Czytelnia

Nie odchodźcie do Moabu

I. Kargel włącz .

Moab Nie odchodźcie do Moabu

„W czasach, gdy rządzili sędziowie, nastał głód w kraju. Wtedy wyszedł z Betlejem judzkiego pewien mąż wraz ze swoją żoną i dwoma synami, aby osiąść jako obcy przybysz na polach moabskich. On nazywał się Elimelech, a jego żona Noemi, synowie zaś jego Machlon i Kilion; byli to Efratejczycy z Betlejem judzkiego. I przyszli na pola moabskie i przebywali tam”  (Rut 1/1-2)


Księga Rut zawiera głębokie prawdy ważne dla każdego dziecka Bożego, a krótki opis życia Elimelecha jest bardzo pouczający. Kim był ten człowiek, którego widzimy wychodzącego z Izraela? Dlaczego tak smutny był jego los?... Odpowiedź, którą daje nam Słowo, brzmi: był to człowiek z ludu wybranego przez Boga, z poważnej rodziny, zajmującej pierwsze miejsce w pokoleniu Judy, mieszkał w małym, ale znanym mieście izraelskim, w Betlejem, co znaczy: „dom chleba”. Nazwa wskazuje, że w Betlejem można było spodziewać się bogatych zapasów żywności. Szczególnie zaś chwalebnie brzmi imię tego Izraelity – „Elimelech”, tj. „Bóg jest królem”. Wydaje się mi, że to imię, które od dzieciństwa nosił ten człowiek, było jakby protestem przeciw temu, o czym świadczy Księga Sędziów, mówiąc: „W tym czasie nie było jeszcze króla w Izraelu”. Zawsze, gdy wypowiadano to imię, to jakby mówiono: Bóg jest królem! Ale mieć: dobre imię – to jedno, a nosić z szacunkiem to dobre imię – to zupełnie inna sprawa.

Dobrze jest każdemu dziecku Bożemu, jeśli Bóg rzeczywiście jest królem w jego sercu i życiu!
Czy odstąpiłeś Bogu tron swojego serca, bracie mój, moja siostro? Czy w Jego rękach jest panowanie nad twoim życiem? Czy też uczyniłeś tak, jak czyni wielu, którzy dają miejsce Panu Jezusowi jako swojemu prorokowi, albo uważają Go za swojego arcykapłana, torującego im Swoją własną krwią drogę do nieba? Czy Bóg jest twoim królem, któremu w pełni posłusznie i wiernie służysz?

W przypadku Elimelecha wygląda na to, że pozwolił Bogu być „królem” tylko do tej pory, dopóki wszystko szło zgodnie z jego ludzkimi pragnieniami i dopóki mu się to podobało. Bo przecież kiedyś nagle wstał, nie zapytawszy Boga – swego króla i zrobił to, co wydawało mu się z punktu widzenia ludzkiego dobre – opuścił on piękny „obiecany” kraj, swoje dziedzictwo. Z nim musiała odejść jego żona Noemi (przyjemna, radosna) i obaj synowie.

O, ta chęć – opuszczenia Ojcowskiego domu – czai się w tak wielu drogich dzieciach Bożych! Ale dlaczego tak jest? Dlatego, że ciągle nosimy w sobie „dwie natury” – nowe stworzenie z nasienia „drugiego Adama” i starą naturę pochodzącą od „pierwszego Adama”. Gdy się odda pierwszeństwo tej swojej starej naturze, wtedy znów odchodzi się do „dalekiego kraju”. Wszystkie dzieci Boże wezwane są z zewnątrz, ze świata, do Chrystusa; świat jest ich byłą matką... i jej „mleko” dla wielu pozostało smaczne. Jeśli niewystarczająco i nie do syta karmią się przy stole Ojca, wtedy znów ciągnie ich do poprzedniego. Strzeżcie się dzieci Boże.

Co było główną przyczyną przeprowadzki Elimelecha? Oto ona: nastał głód w kraju. Jakże to dziwne: głód w Betlejem – brak chleba w domu chleba! Smutny to fakt, gdy o mieszkańcu Betlejem mówi się: on zaczął cierpieć niedostatek. Pismo bardzo wyraźnie wskazuje, że głód w Izraelu zawsze był karą Bożą i zwykle był karą za odstępstwo od Boga. Tak zapewne było i w Betlejem.

Głód zawsze jest czymś strasznym. W czasach głodu widziałem ludzi błąkających się jak cienie, pożółkłych, o kolorze ziemi, chwiejących się na nogach... Jednak o wiele straszniejszy jest głód duchowy. Szkoda tylko, że nasze cielesne oko jest ślepe i nie widzi „chwiejących się”, głodnych dusz.

Czy masz chleb? Czy wystarcza ci pokarmu dla duszy? Są to ważne pytanie. Jeśli tak, jeśli masz nadmiar chleba, to chwała Bogu: jedz należycie, karm się nim, ciesz się obfitością, nie marnuj jej. Masz pewność, że nie marnujesz Bożego chleba, gdy po każdym jedzeniu wykształca się w tobie moc do służby Bogu i ludziom. Jeżeli nie będziesz szanował chleba, należy się obawiać, że Bóg zabierze go tobie i nastanie dla ciebie czas głodu.

Pan dopuszcza głód, aby on przywiódł odstępców do Boga, aby zmusił ich do wołania do Niego; ale wielu, których dosięgną głód, nie robi tego... Co oni zatem robią? Uciekają. Ucieka więc Elimelech z „domu chleba”, odchodzi od swojej ziemi, od Boga... Inni zaś pokornie cierpią głód w Bożym „domu chleba”. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że pragnie się czegoś więcej, niekoniecznie chleba i myśli się, że można to znaleźć gdzieś w innym miejscu – i to pociąga. Tak zapewne było z Elimelechem. Przecież jego sąsiedzi nie odeszli z nim: jeszcze wystarczająco mieli pożywienia w Betlejem. Tylko on jeden miał nadzieję polepszyć swój byt gdzie indziej.

O, wy, których zadaniem jest rozdawanie chleba w „domu chleba”, wykonujcie wiernie nakaz naszego Pana, który powiedział: "Dajcie wy im jeść" (Mt 14/16).

Dajcie potrzebującym prawdziwego chleba z nieba, aby nie odeszli, szukając pożywienia gdzie indziej.
Dokąd idzie Elimelech? Tak napisano: Aby osiąść jako obcy przybysz na polach moabskich. Nie zaszedł więc daleko. Z północnych i wschodnich okien domów w Betlejem można zobaczyć łańcuch gór moabskich, za którymi rozpościerają się równiny pól moabskich, do których ciągnęło Elimelecha. Wydawać by się mogło, że wystarczy ręką sięgnąć, tak blisko leżał Moab od Betlejem. Być może Elimelech myślał i mówił do swoich: pozostaniemy w pobliżu swojego ludu; będziemy tam niedługo i jeśli zechcemy, szybko wrócimy do domu. Wzięli więc, co mieli najlepszego, gdyż wyszli z bogactwem (Rut 1/21) Jeżeli nawet musieli zostawić w Betlejem jakieś dobro, którego nie można było zabrać z sobą, mieli widocznie nadzieję znaleźć na polach moabskich wystarczającą rekompensatę.

O, nieszczęśliwi są wszyscy, którzy pozostawiwszy błogosławioną rolę i lud Boży, odeszli, bo ciągnęło ich do Moabu! W różowych barwach widzi się obczyznę, zanim się do niej dotrze. Nigdzie nie będzie tak dobrze i wspaniale, jak tam w Betlejem, w „domu chleba”, który właśnie opuszczają. – „Nie, nie, nie na zawsze was opuszczamy” – mówią wszystkim. „Odchodzimy niedaleko, sami widzicie. Będziemy trzymać się blisko”. Takie mowy słyszy się i obecnie i znajdujemy przykłady w Słowie Bożym: „albowiem Demas mnie opuścił, umiłowawszy świat doczesny i odszedł do Tesaloniki” (2 Tym 4/10). Gdyby ludzie umieli przewidzieć, jak mylą się w swoich rachubach i jak oszukują siebie samych! Posłuchajcie, wy, którzy patrzycie na Moab. Moab nigdy nie zadowoli duszy przywykłej do Betlejem. Nie jesteście z Moabu! Wasza dusza potrzebuje Boga. Czego idziecie szukać w Moabie? Popatrzcie na przykład Elimelecha.

Co się stało z Elimelechem na obczyźnie? Historia Elimelecha nie zapisała się tylko atramentem i piórem, ale gorzkimi łzami. W krótkich słowach na kartach Pisma Świętego opowiedziana jest smutna historia i tragiczny los, jaki był udziałem Elimelecha i jego rodziny w Moabie. Właśnie tam, dokąd ten człowiek się udał, aby ratować życie swoje i bliskich – tam właśnie dosięga go śmierć. Wszelkie ludzkie koncepcje – pomijające wolę Boga – zawiodły. Elimelech umarł, pozostawiając swą rodzinę w Moabie. Był on głową domu, zadecydował o przesiedleniu – główna wina za opuszczenie Betlejem spoczywała na nim – i pierwsze ciężkie uderzenie spadło na niego. Jeżeli nie liczymy się z Bogiem, narażamy się na „niespodziewane” Jego wyroki.

Ojcowie i matki, musicie podejmować w życiu decyzje, dotyczące nie tylko was, ale i waszych dzieci! Jaka odpowiedzialność spoczywa na was za każdy krok, w jakimkolwiek kierunku byście go nie przedsięwzięli. Spójrzcie na Elimelecha w Moabie: pewnie myślał „szybko wrócę”… ale nigdy do domu nie wrócił. Po śmierci głowy rodziny matka i obaj synowie mogli wrócić do Betlejem – decyzja należała do nich. Czy myśleli o powrocie? Czy naradzali się ze sobą? – Tego nie wiemy. Jednak chcieli się zadomowić w Moabie – nie tylko nie wracają, ale idą dalej po wybranej przez ojca drodze, biorą sobie za żony Moabitki, czego surowo zakazywało prawo Boże. Podobnie jak ojciec, nie pozwolili Bogu królować, ale postąpili, według ducha czasów, tak, jak wydawało się im najlepiej. Na obczyźnie, gdzie ich nie było współbraci, nie miał ich kto upomnieć.

Ojcowie i matki! Jeżeli wybierzecie złe drogi, to bądźcie pewni, że i dzieci wasze uczynią to samo; one pójdą nawet dalej niż wy i skończą tak samo jak wy. O Machlonie i Kilionie mówi się, że umarli w Moabie. Czy widzicie, bracia moi? W Moabie – chcecie tego czy nie – musicie umrzeć. Pójście do Moabu oznacza światowe życie, brak społeczności z dziećmi Bożymi i sytuacje, w których nie ma innych dzieci Bożych. Może się też zdarzyć, że na zewnątrz jeszcze nie odróżniacie się od innych wierzących i jesteście pełnoprawnym członkiem Bożej społeczności, jednak duchowo już jesteście w Moabie, bo wasze życie wiary toczy się na cielesnym gruncie. Apostoł mówi:” Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie” (Rz. 8/13). Dlatego bójcie się nawet kierować wzrok na Moab. Kto jednak już to uczynił, albo nawet przeniósł się do Moabu, niech śpiesznie wraca, jeszcze dzisiaj, bo jutro może być już za późno!


I. Kargel

 

- - - - - - -
Społeczność Chrześcijańska w Mikołajkach

 

 

fShare
0