Czytelnia

Jak się modlimy

Super User włącz .

Jak się modlimy - obrazek KPJChChrześcijanie to ludzie modlitwy. Lecz czy zawsze się modlą? Kiedy modlą się? Pragę podzielić się z czytelnikami rozmyślaniem o naszych modlitwach.

Pewnego razu słyszałem kazanie na temat modlitwy, w którym pewien brat opowiedział o następującym zdarzeniu. W jednej wsi mieszkał starszy wiekiem wierzący człowiek. W tejże miejscowości była niewielka grupa chrześcijan, do której on również należał. Brat ten nigdy jeszcze nie był na nabożeństwie w mieście (z nieznanych przyczyn), mimo że bardzo pragnął choć raz tam być. Któregoś dnia umówił się z pewnym młodym kaznodzieją, aby odwiedzić dużą miejską społeczność. Staruszek miał taką możliwość po raz pierwszy. Z radością oczekiwał na ten dzień. W końcu nadszedł upragniony dzień i obaj poszli na najbliższą stację kolejową. Po drodze idąc aleją, młody kaznodzieja zaproponował bratu, aby wejść do pobliskiego lasu i pomodlić się. Brat z chęcią podtrzymał tę propozycję. Kaznodzieja powiedział: "Skłońmy nasze kolana i módlmy się. Ty bracie, pomódl się jako pierwszy a później ja się pomodlę". Staruszek skłonił kolana i zaczął się modlić: "Panie Boże, dziękuję Ci za to, że usposobiłeś brata do tego, aby zabrał mnie do miejskiego zboru. Lecz Ty widzisz w jakim stanie jestem. Słabo słyszę a obuwie mam w takim stanie, że aż wstyd mi w nim podróżować. Lecz Ty Panie Boże wiesz, że nie posiadam innego obuwia a i znajomych tam nie mam abym mógł poprosić o przyjęcie na nocleg. Proszę Ciebie, spraw tak, abym mógł usłyszeć dobre kazanie a także wskaż gdzie mam przenocować. Amen". Po nim modlił się kaznodzieja. Jego modlitwa była wyrazista, pięknie powiedziana. Kiedy skończył, zwrócił się do staruszka słowami: "Bracie, dlaczego modliłeś się w ten sposób? Cóż to za modlitwa? Mówiłeś o obuwiu. To nie wyglądało na modlitwę". Starszy brat pokornie odpowiedział: "Modlę się tak, jak umiem."

Kiedy bracia dotarli do miasta i przybyli do domu modlitwy, na miejscu było już wielu ludzi. Kaznodzieja wskazał staruszkowi drzwi, przez które ma wejść, sam zaś wszedł innym wejściem. Staruszek z trudem przedostał się przez przepełnioną werandę do sali, która także była pełna. Stojąc w drzwiach, przyłożył rękę do ucha, starając się usłyszeć o czym mówiono z kazalnicy. Jedna z sióstr, siedząca w pierwszym rzędzie, zauważyła leciwego brata, usiłującego z końca sali usłyszeć treść kazania. Uzgodniła z inną siostrą, siedzącą obok, że wstanie, a ona wówczas zaprosi staruszka na to wolne miejsce. Brat był bardzo zadowolony. Teraz słyszał każde słowo kaznodziei.

Gdy nabożeństwo zbliżało się ku końcowi, siedząca obok siostra wskazała innej osobie na stare, zniszczone obuwie, mówiąc: "Popatrz, w czym ten brat przyszedł".  Po zakończeniu nabożeństwa staruszek usłyszał propozycję: "Pójdziemy do sklepu obuwniczego. Pracuje tam mój zięć". Tak też uczynili. Siostra wybrała obuwie dla brata, a gdy dowiedziała się, że jest on ubogi, podarowała mu je z radością. Ucieszył się bardzo.

Stał teraz w towarzystwie nieznajomych osób, braci i sióstr, gdy nagle ktoś zapytał: "Skąd jesteś bracie?" "Przybyłem z małej wsi" - odpowiedział i wymienił nazwę miejscowości. "A czy masz bracie zapewniony nocleg?" "Na razie nie mam miejsca, ale prosiłem Pana Boga, aby On jakoś przygotował mi nocleg." "A więc będziesz nocował u mnie. Oczekiwałem na przyjazd syna, ale on telegraficznie zawiadomił mnie, że przyjedzie później. Mam dla ciebie przygotowany pokój i jedzenie". Po rozmowie zabrał brata do siebie na nocleg.

Następnego dnia staruszek spotkał się w umówionym miejscu z młodym kaznodzieją, który przywiózł go do miasta, Podczas spotkania radośnie opowiedział o tym, jak Pan Bóg odpowiedział na całą jego modlitwę: "Bardzo dobrze słyszałem całe kazanie, a popatrz też na moje nowe buty, do tego spałem w takim łóżku! W moim życiu nigdy tak dobrze nie spałem. Oto jak Pan Bóg odpowiedział na moją modlitwę. A tobie bracie też On odpowiedział?" Kaznodzieja milczał,  dlatego, że nie pamiętał o co się modlił. On po prostu dobrze się modlił, tak jak wypadało dla kaznodziei.

Mimowolnie pomyślałem: "Czy modlę się, kiedy się modlę?" Wielu nie może udzielić odpowiedzi na to pytanie, ponieważ starając się wyraziście, pięknie modlić, opuszczają to, co jest w niej najważniejsze! Ich modlitwę często nie można nazwać modlitwą.

 

Przetłumaczył J.Sz. ("Wiera i Żyzń" nr 5/1997

 

 

- - - - - - -
Społeczność Chrześcijańska w Mikołajkach