Czytelnia

Stróż

Mirosław Kulec włącz .

Kazanie to zostało wygłoszone dnia 3 marca 2002 w zborze wendryńskim (Czechy).

Chcę się z wami dzisiaj dzielić przesłaniem dla kościoła, przesłaniem Słowa Bożego, które Pan dał dla Swojego ludu i wierzę, że to będzie wyzwanie dla was. Chciałbym, jeżeli Bóg pozwoli, podzielić się z wami wyzwaniem dla kościoła na temat stróża - stróża nad Izraelem. Przeczytajmy słowa proroka Ezechiela 33 rozdział od 1 do 9 wersetu:


"I doszło mnie słowo Pana tej treści: Synu człowieczy, przemów do swoich rodaków i powiedz im: Gdy sprowadzam na jakiś kraj miecz, a lud tego kraju wybiera jednego męża spośród siebie i ustanawia go swoim stróżem, A ten, widząc, że miecz spada na kraj, zatrąbi na rogu i ostrzeże lud, I ktoś usłyszy wyraźnie głos trąby, lecz nie przyjmie przestrogi, i miecz spada i porywa go, to krew spada na jego własną głowę. Głos trąby usłyszał, ale nie przyjął przestrogi, dlatego jego krew spadnie na niego samego, lecz ten, który przestrzega, ratuje swoją duszę. Jeżeli natomiast stróż widzi, że miecz spada, a nie zatrąbi na rogu i lud nie zostaje ostrzeżony, to gdy miecz spada i porywa kogoś z nich, ten ginie z powodu swojej winy, lecz jego krwi zażądam od stróża. Ciebie więc, synu człowieczy, ustanowiłem stróżem domu izraelskiego; gdy usłyszysz słowo z moich ust, przestrzeżesz ich w moim imieniu. Gdy mówię do bezbożnego: Bezbożniku, na pewno umrzesz - a ty nic nie powiesz, aby odwieść bezbożnego od jego postępowania, wtedy ten bezbożny umrze z powodu swojej winy, lecz jego krwi zażądam od ciebie. Lecz gdy ostrzeżesz bezbożnego, aby się odwrócił od swojego postępowania, a on się nie odwróci od swojego postępowania, to umrze z powodu swojej winy, lecz ty uratujesz swoją duszę."

Po 11 września, po tym, kiedy samoloty uderzyły w Stanach Zjednoczonych w WTC, w czasie zamachu terrorystycznego znajdowałem się po drugiej stronie rzeki, w New Jersey, dzieląc się tam Słowem Bożym. Byłem dosyć daleko od miejsca, w którym doszło do zamachu. Wszyscy chyba wiedzą, o czym mówię. Po 11 września pojechałem na ulice Mannhattannu i spotkałem się z bratem Wilkersonem. To był ten dzień, w którym w Times Square Church (zbór brata Wilkersona) zwiastował kaznodzieja, który jest teraz pastorem, brat Carter Conloon. Tytuł tego kazania brzmiał: Run For Your Life! (Uciekaj, jeśli ci życie miłe!). Szczególnie David Wilkerson częstokroć wypowiadał takie słowa: "Nie jestem prorokiem, ale jestem stróżem i widzę co nadciąga nad mój kraj. Wiem, że to jest pokorny brat, który miłuje Pana i nieraz padały z jego kazalnicy Nowym Jorku słowa ostrzeżenia.

Niedługo potem poszedłem do sąsiedniej dzielnicy Mannhattannu, dzielnicy Soho i zobaczyłem, jak na ulicach całowali się homoseksualiści, mężczyźni chodzili ze sobą pod rękę. Niechcąco wpadłem na całującą się parę homoseksualistów. Uśmiechali się do mnie myśląc, że szukam partnera. Uciekłem stamtąd. Nic, nic nie poruszyło tych ludzi i nic nie zmieniło ich podejścia do grzechu. W innym miejscu USA widziałem kościoły dla
homoseksualistów, gdzie kaznodzieja homoseksualista zwiastuje do par homoseksualnych. Pary, kobieta z kobietą i mężczyzna z mężczyzną, siedzą i nie boją się Boga.

Przed zamachami Pan przemawiał, że jeżeli Ameryka nie odwróci się, przyjdzie uderzenie. Kiedy spotkałem brata Davida, chwilę przed wyjazdem do Moskwy, nie wiedział jeszcze, co się stanie. Rozmawialiśmy razem i mieliśmy wspólny obiad. Podczas jego kazania w Moskwie David Wilkerson rozpłakał się i nie mógł dalej zwiastować Słowa Bożego. Ludzie nie wiedzieli, dlaczego tak się stało, ale kiedy brat David wypłakał się, kontynuował dalej swoje słowo i powiedział: "Po raz ostatni jestem w Rosji, nadciąga takie prześladowanie, jakiego jeszcze nie widzieliście ani o jakim nie słyszeliście. To, przez co przeszliście do tej pory było niczym.

Niedawno w Nowym Jorku, znowu, podczas nabożeństwa w Times Square Church na zbór zstąpiła potężna obecność Pańska i Wilkerson znowu zwiastował jak stróż. Niektórzy z was na pewno czytali to kazanie. David Wilkerson powiedział takie słowa: "Nadchodzą straszne czasy. Wkrótce na waszych ulicach i w waszych zakładach ludzie będą z rozpaczą i z płaczem patrzeć w wasze oczy i będą pytać: dlaczego?. A wy macie wiedzieć. Ale dla ludu Bożego dał słowo: Nie bójcie się. Wy się nie bójcie, Ja was poprowadzę przez bezrobocie, przez nędzę i biedę". Ja się nie boję. Mam przyjaciół, którzy przeszli 17 lat gułagów. Mam przyjaciół, którzy przeszli więzienia i prześladowania dla Pana. Mam przyjaciół, którzy mają w szufladzie 3 wyroki śmierci i dalej zwiastują Słowo Boże. Komunizmu nie ma, a oni dalej żyją i są świadkami, że Bóg może przeprowadzić przez bezrobocie, przez biedę i nędzę. Diabeł chce zaślepić dzisiaj kościół. Polska jest pod wpływem zwiedzenia. Czarownica, która nazywa się Anna Mendez, przyjeżdża i zwodzi tysiące wiernych, dziesiątki zborów. Ludzie stojący na czele kościołów zwodzą lud i chcą nas nazywać księżmi. Chcą nas ubrać w koloratki i szmaty takie same, z jakich uciekliśmy. Chcą nas wciągnąć w tą samą niewolę, z której wyszliśmy.
Zamiast zwiastować powtórne przyjście Pana i pocieszać lud Boży tym, że Pan jest blisko, głosi się radość, śmiechy, chichy i tańce. Chcę wam powiedzieć - jest moim przywilejem stać razem z braćmi i przyjąć to powołanie. Nie jestem prorokiem, ale chcę być stróżem i chciałbym dzisiaj się dzielić z wami Słowem.

Diabeł dzisiaj tak ustawił naszą cywilizację, że kiedy zaczynasz zwiastować, że zbliża się koniec, i gdy zaczynasz zwiastować przeciwko magii, zwiedzeniom i przesądom, to mają cię za wariata, bo tak ustawiono ich umysł. Człowiek Boży wygląda jak szaleniec. Dzisiaj rano rozmawiałem z bratem Januszem i powiedziałem mu: "Wiesz, Bóg się nie wstydzi przyznać do tego, którego nazywają wariatem, ale to my się wstydzimy przyznać do Boga, że nazwą nas wariatami". Jezus się swoich nie wstydzi. Jego samego oskarżono, że ma demona i że ma nie po kolei poukładane w głowie. Ale On się nie wstydził. On się przyznawał do Ojca, a nie do religii w której żył.
Ja wierzę, że pastor naszych czasów musi słyszeć słowo od Pana. Jeżeli nie będę słyszał od Pana, jeżeli nie będę mógł patrzeć dalej niż patrzy świat, lepiej żeby mnie zbór zwolnił, żebym nie zajmował miejsca, które Pan wyznaczył dla sługi Bożego. Lepiej żeby zwolniono pastorów i wyproszono ich ze zborów jeśli zaślepiają naród Boży zwodząc, że idą lepsze czasy. Ja wiem, że nie mogą przyjść lepsze czasy. Bóg nigdy nie będzie błogosławił bezbożnych narodów. Nie jestem prorokiem, ale chcę być stróżem i patrzeć na to co nadchodzi. Kim jest stróż? Stróż w tamtych czasach, kiedy Jeruzalem było otoczone murami, w czasach rycerzy i potężnych armii, był uzbrojony i pierwszy musiał ratować miasto. Pierwszy musiał stanąć na straży, pierwszy widział co się zbliża i jego zadaniem było ostrzegać naród żyjący poniżej murów zajęty swoimi sprawami, aby porzucił swoje sprawy i wyszedł na mury. Za to nienawidzi was szatan, za to szatan nienawidzi kościoła, ponieważ widzimy co knuje. Atakuje nas najmocniej od samego początku, bo widzi, że jego zamysły są nam znane. Świat tego nie widzi, ale wy macie to widzieć. Powinniście mieć tego ducha i widzieć te rzeczy. Kościół jest stróżem. Kościół został ustanowiony jako stróż. Wiecie, łatwo przychodzi utożsamiać się z bohaterami Biblii jeżeli chodzi o błogosławieństwa. Nieraz słyszałem kazania, że Abraham wierzył i my możemy wierzyć, że Dawid tańczył i my możemy zatańczyć. Tylko że ci, którzy chcą tańczyć jak Dawid zapomnieli, że zanim Dawid zatańczył, zabił niedźwiedzia, lwa, pokonał Goliata i sprowadził obecność Bożą do Jeruzalem i dopiero wtedy zatańczył. U nas jest na odwrót - niedźwiedzie biegają, Goliaci szaleją, lwy pustoszą, a oni chcą tańczyć. Łatwo przychodzi utożsamiać się z bohaterami Biblii i powoływać się na Enocha, Noego i to są czasami naprawdę dobre rzeczy. Jak Abraham uwierzył, tak my możemy uwierzyć, jak wielu świętych przez wiarę otrzymało od Pana tak i my możemy otrzymać. Ja nie mówię, że nie. Chcę wam powiedzieć o zapomnianym aspekcie powoływania się na mężów Bożych. Jak oni byli odpowiedzialni przed Panem, tak i my jesteśmy. Oni odpowiadali za to, co Bóg na nich położył, za to, co widzieli, za swoje powołanie. Tak samo my odpowiadamy przed Panem. Jest odpowiedzialność, nie tylko przywileje. Wiecie, stróż ma widzieć wszystko wcześniej, zanim wróg się zbliży, żeby ostrzec naród. Kiedy inni śpią, stróż nie śpi. Kiedy inni nie rozpoznają czasów i dni, stróż je rozpoznaje. Świat jest zajęty swoimi sprawami, ale stróż ma patrzeć dalej, na to, co nadchodzi. A wy jesteście kościołem. Nie ma pośród was nikogo, kogo Bóg zwolnił, bo nie wy Go wybraliście, ale On was wybrał i On was powołał, abyście szli i owoc przynosili. Apostoł Paweł pisał, że są ludzie, którzy śpią. Ale wielu dzisiaj również zasnęło. Religia i bezpieczeństwo ukołysało ich do snu.

Włączyłem w Ameryce chrześcijańskie kanały telewizyjne, a są to najbardziej nieczyste kanały jakie można znaleźć. Nie ma chyba bardziej nieczystych rzeczy niż tam się głosi. Zobaczyłem ludzi, którzy wszystko co mają do powiedzenia, to jak modlić się, żeby być bogatym, jak modlić się, żeby uzyskać harmonię wewnętrzną. Ale po co daleko szukać w Ameryce, w Polsce znam pastorów, którzy posyłają swoich ludzi na krzesełko do psychiatry, zamiast pościć i modlić się za nich. Religia i bezpieczeństwo ukołysało braci do snu i dlatego niczego nie widzą. Ja widzę, że coś się zbliża, jest jeszcze daleko, ale wkrótce dojdzie. Patrzę na świat i widzę co się dzieje.
Gdyby ktoś stał na środku drogi i widział zbliżający się samochód, a na drodze bawiące się dziecko i nie ostrzegł by go, to całe życie robiłby sobie wyrzuty, że nie zniósł tego dziecka z drogi. Gdyby ktoś widział człowieka, który śpi na torach i ujrzałby pędzący pociąg, to robiłby wszystko, żeby go ściągnąć z torów. Jeżeli ktoś z was widzi waszych sąsiadów, wasze rodziny i waszych bliskich stojących na środku torów sądu Bożego, na środku drogi stoją przeciwko Bogu całym swoim życiem. Chcę wam dzisiaj powiedzieć Słowo Boże: Nie zapominajcie, że będziecie odpowiadać za tych, którzy przez was nie usłyszeli. To też jest napisane w Ewangelii. Ja przestałem już się bać. Przestałem się wstydzić. Głoszę do was wprost.
Właśnie buduję dom. Przyszedł do mnie raz człowiek od elektryki, który miał kłaść mi przewody. Przyniósł papiery i wszystkie ważne plany. Rozłożył je i wszystko się zaczęło od tego, że akurat u mnie w domu grała muzyka chrześcijańska. On mówi: "Och, jaka piękna muzyka. Taka muzyka uspokaja duszę". A ja mu mówię: "Jak twojej duszy nie uspokoi Jezus, to nic ci ją nie uspokoi". Muzyka nikogo nie uspokoi. On mówi: "Nie, nie. Wie pan, ja skończyłem kurs samo uzdrawiania". Ja mu mówię: "Sam się nie uzdrowisz, bogiem nie jesteś". I zaczęła się rozmowa. Najpierw słuchał i tłumaczył się, potem siedział cicho, odsunął te wszystkie papiery z elektryką i zaczął płakać. Wiecie, dziękowałem Bogu, że mogłem się z nim dzielić Słowem. Nie chcę się wstydzić mojego Pana! Mój Pan nie wstydził się mnie. A dlaczego ja się Go tyle lat wstydziłem? Wiecie, zawsze kręciłem, że to może tak nie wypada, że to trzeba tak delikatnie, psychologicznie... Nie chcę tak dalej. Chcę zwiastować następujące poselstwo: Kościół ma stać na murach i musi zacząć ostrzegać. Musi zacząć ostrzegać.
Wiecie, kiedyś moi znajomi w Bielsku-Białej szli po torach, gdzie jeździ pociąg do Wapiennicy i znaleźli psa, który był przywiązany do torów za przednie i tylnie nogi. Nie mogli na to patrzeć i odwiązali tego psa. Ten pies jeszcze lata żył u nich w domu. Całe życie był im wierny. Pomyślałem sobie: ludzie psa nie mogli zostawić, a ja zostawiam sąsiada przywiązanego do torów. Zacząłem głosić inaczej. Zmieniłem moje patrzenie na wszystkie rzeczy. My musimy ich ostrzec! Czasami stróż zakłócał spokój tych, którzy mieszkali w mieście. Obywatele spali i nie było to zbyt wygodne, kiedy stróż zaczął trąbić. Ale my mamy wołać i ostrzegać, bo po to jesteśmy kościołem. Już dłużej nie możesz się bać, że będziesz śmieszny. Kiedy widzisz że nadciąga niebezpieczeństwo - co ty się boisz, że będziesz śmieszny!

Nie dziwcie się, że ten świat się śmieje. On się musi śmiać. To duch tego świata się śmieje. Ale Jezus powiedział, że wy będziecie płakać, a smutek wasz w radość się przemieni. Na razie jest tak, jak jest. Jeszcze Pana nie ma. Jeszcze nie przyszedł, ale ja wiem, że jest blisko. Bliski jest czas, kiedy zabrzmi głos trąby. Bliska jest ta chwila, kiedy zmarli w Panu wstaną pierwsi, kiedy Go spotkamy i kiedy już na zawsze będziemy z Nim. I to jest dane jako pocieszenie dla kościoła. Tymi słowami mamy się pocieszać. Ludzie żyją poniżej murów i nie widzą. A my żyjemy pośród nich tak zajęci swoimi sprawami, że również niczego nie dostrzegamy. Stać na straży nie tylko znaczy, że nie mamy spać, ale znaczy to, że mamy stać na swoim miejscu. Wiecie, dzisiaj zapomniano, co znaczy wola Boża.

Wczoraj, kiedy usługiwałem moim braciom, powiedziałem: "Dzisiejsza młodzież znienawidziła słowa: dyscyplina i uczniostwo! Przyszedł czas, aby pośród młodych i starszych braci i sióstr nastał koniec tego lenistwa". Wiecie, dzisiaj tworzy się członków zboru, dzisiaj się klauna sprowadza do kościoła, żeby nauczył ludzi klaskać i tańczyć! Ale chcę wam powiedzieć - Jezus chciał, byśmy uczniów tworzyli. Apostoł Piotr napisał co znaczy uczniostwo: "Pan cierpiał i dał nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady. A to wymaga uczniostwa, to wymaga dyscypliny". Żyjemy w czasach, kiedy nie możesz się dłużej bać, że będziesz śmieszny. Nie możesz sobie tak do połowy żyć. Powinniście podjąć decyzję czy chcecie być tymi, którzy widzą i chcecie świadczyć. Nie ważne ile masz lat. Nie możesz się wytłumaczyć, że masz osiemdziesiąt albo piętnaście. Jesteś dzieckiem Bożym i nie ty Go wybrałeś, ale On ciebie wybrał w jednym celu - byś Mu przyniósł owoc, abyś widział to, czego świat nie widzi. Stróżowanie nie znaczy, że mamy duchowo spać, ale mamy być w miejscu, którym nas Pan powołał. A to miejsce nie zawsze jest popularne. Moje miejsce też kosztowało mnie popularność i przyjaciół. Byli przyjaciele, którzy z mojego domu wychodzili trzaskając drzwiami i pukali się w czoło. Niedawno ktoś powiedział, że moje zwiastowanie jest chłoporobotnicze. A ja mówię: "Alleluja, chwała Bogu! Będę zwiastował dla chłoporobotników, skoro ci inwalidzi duchowi wprowadzają kościół w odstępstwo i zwiedzenie". Chcą nas znowu przebrać za księży. Ich zwiastowanie to zwiastowanie nie wiadomo dla kogo, potrafią lać wodę całą godzinę i nic nie powiedzieć. Głoszą ewangelię
rozwodnioną i rozrzedzoną. Słyszałem jednego takiego. Zwiastował słowo: "Izajasz - syn optyczny. Napisane zostały trzy księgi Izajasza i nie jest pewne, czy każda z nich jest natchniona Duchem Świętym". Im odbija! To nie my jesteśmy nienormalni. Całe Słowo jest natchnione Duchem Świętym! Amen. Nikt mi nie będzie mówił, że to jest wykopane, że nikt nie wie, czy to na pewno było. Ja wiem jedno - nie musisz być mądry, żeby znać Pana, ale musisz dojść do Pana, musisz do Niego dotrzeć.

Dzisiaj po południu opowiem wam świadectwo pewnej prostej, nieuczonej kobiety, która uratowała życie swojego syna. Nigdy nie skończyła szkoły teologicznej, ale sam Pan Jezus przyszedł do jej domu. Ty krzyczysz, wołasz, ostrzegasz a ludzie mówią na to: "Jak on może! Jak można głosić takie kazania! Jak ty możesz mieć taką opinię! Niekulturalny! Przecież trzeba szanować innych". Ja szanuję ludzi jeśli mówię to Słowo Boże. Działanie diabła będzie szczególne w naszych czasach. Pozostało mu już mało czasu. Będzie przybierał postać anioła światłości, a my mamy stać na straży, ostrzegać i widzieć. To nie jest czas, żebyśmy zajmowali się nowym krokiem tanecznym w naszym kościele. To nie jest czas, żebyśmy się zajmowali jak być bogatszym, jak odnieść sukces. Brat Carter głosił takie słowa: "Uciekajcie, uciekajcie od kaznodziejów, którzy was będą nauczać pięć kroków do lepszej osobowości, dwadzieścia kroków do rzucenia palenia, cztery kotwice duchowego życia...". Było takie kazanie, które głosił John Osteen, a sam chodził w obstawie ochroniarzy. Na co mi takie kazania, po co mi jego cztery kotwice duchowego życia, mnie nie stać na ochroniarzy. My jako kościół mamy stać na straży, ostrzegać i widzieć. Niech mówią co chcą. Ty masz stać z mieczem i zwiastować to, co widzisz, bo Pan jest blisko. Mieczem jest Słowo Boże. Stój w swoim domu, stój w swojej rodzinie i wśród przyjaciół z mieczem w ręku.

Mój pastor Georg, który we mnie położył Słowo Boże, o dwunastej w nocy przychodził do mnie i wołał: "Wstawaj leniu jeżeli chcesz być drugim pastorem w naszym zborze!" Otwieram drzwi i pytam: "Co się stało?" "Wstawaj! Śpisz! Przyjechał grubas z Polski na misję i spać chce. Jeżeli chcesz służyć, to chodź ze mną." Ja mówię: "Cicho, dziecko mi obudzisz". "Uśpisz je znowu." Ja mu dziękowałem. Przychodzili do mojego domu tacy bardzo mądrzy pastorzy pod krawatem, tam gdzieś z góry posłani i mówią: "Widzisz bracie Kulec, ty się trzymaj daleko od Georga. Wiesz, on raczej nie jest przez nas wszystkich uznawany". Ja pytam: "Czemu wy go nie uznajecie?". "Widzisz, kiedy on głosi, to się ludzie obrażają. Mówię im: "Ja wam coś powiem, ja się na niego obraziłem już sto razy, ale jedną rzecz się nauczyłem - ile pychy jest we mnie. On mi pokazał, że na tronie mojego życia nie króluje Jezus, tylko jaśnieje pan Kulec. Majestat, który się obraża". Pastor Georg nauczył mnie czegoś. Wiecie, ja się nie śmiałem, ja płakałem. On mi pokazał, że mojego Zbawcę nie miłuję tak jak powinienem. Pastorzy mnie ostrzegali. A potem, kiedy brat Georg potrząsał Słowem Bożym i grzesznicy się nawracali, mieliśmy zbór, który liczył 300 bandytów i morderców. Kiedy odszedł do Pana, zginął, to oni wszyscy na pogrzebie łzy przelewali. Mówili: "Jaki dobry człowiek odszedł." To jest ta dyplomacja, ta polityka cała. Najpierw się go niszczy, a potem na pogrzebie się truchleje. Niech mówią co chcą. Bóg nas powołał na stróżów, a nie na to, byśmy wiedli religijne życie. Popatrzcie dzisiaj na kościół. To nie jest czas na religijne i dyplomatyczne życie. Weszliśmy w inne czasy. Mamy głosić to, o czym się ludziom nie śniło przed dwudziestu laty. Najbardziej radykalni kaznodzieje nie przypuszczali jakie rzeczy będzie trzeba zwiastować kościołowi. My nie mamy patrzeć na to co mówią ludzie.

Pewien kaznodzieja stawał za kazalnicą i mówił: "Ja myślę, że to jest tak i tak". A wtedy wszyscy kiwali głowami. "Ja uważam, że to jest tak i tak". I wszyscy mu przytakiwali. Taki mądry, uczony. Ale Pan mu pokazał w modlitwie: "Ty nie Mnie głosisz, ty się asekurujesz. Ty nie mówisz, że to Moje Słowo. Ty nie mówisz, że to Ja mówię, tylko mówisz: ja tak myślę, tak uważam, taka jest moja opinia...". Ten pastor wyszedł za kazalnicę i zaczął zwiastować: "Tak mówi Pan!...", oni go zaraz odsunęli i wyrzucili. Później drapał się w głowę i rozmyślał: "Jak to jest, jak ich kłamałem i oszukiwałem to wszyscy mi przytakiwali, a kiedy im zacząłem głosić prawdę, to się gniewają". Zobaczcie co to się dzieje! My nie mamy patrzeć na to, co ludzie mówią. Mamy głosić Słowo od Pana. Czasy się zmieniły. Sami mówicie o rzeczach, o których dawniej nie mówiliście. Sami patrzycie na świat mówiąc: "Co to się dzieje!". Dzisiaj zamiast poszukiwania radości powinniśmy zobaczyć jak płacze Pan. On powiedział, że w ukryciu będzie płakać. W ukryciu będzie płakać. Będzie płakać, bo Jego lud nie poszedł tą drogą, którą miał pójść. Biblia nam powiada, że nie wszyscy zważali na ten głos.
 

"Postawiłem też nad wami stróżów, aby wołali: Uważajcie na głos trąby! Lecz
oni odpowiedzieli: Nie będziemy uważali. Dlatego słuchajcie, narody, i uważajcie, pasterze ich trzód! Słuchaj, ziemio! Oto Ja sprowadzę na ten lud nieszczęście jako owoc ich zamysłów; bo na moje słowa nie zważali i pogardzili moim zakonem" (Jer.6:17-19).

Dzisiaj Słowo Boże jeszcze raz was wzywa, że przyjdzie dzień, kiedy na odgłos trąby, na rozkaz Archanioła najpierw staną ci, których ze łzami chowaliśmy do grobu. A potem my, którzy zostaniemy przy życiu będziemy pochwyceni, żeby stanąć przed Panem. Kto jeszcze dzisiaj na to czeka? Kto jeszcze dzisiaj tego oczekuje? Kto w to wierzy? Kto jeszcze o tym marzy? Czasy są złe. Ale zobaczcie - stróża nie bierze się na dzień. Stróż jest na czas nocy. Nadciąga ciemność. Nadciąga ogromna ciemność jakiej jeszcze świat nie widział.

19 grudnia 2001, lekarz z New Jersey pojechał na Florydę. Wszystkie gazety w Stanach o tym pisały. Wszczepiono mu na rękę chip na próbę. Jeżeli próba się powiedzie, od przyszłego roku w Stanach Zjednoczonych rozpocznie się wszczepianie identyfikatorów na rękę każdego obywatela USA. Już dzisiaj propaganda w Ameryce mówi, że tylko terroryści będą się wzbraniali, by założyć ten chip. Ja wiem, kto jeszcze nie będzie chciał. Chrześcijanie będą wliczeni w grono terrorystów. Naszego Pana pomiędzy zbójców zaliczyli i was przestępcami będą nazywać, bo jesteście Jego sługami i uczniami. Nie jest sługa wyżej niż jego Pan, a uczeń wyżej niż jego Mistrz.
Cztery tygodnie temu gazeta News Week opublikowała takie samo oświadczenie, że i w Europie przygotowują się na wprowadzenie elektronicznych dowodów osobistych. Zobaczcie, wszystko jest przeciwko naszemu Panu. W Anglii gdybyś kopnął wiewiórkę albo psa to cię policja zamknie i otrzymasz kolegium, ale dziecko możesz usunąć bez żadnych komplikacji. Powiedzcie mi, czyja to jest cywilizacja? Kto za tym stoi? Ludzie ciągle pytają, co będzie dalej. Co się stanie z ludźmi, którym nikt nie zwiastował ewangelii? Dlatego czytaliśmy Ezechiela 33:6:
 

"Jeżeli natomiast stróż widzi, że miecz spada, a nie zatrąbi na rogu i lud nie zostaje ostrzeżony, to gdy miecz spada i porywa kogoś z nich, ten ginie z powodu swojej winy, lecz jego krwi zażądam od stróża".

Wielu braci dalej grzeje ciepłe siedzonka w kościele zamiast być tam, gdzie ich posłał Bóg. Bóg prowadził mnie i moją żonę tysiące kilometrów, wyciągał nas spod karabinów, spod wojny, z zepsutych samolotów i statków. Bóg prowadził nasze życie, naszego synka myliśmy wodą z termosów mieszkając w samochodzie. Z jedną walizką wyruszyliśmy w podróż ale wracaliśmy ubłogosławieni. Ludzie wyjeżdżali na zachód, a nie przywozili tego, co my przywoziliśmy ze wschodu. Bóg dawał nam swoje bogactwa, wlewał Swoją cenność do naszych serc. Ubogacał nas i nie musieliśmy wyznawać, jak stać się bogatym, nie musiałem znać kazań: pięć kroków do zdobycia bogactwa, mój Bóg uczynił mnie bogatym przez Swoją łaskę. Uczynił mnie bogatym: znam Jezusa - to jest moje bogactwo. Nie patrzcie na to, że odrzucają wasze nawoływania. Oni nie was odrzucają, oni Jego odrzucają. Głośmy Chrystusa całym naszym życiem, bo na naszych rękach nie może być ich krwi. Pamiętaj, jesteś winny! Jesteś winny Panu, abyś szedł i owoc przynosił.
 

"Na twoich murach, Jeruzalem, postawiłem stróżów: przez cały dzień i przez całą noc, nigdy nie umilkną. Wy, którzy wyznajecie Pana, nie milczcie!" (Izaj.62:6).

Czy wyznajecie Pana? A więc nie milczcie! Stróż powinien mówić, nie śmie milczeć. Nie może szukać sobie wygód i spokoju! Ezaw też szukał spokoju i wszystko co miał, swoje pierworodztwo, dał za zupę. Siedział z michą zupy i miał nareszcie spokój tak, jak tego chciał. Tylko, że kiedy się zupa skończyła - znowu nie miał spokoju. Dzisiaj wielu ludzi oddało to wspaniałe synostwo Boże za chwilę spokoju, za to, żeby troszeczkę się pocieszyć, za to, żeby ciut, ciut sobie ulżyć w trudnym życiu. Stróż nie powinien szukać sobie spokoju i wygód. Czasami chce mi się płakać, kiedy słyszę świadectwa braci i sióstr jak mówią: "O, Bóg dał mi nową pracę."
Lecz praca spowodowała to, że nie ma go w zborze, w służbie, nie ma czasu na modlitwę i Słowo, dzieci zaniedbane, żona zaniedbana... Żyje jak wszyscy inni i mówi, że Bóg dał mu pracę. Bóg nie da ci pracy, która cię wyprowadzi z domu Bożego. Ludzie dziś pracują i w niedzielę i w tygodniu jakoby ich powołaniem było zaopatrywać swój dom, a nie służyć Panu. Wy, którzy wyznajecie Pana, nie milczcie! Owszem Słowo Boże mówi:
 

"Kto nie chce pracować, niechaj też nie je" (2.Tes.3:10).

Ale Bóg dał nam odpowiedzialność. To co jest duchowe, staje się bardziej realne w naszych czasach niż to co fizyczne. Sfera fizyczna zaczyna się rozlatywać i musi się rozlecieć. Stoję za kazalnicą i głoszę. Powiedziałem kiedyś do mojego zboru: "Ja wiem, że mogę wam głosić inne kazania. Mogę wam głosić kazania pełne dowcipów, pełne uśmiechów, pełne miodziku. Mogę wam głosić takie kazania, ale nie zamierzam tego robić, bo was kocham i chcę was wszystkich zobaczyć po drugiej stronie tej rzeki. Nie jestem wrogiem waszym, ja was kocham." Amen.

Biblia opisuje dwie kobiety. Gdybyście uważnie czytali Księgę Salomona, to ona opisuje pewną prostytutkę, jak stoi na rogu ulicy i zachęca. To jest odstępczy kościół, który zachęca swoimi bogactwami, nęci ludzi: "Chodź, będziesz bogaty, chodź, już nigdy nie będzie ci źle." Prostytutka stoi, uśmiecha się. Ale jest też piękna oblubienica. Do niej prowadzą tylko jedne drzwi. Jest jeden Pan, inaczej wejść się nie da. Ona jest piękna, zadbana i jest tylko jeden, któremu chce się podobać. Coś się zmieniło, bracia i siostry. Czy odczuwacie to? Czy dostrzegacie te zmiany, które zachodzą na świecie? Jakby przygasa światło. Nastaje ciemność. Nam jednak zabłyśnie Chrystus. Ale wiecie ilu ludzi zostanie w strasznej ciemności? Na tym świecie podnoszą się silne wiatry. Jeszcze trochę, a potem jak troskliwy rodzic Bóg zawoła swoje dzieci do domu. Chwała Bogu.

Kiedy byłem malutki, bawiłem się w piasku przed naszym domem. Wyrosłem i wychowałem się w niechrześcijańskiej rodzinie w Bielsku-Białej. Mieszkaliśmy w blokach. Przed blokiem była piaskownica i bawiłem się w niej. Zachmurzyło się i zrobiło się ciemno. Nie zwracałem na to uwagi. Otworzyło się okno, z okna popatrzyła mama i zawołała: "Chodź szybko do domu. Obiad jest gotowy i deszcz się zbliża!" Pobiegłem do domu, zjadłem obiad, a potem siedziałem w oknie i patrzyłem na oberwanie chmury. Poleciały strugi wody. Zalało piaskownicę. Tam gdzie przed chwilą się bawiłem była kałuża. Tak jak wtedy zawołała mnie mama, jeszcze raz mnie Ktoś zawoła. Kochani, robi się coraz ciemniej, wkrótce zgaśnie światło. A Bóg was wybrał, nie wy Go wybraliście!

Niedawno usługiwałem w Meksyku. Poszliśmy na wysypiska śmieci, gdzie mieszkają malutkie dziewczynki i chłopcy! Pięcioletnie, sześcioletnie, siedmioletnie dzieci mieszkają w pudłach tekturowych razem z psami i świniami bez rodziców, bez nadziei, bez żadnych szans. Domy dziecka są przepełnione, nędza panuje w Ameryce Łacińskiej, straszna nędza, bałwochwalstwo, magia. Pewnego razu do domu dziecka przyjechało małżeństwo. W Meksyku żyją nie tylko biedni ludzie. Meksyk jest takim krajem, w którym żyją bardzo bardzo biedni i ekstremalnie bogaci. Przyjechało małżeństwo, ja nie wiem ile tysięcy dolarów musiał kosztować ich samochód, którym przyjechali, to był jakiś Lamborgini lub Ferrari, ja się nie znam na tym. Wysiadła młoda, zadbana kobieta wraz z mężczyzną i poszli do domu dziecka. Okazało się, że załatwili sobie prawo adopcji jednego dziecka. Wychowawczyni przyprowadziła grupkę małych, wynędzniałych dzieci. Kobieta i mężczyzna stali i przyglądali się tym dzieciom. Jeden malutki chłopiec z wielkimi wynędzniałymi oczami stał i patrzył na nich. Ona pokazała na niego. Resztę dzieci wyproszono, tego malucha posadzili na krzesło, kobieta podeszła do niego i mówi: "Słuchaj, mały. Chcemy cię wziąć teraz do restauracji na dobry obiad. Czy chciałbyś jechać z nami?" On mówi: "Tak, chcę jechać z wami." "Ale jak zjesz obiad, to chcemy cię zabrać do sklepu z zabawkami, żebyś wybrał sobie taką zabawkę, jaka ci się wymarzy. Którą chcesz, to ci kupimy. Chcesz jechać z nami?" Jeszcze większe oczy mu się zrobiły: "Tak!" "Wiesz, przygotowaliśmy ci piękny niebieski pokoik. Będziesz miał swoje łóżko i tyle zabawek, ile zechcesz. Czy pojedziesz z nami?" On miał oczy ogromne: "Tak, jadę z wami!" Wzięli go za rękę i wyprowadzili. Wsadzili do drogiego samochodu tą nędzną sierotę i dali mu prawdziwy dom. Było po nich widać, że to dobrzy ludzie. Myślałem o tym. I nagle do mnie doszło: Bóg nas wybrał pośród tysięcy ludzi i powiedział tobie: "Słuchaj, przygotowałem ci stół i przygotowałem ci miejsce. Czy chcesz iść za mną?" To jest realność adopcji którą dał nam Pan. Bóg dał nam adopcję, dał nam prawo stać się dziećmi Bożymi. Do mojego życia przyszedł sam Pan Jezus i powiedział: "Mirek, przygotowałem ci miejsce, abyś był razem ze mną, stół jest zastawiony, miejsce gotowe. Czy chcesz iść za mną?" Amen.

Ja pragnę kroczyć za moim Panem! To jest realność adopcji samego Pana. Pomyślcie, ten, który przychodzi zastawił stół, przygotował miejsce i zabiera mnie, wynędzniałą sierotę do siebie. Dał mi prawo nazywać się dzieckiem Bożym i dał mi prawo, abym powiedział o tym innym - miejsca jest dosyć. Każdy kto chce, może wejść. Nawet spod płotu można go zabrać i zaprowadzić. Przyszedł czas, kiedy zbiera się na ucztę ludzi spod płotów, bo religia nie chce się pofatygować. Dlatego chodzimy i zbieramy tych podpłotników, tych włóczęgów, chodzimy do więzienia i do domu dziecka. Cudowne jest dla mnie, kiedy myślę o tym dniu na Golgocie, o dniu, w którym śmierć straciła klucze do mojego życia. Wołajmy innych, dopóki drzwi są otwarte. Wołajmy, bo jeszcze ciągle arka stoi otwarta, ciągle ręce Jezusa są wyciągnięte.

Zanim się nawróciłem, walił się mój świat. Patrzyłem na ludzi, byłem zwykłym osiedlowym pijakiem bez nadziei i bez przyszłości. Ludziom udawało się w życiu, a mnie się świat walił. Dzisiaj wszystko dookoła się wali ale mój świat stoi niezachwianie, moja firma stoi dobrze, mój kościół stoi dobrze, bo Bóg ułożył moje życie i Boże dzieło w moim życiu stoi niewzruszenie.

11 września 2001 znajdowałem się w New Jersey. Niedaleko od nas, w Nowym Jorku paliły się dwa bloki. Zobaczyliśmy ludzi, jak skaczą ze 107 piętra. Paliwo lotnicze, które paliło się pod nimi spowodowało taką temperaturę, że powietrze mające kilkaset stopni ruszyło korytarzami w górę do biur i do pomieszczeń, w których pracowali ludzie. Na biurkach i stołach topiły się rzeczy - taka była temperatura powietrza. Ludzie wychodzili poza okna niektórzy zaczęli skakać. Strażacy opowiadali, że człowiek, który spada ze 107 piętra uderza o ziemię, odbija się dwa metry w górę rozpryskując się na krwawą miazgę i jeszcze raz leci w dół. Taka jest siła. A mimo to ludzie skakali. Żar był tak wielki, że nie mogli wytrzymać. Czym jest ten żar w porównaniu z żarem piekła? Dużo większy będzie ogień, płacz, zgrzytanie zębów i jęki. Tam może stać ktoś, komu ja nie zwiastowałem Jezusa! Zwiastowałem mu moją teologię, moją elegancką uczoną rameczkę, lecz nie zwiastowałem mu żywego Jezusa! Niedługo sobie może wszyscy koloratki ubierzmy, będziemy chodzić i udawać ważnych ludzi. Kiedy Jezus patrzył na takich ludzi, to zobaczył, do czego mogą doprowadzić człowieka.

Samo czytanie Biblii, żeby czuć się lepiej i żeby być ważnym może doprowadzić do tego, że sam Pan pewnego dnia powie innym ludziom o nas: "Strzeżcie się uczonych w Piśmie i faryzeuszy." Ich życiem są długie szaty, pierwsze miejsca w synagogach, wieczne gadanie i rozsądzanie, wieczne debatowanie - oto ich powołanie! To jest to czym oni żyją. Chodzenie i ubieranie się żeby szukać autorytetu. Ale to nie jest autorytet Chrystusa, to jest autorytet innej religii, to autorytet polityki. Nie tego w nas Pan szuka! Jest tylko jedna rzecz, która Bogu pachnie - woń Chrystusowa. Już nie patrz na to, że się z ciebie śmieją. Nie patrz na to, że cię odrzucają, bo to nie ciebie odrzucają i nie z ciebie się śmieją. Przez długi czas drzwi w arce Noego były otwarte. Noe popatrzył na drogę - nikt tą ścieżką nie szedł. Był sam, uznany przez świat za wariata. Tylko wariat buduje statek na pustyni. Nadszedł dzień, kiedy drzwi w arce się zamknęły. Wtedy Noe ujrzał tłumy biegnące z trwogą do arki, lecz drzwi były zamknięte. Jezus ciągle stoi z otwartymi rękami i czeka. Jezus, który jest jedyną realnością. Zastanawiałem się kiedyś nad tym i pomyślałem co by było, gdybym przyszedł do was do domu, a wy sprzedalibyście mi cień swojego samochodu. "Wiesz co Mirek, samochód potrzebuję, lecz mogę ci sprzedać jego cień. Czy chciałbyś?"
A ja bym powiedział: "Oczywiście, sprzedaj mi." Podpisalibyśmy umowę. Kupiłbym cień twojego samochodu, a ty zachwalałbyś mi rocznik i markę. Tobie zostałby samochód, a ja kupiłbym jego cień. Śmialibyście się ze mnie, powiedzielibyście: "Patrzcie, on nie wszystko ma poukładane." Wiecie, śmiałbym się z tego, gdyby to nie był dramat. Każdego dnia tysiące ludzi żyją tym, co jest cieniem. Kupują i sprzedają cienie, pracują dla cieni. Budują to, co jest tylko cieniem. Nawet pobożnie wyglądające rzeczy są nazwane przez Biblię cieniem. A rzeczywistością Biblia nazywa tylko jednego - Jezusa Chrystusa. Reszta to cienie. Kiedyś powiedziałem do zboru: "Chciałbym żeby mnie Pan Jezus już zabrał. Już mi się nie chce tu siedzieć. Wszystko mi już jedno, nic mnie już nie cieszy. Niczego mi się nie chce. Wszystko co mnie cieszy, to Słowo Boże." Wszyscy mi przytakiwali. Jedynym kto mnie sprowadził na ziemię był mój brat, który dzwonił po nabożeństwie do mnie i mówi: "Słuchaj Mirek, nie bądź leniem. Przyjdzie czas, On wie kiedy. Ale na razie jest robota której nie zrobiłeś. Pracuj, a Pan wie kiedy cię zabrać. Czekaj na Pana i bądź gotowy, ale nie zapominaj, że jest dzieło Pańskie i dopóki go nie zakończysz, nie będziesz mógł powiedzieć, że wola Boża się wypełniła."

Pan powołał was abyście jak stróże patrzyli. Słyszycie co się zbliża? Słychać odległe grzmoty, one coraz bardziej przybliżają się. Słychać jak burza się zbliża. Jestem jak mały chłopiec - czekam, aż otworzy się okno i mama mnie zawoła. Czekam na Pana, aż mnie zawoła. Róbmy swoje - i Bóg dał nam ku temu narzędzia i możliwości - ale oczekujmy na Pana i Jego przyjście i trwajmy w Nim na co dzień. Amen.
 

- - - - - - -
Społeczność Chrześcijańska w Mikołajkach