Czytelnia

Walka duchowa według nowego paradygmatu, cz. 3

Kazimierz Sosulski włącz .

Jeszcze raz na znany temat

Powodowany docierającymi do mnie wypowiedziami w dyskusji, jeszcze raz muszę zabrać głos w znanej już sprawie.
 
Po pierwsze, jasno stwierdzam, że nie kwestionuję działania Bożej łaski objawiającej się nawróceniami grzeszników, przeżywaniem chrztu w Duchu Świętym i doznawaniem uzdrowień

Po drugie, nie kwestionuję prawdziwości przeżyć i doznań poszczególnych ludzi uznawanych za "mężów Bożych", wobec których nauki i postępowania wypowiadam się krytycznie

Po trzecie, nie jestem przeciwnikiem przebudzenia i ożywienia duchowego, które zawsze jest dziełem suwerennego Boga w odpowiedzi na szczerą modlitwę ludu Bożego.

  1. Opowiadam się za bezwzględnym trzymaniem się Bożego Słowa w jego niezmienionej treści i zrozumieniu zgodnym z prawidłową egzegezą, bez modnych ostatnio dodatków "nowych objawień".
  2. Opowiadam się za głoszeniem Chrystusa i Jego dzieła dokonanego raz na zawsze na Golgocie, w otwartym Grobie, na Górze Oliwnej i w Górnej Izbie, bez modnego ostatnio "duchowego feminizmu", iż to Kościół przygotuje świat na powtórne przyjście Chrystusa.
  3. Opowiadam się za suwerennym działaniem Ducha Świętego w konkretnym kraju, zborze i osobie, bez modnego ostatnio kopiowania metod, które zadziałały w jakimś regionie świata.
  4. Opowiadam się za suwerennym działaniem Słowa Bożego i Ducha Świętego, bez modnego ostatnio pośrednictwa ludzi - "generatorów mocy Bożej" - przekazujących tzw. "namaszczenie" każdemu, ktokolwiek się nawinie pod rękę.
  5. Opowiadam się za właściwymi proporcjami w prezentowaniu ewangelii Chrystusa, która jest mocą Bożą każdemu kto wierzy, bez modnych ostatnio reklamiarskich przeakcentowań uzdrowieńczych i cudotwórczych.
  6. Opowiadam się za jednością dzieci Bożych opartej na zdrowej nauce, ożywczym oddziaływaniu Ducha Świętego i biblijnych praktykach, bez modnych ostatnio trendów oddziaływania psychologicznego i manipulowania nastrojami.
  7. Opowiadam się za "powszechnym kapłaństwem" wszystkich wierzących wg zasad Nowego Testamentu, bez modnego ostatnio w Kościele feminizmu czy gnostyckiego elitaryzmu szczególnie wtajemniczonych.
  8. Opowiadam się za normalnymi nabożeństwami, gdzie każdy niezależnie od wieku i stażu wiary czuje się dobrze, bez modnego ostatnio wciskania importowanego folkloru innych narodów.

Materiały wyjaśniające:

Co do konieczności sprawdzania nauczania i postępowania znanych ewangelistów i kaznodziejów zmuszony jestem podać kilka faktów:

Gdy kilka lat temu spotkał się ze mną przedstawiciel Morrisa Cerullo z propozycją zorganizowania kampanii uzdrowieńczej, poprosiłem, aby na plakacie głoszącym, że ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, dodać tę część, którą pominięto: a ubogim głoszona jest ewangelia. Odmówiono uzupełnienia treści plakatu. Poprosiłem także o nie akcentowanie podczas publicznych spotkań sprawy zbiórki pieniędzy. Jednak przeprowadzono to w sposób żenujący. Ponieważ nie przyjęto naszych warunków - odmówiłem współpracy w organizowaniu konferencji.

Co do obdarzania zaufaniem braci - przypominam, że nie na darmo i Pan Jezus, i apostołowie wielokrotnie ostrzegali przed fałszywymi apostołami, prorokami, braćmi, nauczycielami i "chrystusami" - czyli "namaszczonymi", których wielka liczba ma charakteryzować szczególnie czasy ostateczne.

Jako przykład weźmy Benny Hinna. Od marca 2000 r. zapowiadał on pojawienie się w kwietniu, na krucjacie w Nairobi, Jezusa w widzialnej fizycznie postaci, stąpającego po podium, co sprawiło, że znalazło się tam ponad 1.300 tys. ludzi. Hinn wygłosił tam tekst, który przytaczam poniżej:

Wierzę - słuchajcie tego, słuchajcie tego - wierzę, że Jezus, Syn Boży, będzie się ukazywał fizycznie na spotkaniach i wierzącym na całym świecie, aby nas obudzić. On ukazywał się po swoim zmartwychwstaniu i ukaże się przed swoim powtórnym przyjściem. Wiecie, prorokini (Ruth Heflin z Viriginii, która we wrześniu 2000 nagle zmarła w wieku 60 lat, przyp. tłum) przesłała mi tutaj słowo przez moją żonę tej treści: Powiedz twojemu mężowi, że Jezus zamierzafizycznie pojawiać się na jego spotkaniach. I oczekuję, mówię wam, że czuję, iż to się zdarzy. Jestem ostrożny w tym jak to mówię, ponieważ wiem, że słuchają mnie ludzie w Kenii. Wiem głęboko w mojej duszy, że coś nadnaturalnego stanie się w Nairobi. Czuję to. Bardzo możliwe, że wrócimy, i ty i Gene też wrócicie, Paul i Gene wrócą do Nairobi wraz ze mną. Lecz Pawle, wrócimy wraz z zarejestrowanym nagraniem Jezusa na podium. Słuchajcie teraz, prorokuję: Jezus Chrystus, Syn Boży ukaże się fizycznie w niektórych kościołach i na niektórych spotkaniach wielu swoim ludziom z tego jednego powodu: żeby powiedzieć wam, że On zamierza przyjść.

A podczas rozmowy telewizyjnej w chrześcijańskiej stacji TBN B. Hinn powiedział (kursywa):

Byłem całkiem niedawno w Ghanie i tam, na oczach pół miliona ludzi, na podium został wskrzeszony jakiś mężczyzna. Ludzie! To jest fakt.
Prowadzący audycję: Czy naprawdę wierzysz, że ktoś może zostać wskrzeszony podczas programu?
Och, John, nie chcę ograniczyć Boga! Absolutnie, Bóg może wskrzesić człowieka. Nie widziałem tego. W tym jednym przypadku słyszeliśmy o tym.
Ale oto co widzę odnośnie do TBN. Zobaczycie ludzi wzbudzonych z martwych poprzez oglądanie tej stacji. Zobaczycie ludzi wzbudzonych z martwych poprzez oglądanie TBN. Mówię wam, widzę to swoim duchem. To będzie wspaniałe! Jezu, chwalę Cię za to! Widzę ludzi na całym świecie, może niezbyt wielu w Ameryce, którzy stracili swoich bliskich, i którzy powiedzą do grabarzy: Nie, jeszcze nie zabierajcie, chcę umieścić mojego zmarłego przed telewizorem na 24 godziny. Widzę rzędy trumien ustawionych przed telewizorami. Widzę jak są przysuwane bliżej odbiornika. Widzę jak ludzie ujmują ręce swych bliskich zmarłych i dotykają nimi ekranu telewizora i gdy dotykają ekranu, zmarli zostają wzbudzeni.

Podczas pobytu za granicą, usłyszałem w stałym programie Hinna w TBN takie jego słowa: Dzisiaj rano modliłem się do Pana o nowe namaszczenie, aby mi Pan dał takie, jak Elizeuszowi, w podwójnej porcji. A Pan mi powiedział: Benny, dlaczego mnie ograniczasz? Ja nie daję ci podwójnego namaszczenia, daję ci nieograniczone namaszczenie! Słyszycie? - zapytał Hinn telewidzów - nieograniczone! Jakże wspaniały jest nasz Pan! - zakończył.

Nie jest to doprawdy z naszej strony czepianie się słów. A wszak powyższe sprawy to nie jedyne przyczyny nie zaproszenia go do Polski.

Z usługiwaniem B.H. zetknąłem się po raz pierwszy w roku 1979 w Sztokholmie (były to początki jego służby na szerszą skalę). Wtedy to zauważyłem (a znajdowałem się czasami w gronie kaznodziejów asystujących mu bezpośrednio na podium), że dopuszcza się wobec ludzi, którym usługuje pewnego rodzaju nadużyć. Także jego zachowanie wobec osób, które zjawiły się na podium, aby doznać uzdrowienia było bardzo nonszalanckie, nie licujące z zachowaniem Bożego sługi. W jego zachowaniu wyczuwało się brak szacunku należnego każdemu człowiekowi. Wtedy też zaskoczyły mnie jego manipulacje podczas "służby" rzucania na ziemię ludzi, co wśród obecnych tam wierzących wzbudziło kontrowersje.

I właśnie jeśli chodzi o to powalanie ludzi na ziemię dotykiem, dmuchnięciem lub machnięciem ręką. Nigdzie w Nowym Testamencie nie znajdziemy opisu takiego właśnie działania Ducha Świętego. Dlatego się nad tym zastanawiamy i nie przyjmujemy tego bezkrytycznie. Bóg zawsze "współdziała" z człowiekiem, ale z człowiekiem świadomym. Dlatego takie działanie bardziej kojarzy się z pewnego rodzaju hipnotycznym oddziaływaniem człowieka na człowieka niż z działaniem Ducha Świętego, który traktuje nas "partnersko" i nigdy nie pozbawia człowieka świadomości. Istnieje np. metoda łagodnej hipnozy stosowana przez niektórych lekarzy anestezjologów lub psychiatrów we Francji (na pewno gdzie indziej też) w przypadku, gdy dla przeprowadzenia operacji nie jest wskazane zastosowanie narkozy albo należy pomóc pacjentowi w jego problemach psychicznych. Stosowania tego rodzaju hipnozy można się nauczyć. Poprzez dotknięcie człowieka (np. jego czoła) lub jedynie machnięcie palcem sprawia się, że osuwa się on lub pada do tyłu i leżąc w nieświadomości przeżywa coś w rodzaju oczyszczenia swej psychiki. Naukowcy twierdzą, że podatnych na tego rodzaju hipnozę jest 80% ludzi.

Co do kopiowania metod w ogóle - przypominam sobie epizod z życia Demosa Szakariana, którego znaną książkę przygotowaliśmy ongiś do druku. Pisze on, że podczas zarazy gruźlicy bydlęcej zaproszony ewangelista modlił się nad jego stadem krów i gromił wszystkie zarazki i prątki. I stado ocalało. Był to cud suwerennego działania Ducha Świętego. Tylko, że to wcale nie znaczy, że takie dokładnie postępowanie mamy upowszechniać jako uniwersalną metodę i stosować ją w każdym podobnym przypadku. Tak nawiasem mówiąc, może zastosują ją obecnie w Anglii wierzący hodowcy, jeśli ich trzody zaatakowała pryszczyca. Wierzę, że wielu farmerów-chrześcijan modli się w tej sprawie do Boga, ale nikt nie powinien zmuszać nikogo do zastosowania "błogosławionej metody Szakariana" niejako automatycznie, jako swoistego rytuału.

I jeszcze co do metod. Ucieszył mnie ostatnio list kogoś, kto jeszcze niedawno odwiedzał bibliotekę i badał historię swego miasta, aby zrobić "duchową mapę" i wraz ze zborem móc prowadzić o nie "strategiczną walkę". Oto jego treść:

Zacznę od (sprawy) najważniejszej - ostatnio, nie tylko patrząc na ruch Wstawienników za Polskę, ale także inne ruchy, czy też prezentowane poglądy, wołałem do Pana bym miał Bożą mądrość rozróżniania co do wydarzeń, jakie dzieją się w Kościele na świecie i w kraju; by nie kierować się emocjami, pierwszymi nawet zachęcającymi sygnałami, ale by mieć całościowe zrozumienie faktów. Jednocześnie wołałem co do przebudzenia w naszym mieście i Polsce.

Bóg mi odpowiedział w następujący sposób - nie mamy patrzeć na metody i techniki, na nowinki. Mamy go szukać całym sercem, że ja mam Go szukać całym sercem, a wtedy tak jak mówi Słowo przyjdzie jak późny deszcz jesienny. Nie spóźni się z tym, co zaplanował dla nas w naszym mieście i kraju. Ale to co będzie robił będzie na Jego warunkach, nie na naszych. Druga rzecz to jako Kościół, by Bóg mógł swobodnie działać, by mogła być przemiana wśród nas musi być prowadzone życie w świętości (a jest to rzecz, która w wielu nowych poruszeniach w Kościele jest praktycznie pomijana lub stawiana obok). Takie dwa warunki Pan mi pokazał.

Inna rzecz, wcale nie odkrywcza, to to, że Pan będzie czynił wszystko po swojemu, to co będzie robił będzie oryginalne, to nie będzie kopia czegokolwiek co działo się w świecie, a więc nie możemy przenosić mechanicznie żadnych wzorców z innych krajów do Polski, do naszego miasta. Patrzmy uczmy się, i bierzmy to co jest ogólne, ale nie naśladujmy szczegółów; zasady ogólne są do przyjrzenia się, ale konkretne techniki to nie to, o co chodzi.

Następna rzecz, która mnie mocno poruszyła. Przeczytałem w Internecie artykuł z "Charismy" (nie był najnowszy), który opisuje największy zbór w Europie - w Budapeszcie 15.000 członków. Pastorem jest tam Nemeth (imienia nie pamiętam). Zbór budowali bez oglądania się na innych, bez czerpania wzorców z innych krajów, ale po prostu głosili pełne Słowo Boże, a zbór sam rósł - sami są zaskoczeni tym, co jest dziś. Obecnie jest to Kościół na Węgrzech liczący ponad 100 tysięcy wiernych. To świadectwo bardzo mnie dotknęło.

Poniżej zamieszczamy fragmenty z listów Ruth Ruibal, żony zamordowanego pastora Julio w Kali. Były one przez nas wykorzystane w opracowaniu materiału w części I. Podajemy stwierdzenia zawarte w filmie i słowa z listów siostry Ruth. Jak można się zorientować, jest to po prostu normalna walka o dusze ludzkie, zmaganie się z ciemnością i zabobonem, grzechem i deprawacją. Nie jest to sielanka, którą sugeruje film. Jak dowiadujemy się z zamieszczonego niżej materiału "Refleksje nad kasetą wideo" - jest on kompilacją różnych wydarzeń mających miejsce w przedstawianych miejscowościach w okresie kilku lat. Tak samo np. Dzieje Apostolskie są zwięzłym zapisem ponad trzydziestoletniej historii pierwszych chrześcijan. Nieprzygotowani czytelnicy odbierają ich treść w taki sposób, jakby codziennie działy się wtedy cuda i otwierały więzienia. Zapominają, że w pierwszym wieku większość mieszkańców Imperium Rzymskiego nawet nie wiedziała, że był ktoś taki jak Jezus z Nazaretu. Zatem nie traktujmy filmu jako instruktażu przedstawiającego jakiś nowy i cudowny środek, za pomocą którego jesteśmy w stanie sprawić natychmiastową przemianę całego społeczeństwa. Niech ten film będzie raczej zachętą do modlitwy wstawienniczej, ale normalnej, nie "strategicznej", i głoszenia Słowa Bożego zgubionym duszom.

Albowiem, zgodnie z Pismem Świętym, chrześcijanin ma tylko jeden oręż zaczepny i bynajmniej nie jest nim modlitwa. W kwartalniku wstawienników "W wyłomie" nr 2, w artykule pt. "10 głównych nowości w dziedzinie modlitwy z lat 90." p.3 czytamy: "Ewangelizacyjna modlitwa. Zazwyczaj modlitwa uważana była za dodatek do ewangelizacji ale teraz wiemy, że strategicznie prowadzona i inteligentnie skierowana modlitwa może sama w sobie być narzędziem bezpośredniego zdobywania ludzi dla Chrystusa". Pytam: A gdzie głoszenie Ewangelii? To już nie trzeba grzesznika ewangelizować Słowem Bożym? Wystarczy tylko się "inteligentnie" modlić? Gdyby tak miało być, to należałoby zmienić Słowo: "A potem, gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei, głosząc ewangelię Bożą i mówiąc: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii" (Mk 1,14-15) na: "(...) przyszedł Jezus do Galilei gromiąc szatana i mówiąc do jego piekielnych zastępów: Wypełnił się wasz czas i przybliżyło się Królestwo Boże, oddajcie tych, których zniewoliliście, oddajcie cudzą własność!" A tymczasem 40 dni poprzedzających to wydarzenie, Jezus, z inicjatywy Ducha Świętego, spędził na pustyni pozwalając się kusić szatanowi i trzykrotnie zwyciężył go Słowem Bożym. W Getsemane oraz na krzyżu, w tych tak ważnych chwilach, po prostu normalnie się modlił, nie "strategicznie", dając nam tym samym przykład postępowania w tej dziedzinie. Bożą strategię zastosował w Hadesie, gdzie nawiedził grzeszników głosząc im Słowo Boże (1Pt 3,19). Nie zajmował się Lucyferem i jego demonami ani tam, ani w "okręgach niebieskich". Prawdziwy i jedyny Zbawiciel świata "Za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do tego, który go mógł wybawić od śmierci, i dla bogobojności został wysłuchany. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego. I został obwieszczony przez Boga jako arcykapłan według porządku Melchisedeka" (Hbr 5,7-10). Cóż tu jeszcze można dodawać?

Życzę Bożego błogosławieństwa, trwania w zdrowej nauce Chrystusa i kontynuowania walki o wiarę, raz świętym przekazaną.

Kazimierz Sosulski, Warszawa, 01.03.2001

 

Fakty o Kali w Kolumbii ze źródeł bezpośrednich

Stwierdzenie 1: Pokonane zostały mafie narkotykowe.

FAKTY:
Sześciu przywódców narkotykowego gangu siedzi obecnie w więzieniu. Jednak mafia się zreorganizowała dzięki temu, że dwóch z jej założycieli nadal działa w Kali. Jeden z nich czyni to z więzienia. Inni przywódcy gangu przenieśli swoje "operacje" w pobliże Kali. Prowadzą je też w pozostałych regionach Kolumbii, a przez to, że szajka ta się zdecentralizowała, trudniej jest ją teraz wykryć i unieszkodliwić.

Rebelianci (sprawujący opiekę nad handlem narkotykami) zaatakowali wiele zborów w Kali (już po nakręceniu filmu), powodując zamknięcie niektórych z nich. Z newsletteru zboru Ekklesia wynika, że FARC (partyzanci) prawdopodobnie postrzegają ewangelicznych chrześcijan jako sprzymierzeńców USA. Grupa rebeliantów zamknęła zbory, a tam gdzie wyraziła zgodę na nabożeństwa, narzuciła im godzinę policyjną (18.00) i zabroniła jakiejkolwiek publicznej aktywności religijnej na terytorium znajdującym się pod jej kontrolą. ELN (druga grupa partyzantów), zaatakowała świątynię Kościoła Katolickiego i porwała 140 wiernych".


Stwierdzenie 2: Mniej intensywna jest działalność sekt.

FAKTY:
Również sataniści napadają (napadali też w przeszłości) na zbory, aby spowodować zaprzestanie ich działalności.
Cytat z newsletteru zboru Ekklesia:
"Satanistyczne grupy napadają na zbory i chrześcijan, szczególnie w Kali. Niektóre zbory ucierpiały z powodu wielokrotnych ataków" - powiedział Consuelo Zuluaga, pracownik społeczny Justapaz.

Stwierdzenie 3: Kali stało się bezpiecznym miastem, w którym można chodzić wieczorem po ulicy bez obawy, że się zostanie napadniętym.
Oto wypowiedzi Ruth Ruibal, żony zamordowanego pastora Julio (wytłuszczenia od redakcji).

List z października 1999
"Zbór w Kali potwierdza wiadomości jakie pojawiają się w środkach masowego przekazu w USA. Patrząc na to po ludzku, sytuacja polityczna i ekonomiczna wydaje się być coraz gorsza. Tak naprawdę, to w niedzielę, zanim jeszcze wyjechałam w tę podróż, przeżyliśmy podczas nabożeństwa napad partyzantów. Być może duchowa walka w Kolumbii jest teraz tak zacięta, ponieważ kraj ten stanowi "bramę wjazdową" do reszty południowoamerykańskiego kontynentu.Patrząc na to po ludzku, sytuacja wygląda beznadziejnie. Wielu ludzi, ze względu na taką ocenę, opuszcza kraj, w tym niektórzy pastorzy. Z każdym dniem widać coraz wyraźniej, że tylko nadnaturalna Boża interwencja, poprzez Jego Kościół, może zmienić zły kierunek, w jakim zmierza ten piękny kraj. W imieniu kolumbijskiego Kościoła proszę Was o modlitwę. Módlcie się, żeby wierzący nie stracili nadziei, żeby kontynuowali trwanie w jedności i byli pełni wiary, która widzi to co niewidzialne i niemożliwe tak, jakby już stało się rzeczywistością. Jezus jest jedyną odpowiedzią. Potrzebujemy waszych modlitw."

List z listopada 1999
"Trudno opisać Kali, skoro ciemność (ogarniająca miasto) jest "ciemnością głęboką", na którą składają się ciągłe porwania, bomby podkładane w samochodach i inne akty przemocy, chaos, recesja ekonomiczna i ciągły niepokój, o którym tak szybko informują nas media w serwisach wiadomości zagranicznych. Rzadko kiedy, jeśli w ogóle, mowa jest o tym, co czyni Pan, aby przyprowadzić ludzi do swego Królestwa i dla swojej chwały. Mimo, że nadal przeżywamy trudne chwile, Pan działa w sercach mężczyzn i kobiet. (...) w trakcie trwania tego trudnego okresu przechodzenia z nielegalnej, opartej na handlu narkotykami, gospodarki finansowej do zdrowego i błogosławionego systemu ekonomicznego. I w miarę jak Kali nadal jest zmieniane dzięki Ewangelii, to się (naprawdę) stanie! (...) Razem zobaczymy zmienione CAŁE MIASTA dzięki mocy naszego Pana Jezusa Chrystusa!"

Grudzień 1999
"Z drugiej strony, parę dni temu,człowiek który nadal nam grozi (i ogłasza publicznie, że to on zabił Julio), rozpoczął nową budowę tuż koło naszej posiadłości. W przeszłości starał się zdobyć nasz teren. Ogrodzenie z drutu kolczastego podłączonego do prądu zostało zniszczone, więc musieliśmy je wymienić. Natychmiast ów sąsiad zaczął grozić naszym pracownikom i zborownikom, wykrzykując, że "przysporzy nam kłopotów" razem ze swoimi wspólnikami w liczbie 50 mężczyzn, jakich podobno ma na swoje zawołanie. Zapytał, czy chcemy kolejnej śmierci.

I dodał, że zdobędzie naszą posiadłość (wjazd do naszej kaplicy) i zablokuje nam dostęp. Musieliśmy wynająć strażników, by w ogóle móc dokończyć te prace! Prosimy was o modlitwy o ochronę. To wydarzenie tylko podkreśla, jak ważny jest projekt ukończenia budowy ściany naokoło naszej 6-akrowej posiadłości. Nasze granice musza być jaśniej ustalone i zaznaczone.


W MIEŚCIE...

Pan nadal działa w Kali. 7 grudnia mieliśmy naszą trzecią nocną modlitwę. Kiedy Stowarzyszenie Pastorów starało się załatwić pozwolenie władz na użycie stadionu przy tej okazji, policja nie chciała wyrazić zgody ze względu na groźbę napadu partyzantów w razie jakichkolwiek organizowanych tam imprez. Pastorzy odparli na to, że właśnie dlatego policjanci powinni wyrazić zgodę, bo my się modlimy o tę sytuację i wiemy, że odpowiedzią dla Kali jest Pan. Następnego dnia policja dala nam pozwolenie. Pastorzy zaprosili na to nocne czuwanie władze cywilne i mer miasta w mowie wstępnej przywitał gości. Była to najbardziej wzruszająca część całego spotkania modlitewnego, gdyż poprosił on Bożych ludzi, by się o niego modlili. Rzekł, iż wie, że tylko w Chrystusie znajduje się rozwiązanie naszych problemów - zarówno dla niego osobiście, jak i dla miasta. Znowu poprosił nas o modlitwę. Potem prywatnie zaprosił Jezusa do swojego serca jako swego Zbawiciela, w czym dopomógł mu przewodniczący Stowarzyszenia Pastorów. Na spotkanie przybyło wielu innych członków rządu i byli oni pod wrażeniem ludzi biorących w nim udział, gdyż w tym trudnym czasie są oni pełni radości. W tym wydarzeniu uczestniczyło ok. 40 tys. osób".

Maj 2000
"(...) Potem odkryliśmy, że mój przedłużony pobyt w USAprzeszkodził planom Pedra (człowieka, który jest odpowiedzialny za śmierć Julia), gdyż planował mnie zabić. Kiedy zdał sobie sprawę, że mnie tam nie ma, zaatakował Dawida, starszego zboru, który prowadzi tam prace podczas mojej nieobecności. Pedro rzekł mu śmiało, że zostało mu (Dawidowi, przyp. tłum.) tylko kilka minut życia, a naszemu prawnikowi oznajmił, że ma tylko 8 dni na wycofanie sprawy z sądu, albo jego też zabije. Następnie trzech jego ludzi śledziło (Dawida i prawnika) samochodem, a dwóch na motocyklach. Trwało to jakiś czas, zanim udało im się zgubić trop tych złoczyńców. Pan nas wiernie ochraniał. Wówczas nasz prawnik odkrył, że Pedro już przekupił sędziego. Wystosowaliśmy prośbę, aby ta sprawa została przekazana do innego sądu.


GROŹBY PARTYZANTÓW

"(...) W kolejną niedzielę, przed nabożeństwem,partyzanci wysłali do naszej posiadłości swojego człowieka z żądaniem okupu. Zagroził nam również, że jeśli nie będziemy z nimi współpracować, porwą kogoś ze zboru. Ów młody wysłaniec sam był zdenerwowany, więc nasi ludzie mieli okazję wyjaśnić mu drogę zbawienia. Nawet powtórzył za nimi modlitwę grzesznika i pomodlono się z nim. Poprosiliśmy o spotkanie z przywódcą tej grupy partyzantów, aby mu wytłumaczyć, dlaczego nie możemy spełnić ich żądań. Proszę, módlcie się o bezpieczeństwo ludzi, którzy tym się będą zajmować. Wygląda na to, że są też inni, w tym Kościół Rzymskokatolicki, którzy nie chcą płacić haraczu.

Wideo "Przeobrażone miasta" zostało dobrze użyte przez Pana, aby zachęcić wielu pastorów do jedności i wiary w to, że ich miasta mogą dzięki Ewangelii zostać zmienione. Kiedy uświadamiam sobie jak Pan użył do tego historii z Kali, to łatwiej zrozumieć całą tę duchową walkę (jaką wciąż toczymy). Nieprzyjaciel z pewnością bardzo ucierpiał na tym - nic nie jest w stanie powstrzymać ruchu Bożego Ducha! (...) Jego Kościół podlega przemianie pomimo trudnych okoliczności i, w rezultacie, to samo stanie się z miastem.

Szczególna prośba modlitewna
Pośród tej wszechogarniającej ciemności, Pan działa w potężny sposób. Co miesiąc nawraca się 30 nowych osób. Przy jakichś szczególnych okazjach bywa ich nawet więcej, jak ostatnio, w Wielki Piątek, kiedy to 25 osób wyszło po modlitwę o zbawienie. Mobilizujemy wszystkich zborowników, by te nowo narodzone osoby czynili uczniami.Pośród ciągłych gróźb ze strony Pedra i walk partyzantów, Pan nadal otwiera drzwi do służby - w tym do telewizji i radia.(...) Prosimy szczególnie o modlitwy o to, abyśmy mieli mądrość i zrozumienie na temat naszego powrotu do Kali 25 maja. Dawid prawdopodobnie na jakiś czas wyjedzie, musi przeczekać tę sytuację w Kali.

Recesja dotyka wszystkich i potrzebujemy w tej sytuacji waszego wsparcia. Budowa muru wokół posiadłości musi zostać zakończona, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę to, co się obecnie dzieje w naszym mieście. Prosimy o pomoc.

Módlcie się o:
Zbawienie i pokój dla Kolumbii
Stabilizację sytuacji ekonomicznej i politycznej
Kontynuację jedności wszystkich chrześcijan
Ochronę dla kościoła i rodziny"

Sierpień 2000
"Kolumbia przechodzi przez trudny, ale zarazem szczególny czas. Zagraniczne media podają wiadomości o przemocy, zepsuciu, walkach partyzantów, porwaniach, zabójstwach i niepokoju - i jeśli mielibyśmy oceniać sytuacje patrząc na to, co się dzieje wokół, jedynym wyjściem byłoby opuszczenie kraju. Już ok. 600 tys. mieszkańców właśnie to zrobiło w ciągu ostatnich miesięcy,co oznacza, że w sumie już ponad 2 miliony Kolumbijczyków wyemigrowało do innych państw.

Przypomina mi to sytuację Mojżesza, kiedy wszystko wydawało się zmieniać na gorsze po tym, jak Mojżesz ogłosił starszym Izraela, że wkrótce nastąpi ich wyzwolenie. Jednakże wiemy, iż Suwerenny Pan działa i odpowiada na modlitwy ludzi, którzy wierzą, iż ten strategiczny naród, często zwany "bramą Płd. Ameryki", ma przyszłość.

Ekklesia, nasz zbór, umacnia się w Panu. Było im bardzo trudno, kiedy wyjechało dwoje ich przywódców... Jednakże młodzi liderzy prowadzą pracę Pana dzięki łączności elektronicznej i telefonicznej, i On daje im łaskę, jaka jest im potrzebna. Pedro nie sprawia na razie szczególnych kłopotów, ale to zwykle oznacza, że w ukryciu przygotowuje plan, aby jeszcze mocniej uderzyć. Proszę, módlcie się nadal, żeby jego złe zamiary się nie powiodły i imię naszego Pana Jezusa Chrystusa było uwielbione. Sprawa sądowa dotycząca naszej posiadłości powinna być rozwiązana w ciągu 2 lub 3 miesięcy (...)"

Wrzesień 2000
"CIERPIĄCY, ALE NIE ZNIECHĘCENI..."

Ostatnio mieliśmy szczególnie ciężki czas w Kali i walka nadal trwa, ale wciąż doświadczamy cudownej wierności Pana.Groźby wobec przywódców zboru są nadal aktualne. Pedro przyszedł nawet na nasz parking z karabinem i kilkoma wspólnikami. Zanim nadjechała policja, udało mu się wyrąbać piękne drzewo stojące przy wjeździe. Musiały minąć dwa dni, zanim przyszła służba miejska i wydała oficjalny zakaz wstępu (Pedra) na nasz teren, aż do czasu kiedy sprawa zostanie zakończona w sądzie. Oznacza to, że jeśli w przyszłości Pedro będzie stwarzał nam problemy, policja od razu może podjąć akcję. Zbór musi wynająć adwokata i profesjonalnych wartowników. W tym też czasie przyszli się z nami modlić o tę sytuację pastorzy z innych zborów w mieście".

Październik 2000
"Nasz zbór w Kali nadal wzmacnia się Panu. Kiedy czytałam Nehemiasza, zobaczyłam tam identyczną sytuację (Żydów i ich nieprzyjaciół), jaką my mamy z Pedro. Mają ten sam cel - "przerwać prace". Pedro nie próbował wejść na nasz teren od kiedy postawiliśmy tam strażników, tak jak to zrobił Nehemiasz. Jednak nadal grozi wielu ludziom. Jeden z moich najlepszych (prywatnych) wartowników w domu jest zmuszony zakończyć swoją pracę u mnie pod koniec miesiąca z tego powodu, że się obawia o swoje życie. Ma czworo dzieci i musi pomyśleć o swojej rodzinie. Proszę, módlcie się nadal o ochronę przed nieprzyjacielem i aby to wszystko się nareszcie skończyło."

http://www.geocities.com/Heartland/Plains/4948/transformations.html

 

Refleksje nt. kasety wideo "Przeobrażone miasta"

Kaseta wideo "Przeobrażone miasta" powstała w USA, w 1999 r., i w ciągu zaledwie kilku miesięcy obiegła świat. Film ten przedstawia cztery miasta w różnych krajach, gdzie manifestująca się obecność Boża przekształciła nie tylko zbory, ale również całe społeczności i miejscowości.

George Otis Jr., przedstawiciel The Sentinel Group będącej głównym producentem tej godzinnej kasety, posłużył się sfilmowanymi w różnych okresach fragmentami wydarzeń w każdym z przedstawionych miast oraz wywiadami z uczestnikami i przywódcami tego ruchu.

Celem filmu jest przekazanie przesłania, jak to osobiście stwierdził G. Otis, że "można się nauczyć sposobu, w jaki dzięki mocy modlitwy będziemy w stanie osiągnąć podobne rezultaty we własnym miejscu zamieszkania".

Jeśli ogląda się ten film bezkrytycznie (bez sprawdzenia podanych tam faktów), można dojść do przekonania, że otrzymaliśmy nadzwyczajny klucz do powszechnego przebudzenia. Jednak gdy ktoś zechce porównać przedstawione tam praktyki z prawdą objawioną w Bożym Słowie, stwierdzi, że wygląda to zupełnie inaczej.

To samo można powiedzieć o rzekomych materialnych dowodach działania Bożej mocy w tamtejszych miejscowościach. Po sprawdzeniu faktów w każdym z tych miejsc okazuje się, że nie wszystko wygląda tak, jak to zostało przedstawione w filmie. Ale nie o to chodzi w poniższym opracowaniu. Omawiając film zbadamy, na ile głoszone tam nauki zgadzają się z tym, co mówi Pismo Święte.

Pierwszym miejscem, które odwiedzamy dzięki kasecie, jest miasto Kali w Kolumbii, państwie położonym w Ameryce Płd. Mieszka tam ponad milion ludzi. Oglądamy krótkie urywki z życia pastora Julio i jego żony Ruth Ruibal, którzy dążyli przede wszystkim do tego, by doprowadzić do jedności wszystkich chrześcijan. Są tam pokazane sceny z wielkich zgromadzeń na stadionie, masowych spotkań modlitewnych, widzimy także kilkuset pastorów zawierających ze sobą Przymierze Jedności. Następnie przedstawia się nam szczegółowe sprawozdanie z zabójstwa dokonanego na Julio Ruibalu i wzruszające świadectwo jego żony na ten temat. Trzeba tu zaznaczyć, że Julio został zastrzelony z powodu sporu o posiadłość, nie z powodu swojej wiary i religijnych przekonań.

Drugim miastem, jakie odwiedzamy, jest Kiambu, w Kenii. Sporo czasu zajmuje na kasecie wywiad z afrykańskim pastorem zboru "Jaskinia Modlitwy" i obrazy przedstawiające poczynania tego zboru, mające udowodnić, że naprawdę przyszło tam przebudzenie. Dużo uwagi poświecono również pewnej czarownicy o imieniu Mama Jane, która opuściła miasto po tym, jak wierzący zaczęli się modlić.

Trzecim miastem jest Hemet w Kalifornii, które borykało się z wieloma problemami przekraczającymi własne możliwości uporania się z nimi, a dotykały one zarówno zbory, jak i resztę społeczeństwa. Przeprowadzono wywiad z dwoma pastorami oraz pokazano sceny z wielkiego zgromadzenia na wolnym powietrzu, w którym brało udział wiele różnych zborów.

Ostatnim miasteczkiem zaprezentowanym w filmie jest miejscowość Almolonga w Gwatemali licząca 19 tys. mieszkańców. W filmie jest mowa o tym, że 8 osób na 10 w tej miejscowości to nawróceni chrześcijanie. Tu również pokazano stadion pełen ludzi i urywki zborowego spotkania. Najmocniej zaznacza się w naszej pamięci scena, gdzie zaprezentowano wielkie plony i olbrzymich rozmiarów warzywa, sugerując, że jest to bezpośredni rezultat duchowej przemiany tego miasteczka.

Na koniec George Otis jr w swym komentarzu podsumowuje wyżej opisane sceny oraz rozbrzmiewają słowa piosenki "Ogłosiliśmy wojnę", która jest motywem przewodnim całego filmu.

Po obejrzeniu tego filmu, od razu nasuwa się nam pytanie: Jaka jest rola w tym całym przedsięwzięciu naszego Pana, Jezusa Chrystusa?! Czy ma On tu coś w ogóle do powiedzenia? Brak Chrystusa jest po prostu uderzający.

Ciągle jest mowa o mocach ciemności, zwierzchnościach w okręgach niebieskich itd. Zdecydowanie główną rolę odgrywają tutaj szatan i jego demony. W ogóle natomiast nie została poruszona sprawa grzechu. Widać wyraźnie, że wg autorów to nie ludzki grzech stanowi źródło wszystkich problemów, jakie przeżywają wymienione tu miasta. Odpowiedzialne za wszelkie zło są moce ciemności, a modlitwa, post i jedność wierzących ma się stać czynnikiem zbawienia.

Cała ta koncepcja wywodzi się ze współczesnej koncepcji tzw. "walki duchowej", której celem jest pokonanie "duchów terytorialnych" i ona właściwie jest promowana w filmie. Podstawą ideologiczną całej tej opowieści są nowe, pozabiblijne objawienia. Co więcej, aby osiągnąć podobne rezultaty, trzeba stosować te same techniki i strategie, inaczej nic z tego nie będzie. Główną formułę stanowi tzw. "strategiczna walka duchowa". To ten właśnie program zastosowano we wszystkich czterech przedstawionych miejscowościach i możemy dostrzec wielkie między nimi podobieństwa.

Tak więc - wg scenariusza filmu - najpierw należy wyraźnie określić, jaka siła ciemności rządzi w danym miejscu. W Kali poproszono ludzi, by rozpoznali, które to duchowe moce są aktywne w ich miejscu zamieszkania i aby nazwali po imieniu demoniczne "warownie" panujące nad miastem.

Pastor w Kiambu orzekł, że istniejące tam problemy powodowane były przez zwierzchności panujące w powietrzu i diabelskie moce, z których największą stanowił duch czarów - należało wiec złamać jego panującą nad miastem moc.

W Hemet jeden z dwóch pastorów, z którymi prowadzono wywiad oznajmił, że głównym problemem był "duch współzawodnictwa", który do tej pory panował nad tym regionem.

Z kolei główną potrzebę w Almolonga stanowiło "zaatakowanie mocy ciemności przez post i modlitwę". Według G. Otisa, klucz stanowi tutaj wytrwałość i niezachwiana wiara w te strategie przywódców zborów, jak również konieczna jest widzialna jedność pomiędzy zborami i wyznaniami. Na przykład w Kali ok. 250 pastorów zawarło ze sobą tzw. Przymierze Jedności. W każdym z miast odbywały się masowe spotkania międzyzborowe. Gorąca, jednomyślna modlitwa stanowiła główną podstawę tych spotkań. Koncentrowała się ona często na mocach ciemności rządzących w powietrzu, które wyzywano na głos, publicznie. Zwykle ostatnie sceny z każdego z tych miast pokazywały wielkie tłumy ludzi radośnie świętujących, tańczących i machających flagami, co miało jakby stanowić dowód na to, że miasto to rzeczywiście zostało przeobrażone.

Trzeba tu wspomnieć, że twórcy filmu przedstawiając te cztery miejscowości połączyli w jeden ciąg urywki wydarzeń z kilku lat. Aby w nieobiektywny sposób opowiedzieć jakąś historię można pokazać cokolwiek. Wystarczy zebrać odpowiednie fragmenty i stworzyć z tego jedną całość ilustrującą daną opowieść, i jeszcze nazwać to "filmem dokumentalnym".

Głównym ze sposobów ustalenia gdzie i w jaki sposób działa nieprzyjaciel jest tzw. "duchowa mapa". C. Peter Wagner był jednym z pierwszych propagatorów tej metody i praktyki. We fragmencie dotyczącym Hemet w Kalifornii jest powiedziane, że "rysowanie duchowej mapy stanowi dla nas źródło wiedzy i informacji". Zaś celem sporządzania mapek jest rozpoznanie i zlokalizowanie konkretnych (wg tych wyobrażeń) sił przeciwnika.

Pragnienie poznania tego, co jest ukryte i co dotyczy mocy ciemności jest niebezpieczne, gdyż prowadzi nas na manowce. Przypomina to spożycie zakazanego owocu z drzewa poznania dobra i zła w ogrodzie Eden. Pan ustalił w świecie duchowym pewne granice, których nie należy przekraczać. Tajemna moc nieprawości już działa (2Tes 2,7), ale gdzie jest powiedziane, że mamy się w nią wgłębiać? Rysowanie duchowej "mapy problemów" wspomniano w filmie wiele razy i podkreślano ważność tej czynności. Ale jasne jest oczywiście, że Biblia niczego nas na ten temat nie uczy. Wypada więc zadać pytanie: Dlaczego spośród wielu miast USA jako przykład zostało wybrane akurat właśnie Hemet? Odpowiedź podsuwa nam geografia. Hemet leży tylko ok. 100 km od Fuller Theological Seminary w Pasadenie w Kalifornii, gdzie ta nauka o walce duchowej się "wykluła", a następnie była praktykowana przez studentów, którzy odwiedzali Hemet podczas swoich podróży misyjnych. C. Peter Wagner np. naucza tam (w seminarium) przedmiotu nazwanego: "Konfrontowanie mocy (nieprzyjaciela)", a nawet istnieje w tej uczelni możliwość wybrania jednego z dwóch tematów pracy pisemnej, która polega na szczegółowej analizie procesu sporządzania duchowej mapki i działań poczynionych w Hemet, co ma służyć jako dobry przykład postępowania w tym względzie.

W filmie duży nacisk położono na "jedność". Mówi się też, że również i o to należy się modlić. Na jakiej podstawie opartą jedność tu chodzi? Na ten temat nie ma ani słowa. Czyżby, kiedy już owa "jedność" została osiągnięta, podział zborów na denominacje przestawał istnieć? Jedność w Duchu dawana jest nam automatycznie i zawsze jest po prostu rzeczywistością tam, gdzie ludzie naprawdę należą do Chrystusa. Znowu więc widać na tym przykładzie, że nauczanie Wagnera i Otisa o jedności odbiega od biblijnej nauki na ten temat.

Jeszcze większe odstępstwo od zdrowej nauki stanowi przedstawiona w filmie koncepcja modlitwy. Wspomniano tam, że większość ludzi zgromadzonych na pierwszym wspólnym wieczornym spotkaniu modlitewnym w Kali była przekonana, że to i tak nic nie pomoże. Taka postawa pokazuje jasno, że ludzie ci nie mają pojęcia kim jest Bóg i jak On naprawdę działa. Natomiast pastor z Kenii powiedział, że "modlitwa wytwarza moc". Tego rodzaju rozumienie modlitwy znajdujemy w uprawianiu magii i okultyzmu, a nie w wierze chrześcijańskiej. Film prezentuje wiarę w modlitwę oraz wiarę w moc modlitwy, zamiast wiary w Pana.

Głównym celem spotkań modlitewnych było "zaatakowanie bram nieprzyjaciela". Taka forma duchowej walki kładzie nacisk na szukanie przez chrześcijan bezpośredniego kontaktu z nieprzyjacielem. Gdzie w Biblii jest powiedziane, że tak się mamy modlić? Nigdzie! Biblia nic nam nie mówi o konieczności atakowania demonicznych "twierdz" czy warowni nad danym terytorium. Natomiast uczy wyraźnie, że mamy "być", "stać" i jedynie "odpierać" ataki szatana, nie sami go wyzywać i atakować (stosować tzw. "walkę ofensywną"). Otrzymaliśmy wyraźną instrukcję, aby się "opierać diabelskim zasadzkom" (Ef 6,11).

Podczas prezentacji wydarzeń w Kali G. Otis powiedział: "Królestwo Boże zstąpiło na Kali". Jest to stwierdzenie absolutnie niebiblijne, zdradzające niebezpieczny sposób myślenia: to w mocy człowieka leży sprowadzenie na ziemię Bożego Królestwa. Albowiem Królestwo Boże jest tam, gdzie ludzie przyjmują i uznają panowanie Boga (w swoich sercach). Królestwa tego nie można na ziemi zobaczyć przy pomocy naszego naturalnego zmysłu - wzroku. Pan Jezus wyraźnie powiedział, "Moje Królestwo nie jest z tego świata". To Chrystus pewnego dnia zaprowadzi na ziemi swoje Królestwo, ale na pewno nie możemy tego uczynić my sami. Nie możemy zatem toczyć tego rodzaju walki w imieniu niewierzących ludzi, aby rozciągnąć nad nimi "Boże panowanie".

Spotkania "wstawienników" pokazują wyraźnie, że to wszystko oparte jest na poczynaniach zmysłowych, cielesnych. Jest tam dużo machania flagami, skakania, krzyku, wyrażania emocji, tancerzy w kostiumach narodowych, głośnych "uwielbiaczy", hałaśliwej muzyki i ogólnego chaosu. Typowy nastrój południowoamerykańskiego karnawału. Kto mógłby tam usłyszeć "cichy głos" Pana? Także sceny z afrykańskiego zboru są alarmujące. Czy można to wręcz nazwać zborem chrześcijańskim? Wszyscy tańczą jak w amoku i machają gałęziami. Może pokazano raczej jakieś plemienne święto animistów albo po prostu kościelną dyskotekę? Zborownicy idący w pochodzie niosą wielki transparent: "Odurzony Jezusem".

Po słowach G. Otisa na temat tego, że tak "wyposażona w wiedzę" modlitwa grupy wstawienników dawała wspaniale rezultaty, pokazano sceny z Hemet i otwartego spotkania obfitującego w dziwne karnawałowe akcenty i znowu widać tu mnóstwo dziwnych tancerzy w kostiumach. Wszystko to opiera się na cielesnej naturze człowieka i na sentymentalizmie. Jak jakiś festiwal folklorystyczny.

Stwierdza się w filmie, że podczas tego karnawału rzeczywiście przyciągnęła ludzi ta "miłość wyrażona w czynach" i ponad 300 osób oddało swe serce Chrystusowi. Ciekawe jak naprawdę działa taka "czynna miłość" i gdzie są ci ludzie dzisiaj?

W Almolonga ponadto została pokazana zadziwiająca scena pewnego spotkania, na którym nastoletni chłopcy podskakiwali w górę jak w amoku - nazwano to "gorącym uwielbianiem". Tylko że to przecież dokładnie zgadza się z opisem uwielbiania, jakie odprawiali prorocy Baala za dni Eliasza! Tak na marginesie: Dlaczego w filmie wiele razy można zobaczyć sceny z tancerzami w białych strojach? Co oni tam odprawiali? Tańce wojenne?

Ważne pytanie, jakie należy zadać w tym miejscu brzmi: Czy na tym ma polegać prawdziwa chrześcijańska wiara? Słowo ?ewangelia? było chyba w filmie użyte, ale ani razu nie zostało wyraźnie sprecyzowane jego znaczenie. Zamiast tego widać tam wyraźnie tzw. ?łatwą ewangelię? w rodzaju: przyjdź do Jezusa, a On da ci szczęście i rozwiąże wszystkie twoje problemy.

Czego naucza się w zborach Kali? Ameryka Płd. należy do krajów Trzeciego Świata i mieszkają tam niezliczone masy ludzi o bardzo niskim poziomie wykształcenia, ale o bardzo wysokim stopniu zabobonności. Słyszymy o wielkim przebudzeniu w Ameryce Płd., ale co się tam dzieje tak naprawdę? Otóż zapuściły tam korzenie wszystkie fałszywe nauki amerykańskich tele-ewangelistów nabierając przy tym własnego, narodowego charakteru, często tworząc mieszankę z religiami miejscowymi. To samo można powiedzieć o pozostałych kontynentach.

Pastor z Kiambu powiedział: "Kiedy została złamana moc ducha czarów, nad miastem zaczęła się unosić Boża obecność". Co za dziwny obraz Boga? O którym bogu tu mowa? Tego rodzaju myślenie jest zupełnie obce nauczaniu Pisma Świętego, wiadomo natomiast, że takie wierzenia od tysięcy lat istnieją w religiach pogańskich i u animistów. Ów pastor rzekł również: "Sukces, pomyślność - oto co teraz tu widzimy". Jasno widać, że o to mu tylko chodziło - "teologia sukcesu".

Po ogólnym omówieniu treści tego wideo, należy zwrócić baczniejszą uwagę na dwie szczególne sceny, gdyż trudno je zapomnieć i robią one na widzach wielkie wrażenie. Pierwsza z nich przedstawia Kiambu. Jest tam pokazane, że czarownica imieniem Mama Jane umieściła na terenie zboru fetysz i jego działanie było tak mocne, że szkodziło zborowi. W filmie uznano za ogromny sukces to, że Mama Jane opuściła miasto z powodu modlitw, które zanoszono. Zapomniano jednak, że w afrykańskiej kulturze normalne jest to, iż prawie na każdym rogu ulicy spotkać można stoisko szamana czy czarownice oferujące swoje usługi. W mieście Kiambu (65 tys. mieszkańców) może mieszkać co najmniej paręset praktykujących czarownic! Jednak o nich nie słyszymy ani słowa. Nie ma tu mowy o tym, żeby opuściły miasto.

Natomiast w Almolonga pokazano wspaniałe, duże plony, olbrzymie warzywa. Zachwycanie się nimi jest tu jednak nie na miejscu. Nie wspomniano na przykład nic o takim znanym fakcie, że stosuje się tam środki użyźniające glebę, pestycydy, oraz w jakich warunkach się to dzieje. Marchewki o tych samych rozmiarach można też kupić na ulicach Hongkongu. Poza tym klimat w Gwatemali doskonale nadaje się dla produkcji warzyw, a warto też dodać, że z powodu długoletniej wojny, która zakończyła się w latach 90., ziemia w tym kraju nie była przedtem w pełni wykorzystywana. To co wydaje się najbardziej niepokoić podczas prezentacji wielkich warzyw, to wyraźna sugestia, iż plony te są tak wielkie dzięki szczególnemu Bożemu błogosławieństwu. Ponieważ wierzący w Almolonga zjednoczyli się w modlitwie i pokonali moce ciemności nad swoim terytorium, Bóg wylał na nich swoje szczególne błogosławieństwo (trzeba dodać, że wspomina się również, iż to dzięki ciężkiej pracy licznych tam chrześcijan takie są te plony).

Jeśli tak to naprawdę działa, to jak należy rozumieć sytuację w Rosji czy w Chinach, gdzie wielu świętych ludzi cierpiało z zimna, głodu i było w więzieniach z powodu swojej wiary, a mimo to nie zaparło się swojego Pana? Czy brakowało im wiary? Czyżby stracili wspaniałą możliwość otrzymania Bożego błogosławieństwa tylko dlatego, że jeszcze do nich nie dotarło nauczanie Petera Wagnera? Co powiemy na temat bohaterów wiary z Hbr 11? Biblia mówi, że "świat nie był ich godny". Mimo że byli "biedni, opuszczeni, uciskani, poniewierani", zostali pochwaleni za swoją wiarę, a nie skrytykowani za to, że nie przeprowadzili udanej "walki strategicznej" z szatanem.

W powyższych dwóch przykładach omawianego filmu widzimy wyraźny fałsz w prezentowaniu faktów. Nie wiemy czy jest to działanie celowe, czy też wynika z niesamowitej naiwności producentów "Przeobrażonych miast". Tak czy inaczej, powinniśmy być bardzo ostrożni i nie dać się zwieść ani temu, ani pozostałej treści filmu.

Na końcu prezentacji George Otis mówi: "Jeżeli wasza miejscowość ma się stać miejscem wizytacji Ducha Świętego, należy podjąć te właśnie kroki, aby ją na to przygotować. Powinniśmy się modlić, aby Bóg zwiększył nasz apetyt na czynienie rzeczy, które przyciągają Jego obecność: jest to jedność, świętość, wiara i pokora. Musimy dbać o naszych liderów, którzy mają wspólną wizję, wspieraną przez fachowe modlitwy poinformowanych wstawienników". Wspomniał również o "całkowitej zmianie duchowego DNA danego społeczeństwa". Jest to na pierwszy rzut oka (dla rozsądnego człowieka) typowe "mielenie językiem" bez żadnego konkretnego znaczenia, ale jeśli je przeanalizujemy, to może się okazać, że mamy się czego obawiać. W stwierdzeniu G. Otisa cała uwaga skupiona jest na NAS. To w naszej mocy leży zmiana danego społeczeństwa i zaprowadzenie Królestwa Bożego na ziemi. Mowa tu zapewne o konkretnej grupie "super-apostołów", którzy będą rządzić światem. To my w końcu stajemy się bogami i możemy zachowywać się jak Bóg - co staje się jasne w tego rodzaju "duchowej walce", jaką nam się prezentuje. Nauka ta prowadzi do logicznego wniosku, że w efekcie to my jesteśmy bogami rządzącymi na świecie, panami wszechświata i możemy rozkazywać Bogu mieszkającemu w niebie. Zatraca się suwerenność Boga na rzecz wzmożonej aktywności chrześcijan. Zupełnie jak w religiach pogańskich, gdzie bóstwo jest nieme, a kapłani aktywni ponad miarę.

Według tej nauki, to chrześcijanie są winni wszystkich problemów na świecie. Jeśli na ziemi panuje zło, to dzieje się tak dlatego, że chrześcijanie nie dosyć się modlili i aż do tej pory nie udało im się pokonać mocy ciemności w okręgach niebieskich nad ich krajem czy miejscem zamieszkania. Jest to stwierdzenie zarówno niewłaściwe, jak i niebiblijne. W całej tej nauce nie wspomina się o osobistym grzechu jako źródle wszelkiego zła, nie ma mowy o OSOBISTEJ odpowiedzialności każdego człowieka przed Bogiem i o posłuszeństwie Jemu. Bo przecież wyzwolenie się spod panowania mocy ciemności to sprawa indywidualna - osobistej wiary w Chrystusa, a nie zbiorowe doświadczenie "zbawienia".

Wideo "Przeobrażone miasta" prezentuje wiarę w modlitwę i wiarę w moc modlitwy zamiast wiary w Chrystusa. Nie ma tu mowy o tym, że na krzyżu Golgoty Jezus pokonał już moce ciemności. Cały czas odnosimy wrażenie, że mamy bardzo mocnego diabła i bardzo słabego Boga. Stąd ciągle słyszymy co MY, jako Kościół, musimy zrobić, aby to zmienić. Jest to bardzo złe pojęcie na temat tego, kim jest naprawdę Bóg i w wideo nie ma wzmianki o tym, że jest On suwerenny. Zapomniano, że Pan na niebiosach króluje i panuje. Niestety, zbyt duży nacisk podczas całej tej prezentacji kładzie się na moce ciemności.

Film ten przedstawia również strategie, które należy zastosować, jeśli chcemy zmienić nasze społeczeństwo. Kiedy chrześcijanie zaczynają wierzyć, że stosowanie pewnych metod jest ważnym czynnikiem przynoszącym rezultaty i wyzwalającym duchową moc, dają się oszukiwać mocom znanym w okultyzmie. Obecnie dzieje się tak na szeroką skalę. Przesłanie tego filmu opiera się na niebiblijnej nauce, która przypomina właśnie naukę okultystów.

George Otis bardzo dokładnie pokazuje nam, jakich należy używać metod i strategii, mimo że nie znajdujemy ich w ogóle w Biblii. Owszem, niekiedy przytaczane są biblijne słowa, ale nadano im zupełnie inne znaczenie niż to, które wynika z nauki Pisma Świętego. Ludzie nie umiejący rozróżnić dobra i zła łatwo dadzą się na te praktyczne metody nabrać.

Jeśli tylko zastosujemy podaną nam strategię (duchowe formuły), to możemy się spodziewać podobnych rezultatów - tak brzmi główne przesłanie filmu.

Ciekawe jak Kościołowi z pierwszego wieku udało się "zmienić" ówczesny świat, mimo że nie znał ani nie stosował tych "nowych metod działania"?

Całe przesłanie tego filmu ma złe podstawy, gdyż nie jest ono oparte na Słowie Bożym.

Poza tym narrator częściej używał terminologii pochodzącej z ruchu New Age niż słownictwa biblijnego. Padały takie słowa jak np.: fenomen, plan działania, globalna akcja, duchowe korzenie itd.

Wideo to zostało wyprodukowane przez Global Net Productions (Sieć Globalna). Tego rodzaju terminologia: "globalna sieć" nie ma nic wspólnego z Bogiem znanym nam z Pisma Świętego. Jeśli w Biblii istnieje jakakolwiek wzmianka na temat globalnej sieci, to dotyczy ona zawsze sieci-pułapki szatana (np. w Ps 91,3; Kzn 9,12 itd.).

Na końcu filmu informuje się nas, w jakich innych miastach nastąpiła już ta "przemiana". Niektóre z nich to: Mizoram w Indiach, Sao Paulo w Brazylii, wioski Umofai w Nigerii, Arktyka, Resistanca w Argentynie, Navapur w Indiach, wioski Selakan w Malezji, część Kampali w Ugandzie, San Nicolas w Argentynie. Są to miejscowości w krajach rozwijających się. Ciekawe byłoby zbadać to na miejscu.

Wydaje się, że zmiana społeczeństwa i świata jest celem wielu ludzi i to nie tylko chrześcijan. Wystarczyło obejrzeć ostatnie wieści z Kumbh Mela w Indiach, by się przekonać, że nawet nieznani guru głoszą te same cele: światową harmonię i pokój oraz sprawiedliwość. Mieszkańcy naszej planety hołubią niespełnione marzenie, które starają się zrealizować. Teraz jeszcze i chrześcijanie przychodzą im z pomocą. Zupełnie ignorując to, że Jezus powiedział, iż Jego Królestwo nie jest z tego świata.

Na zakończenie można dodać, że słowa piosenki przewijającej się przez cały film też są zupełnie niezgodne z biblijną nauką. "Ogłosiliśmy wojnę" - taki ciągle powtarza się tam zwrot. Jeśli takie jest nasze zadanie w obecnym świecie, to po co Jezus w ogóle umarł na krzyżu?

Przeczytajmy Słowo z Hbr 2,14: "Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła". Kol 2,14-15: "Wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy do krzyża; rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi". (Polecam też: 1P 3,21-22; Kol 2,8-10; 2Kor 10,3-5.)

Dzisiejsza walka duchowa nie toczy się pomiędzy Dobrem a Złem, skoro Dobry już w niej zwyciężył; dzisiejsza wojna duchowa rozgrywa się pomiędzy PRAWDĄ BOŻEGO SŁOWA a kłamstwem szatana. Po czyjej stronie staniemy?

Potem Jezus mówi: "I poznacie prawdę, a PRAWDA WAS WYSWOBODZI".

Opracowano na podstawie materiałów przygotowanych przez O.B. z Wielkiej Brytanii, która w podróżach misyjnych odwiedziła 35 krajów.

 

"Bez rozwagi nawet gorliwość nie jest dobra"

Chcę podzielić się swoimi refleksjami w imieniu tych, którzy jakoby "nie chcą" przebudzenia, "nie chcą cieszyć się" z masowych nawróceń i "sprzeciwiają się" działaniu Bożego Ducha, bo brak nam miłości Bożej i być może już odpadliśmy od łaski, skoro nadal tak twardo stoimy przeciwko temu ruchowi "przebudzenia", powołując się tylko na kolejne fakty z życia, popierające nasze stanowisko.

Przeanalizujmy, na czym tak naprawdę ma polegać miłość do Boga i bliźniego? Nie chodzi tu o nasze "widzimisię", ale standardy Słowa Żywego Boga zapisane w Jego Słowie.

Jezus powiedział do Żydów, którzy w Niego UWIERZYLI:

"Jeżeli WYTRWACIE W SŁOWIE MOIM, PRAWDZIWIE UCZNIAMI MOIMI BĘDZIECIE" (J 8,31).

"Zaprawdę powiadam wam, kto SŁOWO MOJE zachowa, śmierci nie ujrzy na wieki" (w.51).

"Jeśli kto Mnie miłuje, Słowa Mego przestrzegać będzie (...) kto Mnie nie miłuje, słów Moich nie przestrzega, a przecież Słowo, które słyszycie, nie jest Moim Słowem, ale Ojca, który mnie posłał" (J 14,23-24).

"Poświęć ich w PRAWDZIE Twojej; Słowo Twoje JEST PRAWDĄ" (J17,17).

"Kto mówi: znam Go, a przykazań Jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim NIE MA; lecz kto ZACHOWUJE SŁOWO JEGO, w tym PRAWDZIWIE dopełniła się MIŁOŚĆ Boża. Po tym poznajemy, że w Nim jesteśmy. Kto mówi, że w Nim mieszka, powinien tak samo postępować jak On postępował. Umiłowani, nie podaję wam nowego przykazania, lecz przykazanie dawne, które mieliście od początku, A TYM PRZYKAZANIEM DAWNYM JEST TO SŁOWO, które słyszeliście" (1J 2,4-7).

Dalej Apostoł mówi o konieczności miłowania bliźniego. Na czym ma polegać ta miłość? Na jakimś sentymentalnym uczuciu? Łączeniu rąk z każdym, kto do nas przychodzi w imieniu Pana, nawet jeśli nie przynosi Jego nauki?

O tym wspomina Jan nieco dalej: "Kto się ZA DALEKO ZAPĘDZA i NIE TRZYMA SIĘ NAUKI CHRYSTUSOWEJ, NIE MA BOGA. Kto TRWA W NIEJ, ten ma i Ojca i Syna. Jeśli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu (zboru) i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach" (2J 9-11).

Miłość do brata jest zdefiniowana w 1J 3,15.18: "Po tym poznajemy miłość, że On dał za nas życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci. (...) Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz CZYNEM I PRAWDĄ".

Jeśli pozwalamy na swobodne nauczanie fałszywych nauk w Kościele, czy nasza "tolerancja" i "ugodowa postawa" jest wyrazem tej prawdziwej miłości Bożej do braci, o jakiej mówi Biblia? Zdecydowanie nie, gdyż nie spełnia ona warunku bycia miłością W PRAWDZIE. Boża miłość BEZ prawdy NIE ISTNIEJE. Miłość i Prawda to dwie strony tej samej monety.

Prawdziwa miłość do Boga objawia się m.in. żarliwym bronieniem prawdy Jego Słowa (Judy 3), gdyż kochamy Jego Słowo nad własne życie (iluż to męczenników zginęło za wiarę w TO właśnie Słowo na przestrzeni wieków, a będzie ich jeszcze więcej w tych ostatecznych czasach). Jeśli komuś prawda Bożego Słowa i fałszywe nauki szerzone pośród nas są obojętne, to znaczy, że brak mu miłości Bożej i musi pokutować, gdyż jego serce jest letnie (por. Obj 2,4-5; 3,15-16). Jeśli ktoś natomiast wręcz sprzeciwia się demaskowaniu fałszywych nauk, nie jest po stronie Boga, lecz działa na rzecz nieprzyjaciela naszych dusz. Za to spotka go surowa kara "w owym dniu" (por. Mt 7,21-23)

Słowo Boże (biblijna nauka) jest święte. W Psalmie 138,2b jest powiedziane: "Bo NAD WSZYSTKO wywyższyłeś imię i SŁOWO swoje". Miłość do Słowa nie jest "bałwochwalstwem" (jak czasami głosił John Wimber i jego uczniowie) - nie mówimy tu przecież o tym, by czcić kartki papieru i twarde okładki naszej Biblii czy używać tej Księgi jako jakiejś relikwii, albo jeszcze gorzej - do zabobonnych praktyk. Sama książka, choćby nawet Biblia, nie ma w sobie mocy. To jej zawartość, Słowa ŻYWE, jakie podaje nam do zrozumienia Duch Święty, przynoszą życie i zdrową naukę oraz poznanie Boga - kim jest naprawdę, a nie wg naszych wyobrażeń o Nim. Nasza miłość do Słowa powinna być taka, jak króla Dawida w Psalmie 119. I trudno nazwać ten wspaniały, najdłuższy w Biblii rozdział "wyrazem bałwochwalstwa"!

Mając taką miłość do Słowa, w którym objawił się sam Bóg, nasz Pan, Jezus Chrystus, możemy również kochać prawdziwie naszych braci. Jak mamy wobec tego traktować ludzi, którzy zeszli z prostej drogi? Czy mamy im pozwolić zginąć? Czyż naszym obowiązkiem nie jest ich uratować? Nawet jeśli oskarża się nas przy tym publicznie o brak miłości i "niesprawiedliwe osądzanie braci?" (Ga 4,16)

"Ratuj wydanych na śmierć, a tych, których się wiedzie na stracenie, zatrzymaj. Jeżeli mówisz: nie wiedziałem, to Ten, który bada serca, przejrzy to. A Ten, który czuwa nad twoją duszą wie o tym i odda każdemu według jego czynu" (Prz 24,11-12).

W kontekście fałszywych nauk pośród nas, chrześcijan, Juda rzekł: "Dla jednych, którzy mają wątpliwości, miejcie litość, WYRYWAJAC ICH Z OGNIA, RATUJCIE ICH; dla drugich miejcie litość POŁĄCZONĄ Z OBAWĄ, MAJĄC ODRAZĘ NAWET DO SZATY SKALANEJ PRZEZ CIAŁO" (Jud 22-23).

Prawdziwa miłość szuka "najwyższego dobra drugiego człowieka". Objawia się ona właśnie w czynie takim, jak opisany powyżej - oczywiście mowa o tej konkretnej sytuacji, jaką mamy dzisiaj w Kościele.

Innym aspektem miłości bratniej są np.: pomoc finansowa, modlitwa o kogoś, podzielenie się swoim chlebem z przychodniem itd.

Ten właśnie czyn "miłości i prawdy" jakim jest demaskowanie zwiedzenia, aby chociaż niektórych uratować, jest dzisiaj przez niektórych uznawany za akt nienawiści, pychy, ducha krytykanctwa i wszystkiego najgorszego. Jednak tak to wygląda tylko z ludzkiego, humanistycznego punktu widzenia, tak myślą ludzie świeccy i dlatego wszędzie, w każdej niemal obecnie religii, głosi się popularne hasło o "tolerancji" i "zgodności w różnorodności" (unity in diversity).

Jednak tam, gdzie mowa o grzechu i duchowym niebezpieczeństwie, nie ma miejsca na kompromis i ugodę lekceważącą "pewne nieistotne różnice".

Jeśli chodzi o obecny ruch "Sieci Walki Duchowej", ponad wszelką wątpliwość jest on uznany przez Boże Słowo, które osądza wszelkie zamiary serca (Hbr 4,12), za niezgodny z objawieniem woli i nauki Bożej w Biblii. Bez cienia wątpliwości. Jeśli ktoś chce spojrzeć na to obiektywnie, to zobaczy, iż stosowane są tu zwykłe CZARY udające praktyki chrześcijańskie (patrz "Odźwierni czyli ci, którzy trzymają klucze" w artykule "Walka wg nowego paradygmatu cz. II").

Biblia zaś jasno wypowiada się na temat tego, jak BÓG patrzy na czary, wszelkie bałwochwalstwo i odstępstwo od Jego nakazów:

"JAWNE zaś są uczynki ciała: (....) bałwochwalstwo (pójście za głosami demonów), czary (wszelkie praktyki białej magii i stosowanie modlitwy na tych samych zasadach co okultyści) (..) odszczepieństwo (to nie my, ci ze "starego porządku" jesteśmy odszczepieńcami lecz ci, którzy WPROWADZAJĄ NOWE NAUKI). Ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego NIE odziedziczą" (Ga 5,20-21). Jak widać, konsekwencje tego postępowania są bardzo poważne.

Mówi się dużo o "wspaniałym uwielbianiu" na takich konferencjach jak z Aną Mendez oraz w zborach "wstawienników". Jednak co sądzi Bóg na temat uwielbiania, oddawania Mu chwały podczas równoczesnego wykręcania Jego Słowa?

"Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i ofiarach (składanie ofiary dziękczynienia Bogu muzyką i pieśniami), co w POSŁUSZEŃSTWIE DLA GŁOSU PANA? Oto: POSŁUSZEŃSTWO lepsze jest niż ofiara, a UWAŻNE słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem jak CZARY, a krnąbrność jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom. PONIEWAŻ WZGARDZIŁEŚ ROZKAZEM PANA, więc I ON WZGARDZIŁ TOBĄ i nie będziesz królem" (1Sm 15,22-23).

"U tego kto ODWRACA UCHO, ABY NIE SŁYSZEĆ NAUKI, NAWET MODLITWA JEST OHYDĄ" (Prz 28,9).

"Gdzie NIE MA ROZWAGI, tam nawet GORLIWOŚĆ NIE JEST DOBRA" (Prz 19,2a).

Zawróćmy więc do zdrowej nauki, zdrowej modlitwy wstawienniczej, a wtedy jeszcze mamy szanse na prawdziwe przebudzenie wśród nas.

(em)


Kazimierz Sosulski

Artykuł jest własnością redakcji Miesięcznika "Chrześcijanin".
Przedruk dla celów komercyjnych możliwy jest po uzyskaniu zgody redakcji oraz podaniu źródła.

Żródło:
Miesięcznik "Chrześcijanin"
Artykuł nie służy celom komercyjnym.

 


- - - - - - -
Społeczność Chrześcijańska w Mikołajkach

fShare
0