i dlatego może on nawet zyskać znowu władzę. Stąd pochodzi, że życie wielu wierzących jest łańcuchem stałego chwiania się i upadków. Ale jeżeli chrześcijanin szuka pełnego przystępu do Jezusa i stałego mieszkania w Nim, to wtedy zachowa go pozostawające w nim życie Jezusa przed rzeczywistymi przestępstwami. "...Grzechu w Nim nie masz. Wszelki tedy, kto w Nim mieszka, nie grzeszy". Jezus uwalnia go naprawdę od grzechu nie przez usunięcie grzesznej natury, ale że chroni go od tego, aby jej pofolgował.

Czytałem kiedyś o młodym lwie, którego nic nie mogło poskromić, tylko oko pogromcy. Kiedy ten był obecny, można się było zbliżyć do lwa, gdyż choć w dalszym ciągu miał swą tę samą krwiożerczą i dziką naturę, ale teraz drżąc leżał spokojnie u stóp pogromcy. Można nawet było położyć nogę na jego grzbiecie, jak długo był obecny pogromca. Bez jego obecności znaczyłoby to narazić się na natychmiastowe rozszarpanie. Podobnie także wierzący może mieć grzech, a jednak nie grzeszyć. Skażona natura - ciało, jest niezmienne w swej nieprzyjaźni do Boga, ale obecność Jezusa nie pozwala jej przyjść do głosu. Dzięki wierze oddaje się dziecko Boże w ręce Jezusa, pod jego opiekę, która jest skuteczna przez to, że Jezus zamieszkuje jego serce. Pozostaje w Jezusie i ufa w tym, że Jezus także pozostanie w nim. Ta społeczność i połączenie z Jezusem jest tajemnicą świętego życia. "...Grzechu w Nim nie masz. Wszelki tedy, kto w Nim mieszka, nie grzeszy".

Ale może powstaje jeszcze jedno inne pytanie: Przypuśćmy, że zupełne pozostawanie w Bezgrzesznym zachowuje nas przed grzeszeniem, ale czy takie pozostawanie jest możliwe? Czy możemy spodziewać się, że choćby przez jeden dzień pozostać możemy tak ściśle połączeni z Jezusem, żebyśmy zostali ustrzeżeni przed upadkiem? Przypatrzmy się dokładnie temu pytaniu, a uzyskamy natychmiast odpowiedź na nie. Kiedy nam Jezus rozkazał mieszkać w Nim i obiecał nam tak obfite życie duchowe ku czci Ojca, taką potężną moc w modlitwie przyczynnej, to czyż mógł mieć coś innego na myśli, jak zdrowe i zupełne połączenie latorośli z winnym krzewem? Kiedy nam obiecał, że chce w nas pozostać, jak my w Nim pozostajemy, to czyż mógł mieć coś innego na myśli jak to, że Jego pozostawanie w nas oznacza udzielenie nam Bożej mocy i miłości? Czyż właśnie ten sposób ustrzeżenia nas od grzechu, nie przynosi Mu więcej uwielbienia przez to, pozostajemy codziennie w pokornej świadomości słabości naszej skażonej i zepsutej natury, co pobudza nas do czuwania i czynnego oporu przeciw straszliwej mocy grzechu a równocześnie wlewa w nas tę ufność, że tylko obecność Jezusa może poskromić lwa? Chcemy wierzyć, że Jezus tymi słowy: "Mieszkajcie we Mnie" rzeczywiście chciał powiedzieć, że chociaż nie jesteśmy w tym świecie wolni od cierpień, od grzesznej natury i jej pokuszeń, to jednak możemy być pewni tej łaski, że możemy zupełnie, całkowicie i zawsze pozostawać w Nim, naszym Panu. Pozostawanie w Jezusie czyni to możliwe, że możemy być zachowani przed upadkami, a Jezus sam daje nam moc, abyśmy w Nim mogli trwale pozostać.

Kochany bracie nie dziwię się, jeżeli ci obietnice naszego tekstu Pisma wydają się zbyt wysokie. Ale proszę cię, nie pozwól od nich odwrócić swej uwagi przez pytanie się czy to jest możliwe przez tyle lat, przez całe życie być uchronionym od grzechu. Wiara ma zawsze do czynienia z chwilą obecną. Pytaj więc tak: "Czy Jezus może w tej, obecnej chwili, kiedy pozostaję w Nim, zachować mnie przed rzeczywistymi upadkami, które tak często moje życie plamiły, i tak mnie męczyły? Na to jest tylko jedna odpowiedź: "Naturalnie, że może". Uchwyć Go więc w chwili obecnej i powiedz: "Jezus zachowuje mnie teraz, Jezus wybawia mnie w tej chwili". Poleć się Mu z tą szczerą i prostą prośbą wiary, żeby cię trwale zachował przez pozostawanie w tobie, a potem przejdź do następnego momentu i do następnych godzin w stałym odnawianiu tego oddania się Mu w ufności. Ilekroć masz w twej codziennej pracy sposobność do cichego skupienia, tylekroć powtarzaj z wiarą te słowa: Jezus zachowuje mnie teraz, Jezus wybawia mnie w tej chwili. Nie daj się zniechęcić przez jakieś uchybienia lub nawet upadki, ale niech one tym więcej cię pobudzają do tego, ażeby szukać bezpieczeństwa w pozostawaniu w Bezgrzesznym. Możesz w tej zdolności pozostawania w Nim zrobić znaczne postępy, jeżeli natychmiast oddasz się zupełnie swemu Zbawcy i będziesz coraz większych rzeczy od Niego oczekiwał. Pozostaw Jemu sprawę zachowania cię trwale i zachowania od upadków. Twoją sprawą jest, aby w Nim pozostać, ale tylko dla tego, że Jego jest sprawą pozostać w tobie; twoje pozostawanie w Nim będzie owocem Jego pozostawania w tobie. Popatrz na Jego ludzką naturę, w której możesz uczestniczyć, a zobaczysz, że są jeszcze lepsze i wyższe rzeczy, niż zachowanie od grzechu, gdyż to polega tylko na niedopuszczeniu do głosu złego, ale ty możesz już tutaj stać się oczyszczonym i prześwietlonym naczyniem, które jest napełnione przez Niego i przez które przepływa Jego moc, Jego łaska i Jego wspaniałość i objawia się innym.

"Dlaczego jesteśmy tak często przepełnieni obawą i zwątpieniem. Jeżeli mamy Zbawiciela, którego moc i miłość jest nieograniczona? Słabiejemy i więdniemy, ponieważ nie patrzymy wytrwale na Jezusa, wodza i dokończyciela wiary naszej, który siedzi po prawicy Bożej, na Tego którego wszechmoc ogarnia niebo i ziemię, i który okazuje się silny i potężny w swych słabych dzieciach.

Gdybyśmy rzeczywiście byli we wszystkich sprawach i we wszystkich chwilach zależni od Jezusa, to odnosilibyśmy we wszystkich sprawach i we wszystkich chwilach zwycięstwo przez Tego, którego moc jest niezmienna, i który został postawiony przez Ojca za wodza naszego zbawienia. Wtedy byłyby wszystkie nasze uczynki wykonane nie tylko przed Bogiem, ale także w Bogu. Wszystko wypełnialibyśmy na chwałę Ojca, we wszechmocnym imieniu Jezusa, który jest naszym poświęceniem. Pamiętajmy o tym, że dana Mu jest wszelka moc na niebie i na ziemi i żyjemy w stałej wierze w tą Jego moc. Bądźmy zawsze o tym przekonani, że niczego nie posiadamy i niczym jesteśmy, że w nas samych nie ma żadnego życia, które mogłoby przynieść owoc, ale że Jezus jest wszystkim, i jeżeli w Nim pozostajemy a Jego słowa w nas, to przyniesiemy owoc ku chwale Ojca.

 

27. MIESZKAJ W JEZUSIE i w Jego mocy

"Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi" Mat.28,18 "Na ostatek, bracia moi, wzmacniajcie się w Panu i w sile mocy Jego" Efez.6,10

Nie ma prawdy, która by tak często była powtarzana przez poważnych chrześcijan, jak ta, że jesteśmy zupełnie bezsilni i słabi. Żadna też nie jest tak źle rozumiana i nadużywana. Jak wszędzie tak i tu myśli Boże są o całe niebo wyższe nad myśli ludzkie.

Chrześcijanin pragnie często zapomnieć o swej słabości. Bóg zaś chce, abyśmy stale pamiętali i głęboko ją odczuwali. Chrześcijanin pragnąłby przezwyciężać swą słabość i uwolnić się od niej. Bóg pragnie, abyśmy w tym odpoczęli i nawet się z niej cieszyli. Chrześcijanin smuci się z powodu swej słabości. Jezus uczy Swego sługę, który mówi: "Kocham się w krewkościach... raczej się tedy chlubić będę z krewkości moich".

Chrześcijanin myśli, że słabość jest największą przeszkodą w jego duchowym życiu i działaniu. Bóg zaś mówi nam, że właśnie w niej leży tajemnica naszej siły i naszego powodzenia. Nasza słabość daje nam prawo do korzystania z siły Tego, który powiedział: "Moc moja wykonywa się w słabości", pod warunkiem jednak, że się temu poddamy i stale to mamy przed oczyma.

Kiedy Pan był w trakcie wstępowania na Swój tron, wypowiedział jedno ze Swych ostatnich zdań: "Dana Mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi". Tak jak to zajęcie miejsca po prawicy mocy Bożej było czymś nowym - jakiś wyższy stopień w życiu Syna Bożego - tak też objęcie wszelkiej mocy było czyś nowym. Wszechmoc została udzielona Jezusowi Chrystusowi, gdy był człowiekiem w tym celu, aby za pośrednictwem natury ludzkiej rozwinął Swą potężną działalność. Dlatego wraz z objawieniem tego, co otrzymał, połączył Jezus także obietnicę, że Jego uczniowie będą mieli w niej współudział, zapowiadając, że po Swoim wniebowstąpieniu, uczniowie będą "przyobleczeni mocą z wysokości (Łuk. 24,49; Dz. Ap.1,8). W mocy wszechmocnego Zbawiciela musi wierzący szukać mocy w życiu i pracy.

Tego doznali apostołowie. Dziesięć dni modlili się i czekali u podnóżka tronu. Dawali świadectwo swej wierze w Niego, jako Zbawiciela, uwielbieniu Go jako Pana, swej miłości do Niego jako Przyjaciela, swe oddanie i gotowość pójścia do Jego pracy. Jezus Chrystus był ośrodkiem ich myśli, miłości i radości. W takim uwielbieniu wiary i cichości duszy, rosła ich społeczność z Nim, a kiedy byli już gotowi, przyszedł chrzest mocy; moc przenikała ich i ogarniała.

Otrzymali moc, aby byli zdolni do wykonania dzieła, jakie im zostało zlecone, składania świadectwa o ich Panu w życiu i słowie. U niektórych to świadectwo miało się wyrażać tylko w świętobliwym życiu, objawiającym Jezusa i niebo. Przyszła moc, aby zbudować w nich Królestwo Boże, aby dać im moc nad grzechem i własnym ja, aby przez żywe doświadczenie mocy Jezusowej mogli udowodnić, że ta moc czyni świętymi ludzi, żyjących na ziemi. Inni mieli się stać świadkami w słowie, mieli mówić w imieniu Jezusa. Ale wszyscy potrzebowali i wszyscy otrzymali dar, aby mogli dać dowód tego, że odkąd otrzymał od Ojca królestwo, dana Mu jest wszelka moc na niebie i na ziemi, i że udziela jej Swemu ludowi według potrzeby w ich życiu codziennymi i w służbie. Otrzymali dar mocy, aby mogli pokazać światu, że Królestwo Boże nie zależy w słowie, ale w mocy. Przez moc mieszkającą w ich sercach mieli także moc na zewnątrz i ta była odczuwana również i przez tych, którzy jej nie chcieli się poddać (Dz. Ap.2,43; 4,13; 5,13). Kim był Jezus dla Swych uczniów, tym także jest i dla nas. Nasze całe życie i nasze powołanie jako uczniów, ma swe źródło i swój fundament w słowach Pana Jezusa: "Dana Mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi". Co On w nas i przez nas dokonuje, to dzieje się w Jego wszechmocnej sile. Czego od nas oczekuje i żąda, to wykonuje w nas Sam przez Swą siłę; wszystko, co daje, daje z mocą. Każde błogosławieństwo, którego udziela, każda obietnica, którą spełnia, każdy owoc poświęcenia, który stwarza - wszystko, wszystko dzieje się z mocą. Wszystko, co od tego Jezusa pochodzi, który teraz zasiada na tronie mocy, musi też nosić pieczęć mocy na sobie. I ten najsłabszy wierzący może być pewny, że jego prośby o zachowanie od grzechu, o wzrost w poświęceniu, o owocność, zostaną przez Pana wysłuchane. Moc jest w Jezusie. Jezus jest nasz cały. A więc w nas, jako Jego członkach powinna Jego siła działać i uzewnętrzniać się.

Jeżeli teraz chcemy wiedzieć, jak ta moc może być udzielona, to odpowiedź jest zupełnie prosta: w ten sposób, że Jezus wszczepia Swe życie w nas, daje nam także Swą moc. Nie jest to tak, jak sobie wielu chrześcijan wyobraża, że słabemu życiu, które w nich się znajduje On nieco ze Swej siły, aby im pomóc w ich wysiłkach. Nie! Tylko dlatego, że On wlewa Swe życie w nas, otrzymujemy także Jego siłę. Duch Święty przyszedł wprost z serca Jezusa na uczniów i przyniósł im cudowne życie nieba. Jeszcze dziś Jego lud jest nauczany: "wy wzmacniajcie się w Panu i w sile mocy Jego" (Efez. 6,10). Jeżeli nas posila, to nie w sposób, że nam odbiera poczucie naszej słabości, ale posila nas dając poczucie siły. Pozostawiając nam świadomość zupełnej bezsilności lub nawet pogłębiając je, daje nam równocześnie w zupełnie cudowny sposób świadomość mocy, która jest w Nim. Słabość i moc idzie ręka w rękę. Oboje rosną w tym samym czasie, aż w końcu pojmiemy to co Paweł powiedział: "Gdym jest słaby, tedym jest mocny, raczej się tedy chlubić będę z krewkości moich, aby we mnie mieszkała moc Chrystusowa" (2 Kor. 12,9-10).

Wierzące dziecko Boże uczy się uważać Jezusa wywyższonego na tronie za źródło swojego życia. Ogląda to życie w Jego niezmiernej doskonałości i czystości w Jego mocy i wspaniałości; jest to życie wieczne, które mieszka w człowieku zbawionymi napełnionym. A gdy taki człowiek myśli o swym życiu wewnętrznym i tęskni za uświęceniem, aby móc żyć ku upamiętaniu Boga albo tęskni za mocą, aby wykonywać dzieło Boże, to patrzy w górę i cieszy się z tego, że Jezus jest jego życiem, i że może na to liczyć, że On sprawuje w nim potężnie wszystko, czego potrzebuje. W wielkich i małych sprawach, w zachowaniu od złego, albo w boju z jakąś trudnością czy pokuszeniem, zawsze moc Jezusa jest miarą jego oczekiwań. Prowadzi on życie nad wyraz radosne i błogie nie dlatego, żeby już nie miał słabości, ale dlatego ponieważ przy swej zupełnej bezsilności powierza się swemu potężnemu Zbawcy i oczekuje, że On będzie w nim działał.

To, czego nas uczą te myśli, jest proste, ale dla życia praktycznego niezwykle kosztowne. Najpierw widzimy, że wszelka siła leży w Jezusie, i że stoi ona do naszej dyspozycji, gotowa przelać się w nas, w miarę jak jej damy miejsce. Jakiekolwiek jest nasze doświadczenie w tej sprawie, czy dopływ tej mocy jest obfity albo słaby, w każdym razie Chrystusowi "dana jest wszelka moc na niebie i na ziemi". Znajdźmy czas na to, aby to dokładnie przemyśleć, tak długo aż nas przeniknie myśl, że Ojciec dał Jezusowi wszelką moc w tym celu, aby mógł być naszym doskonałym Zbawicielem. Właśnie dlatego może zaspokoić wszystkie nasze potrzeby; wszelka moc bowiem na niebie, opanowuje wszelką moc na ziemi a także wszelką moc w naszym sercu i życiu.

Widzimy dalej, że ta moc wnika w nas jeżeli jesteśmy z Nim w ścisłej łączności. Jeżeli ta społeczność jest ledwo dostrzegalna, mało ceniona i stosowana, to przypływ mocy będzie słaby. Tam jednak, gdzie to połączenie z Jezusem cieszy duszę, jako, najwyższe dobro, tam gdzie jest gotowość ofiarowania wszystkiego dla jego utrzymania, tam "moc Jego wykonywa się w słabości". Dlatego naszą jedyną troską, musi być, aby pozostać w Jezusie, naszej mocy, a naszym obowiązkiem jest "wzmacniać się w Panu i w sile mocy Jego" (Efez. 6,10). Ćwiczymy się w wierze, aby mieć jasne i szerokie pojęcie o wielkości mocy Bożej w tych, którzy wierzą; wszak jest to moc zmartwychwstałego i wywyższonego Chrystusa, moc która pokonała wszelkiego nieprzyjaciela (Efez. 1,19-21). Pogódźmy się w wierze z tym cudownym błogim Bożym zarządzeniem, że w nas nie ma nic - tylko słabość; natomiast wszelka moc - w Jezusie, która jednak z całą pewnością jest dla nas dostępna tak, aby napełniała nas samych. Przenośmy się codziennie dzięki wierze z naszego życia, do życia Jezusowego, oddając się całkowicie tak, aby mógł w nas działać. Przede wszystkim zaś cieszmy się w wierze i w tej ufności, że On dokona w nas przez Swą wszechmocną siłę Swego dzieła. Jeżeli pozostaniemy w Jezusie, to Duch Święty, Duch mocy będzie Swe dzieło w nas potężnie sprawował tak, że i my będziemy mogli śpiewać: "Pan jest mocą moją i pieśnią moją, w Panu mam sprawiedliwość i moc" (Psalm 118,14); "Wszystko mogę w Chrystusie, który mię posila" (Filip. 3,13).

 

28. MIESZKAJ W JEZUSIE

"Gdyż nie mieszka we mnie (to jest w ciele moim) dobre" Rzym.7,18

Mieć życie w samym sobie jest wyłącznie przywilejem samego Boga i Jego Syna, któremu je także dał. Szukać życia nie w sobie samym, ale w Bogu, jest najwyższą chwałą stworzenia. W sobie i dla siebie żyć, to jest głupota i grzech człowieka naturalnego (cielesnego), natomiast żyć Bogu w Chrystusie, jest błogością wierzących. Tajemnicą życia wiary jest, żebyśmy zaparli się własnego życia, znienawidzili je i opuścili. "Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus" (Gal.2,20). "Nie ja, ale łaska Boża, która jest we mnie" - to jest wyznanie każdego, który dożył tego, co znaczy ofiarować własne życie, aby za nie otrzymać błogie życie Jezusa. Jest tylko jedna droga do prawdziwego życia, do poznania w Jezusie, a to jest droga, którą nasz Pan Jezus przeszedł przed nami - przez śmierć.

Na początku życia chrześcijańskiego tylko niewielu to widzi. W radości ze zbawienia czują się pobudzeni do tego, aby żyć wyłącznie dla Jezusa, i mają nadzieję wykonać to z pomocą Bożą. Nie znają jeszcze straszliwej nieprzyjaźni ciała wobec Boga, ani oporu ciała, które nie chce się poddać prawom Bożym. Jeszcze nie wiedzą, że musimy przejść przez śmierć, przez zupełne oddanie śmierci wszystkiego, co leży w starej naszej naturze, jeżeli Boże życie ma się w nas rozwinąć z mocą. Ale gorzkie doświadczenia upadków niebawem im wykazują, jak niedostatecznie jeszcze poznali wyzwalającą moc Jezusa, i powstaje w nich głębokie pragnienie, aby Go lepiej poznać. Jezus wskazuje im na krzyż pełen miłości; wskazuje im, że tam właśnie w Jego zastępczej śmierci znaleźli przez wiarę prawo do żywota wiecznego i dlatego też tylko tam dojdą do jego zupełnego poznania. Pan Jezus pyta ich, czy są rzeczywiście gotowi pić z tego kielicha, z którego On pił, a więc dać się z Nim ukrzyżować i umrzeć. On uczy ich, że w Nim już zostali ukrzyżowani i umarli - i w ten sposób zaraz po nawróceniu mieli współudział w Jego śmierci. Czego im brakuje, to zgody na przyjęcie tego, co już w Nim otrzymali, pomimo że tego jeszcze nie zrozumieli, a też i tego dobrowolnego aktu zgody na to, żeby umrzeć w Chrystusie i pozostać umarłym dla ciała.

Ten warunek, jaki Zbawiciel stawia, jest niezwykle poważny. Niejeden wierzący wzdraga się przed nim, gdyż nie może go zrozumieć. Przyzwyczaił się tak do stałego chwiania się w życiu, że z trudem pragnie lub oczekuje być od tego uwolniony. Świętość, zupełne przekształcenie w obraz Jezusa, nieprzerwana społeczność z Jego miłością, to prawie nie należy do jego wyznania i życia z wiary. Tam, gdzie nie ma gorliwego pragnienia, aby zostać ustrzeżony zupełnie od grzechu i zostać doprowadzony do najściślejszego połączenia z Jezusem, tam też i myśl, żeby być z Nim ukrzyżowanym, nie może znaleźć przyjęcia. Jedyne wrażenie, jakie ta myśl wywołuje, jest myśl o cierpieniu i hańbie; chrześcijanin, u którego sprawy tak stoją, zadowala się tym, że Jezus niósł krzyż za niego i wywalczył mu koronę, którą spodziewa się swego czasu nosić. W zupełnie innym świetle patrzy na to wierzący, który rzeczywiście pragnie zupełnie pozostać w Chrystusie. Z gorzkiego doświadczenia nauczył się, że zarówno przy całkowitym oddaniu się Panu, jak i przy dziecięcym zaufaniu Mu, największym jego własnym nieprzyjacielem jest własne "ja". Najpierw przeszkadza ono w tym, aby wola została podporządkowana, a potem zatrzymuje wzrost sprawy Bożej przez osobiste własne sprawy. Jeżeli to życie własnego "ja" ze swą wolą i działaniem nie zostanie zastąpione przez życie Jezusa, to będzie nie możliwe, aby pozostawać w Jezusie. A teraz przychodzi uroczyste pytanie Tego, który umarł na krzyżu: "Czy jesteś gotów pójść sam w śmierć?" Ty, który jesteś odrodzony z Boga przez wiarę; tyś już umarł we Mnie dla grzechu i żyjesz dla Boga, ale czy jesteś gotów przez Jego śmierć umartwić twe członki, wydać twe własne "ja" na krzyż, ażeby tym zostało przybite tak długo, aż zostanie wyniszczone? Jest to pytanie sięgające aż do dna serca. Czy jestem gotów nie dopuścić więcej do głosu mego starego "ja", nie pozwolić na żadne choćby nie wiem jak naturalne myśli i przyjemne odczucia, ani życzenia, czy czyny, choćby nie wiem jak ważne?

Czy On rzeczywiście tego wszystkiego od nas wymaga? Czyż nasza natura ludzka nie została stworzona przez Boga i czyż nasze naturalne siły nie mogą być uświęcone do służby Jego? Owszem, nie tylko mogą, ale i powinny. Ale może jeszcze nie zauważyłeś, że tylko w ten sposób mogą być wierzący uświęceni, jeżeli zostaną wyrwani spod jarzma własnego "ja" i będą podporządkowani mocy życia Jezusowego. Nie myśl, że to jest sprawa, której ty sam masz dokonać, ponieważ tego szczerze pragniesz i jesteś jednym z wykupionych. Nie, nie ma innej drogi do ołtarza poświęcenia jak przez śmierć. Tak, jak się ofiarowałeś na Bożym ołtarzu na ofiarę, jako jeden z tych, którzy ze śmierci powstali do życia (Rzym.6,13; 12,1), tak musi każda siła twej natury, każdy talent, każdy dar, wszystko co posiadasz, być uwolnione spod mocy grzechu i własnego "ja", musi być złożone na ołtarzu i tam oczyszczone przez stale płonący ogień. Tylko przez umartwienie, uśmiercenie swego własnego "ja", mogą te wszystkie cudowne dary, którymi Bóg cię wyposażył do swej służby, zostać uwolnione do zupełnego oddania Bogu i Jemu zaofiarowane, aby On je przyjął, poświęcił i użył. A choć długo będziesz w ciele, nigdy nie będziesz mógł powiedzieć, że twe własne "ja" jest martwe, to jednak możesz, gdy życie Chrystusa obejmie cię zupełnie w posiadanie, tak przytrzymać to twoje stare "ja" na miejscu ukrzyżowania i pod wyrokiem śmierci, że nie będzie miało żadnego panowania nad tobą, nawet na jedno oka mgnienie. Jezus Chrystus stanie na miejscu twego "ja".

Mój bracie, jeżeli pozostaniesz naprawdę i zupełnie w Jezusie, to przygotuj się na to, że się rozłączysz na zawsze ze swą starą istotą i nie dopuścisz jej do głosu w twym życiu wewnętrznym, ani na chwilę. Jeżeli jesteś gotów wyjść z siebie i przyjąć Jezusa, jako prawdziwy żywot dla siebie, aby opanował wszystko twe myślenie, odczuwanie i działanie w sprawach cielesnych i duchowych, to okaże się, że On chce wziąć na Siebie odpowiedzialność za ciebie. W najszerszym i najdokładniejszym słowa tego znaczenia stanie się twym żywotem i Jego uwaga i Jego wpływ obejmie i te najmniejsze i najdrobniejsze z tysiąca spraw, składających się na twoje życie codzienne. Aby tak mogło się, Pan wymaga tylko jednego: wyjdź z siebie, z twej istoty, pozostań w Jezusie i w Jego istocie, a stanie się On twym żywotem. Moc Jego świętej obecności wypędzi twe stare "ja".

O, wyrzecz się tej starej istoty na zawsze i od razu. Jeżeli nie odważyłeś się tego dotąd uczynić z obawy, że mógłbyś nie dotrzymać swego postanowienia, to uczyń to teraz spoglądając na obietnicę Jezusa, że Jego życie pokryje i opanuje twoje stare życie. Próbuj to sobie przyswoić, że choć twa stara istota nie jest jeszcze uśmiercona, to jednak w rzeczywistości w Chrystusie już umarła. Twoje stare "ja" jest jeszcze mocne i żywotne, ale nie ma już mocy nad tobą. Ty, twoja odrodzona natura, ty i twoje nowe "ja", które zostało zrodzone w Jezusie Chrystusie, znaczy, że ty w istocie umarłeś dla grzechu i żyjesz już tylko dla Boga. Twoja śmierć w Jezusie uwolniła cię całkowicie spod władzy twej starej istoty; nie ma już mocy nad tobą, chyba że przez brak orientacji, brak czujności albo też przez niewiarę poddasz się dobrowolnie władzy twej starej istoty. Staraj się w prostocie i wierze zająć takie stanowisko w twym sercu, jakie ci Jezus darował. Jako ten, który ma życie w Chrystusie, który umarł dla swego własnego "ja", jako uwolniony spod władzy starej istoty, a w którym teraz Boże życie zajęło swe miejsce, odważ się i spróbuj postawić nogę na grzbiecie tego twojego i Bożego nieprzyjaciela. Bądź dobrej myśli i wierz; nie bój się uczynić kroku decydującego i wyznać, żeś raz na zawsze wydał swe "ja" na śmierć, to "ja", które już zostało ukrzyżowane w Chrystusie (Rzym. 6,6). Zaufaj Jezusowi ukrzyżowanemu, że przytrzyma to twoje "ja" na krzyżu, a w zamian za to napełni cię Swoim cudownym życiem zmartwychwstania.

W tej wierze pozostań w Jezusie, uchwyć się Go, spocznij w Nim i miej w Nim nadzieję. Odnawiaj codziennie twe oddanie się Jemu; Zajmuj codziennie na nowo twe stanowisko dziecka Bożego, uwolnionego spod jarzma tyrana i odtąd codziennie go zwyciężaj. Uważaj codziennie ze świętą uwagą na nieprzyjaciela, na twe własne "ja", które stara się skłonić cię do tego, abyś mu użyczył trochę swobody i które wysila się, aby uwolnić się od krzyża. Oszukać cię ono chce też udaną gotowością służenia Jezusowi. Pamiętaj o tym, że gdy stare "ja" pragnie służyć Bogu, jest to niebezpieczniejsze od zupełnego wypowiedzenia posłuszeństwa Bogu. Patrz na nieprzyjaciela ze świętą obawą i skryj się w Jezusie; tylko w Nim znajdziesz pewne miejsce ucieczki. Pozostań w Nim; On przyrzekł pozostać w tobie. On nauczy cię zostać pokornym, czujnym, szczęśliwym i pełnym ufności. Przynieś Mu każdą sprawę twego życia, każdą zdolność twej natury, nieustanny prąd twych myśli uczuć i decyzji; przynieś Mu wszystko, co stanowi twe życie i zaufaj Mu, że On teraz zajmie to miejsce, które swego czasu tak łatwo i naturalnie zajmowało twoje "ja". Jezus Chrystus chce w rzeczywistości wziąć cię w posiadanie i w tobie mieszkać. W pokoju, łasce i radości nowego życia będziesz bez ustanku z tej cudownej zmiany, jakiej dokonałeś, wychodząc z siebie samego, aby pozostać jedynie w Jezusie.

 

29. MIESZKAJ W JEZUSIE Pośredniku nowego przymierza

"Jezus jest pośrednikiem lepszego przymierza". Żyd.8,6

Pismo Św. mówi o starym przymierzu, że nie było bez przygany, i Bóg skarży się, że naród żydowski nie został w Nim, dlatego ich zganił (Żyd. 8,7-9). Oczywisty cel starego przymierza, połączenia narodu żydowskiego z Bogiem, nie został osiągnięty; Żydzi Go opuścili i dlatego Bóg ich zganił. Dlatego też przyrzekł Pan Bóg uczynić nowe przymierze, wolne od usterek starego, i zdolne do przeprowadzenia zamierzeń Pańskich. Ale, aby ten cel osiągnąć, było konieczne zapewnienie ludowi wartości Bożej, a wierności ludu - Bogu. Treść tego nowego przymierza także wyraźnie mówi, że oba te cele zostaną osiągnięte. "Włożę ustawy Moje w umysł ich", w ten sposób chce Pan zapewnić ludowi Swą niezmienną wierność. "Grzechów ich nie wspomnę więcej"(Żyd.3, 10-12), w ten sposób Bóg zapewnia Swą niezłomną wierność. Przebaczający Bóg i posłuszny lud, mieli się spotkać w nowym przymierzu i połączyć się wieczyście.

W tym nowym przymierzu najpiękniejsze jest stanowisko pośrednika, który zapewnia obu stronom jego wypełnienie. Jezus stał się pośrednikiem tego nowego, lepszego przymierza. On stał się Poręczycielem wobec ludzi, że Bóg wypełni wiernie Swe przyrzeczenia, i dlatego możemy spokojnie temu zaufać, że Bóg nam przebaczy, że nas przyjmie i nie opuści więcej. Podobnie jest Jezus Poręczycielem wobec Boga, że ludzie ze swej strony dotrzymają umów przymierza w Nim tak, że Bóg będzie im mógł udzielić błogosławieństw z niego płynących. Tylko On może wypełnić stanowisko Pośrednika. On jest jedno z Bogiem, i pełność Bóstwa mieszka w Jego ludzkiej naturze, dlatego ręczy osobiście ludziom, że Bóg uczyni to, do czego się zobowiązał. Wszystko, co Bóg ma, jest w Nim człowieku-Bogu zapewnione. Ale On jest także jedno z nami, kiedy nas uznaje za członki Swego ciała, i w ten sposób poręcza także Bogu, że jego prawa będą zabezpieczone. Wszystko, do czego zobowiązaliśmy się w czynie i życiu, zostaje zapewnione w Nim. To jest chwała tego nowego przymierza, że w osobie człowieka-Boga jest żywy Pośrednik, wieczny Poręczyciel. I dlatego łatwo można zrozumieć, że błogosławieństwa nowego przymierza możemy sobie przyswoić w tej mierze, jak daleko pozostaniemy w Nim, jako Pośredniku.

To stanie się najzupełniej jasne, jeżeli to oglądamy w świetle obietnic starego przymierza. U Jeremiasza (32,40) czytamy: "I uczynię z nimi przymierze wieczne, że się nie odwrócę od nich, abym im nie miał dobrze czynić; nadto bojaźń Moją dam do serca ich, aby nie odstępowali ode Mnie".

Z jaką cudowną pobłażliwością schyla się tu wieczny Bóg do naszej słabości! On jest wierny i niezmienny; Jego słowo jest prawdą, ale aby dziedzicom obietnicy w jeszcze hojniejszy sposób ukazać niezmienność Swego postanowienia wiąże Siebie mówiąc: "I uczynię z nimi przymierze wieczne, że się nie odwrócę od nich, abym im nie miał dobrze czynić". Błogo temu, który sobie weźmie na własność to słowo i znajdzie pokój w przymierzu wiecznym z wiecznym Bogiem.

Ale do przymierza trzeba dwóch stron. Cóż więc się dzieje, jeżeli człowiek jest niewierny i złamie umowę? Jeżeli przymierze ma być we wszystkich szczegółach pewne i mocne, to musi być zapewnione i to, aby się tak nie stało, ale żeby człowiek pozostał wierny. Takiego zapewnienia jednak nie mógłby nigdy dać człowiek, ale Pan Bóg i to przewidział, On przyrzekł, że nie tylko nigdy nie opuści Swego ludu, ale także, że im da bojaźń do serca, aby od Niego nie odstępowali. Poza swoimi zobowiązaniami, jako inicjatora przymierza, bierze Bóg także odpowiedzialność za drugą stronę: "Ducha Mego dam do wnętrzności waszej a uczynię, że w ustawach Moich chodzić i sądów Moich przestrzegać i czynić je będziecie" (Ezech. 36,27). Błogosławiony człowiek, który i tę część przymierza rozumie! On widzi, że jego bezpieczeństwo nie leży w przymierzu, które zawiera z Bogiem i które znowu stale łamie. Człowiek dochodzi do stwierdzenia, że nowe przymierze to jest to, w którym Bóg bierze na Siebie zobowiązania nie tylko za Siebie, ale także za człowieka. Wtedy człowiek chwyta się obu rękami tej błogiej prawdy, że jego rzeczą w tym przymierzu jest przyjąć to, co Bóg przyrzeka uczynić, i oczekiwać spełnienia obietnicy, w której Pan poręcza wierność Swego ludu: "Ja dam bojaźń Moją do serca, aby nie odstępowali ode Mnie".

Właśnie tu rozpoczyna się dzieło Pośrednika przymierza, którego Ojciec ustanowił, aby troszczył się o jego zachowanie i wypełnienie. Do niego rzekł Ojciec: "Ja Ciebie dałem za przymierze ludowi". A Duch Święty poświadcza: "Ile jest obietnic Bożych, w Nim są tak i amen, ku chwale Bożej przez nas"(2Kor.1,20). Wierzący, który w Nim pozostaje, ma przyrzeczenie spełnienia się wszystkich obietnic przymierza.

Jezus stał się pośrednikiem nowego przymierza. Jako nasz największy Kapłan według porządku Melchizedekowego jest pośrednikiem (Żyd. 7); Aaron i jego synowie umarli, a o Jezusie czytamy, że zawsze żyje. On jest kapłanem według mocy żywota wiecznego. "Ale Ten, iż na wieki zostaje, wieczne mu kapłaństwo" (Żyd. 7,24). Ponieważ wiecznie żyje i oręduje za nami, dlatego też może wiecznie zbawić, doskonale wybawić. Każdej chwili wstępuje Jego nieustająca prośba do Ojca, dzięki której zapewnia swemu ludowi dobra życia niebieskiego. I każdej modlitwy przyczynnej spływa na Jego lud i udziela mu bez przerwy siły życia niebieskiego. Jako poręczyciel łaski Ojca wobec nas, nie przestaje nigdy za nas prosić i wstawiać się; jako Poręczyciel nasz u Ojca nie przestaje nigdy w nas pracować i uwielbiać w nas Ojca.

Tajemnica kapłaństwa Melchizedeka, którego Żydzi nie byli w stanie zrozumieć (Żyd 5,10-14), jest tajemnicą życia zmartwychwstania. W tym leży chwała Jezusa, jako Pośrednika Nowego Testamentu: On żyje wiecznie. On dokonuje w niebie dzieła w mocy Bożego, wszechmocnego żywota. On żyje wiecznie, aby orędował; nie ma chwili, żeby Jego modlitwy nie docierały do Ojca, dla zapewnienia nam wypełnienia Jego przymierza. On dokonuje Swe dzieło na ziemi w mocy tego życia; i tu też nie ma chwili, żeby Jego wysłuchanie modlitwy - siły niebieskiego świata - nie spływały na nas. I to po to, aby Ojciec miał zapewnienie wypełnienia zobowiązań z naszej strony. W życiu wiecznym nie ma przerw, nie ma końca. Ciągle, wiecznie, każdej chwili żyje Pan, aby błogosławić. On może wiecznie, zupełnie i doskonale zbawić, gdyż wiecznie żyje orędując.

Przyjdź, mój bracie i patrz, tu jest zapewniona w Jezusie możliwość pozostania w Nim każdej chwili, gdyż kapłaństwo tego wiecznie żyjącego Pośrednika jest wieczne. Tak jak Jego modlitwa przyczynna wstępuje w każdej chwili, tak też w każdej chwili zstępuje i odpowiedź. A ponieważ Jezus za to ręczy, że twój dział w przymierzu zostanie wypełniony ("Ja im dam Moją bojaźń do serca ich, aby nie odstępowali ode Mnie") - dlatego nie może ani na chwilę pozostawić samego. On nie uczyni tego, gdyż nie wypełniłby Swoich zobowiązań. Może twa niewiara jest winna temu, że nie dostajesz błogosławieństwa, gdyż Pan Jezus zawsze pozostaje wierny. Jeżeli tylko zwrócisz całą uwagę na Niego i na moc żywota wiecznego, dzięki której stał się twym najwyższym kapłanem, to twa wiara wzmocni się tak, że zrozumiesz, że nie czeka ciebie nic mniejszego, jak życie nieustającego, nieprzerwanego i niezmiennego pozostawania w Jezusie!

Popatrzmy tylko, Kim jest Jezus i Kim jest dla nas, a mieszkanie w Nim będzie naturalnym, bezpośrednim wynikiem tego poznania. Jeżeli Jego życie w każdej chwili płynie do Ojca i od Ojca na nas spływa, to i pozostanie w Nim jest w każdej chwili łatwą i prostą rzeczą. Każdej chwili świadomego obcowania z Nim mówimy po prostu "Jezusie, Pośredniku, Orędowniku, zawsze żyjący Zbawicielu, przez którego życie i ja żyję, chcę pozostać w Tobie". W każdej chwili trudności, ciemności i obawy mówimy stale: "O, Ty, najwyższy Kapłanie, według mocy wiecznego, niezmiennego życia, ja pozostaję w Tobie". A w chwilach , kiedy zamiast wyraźnego i jasnego stosunku do Niego następują konieczne zajęcia życiowe, możemy się powierzyć Jego urzędowi Pośrednika. Jego wiecznemu kapłaństwu, Jego Bożej mocy, która sprawia nam wieczną błogość przez świadomość, że nas w Sobie trwale zachowa.

 

30. MIESZKAJ W JEZUSIE uwielbionym

"Żywot nasz skryty jest z Chrystusem w Bogu, ale gdy się Chrystus on żywot nasz pokaże, tedy i wy z Nim okażecie się w chwale". Kol.3,3-4

Kto pozostaje w Jezusie ukrzyżowanym, ten Go poznaje przez poznanie społeczności ucierpienia, upodabniając się do Niego w Jego śmierci. Kto pozostaje w Jezusie zmartwychwstałym i wywyższonym, ten otrzymuje również dział w Jego zmartwychwstaniu i chwalę, którą jest obecnie w niebie ukoronowany. Niewymowne są błogosławieństwa, które spływają na duszę przez połączenie się z uwielbionym życiem Jezusa.

Jest to najpierw życie pokoju i całkowitego zwycięstwa. Przed Swą śmiercią musiał Syn Boży cierpieć i bojować, mógł być kuszony przez grzech i być napastowany przez niego. Jako zmartwychwstały triumfował nad śmiercią, a jako uwielbiony miał w swym ludzkim kształcie udział we wspaniałości Bożej. Wierzący, który w Nim pozostaje, widzi, że moc grzechu i ciała jest rzeczywiście zniszczona; świadomość całkowitego i wiecznego wykupienia staje się dla niego coraz jaśniejsza i błogi pokój i odpoczynek, wstępują teraz w jego życie, jak owoc przekonania że zwycięstwo i wybawienie jest rzeczywiście już dokonane. Pozostając w Jezusie, przez, którego i pospołu z Nim został wzbudzony, i pospołu z Nim posadzony na niebiesiech, odczuwa jak spływa na niego życie chwały.

Jest to dalej życie w pełnej społeczności z miłością i świętością Ojca. Jezus często podkreślał tę myśl w swoich rozmowach z uczniami. Jego śmierć była odejściem do Ojca. Modlił się tak: "A teraz uwielbij Mię Ty, Ojcze u Siebie samego tą chwałą, którą miał u Ciebie, pierwej niżeli świat był" (Jan 17,5). Jeżeli wierzący, który pozostaje w Jezusie uwielbionym pragnie zrozumieć i doznać, co oznacza społeczność z Jezusem siedzącym na tronie, to pojmuje, że jest to ta światłość obecności Ojca, która stanowi chwałę i błogość Jezusa, i że staje się ona także dziełem wierzącego. Uczy się on tej świętej sztuki mieszkania w społeczności ze swym wywyższonym Panem w ciągłej obecności Ojca. Kiedy Jezus był na ziemi, mogły Go atakować pokuszenia, ale w chwale wszystko jest święte i w całkowitej zgodzie z wolą Ojca. W ten sposób doznaje wierzący, który pozostaje w Jezusie, że w tej świętej społeczności jego duch zostaje uświęcony i coraz to bardziej doskonalej jest poddany woli Ojca. Niebiańskie życie Jezusa jest mocą, która wypędza grzech.

To życie jest też życiem działalności i zapobiegliwości w pełnej miłości. Jezus ze swego tronu rozdziela swą łaskę, udziela swego Ducha a Jego miłość nigdy się nie kończy, objawiając się zarówno w ochronie, jak i pracy nad swoimi dziećmi. Wierzący nie może pozostawać w Jezusie uwielbionym i nie być pobudzany do pracy, a też i dla niej wzmacniany. Duch i miłość Jezusa napełniają go chęcią i mocą, aby być błogosławieństwem dla innych. W tym celu Jezus wstąpił na niebiosa, aby tam uzyskać moc i aby móc obficie błogosławić. Jako niebieski winny krzew przejawia swą moc przez swój lud, swoje latorośle. Dlatego też kto w Nim pozostaje, przyniesie wiele owocu, gdyż otrzymuje coś z Ducha i mocy życia wiecznego swego wywyższonego Pana; w ten sposób staje się jakby przewodem, przez który płynie pełność naszego Księcia i Zbawiciela, wywyższonego Jezusa, ku błogosławieństwu naszego otoczenia.

To życie w uwielbionym, jest też życiem cudownego oczekiwania i nadziei. Jezus, który teraz siedzi po prawicy Bożej oczekuje, że wszyscy nieprzyjaciele Jego będą położeni u stóp Jego podnóżka. On patrzy na te chwile, w której otrzyma pełną nagrodę, wtedy Jego chwała się objawi a Jego umiłowany lud będzie z Nim wiecznie przebywał w Jego chwale. Nadzieja Jezusa jest także nadzieją wykupionych: "Przyjdę zasię i wezmę was do Siebie, żebyście, gdziem Ja jest i wy byli" (Jan 14,3). Ta obietnica dla Pana Jezusa jest tak samo kosztowna, jak kiedyś może być dla nas. Radość spotkania jest zaprawdę nie mniejsza dla przychodzącego Oblubieńca jak i dla czekającej Oblubienicy. Życie Jezusa w chwale jest pełne tęsknoty i oczekiwania: chwała będzie dopiero wtedy doskonała, gdy Jego umiłowani będą z Nim.

Wierzący, który pozostaje w ścisłej łączności z Jezusem, będzie podzielał tego ducha oczekiwania; nie tyle dla pomnożenia swego osobistego szczęścia, ile raczej z gorącej tęsknoty za tym, aby zobaczyć Króla przychodzącego w chwale, kiedy wszelki nieprzyjaciel będzie pokonany u stóp Jego i kiedy będzie mógł objawić wieczną miłość Bożą w sposób całkowity. "Aż przyjdzie", to jest hasło każdego prawdziwego wierzącego. "Ale gdy się Chrystus on żywot nasz pokaże, tedy i wy z Nim okażecie się w chwale" (Kol. 3,4).

Mogą być różne zapatrywania na obietnice Jego przyjścia. Dla jednego jest to zupełnie jasne, że Jezus niebawem przyjdzie osobiście, aby wprowadzić swoje królestwo, to przyjście jest nadzieją wierzącego i ostoją. Dla innego, który nie mniej miłuje Zbawiciela i Biblię, oznacza to przyjście tylko sąd ostateczny, uroczyste przejście z doczesności do wieczności, koniec historii ziemi, początek nieba, a myśl o objawieniu wspaniałości Zbawiciela jest, dla niego mniejszą radością i mocą. Jest to Jezus, który przyjdzie i weźmie nas do Siebie, Jezus, który przez wszystkich jest uwielbiany jako Pan i Król, ten Jezus, który jest nadzieją całego Kościoła.

Przez pozostanie w Jezusie uwielbionym, wierzący jest pobudzany do prawdziwego duchowego oczekiwania na Jego przyjście, a to oczekiwanie może duszy dać prawdziwe błogosławieństwo. Istnieje zagłębianie się w sprawy przyszłe, w którym występują raczej znaki jakiejś specjalnej szkoły, niż znaki uczniów cichego Jezusa; zagłębiania się, przy którym różnice zdań i osądzanie innych braci, więcej wpada w oczy, niż znaki przychodzącego Jezusa. Tylko pokora, która chce się uczyć od tych, którzy mają inne dary i głębsze objawienie prawdy, tylko miłość, która nie może inaczej mówić o tych, którzy są innego zdania, jak z cichą życzliwością, tylko zmysł niebieski, który daje dowód, że Ten, który ma przyjść już jest naszym życiem; tylko to przekonać może kościół i świat, że nasza wiara nie jest oparta na ludzkiej mądrości, ale na mocy Bożej. Aby móc świadczyć o Zbawicielu, który przyjdzie, musimy pozostawać w Wywyższonym i nosić Jego obraz w sobie. Ani słuszność naszych zapatrywań, ani gorliwość, z jaką ich bronić będziemy, nie uczynią nas przygotowanymi na Jego przyjście, ale tylko pozostawanie w Nim. Tylko wtedy może nasze objawienie się w Nim w chwale stać tym, czym ma być - uwielbieniem, objawieniem i prześwieceniem tej wewnętrznej chwały, która była ukryta, aż do dnia objawienia.

O, co za błogie życie, "życie ukryte z Chrystusem w Bogu", "posadzenie na niebiesiech w Chrystusie Jezusie" (Kol. 3,3; Ef.2,6),mieszkanie w Jezusie uwielbionym! Jeszcze raz odzywa się pytanie: czy może słabe dziecko tej ziemi rzeczywiście żyć w społeczności z Królem Chwały? I jeszcze zaraz uzyskujemy tę błogą odpowiedź: właśnie aby tę społeczność sprawić i utrzymać, wziął Jezus wszelką moc na niebie i na ziemi do swych rąk. Błogosławieństwo tej społeczności przypada temu w udziale, który ufa Panu, że ją otrzyma, który w wierze i ufnym oczekiwaniu nie przestaje poddawać się Mu, aby być zupełnie jedno z Nim. Był to cudowny, a jednak prosty krok wiary, kiedy dusza po raz pierwszy w zaufaniu oddała się Jezusowi. Ta wiara dochodzi teraz do zupełnej jasności i do zupełnego uchwycenia się Bożej prawdy, że jesteśmy jedno z Jezusem w chwale. W tej cudownej wierze, cudownie prostej, ale też cudownie potężnej - uczy się dusza powierzać zupełnie wszechmocnej opiece Jezusa i działaniu Jego wiecznego życia. Ponieważ wie, że Duch Boży w niej mieszka, aby jej udzielać wszystkiego, co daje Jezus, nie uważa więcej tego mieszkania w Nim za ciężar, albo męczący wysiłek, ale pozwala Bożemu życiu w niej rządzić i dokonywać swego dzieła; jej wiara polega na coraz pełniejszym ofiarowaniu siebie, w oczekiwaniu i przyjmowaniu wszystkiego, co miłość i moc Wywyższonego może dokonać.

O, błogie życie, jest ono dla nas, gdyż Jezus jest nasz! O, błogie życie! Już teraz psiadamy je z jego ukrytą siłą, a przed nami otwiera się widok na Jego doskonałą chwałę. Oby radość i błogość codziennego życia wykazała, że w nas pracuje ukryta moc przygotowuje nas do chwały, która ma być objawiona. Oby nasze pozostawanie w Jezusie uwielbianym było naszą siłą, mocą, która nas czyni zdolnymi, aby żyć na chwałę Bożą i do wzięcia udziału w chwale Syna.

A teraz dziateczki zostańcie w Nim, aby kiedy się On objawi, zastał w nas wesele i nie zawiódł się na nas w przyszłości.



Andrew Murray

 

fShare
0